Autor Wątek: [Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej  (Przeczytany 784 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline włóczylas



  • Pomógł: 1
  • Half human, half Pole, half amazin'

[Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej
« dnia: Listopad 21, 2019, 19:59:31 »
GSPK to najdłuższy i najbardziej krajobrazowo różnorodny szlak znajdujący się w Puszczy. Przebiega przez całą jej długość, ze wschodu na zachód, odwiedzając jednocześnie zarówno południową, jak i północną część Kampinosu, przedzielone krajobrazem mazowieckiej wsi. Odwiedza również większość lokalnych atrakcji – miejsca historyczne, mogiły żołnierskie, pomniki przyrody.

Mimo że GSPK nie jest oczywiście długodystansowym szlakiem (według przewodnika PTTK ma zaledwie 56 kilometrów), zalecany czas na jego przejście to 2 pełne dni. Ma to związek zarówno z marną bazą turystyczną w Puszczy Kampinoskiej, jak i różnorodnością i bogactwem trasy. Ja uporałem się z nim w 3 dni – taki był plan od początku. Potrzebowałem odpoczynku od zgiełku i okazji do solidnego przetestowania kupionych w ostatnim roku rzeczy.

Z powodu naprawdę słabej bazy turystyczno-zaopatrzeniowej w Puszczy, a szczególnie dostępu do wody pitnej – ilość rzeczy, które zabrałem, nie różniła się w sumie od tej, którą wziąłbym na dwa-trzy tygodnie na jakiś prawdziwie długodystansowy szlak. Najcięższą rzeczą w zapakowanym plecaku było ABC kempingowe – ale drugą był zapas wody. Niosłem ze sobą maksymalnie niemal 4 litry (3 l w camelbagu i 0,8 l w nalgence).

25 PAŹDZIERNIKA. DZIEŃ #1 – (WARSZAWA)-DZIEKANÓW LEŚNY-ROZTOKA (21,44 KM)

Wędrówkę rozpocząłem dopiero około 9:30. Mimo że przesiadając się na młocińskiej pętli byłem świadkiem pięknej pogody, zanim dojechałem na miejsce całe niebo spowiły chmury, a przy ziemi zaczynała tworzyć się lekka mgła.



Z początku trasa wiodła mnie terenami, które poznałem zimą podczas pierwszych wypraw do Puszczy. Na drodze do Mogilnego Mostku las najpierw był gęsty, sosnowy. Szlak prowadził w pobliżu otuliny; w miarę docierania do terenów podmokłych gęstniał i wzbogacał się o dęby, graby, wiązy i olchy. Plecak mimo bogatego systemu nośnego ciążył mi nieznośnie, ale zabrane w ostatniej chwili kijki trekkingowe robiły robotę, odciążając nieco moje nogi i biodra. Co 2-3 kilometry zatrzymywałem się na 10-15-minutowy odpoczynek.







Pod wiatą przy Mogilnym zrobiłem pierwszy dłuższy postój, po czym raźno wymaszerowałem w kierunku bardziej urozmaiconego, wydmowego terenu. Chwilę po podjęciu drogi na chwilę zszedłem ze szlaku skręcając w pierwszą w lewo za Wilczą Strugą drogę leśną, w kierunku malowniczego grobu nieznanego żołnierza. Następnie skrajem miękkiej, zapiaszczonej drogi ruszyłem przez Białą Górę do Długiego Bagna i dalej, dawnym nasypem kolejowym do Palmir.

















Szlak skręcał w lewo, przez chwilę prowadząc pokrytą kocimi łbami drogą, następnie ponownie chował się w lesie. Pokonałem najwyższy po drodze punkt wschodniego Kampinosu, Ćwikłową Górę, i zatrzymałem się na kawę i chałwę w Karczmisku. Kolejny odcinek, do cmentarza partyzanckiego w Wierszach, był mi jeszcze znany z zimy. Za nim, za drugim skrzyżowaniem z żółtym szlakiem, czekała terra incognita.





Kolejne 7 kilometrów było walką z ciężarem na plecach i lekko odmawiającym posłuszeństwa nogami przy dość monotonnym i coraz szybszym marszem w kierunku zachodnim – z każdym kilometrem słońce robiło się ciemniejsze, a jego tarcza szybko wysuwała się przede mnie. Chwilę za skrzyżowaniem szlaków padłem i długo odpoczywałem na pniaku wzdłuż ścieżki, nie zważając na gęstniejący pod lasem zmrok. Dalsze kilometry pokonałem z już przygotowaną czołówką, jak na złość bardzo malowniczym kawałkiem szlaku, który prowadził nie podbitą betonowymi płytami Warszawską Drogą, ale równoległą do niej, wąską, meandrującą w gęstwinie lasu ścieżką.

Pod Budki Kiścińskie podchodziłem już świecąc. Równolegle spokój zasypiającego lasu coraz mocniej brudził narastający szum samochodów z trasy 579. Szlak odbił w lewo, pozwalając do ostatniej chwili, do Kanału Zaborowskiego, iść lasem. Ledwo z niego wyszedłem, a opadła mnie mgła takich rozmiarów i natężeniu, że wchodząc na parking w Roztoce nie widziałem nie tylko pola namiotowego leżącego za nim, ale również skraju samego postoju. W końcu używając nie oczu, a GPS-a w telefonie, znalazłem kierunek. Wchodząc na polanę o mało co nie zabiłbym się o jedną z postawionych tam wiat – mimo najmocniejszego trybu w czołówce w takim mleku nie widziałem nawet na metr. Sprawnie rozstawiłem namiot i zabrałem się za przygotowywanie kolacji. Chwilę później, mieszając risotto z kawałkami kabanosów, złamałem swój jedyny spork i w ten sposób – w dwóch częściach – służył mi przez cały czas. Przejrzałem jeszcze wstępnie zdjęcia z całego dnia, przygotowałem posłanie i położyłem się spać.



26 PAŹDZIERNIKA. DZIEŃ #2 – ROZTOKA-(GÓRKI)-CISOWE (14,51 KM)

„Kurczę, nie mam wody!” – od tego zaczął się właściwie sobotni poranek. Poprzedniego dnia wypiłem podczas drogi około 2 litry, połowa nalgenki poszła na kawę po drodze. Wieczerza kosztowała mnie zaparzenie całego garnka – 0,8 litra, tak samo śniadanie (płatki owsiane z suszonymi owocami, orzechami i mlekiem w proszku + kawa). Po zasięgnięciu języka wśród turystów, którzy swoimi autami licznie zasilili parking o poranku okazało się, że wyświetlany w Google Maps miejscowy sklep spożywczy działa jedynie w sezonie letnim, a do kolejnego w Kępiastym najlepiej wziąć autostop na trasie.





Na szczęście zostaję poczęstowany półlitrową butelką mineralnej i trzymam kciuki, by starczyło mi to do sklepu w Górkach, leżącego bliżej szlaku niż jakikolwiek inny. Ruszam drastycznie późno – dopiero w okolicach 9 słońce przebiło się przez zalegającą całą noc mgłę pozwalając mi wygrzebać się z mokrego od mgły i kondensacji namiotu i wysuszyć porządnie śpiwór i plecak; na szlak wchodzę tuż przed 11.





Początkowo ścieżka trzyma się drogi asfaltowej, chociaż to już zupełnie inny las. Po podmokłościach, piaszczystych drogach przez wydmy i monotonnych kawałkach płaskiego drzewostanu wkroczyłem na pagórkowaty, gęsty bór. Skrajem Dużej Góry zaszedłem na odpoczynek do Posady Łubiec i ruszyłem dalej w stronę Zamczyska, gdzie szlak zakręca w kierunku północnej części Puszczy. Niestety, podczas tego etapu ponownie zabrakło mi wody.





Znów miałem szczęście – odpoczywając pod wiatą koło Zamczyska spotkałem grupę podobnych mi łazików, którzy poczęstowali mnie „siódemką” mineralki. Zakręciłem jeszcze na chwilę ku pozostałościom wczesnośredniowiecznego grodziska i ruszyłem na północ, do Górek. Za Sosną Powstańców czekał najmniej przyjemny odcinek szlaku w jego środkowym biegu – półtora kilometra asfaltem. Szybko okazało się, że dystans do sklepu wynosi jeszcze drugie tyle. Przy skręcie szlaku na Zamościańską Drogę złapałem okazję i tak znalazłem się w miejscu zaopatrzenia, gdzie odnowiłem swoje zapasy wody i batoników.





Oczywiście zasiedziałem się podczas tego odpoczynku tak, że kiedy złapałem okazję z powrotem dowożącą mnie do rozstajów, słońce – mimo że o niebo bardziej widoczne i działające niż wczoraj – zdążyło się już chylić za horyzontem. Nie chciałem popełnić kolejny raz błędu rozbijania się z namiotem po ciemku, zwłaszcza że teraz miałbym spać „na dziko”. W miarę dobrą miejscówkę znalazłem dopiero po paru kilometrach, za krzyżem w dawnym Cisowem. Mimo że dzisiejszy dystans był znacząco krótszy, czułem się zmęczony – najpierw forsownie maszerowałem oszczędzając wodę, następnie wlokłem się asfaltowym poboczem, na końcu chwiejąc się objuczony zrobionymi zapasami. Na kolację zjadłem, pierwszy raz w życiu zresztą, liofilizat (kurczak curry z ryżem) z dodatkiem kabanosów i ułożyłem się do snu, tym razem pamiętając o dodatkowej warstwie od dołu – folii NRC.





27 PAŹDZIERNIKA. DZIEŃ #3 – CISOWE-(TUŁOWICE)-BROCHÓW (24,09 KM)

Sukces! W niedzielę udało mi się wstać o prawie właściwej porze – na kwadrans przez porankiem. Ten był piękny, z minuty na minutę z coraz bardziej intensywnym, ciepłym słońcem. Zjadłem śniadanie, spakowałem rzeczy i przed ósmą ruszyłem w dalszą trasę.





Droga przez mazowieckie łąki, aleją starych drzew skończyła się w momencie wejścia w północną część Puszczy. Szlak znów skręcił na zachód, ku swojemu końcowi. Droga skrajem Demboskich i Kozich Gór pływała w czerwonych, żółtych i brązowych liściach.







W drodze do Dębu Kobendzy minąłem parę powstańczych grobów, a samo „pomnikowe” drzewo zaskoczyło mnie swoim ogromem. W rejonie Czerwińskich Gór las liściasty znów ustąpił miejsca iglastemu. Jednocześnie pogoda powoli, acz konsekwentnie zmieniała się na gorszą. Za Famułkami Królewskimi, przy resztkach torów kolejki wąskotorowej Wilcze Tułowskie-Piaski Królewskie skończyła mi się woda…













Zacisnąłem zęby. Według informacji z mapy i internetu stacja benzynowa w Wilczach Tułowskich była 5 kilometrów ode mnie. Ostatni duży kawałek leśny na szlaku pokonałem upartym, monotonnym, zmęczonym tempem. Po forsującej wspinaczce na skraj Wilczej Góry, ostatnią formację wydmową po drodze, doszedłem do asfaltowej drogi łączącej Sochaczew z bardziej uczęszczaną drogą 575 z Kazunia w pobliże Wyszogrodu. I znów musiałem wlec się poboczem drogi, pokonując coraz bardziej porywisty wiatr i z niepokojem patrząc na zbierające się nade mną czarne chmury. W końcu doczłapałem do Osady Puszczańskiej PTTK, gdzie dowiedziałem się, że spodziewana stacja benzynowa jest już od kilku lat zamknięta. Pracownicy restauracji w Osadzie odpytali mnie skąd i dokąd idę i – pragnąc mieć swój udział w mojej eskapadzie – zasponsorowali mi obiad i uzupełnienie zapasu wody pitnej.







Szlak w Borku Tułowickim, oddzielonym na przełomie poprzednich wieków cyplu Puszczy Kampinoskiej pośród pól uprawnych, kręcił dzikie wygibasy ale wciąż prowadził mnie jak po sznurku. Dlatego tym większe było moje zdziwienie, gdy oznaczenia znikły tuż po tym, kiedy opuścił skraj lasu. Po kilometrze kuśtykania kolejną drogą asfaltową pojąłem, że przed Janowem powinienem był odbić lekko w prawo w kierunku meandrującej poprzez pola rzeczki. Postanowiłem skręcić zatem w lasek przylegający do wsi w nadziei, że uda mi się wrócić na zgubiony kurs. Tymczasem zaczęło się już robić szaro, wiatr wzmógł się i zaczął padać lekki, ale coraz bardziej gęstniejący deszcz.





Wyszedłem z lasu i prąc na przełaj, przez pola i nieużytki próbowałem dojść do linii wierzb i olch, wyznaczającej bieg koryta rzeczki i szlak. Tam zatrzymałem się. Nigdzie nie było widać nawet śladów ścieżki czy jakiegokolwiek oznaczenia. Klnąc na czym świat stoi ruszyłem przez pole czepiających się ubrania badyli z powrotem w kierunku drogi, obiecując sobie wrócić na szlak z powrotem w Brochowie.



Kolejne dwa kilometry to zapadający zmrok, asfaltowy dukt i coraz wolniejsze kuśtykanie w deszczu i wietrze. W końcu skręciłem w prawo, w kierunku końca szlaku i miejsca, na którym czekać miał na mnie mój transport do domu. Szedłem z coraz większą trudnością, kontuzja stóp w kontakcie z twardym podłożem znów dała znać o sobie. W końcu, 800 metrów przed końcem szlaku, dostrzegłem na ulicy światła samochodu mojej Mamy. Byłem już tak zrezygnowany mozołem poruszania się po asfalcie i pogodą, że dałem sobie spokój i uznałem, że dojście do Brochowa liczy się tak samo, jak przejście do samego końca tamże…





GSPK, mimo że krótki, jest realizacją „planu minimum” jaki miałem na ten rok. Szkoda, że nie udało się mimo pragnień, środków i determinacji zrealizować niczego większego – niestety, czasem życie stanie na przeszkodzie nawet najbardziej sprzyjającym okolicznościom.

Do tej pory wyposażałem się w sprzęt na zasadzie „aby mieć”, często idąc na kompromisy z jakością i ekonomią, i mimo że niemal każdy element wyposażenia sprawdził się w moim przekonaniu – teraz nastąpi długotrwały okres wymiany rzeczy na lepsze i lżejsze, a co za tym idzie droższe.

Lista sprzętu: https://lighterpack.com/r/k9v1a8

forum.outdoor.org.pl

[Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej
« dnia: Listopad 21, 2019, 19:59:31 »

Offline dave

Odp: [Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 21, 2019, 21:19:06 »
Fajna relacja, witaj na forumiku. Faktycznie, mając w perspektywie biwak, duży zapas wody to konieczność. Kiedyś wpakowałem się tak w nocleg prawie o suchym pysku i... nigdy więcej. ;)

Offline włóczylas



  • Pomógł: 1
  • Half human, half Pole, half amazin'

Odp: [Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 22, 2019, 03:07:01 »
Dziękuję za powitanie :)

No z wodą w Kampinosie jest tragedia, nawet posiadanie fitra (który oczywiście jest na mojej liście zakupowej) niewiele by zmieniło, bo patrzyłem specjalnie i w zasadzie na tym szlaku byłyby dwie zaledwie okazje do jego wykorzystania, przy czym ta pierwsza była niewielką kałużą na torfowisku Długie Bagno... Ja niestety mam spore zapotrzebowanie na wodę, taka już moja uroda i tam, gdzie "normalny" człowiek potrzebuje powiedzmy litra, ja muszę liczyć półtora ¯\_(ツ)_/¯

Natomiast szlak super i o to chodziło! Szkoda, że w tym roku już raczej nic więcej dłuższego nie przejdę – mój śpiwór ma tkomf 6°C, teoretycznie mam w odwodzie jeszcze wiekowy letni syntetyk Pajaka, ale to jest dodanie do wagi bazowej kolejnych 1600 g.

Offline Piotrek



  • Pomógł: 80

Odp: [Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 22, 2019, 09:46:41 »
Jak mawiają krakusy - w pyte! :)

Offline Grzesiek



  • Pomógł: 33

Odp: [Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 22, 2019, 16:13:47 »
Jak odpowiadają Krakusy.... :
W pyte, to koń Bąka ugryzł.

Offline Shwarc

Odp: [Kampinos] Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 25, 2019, 10:05:42 »
W pyte, to koń Bąka ugryzł.
:D