Autor Wątek: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze  (Przeczytany 1079 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« dnia: Listopad 01, 2019, 18:41:08 »
Będąc świadomym swoich praw i obowiązków wynikających z założenia plecaka uroczyście oświadczam że podczas tego wyjazdu będę zachwycał się każdą chwilą i uczynię wszystko aby moja wędrówką i komunia z otaczającym światem była zgodna, szczęśliwa i trwała  ;D Dadaaam jak ja to uwielbiam :D Plecak spakowany, bilet zakupiony i ponad 2 tygodnie wędrówki przede mną. Jadziem w Beskidy.
Nie mam wyznaczonej trasy tylko z dnia na dzień będę szedł tam gdzie mam ochotę. Przyznam że nie jestem fanem trzymania się zaplanowanej trasy od początku do końca typu GSB, bycia niewolnikiem swoich planów, zdobywania korony gór Polski, kolekcjonowania kolejnych szlaków, szczytów, tzw. robienia szlaku w jak najkrótszym czasie :P Jeśli już to ideałem byłoby przejście w jak najdłuższym czasie, bez pośpiechu ;) Niech każdy robi co tam lubi albo każe mu ambicja ale kolekcjonowanie to nie moja filozofia chodzenia po górach. Celem NIE jest dotarcie na szczyt ale sama droga i jej trwanie jest najważniejsze  :D a szczyty ? mijam je po drodze. Jak ktoś mnie pyta co tam za szczyty zdobyłem to zawsze mówię ze ja sobie tylko po górach chodzę  ;)

Dzień 1 – 8 czerwca 2019 (sobota)
Piwniczna Zdrój – Hala Pisana – Hala Łabowska


Jadziem jadziem i końca nie widać. Najpierw pociągiem do Krakowa, potem przesiadka na autobus. Miałem wylądować w Piwnicznej Zdrój o 13 ale korki były w ujjjjj i jestem o 15  >:(  Początek czerwca ale grzeje okrutnie. Pierwszy raz zmiana w podejściu do takiego wyjazdu. Dosłownie zmiana z butów wysokich na niskie podejsciówki Salewy. Zobaczymy jak to będzie, płacz po deszczu czy zwiększona oddychalność. Dzisiejszy plan to nocleg w schronisku na Hali Łabowskiej i pierwszy raz będę szedł żółtym szlakiem. Na początku uświadamiam sobie że przebieg szlaku został zmieniony i trochę trzeba będzie więcej iść asfaltem. Po minięciu zabudowań pojawiła się duża wiata z miejscem na ognisko i wodą więc zrobiłem sobie przerwę na posiłek. Dopiero zacząłem a już czuję się zmachany tym skwarem, podróżą i podejściem asfaltem. Dalej szlak wiedzie bardzo widokową trasą i jestem zauroczony tym miejscem zwanym Jarzębaki  :) Jest tam malutki kościółek, kilka domków i o dziwo nawet sklepik z zimnym piwem  ;D Z jednej strony cudowna miejscówka z ucztą dla oka a z drugiej ciekawe jak tu musi być ciężko zimą dla tych kilkunastu mieszkańców. Posiedziałem trochę ale czas mnie gonił i prognoza zapowiadała deszcz więc trzeba było już wejść w las i pożegnać te rozległe panoramy. Trochę pod górkę ale idzie się przyjemnie i już jestem na Groniu. Na niebie zbierają się chmury i za Halą Pisaną wzmógł się wiatr i zaczęło padać. Trochę przeczekałem pod drzewami i nawet nie zakładałem kurtki  :P Gdy dotarłem do schroniska to kilka osób które szły z przeciwnego kierunku zmoczyło porządnie.



























forum.outdoor.org.pl

Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« dnia: Listopad 01, 2019, 18:41:08 »

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 01, 2019, 19:12:06 »
Dzień 2 – 9 czerwca 2019 (niedziela)
Hala Łabowska – Na Granicy – Wierchomla – Pusta Wielka – Bacówka


Dobrze mi się spało ale jak kładłem się spać to wiało okrutnie i ciekawy byłem nowego dnia. Zapowiada się konkretny upał, nigdzie mi się nie spieszy i po śniadaniu jako jeden z ostatnich opuszczam schronisko ;)  Kieruje się żółtym szlakiem w stronę Łomnicy i nauczony doświadczeń tym razem zaopatrzyłem się w szpreja na komary, kurwimuszki i inne ustrojstwo >:( Już to cholerstwo zaczyna atakować i się psiukłem . ..eeee nawet działa, no to można spokojnie iść dalej  ;D Dziś niedziela więc spotykam pierwszych turystów. Na pierwszej polance zrobiłem sobie przerwę i tak zwyczajnie miałem ochotę po prostu posiedzieć i patrzeć, patrzeć, patrzeć. Oooo ciekawe czy w tych bacówkach poniżej jest porządek...a nie chce mi się schodzić, posiedzę dalej na poddupniku :P Zawsze go nosze ze sobą i trzymam w kieszeni plecaka na wierzchu żeby sobie usiąść wygodnie. Dalej trochę nudna ta trasa bo ciągle lasem i strasznie grzeje a pot po dupie się leje. Wreszcie wychodzę na polany. O w mordę misia ależ to jest klimat, nie ma wyjścia małą sieste trza zrobić  :D W pewnym momencie odbijam czerwoną ścieżką i kolejna polanka z widokiem na Wierchomle. Tam też schodzę i w wiatce ze źródełkiem robię sobie przerwę na posiłek. Tego dnia strasznie mocno grzeje więc wyskoczyłem z butów, skarpetek i dałem odpocząć także moim nogom. Tak nasycony i wypoczęty mogę dalej kontynuować swoją drogę w stronę Pustej Wielkiej. Tutaj trzeba w pewnym momencie przejść w bród przez rzekę więc ściągam buty i  boso przechodzę na drugą stronę … ależ miłe uczucie dla nóg  ;) Dalej szlak jest dość błotnisty i nudny a także jest sporo wiatrołomów. Nie będę ukrywał ale największego smaka tego dnia miałem na widok który zaczyna się po wyjściu z Pustej Wielkiej w stronę bacówki nad Wierchomlą  ;) Uwielbiam to miejsce, jest tam fantastycznie, przy kapliczce tradycyjnie musiałem posiedzieć, w końcu nigdzie mi się nie spieszyło a do zmroku było jeszcze trochę czasu. Co ciekawe przez cały dzień nie spotkałem nikogo już w tym rejonie i mogłem w niezmąconej przez nikogo ciszy posiedzieć i po delektować się widokami. W samej bacówce było już pełne obłożenie ale jeden pokój był wolny i dzieliłem go z panem który objeżdża całą Polskę na rowerze. Też mam smaka na Beskid Niski rowerowo, chyba w przyszłym roku sprawdzę ten temat  ::) Imprezowicze zrobili ognisko, a ja sobie zjadłem kolację z własnych zapasów i udałem się w kimono. To był bardzo udany dzień  :)








































Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 01, 2019, 19:44:25 »
Dzień 3 – 10 czerwcza 2019 (poniedziałek)
Bacówka nad Wierchomlą – Hala Łabowska – Wilcze Doły - Nawojowa


Budzę się, paczee za okno i znowu lampa…nie ma sprawiedliwości ;D nie no żartuje lubię taką niesprawiedliwość. Lepiej tak niż by miało padać. Wczoraj zastanawiałem się gdzie tu dalej iść i padł pomysł na przejście pasmem gór Grybowskich. Tym razem miałem zamiar udać się do miejscowości Nawojowa żeby dnia następnego sprawdzić temat tych gór w których nigdy nie byłem :D Niebieskim szlakiem na Runek i odbijam czerwonym ponownie na Halę Łabowską. Droga cały czas wiedzie lasem, wieje delikatnie wiatr, ja jestem osłonięty przed tym skwarem, jest bardzo przyjemnie tylko widoków brak. W schronisku zjadłem bigos i z zapasów gorący kubek spaghetti. Na rozdrożu szlaków przed Cyrlą wkroczyłem na zielony szlak prowadzący już do Nawojowej. Ależ tam konkretne zejście było :-\ Jedynych turystów spotkałem przy schronisku a tak cały dzień błoga pustka. Już po wyjściu z lasu jestem zauroczony tymi widokami, czapki z głów, super miejscóweczka :D no to co?  trza by zrobić jakieś trzy kwadranse na tą ucztę. Dobra bo mnie noc zastanie a spać gdzieś by trzeba, na pewno będzie jakieś agro. Szlak by to trafił >:( nic nie ma, zaraz tu się chyba rozpłaczę i już mnie te krwiopijcę dopadły :( Idę zasięgnąć języka do małżeństwa krzątającego się przy kawiarni . Zamykają ją i mówią że tu w okolicy nic nie ma. Ale obdzwaniają jakiś znajomych i nic z tego. Już ciemno, mam prawie łzy w oczach, chlip chlip  :'( chyba będę spał na przystanku, no nic, mam materacyk dmuchany i śpiworek…ale te krwiopijcę mnie żyć nie dadzą :-[ Ciekawe czy są cuda na tym świecie. Pani tak rzecze do męża ,, no dobra to my się zbieramy…i pan przenocuje u nas” Yupiiiiii :D kamień z serca. Są jednak dobrzy ludzie na tym świecie. Ja już tu chcę im płacić za nocleg a oni że nie trzeba, no aż się prawie kłócić zacząłem że zapłacę ;D musieli wziąć. Tylko tak mnie rzeczą że mieszkają z teściami i bratem w dużym domu i jak spytają mnie teście kim jestem to że studiowałem razem z tym bratem…no dobra dobra ;) to ja się pytam co studiowaliśmy żeby nie było przypału…a powiem Ci że nie wiem ;D hehehe było trochę śmiechu. Dostałem wolny pokój, wziąłem prysznic, zjadłem resztki z zapasów i ległem.








































Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 01, 2019, 20:06:11 »
Dzień 4 – 11 czerwca 2019 ( wtorek )
Nawojowa – Skalnik – Kozie Żebro – Kamianna


Rano wstaje i zabieram się z dobrodziejami na powrót do Nawojowej żeby wkroczyć w Góry Grybowskie. Jeszcze zakupy w sklepie i idę na ławkę naprzeciwko urzędu gminy zjeść śniadanie. Jest po 7 a już tak parno i gorąco, znowu pot się będzie lał :P ale w końcu nie jesteśmy tu dla przyjemności. Jem to śniadanie i zjeżdżają się urzędnicy, przyjeżdża wójt i mnie pyta czy ja turysta i jak mi się tu chodzi. To ja od razu mu składam zażalenie że tu spać nie ma gdzie panie, że skandal, żeby w takiej gminie tułać się trzeba było za noclegiem ;D Asfalcikiem do Kamionki Małej się urobiłem w tym skwarze i dalej już wkraczam na żółty szlak ciągnący się głównym pasmem gór Grybowskich aż do Florynki. Ja jednak mam zamiar dojść do miejscowości Kamianna i nawet przed snem dnia poprzedniego pierwszy raz robię rezerwację noclegu żeby spokojnie wędrować tym nieznanym mi pasmem ;) W Kamionce Małej super panorama Nowego i Starego Sącza i częściowo szlak prowadzi asfaltem. Po wyjściu z lasu kawałek idę przez wieś z której rozciąga się piękny widok a jeden miejscowy mnie zagaduje i tak spędzam z kwadrans słuchając ciekawych opowieści o księdzu Ostachu z Kamiannej i pszczelarstwie którym zajmował się ten ksiądz. Nawet nie miałem świadomości ze to taki skansen pszczelarstwa ::) Ruszam dalej a żar leje się z nieba, jest chyba ze 30 stopni, muszę gdzieś zrobić przerwę w cieniu i się posilić. Na Margoni przysiadam pod drzewami, oglądam sianokosy i aż mnie drzemka łapie. Bardzo przyjemny to kawałek trasy ale wreszcie trzeba wkroczyć w las  :( z drugiej strony już nie będzie tak grzało. Cała droga do Kamiannej była strasznie długa, monotonna i nudna a podejścia i zejścia na Kozie Żebro a zwłaszcza Czerszle było masakryczne :o Wejście na Czerszle na poziomie Lackowej, kto był ten wie o czym mówię. Musiałem ustabilizować oddech bo myślałem że wyzionę ducha ;D Gdy dotarłem do miejsca noclegu w Domu Psczelarza to pocałowałem klamkę. Ejjj robiłem rezerwację >:( Zaraz zadzwonię i się dowiem…ale co jest nie ma zasięgu, krążę tu i tam i ni ma, ni ma :-\ W sumie była dopiero 17 więc może później ktoś się pojawi. Poszedłem zwiedzić drewniany kościół i do kawiarni na zimne piwo które chodziło za mną cały dzień. Gdy wróciłem sprawdzić nocleg już ktoś przyjechał, okazało się ze jestem jedynym gościem. Myju myju, am am, pranko i pod kołderkę. Aaaaa jeszcze chwila nad mapą gdzie tu by jutro iść. Lackowa hmmm ? Beskid Niski  ;)
























Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 01, 2019, 20:41:50 »
Dzień 5 – 12 czerwca 2019 (środa)
Kamianna – Czerteż – Lackowa – Cigielka – Wysowa Zdrój


Nie zaskoczę chyba nikogo ale to już jest nudne, znowu upał ;D Miałem dojść niebieskim do Huty ale mi się odechciało i myślę nad stopem. Ciekawe czy tu koniec świata czy się wydostanę ::) Wygląda na pustynię ale po 20 minutach miejscowy jedzie do pracy i mnie zabiera. Dalej przesiadka na drugiego stopa po kilkunastu minutach i orzeł ląduje w Mochnaczce przy sklepie. Fajnie jest tak stopem, ludzie są zawsze ciekawi i można sobie pogadać, teraz już mało turystów wędrownych i dla nich też jestem ciekawostką ;) Robię zakupy i kawałek muszę dojść do zielonego szlaku na Lackową. Już nie szedłem tędy z 5 lat. Powiem Wam że widok z Dzielca jest bajeczny :D To dla mnie esencja Beskidu Niskiego w który dziś wkraczam. Poddupnik ląduje na trawie a ja na nim, morze traw, cień, barwy kolorów…poezja :) Trzeba ruszyć w końcu te cztery litery, żegnam te widoki i wkraczam w las. No to rozgrzewka przed Lackową i jestem na Czerteżu, dalej Przełęcz Beskid i zakładam butle z tlenem bo już tuż tuż ;D Raz dwa, para bucha z jednego ucha, łapę się drzewka, skracam kijki do minimum …chwila bo zaraz wyzionę ducha…wdech wydech…i raz i dwa i raz i dwa…aaaa kufaaaa, matko boska bo zaraz fiknę…ufffff udało się. Pot ze mnie kapie, musze ustabilizować puls ;D Może ja mało obeznany jestem ale tak jak Lackowa to jeszcze żadne podejście mnie nie wykończyło. Bardzo przyjemnie się idzie tym wzniesieniem w cieniu drzew. Tabliczka z samym szczytem jest kawałek dalej, widzę miejsce po ognisku i cały wór butelek i puszek po piwie. Co to są za durne istoty że nie potrafią tego zabrać ze sobą jak potrafili wnieść z zawartością. Ujjjj z nimi, niech się trzasną w te puste banie >:( Z Lackowej konkretne zejście do Przełęczy Pułaskiego. Tam decyduję że odpuszczam szlak na Osty Wierch i drogą leśną schodzę do słowackiej miejscowości Cigielka. Cały czas miałem smaka na zimne piwo i pamiętałem że jest tam sklep. Niestety ale sklep był już zamknięty lub w ogóle nieczynny ??? Obszedłem się smakiem a taki żar lał się z nieba. Dalej można iść na Busov przez pełne atrakcji osiedle Romów ;D Robię nawrotkę i zmierzam na górę Jawor…ale chwila chwila jest tu takie wzniesienie którego nie można tak po prostu zlekceważyć. Nie ma już śladu ale przez trawy włażę tam i … klękajcie narody, taka panorama jak się rozciąga z tej górki to... :) a co ja Wam będę mówił, sami popatrzcie  ;) dwie godziny tam siedziałem do zachodu słońca. Dalej na przełaj obok kościółka przy górze Jawor docieram do Wysowej Zdrój i w stałej sprawdzonej agro za sklepem udaję się na spoczynek. Tak się zasiedziałem na Cigielce, że nawet sklep już był zamknięty. Resztki zapasów wyczyściłem do cna  :P

C.D.N.  ;)





  ]














































Offline Barsus



  • Pomógł: 28
  • tekst osobisty

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 02, 2019, 08:24:05 »
Kamianną pamiętam jak przez mgłę. Właściwie gdyby nie twoja relacja to siedziałaby w pomroce dziejów i mej niepamięci. Byłem tam jako dziewięcioletni smyk z wycieczką gdy spędzałem wczasy w niedalekiej Muszynie. Byliśmy tam ze względu na pszczoły właśnie. Jedno wspomnienie mi utkwiło chyba na całe życie. Matka kupiła świece z prawdziwego pszczelego wosku. Gdy płonęły wydzielały woń miodu. Nawet kiełbasa pieczona na ognisku nie pachnie tak apetycznie jak aromat tych świeczek... :D
black hole sun

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 03, 2019, 13:35:50 »
No to teraz narobiłeś mi chęć na taką świeczkę i na pewno gdzieś zakupię  ;) Był tam jakiś sklepik w tym Domu Pszczelarza i teraz żałuję że nie zajrzałem rano przed wyjściem. A ten starszy facet który mi opowiadał o księdzu Ostachu z łezką w oku i zafascynowaniem mówił że był to sprawiedliwy i obrotny gość. Podobno kiedyś mieli nawet lepszy wóz strażacki w OSP niż państwowa straż w Krynicy  ;D

forum.outdoor.org.pl

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 03, 2019, 13:35:50 »

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #7 dnia: Listopad 03, 2019, 19:32:53 »
Dzień 6 – 13 czerwca 2019 (czwartek)
Wysowa Zdrój – Blechnarka – Regietów


Dziś ma być kulminacja upałów i 33 stopnie  :o Zbieram się niespiesznie i po wyjściu na zewnątrz czuje, że nie będzie lekko a chciałbym dojść do Zdyni. Całe szczęście, że zdecydowałem się tym razem na te niskie buty. Żółtym szlakiem zmierzam w kierunku Blechnarki, która ma swój unikatowy klimat jak wszystkie dawne wsie łemkowskie znajdujące się przy granicy :) Znajduje się tam zabytkowy kościół a także widać że powstaje wiele nowych domów. Doszedłem do Przełęczy Wysowskiej i miałem iść szlakiem granicznym ale po odpoczynku w cieniu wiaty i rozkmince nad mapą stwierdziłem, że zrobię mały nawrót i sprawdzę czarną ścieżkę która następnie łączy się ze szlakiem rowerowym prowadzącym do Regietowa. Tak piecze, że poza dłońmi mam zakryty każdy kawałek ciała, kapelusz i chusta zakrywa kark. Idę a właściwie to wlekę się jak mucha w smole, upał jest wykańczający i już czuję że z tej Zdyni nic nie będzie :-\ Ten wariant trasy początkowo prowadzi dobrze utwardzoną drogą leśną a potem przechodzi w paskudną rozjeżdżoną drogę przez sprzęt leśny i już żałuję że wybrałem tą trasę, w każdym razie nie polecam. Na dodatek wszędzie pełno gałęzi od tej wycinki i w nogawce robię sobie dziurę od jakiegoś badyla  >:( szlak by to trafił  :'( nowiuśkie spodnie. Po opuszczeniu przetrzebionego lasu wyszedłem na otwarty teren i całe szczęście że wiał wiatr bo niechybnie padłbym od tego skwaru. Smali na bogato :P Doszedłem do dzwonnicy i korzystając z cienia wiaty, w pięknych okolicznościach przyrody zjadłem przygotowane wcześniej kanapeczki. To jedno z moich ulubionych miejsc w Beskidzie Niskim  :D jeśli ktoś by mnie spytał gdzie iść żeby poczuć ten klimat to z całego serca polecam to miejsce gdzie na wielu łąkach widać pasące się i biegające konie huculskie ze stadniny Gładyszów. Oczywiście wyskoczyłem z butów i skarpetek żeby dać odpocząć nogom i tylko brakowało strumienia do ich pomoczenia. Dalsza droga prowadzi przy cmentarzu łemkowskim na którym znajduje się również kaplica prawosławna Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja Cudotwórcy. To już pewne,  że dalej nie dam rady i postanawiam udać się na nocleg do agro kawałek za bazą namiotową przy Głównym Szlaku Beskidzkim. Tradycyjne negocjacje i pińć złotych oszczędzam za opcje bez pościeli ;D Tak mi się chce piwa że zagaduje domownika i za tego piątaka raczę się złotym trunkiem ;) Jest wczesna godzina a ja jestem już taki wypompowany po tym dniu że nic mi się nie chce. A pozbijam bąki i popatrzę sobie na Regietów z okna pokoju ;) Jutro zapowiadają burzę ok 12 i trzeba by to jakoś dobrze rozegrać. Korzystam z serwisu meteoblue i w miarę dobrze się sprawdza. Czas spać.




























Offline dave

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #8 dnia: Listopad 03, 2019, 19:42:38 »
I co, jak Ci się chodziło w tych podejściówkach połączonych z dużym plecakiem? Podziwiam za hart ducha, ja w takich warunkach chyba zwinąłbym żagle i zasiadłbym przy butelczynie kwasu. ;)

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #9 dnia: Listopad 03, 2019, 19:49:30 »
Dzień 7 – 14 czerwca 2019 (piątek)
Regietów – Rotunda – Ług – Jasionka – Wołowiec


Wypoczęty po regenerującym popołudniu i śnie wychodzę żeby zdążyć przed 12 do miejscowości Ług i wbić się na posiłek w ośrodku, zrobić zakupy oraz przeczekać burzę. Od rana grzeje i jest tak parno że czuć tą burze na kilometr :( Mijam bazę namiotową i docieram na Rotundę na której znajduje cmentarz wojenny z pierwszej wojny światowej. Dalej już wychodzę na łąki z widokami na Ług i Zdynię, jeszcze nie widać chmur ale już słychać pomruki z nieba. Jestem ok 11 i masz ci los ale sklep nieczynny pomiędzy 9-13 ??? Wchodzę do ośrodka i pytam czy coś dostanę do jedzenia. Uwielbiam to miejsce i za 10 zł dostaję jajecznicę na boczku na wypasie, kilka plastrów szyneczki i sera żółtego i bochenek chleba ;D Objadłem się jak bąk i jeszcze zrobiłem kanapki na wieczór i na śniadanie to starczy. Ehhhh takie miejsca to skarb, aż się łezka w oku kręci :D Podczas posiłku zaczęła się ulewa i burza trwająca 2 godziny. Na początku siedziałem sam ale w międzyczasie  schodzą się ludzie robiący Główny Szlak Beskidzki i oczywiście rozmawiamy sobie o górach i spostrzeżeniach z wędrówki. Ja jako jedyny nie idę GSB. Jedni z namiotami, inni na lekko, nawet jedna para ma porezerwowane noclegi na cały szlak i mówię im że są niewolnikami noclegów :o Tak długo pada, że wreszcie otwierają sklep i prawie wszyscy idą kupić … piwo  ;D Przestaje w końcu padać i wszyscy zbierają się do wymarszu. Ja przez Powowe Wierchy docieram do Jasionki i tu opuszczam czerwony szlak aby swoje kroki skierować drogą w stronę miejscowości Czarne. Po opuszczeniu zabudowań Jasionki  kawałek dalej zamierzam sprawdzić trasę poza szlakiem prowadzącą niedaleko Ochabiska aż do Wołowca. Trawy sięgają mi do pasa ale wreszcie w lesie pojawia się porządna droga która prowadzi przez kilka strumieni i tak bez ściągania obuwia udaje mi się ponownie dotrzeć do czerwonego szlaku prowadzącego do urokliwego miejsca zamieszkanego przez niewielka ilość mieszkańców Wołowca. Początkowo miałem udać się na nocleg do Chaty Kasi ale wbiłem do bliższego agro i tak za 40 zł wylądowałem w bardzo dobrych warunkach na zasłużony odpoczynek. Wieczorem zjechało jeszcze kilka rodzin na weekend do tego klimatycznego miejsca zamieszkanego przez pisarza Andrzeja Stasiuka ;)

























Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #10 dnia: Listopad 03, 2019, 20:16:33 »
Dzień 8 – 15 czerwca 2019 (sobota)
Wołowiec – Nieznajowa – Wyszowatka – Wysokie - Krempna


W nocy niebo rozświetlały pioruny a grzmotów nie było słychać, natomiast poranek znów zaprasza na dalszy ciąg smażalni ;D Wstałem przed innymi gośćmi i po porannych tradycyjnych czynnościach ruszam w kierunku Nieznajowej. Pierwszy strumień na mojej drodze i nie mam mowy o przekroczeniu suchą stopą. Ściągam buty i na boso przekraczam w bród po śliskich kamieniach i ostrych kamyczkach. Nogi wycieram w zapasową chustę wielofunkcyjną i wskakuje na powrót w skarpety i buty. Niestety ale po deszczu i rosie wysokie trawy nie chcą wyschnąć nawet w tym skwarze i buty dość szybko puszczają wodę do środka :( Trochę złorzeczę na te buty ale w te upały to jedyny rozsądny kompromis. Przez cała drogę przekraczam ok 9 takich strumieni i za każdym razem muszę powtarzać ten rytuał ściągania i ubierania skarpet i butów. Tak sobie myślę ze tutaj sandały crocsy byłyby jak znalazł. Aż mnie to zaczyna wkurzać a pamiętam że kilka lat wcześniej wszystkie strumienie przekroczyłem bez zdejmowania laczy >:( Dalej kawałek przez Czarne i spotykam pierwszych turystów i całą gromadkę harcerzy idących ze śpiewem na ustach. Na rozstaju odbijam w lewo przez mostek i w okolicach „gadarium” pod drzewem postanowiłem zrobić przerwę na suszenie butów, skarpetek, jedzenie drugiego śniadania i odpoczynek z widokiem na to jedno z moich ukochanych miejsc Beskidu Niskiego w które tak chętnie i ochoczo wracam :D Z dobrą godzinkę tak posiedziałem i choć sobota to przewinęło się tylko dwójka rowerzystów i kilka samochodów. Za to uwielbiam Beskid Niski, tutaj można poczuć błogi spokój, ciszę nie zmąconą komercją i delektować się błogą samotnością ;) Tak grzało że skarpety i buty po godzinie już były suche więc mogłem przyjemnie kontynuować marsz przez Długie do Wyszowatki w której miałem nadzieję na zakupy w sklepie. No i niestety ale sklep znów zamknięty :P Z wodą trochę krucho ale już znam swój organizm i zawsze dużo pije przed samym wyjściem i butelka 1,5 litra wystarcza mi na taki dzień upałów a często nawet zostaje. Kawałek przed kościołem w Grabiu postanawiam sprawdzić kolejny nieistniejący wariant szlaku przez pola i ominąć drogę asfaltem do zielonego szlaku na Wysokie. Bardzo polecam tą trasę bo z tego wzniesienia rozciąga się bardzo miła dla oka panorama całej okolicy. Dalej już zielonym szlakiem docieram przez las na punkt widokowy na Wysokie i tu obowiązkowa długa przerwa na zachwycanie się widokami :D Cały dzień ostro praży i trochę czuję się zmęczony ósmym dniem wędrówki. Samo zejście do drogi z Żydowskiego prowadzącej do Krempnej jest bardzo przyjemne natomiast sama droga strasznie monotonna i nudna. W Krempnej zdążyłem przed zamknięciem sklepu i obkupiony na kolejne dni jeszcze w ten sobotni wieczór zrobiłem posiadówkę przed sklepem w stylu po żulu ;D a co ? zimne piwo mi się należy ;)














































Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #11 dnia: Listopad 03, 2019, 20:24:24 »
Dzień 9 – 16 czerwca 2019 (niedziela )
Krempna – Polany – Huta Polańska


Rano dalszy ciąg smażalni, zapowiadają po południu burze z opadami a ja jestem taki zmęczony że nic mi się nie chce :P Znów tak cały dzień siedzieć bez sensu i decyduję się na taką amatorszczyznę że aż się sam przed sobą wstydzę  ;D wariant asfaltowy do Huty Polańskiej. Miałem nadzieję że będzie to lekko i przyjemnie a tak mnie spiekło że myślałem ze nie dojdę :-\ Jednak asfalt to jest to co „tygryski nie lubią najbardziej”. Podczas tego asfaltingu podjąłem decyzję że wrócę tu ale na rowerze w przyszłości. W Polanach przy cerkwi pod osłoną drzew zarządzam przerwę na odpoczynek i opierniczam małe co nieco, na szczęście mszy jeszcze nie ma więc nie sieję zgorszenia dla maluczkich ;D W schronisku Hajstra w Hucie Polańskiej byłem ok 12 i większość weekendowych gości już odjechała a ja miałem ochotę tylko się uwalić w cieniu i napić zimnego piwa. Gość wyjeżdzający tak mnie rzecze że jak chce to w lodówce zostało piwo i mogę sobie wziąć ;D oczy o wielkości dwuzłotówki :o  daaaaddaammm , taki to ma szczęście. I już siedzę w cieniu i się delektuję. Po południu przyszła burza i padało tak przez całą noc. Byłem jedynym gościem i chodząc po tych korytarzach trochę czułem się nieswojo jak w horrorze ::)
















Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #12 dnia: Listopad 03, 2019, 20:41:02 »
Dzień 10 – 17 czerwca 2019 (poniedziałek)
Hajstra – Baranie – Olchowiec – Polany – Myscowa – Chyrowa


Rano na szczęście przestało padać, jest pochmurno ale prognozy wydają się być łaskawe. Ruszam obok pięknego zabytkowego kościoła w Hucie Polańskiej, który został odbudowany z inicjatywy proboszcza Polan  Jana Delekty. Dalej przez mokre trawy i na Mazgalicy spotykam gościa robiącego Niebieski szlak Rzeszów – Grybów. Nasze gęby ucieszyły się na widok kogoś spotkanego w miejscu mało uczęszczanym ;) Pogadaliśmy sobie kwadrans i po tym miłym spotkaniu każdy ruszył w swoja stronę. Na Baranie niestety trzeba iść przez te mokre trawy a na samym szczycie  powalona stara wieża widokowa i mega porządna wiata z miejscem na ognisko. Tu spotykam dwójkę turystów, mówimy sobie tylko cześć i tyle, czasami już tak jest że nie ma wzajemnej nici zainteresowania a ja się nie narzucam :P Z Baraniego miałem straszną ochotę iść jednym z najpiękniejszych szlaków w Magurskim Parku który prowadzi do Olchowca :D Niestety żółty szlak został zlikwidowany a łamać zakazu nie chciałem. Wielka szkoda, że już go nie ma, komu nie udało się nim iść niech żałuję ;) Granicznym niebieskim schodzę do Przełęczy Szarbowskiej i dalej żółtym melduję się w urokliwym Olchowcu gdzie odbywa się co roku łemkowskie święto czyli Keremesz. Dalej przez Polany i mam zamiar sprawdzić wariant rowerowy do Myscowej. W pewnym momencie natknąłem się na 3 wielkie jelenie które nawet mnie nie zauważyły :D ależ to był widok, królewskie zwierzęta, prezencja iście godna ::) Pogoda znacznie się poprawiała i słonko świeci ale nie jest tak gorąco, idealnie jednym słowem. Miałem nadzieję na zakupy w Myscowej ale niestety znów nie załapałem się na godziny otwarcia :( biednemu zawsze wiatr w oczy :-[ Dalej już drogą leśną dotarłem do prywatnego schroniska w Chyrowej i cała góra tylko dla mnie. Bardzo lubię tą miejscówkę w ludzkiej cenie. Żelazny rezerwy jedzenia musiały zostać naruszone i jutro muszę znaleźć sklep bo będzie krucho. Trzeba by obmyśleć jakiś plan dalszą wędrówkę. Dobranoc  ;)

C.D.N.







































Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #13 dnia: Listopad 03, 2019, 20:46:37 »
I co, jak Ci się chodziło w tych podejściówkach połączonych z dużym plecakiem? Podziwiam za hart ducha, ja w takich warunkach chyba zwinąłbym żagle i zasiadłbym przy butelczynie kwasu.

To był strzał w dziesiątkę z butami, jak nie pada i nie ma mokrych traw to miód malinka, inny wymiar wędrowania  ;) Jak to powiedział kiedyś Jerzy Kukucza o złych warunkach "pozwolenie wykupione no to jak nie wchodzić ? "  ;D

Offline Piotrek



  • Pomógł: 79

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 04, 2019, 14:44:45 »
Ciekawe próby z czernią i bielą. :)
 

forum.outdoor.org.pl

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 04, 2019, 14:44:45 »

Offline Barsus



  • Pomógł: 28
  • tekst osobisty

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 04, 2019, 19:15:52 »
Oj szkoda, że zlikwidowali to zejście z Baraniego do Olchowca. To było naprawdę urocze miejsce. Całe szczęście zdążyłem kilka razy nim wchodzić i schodzić.
A prywatne schronisko w Chyrowej jest super.
black hole sun

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 06, 2019, 01:48:19 »
Dzień 11 – 18 czerwca 2019 (wtorek)
Chyrowa – Jasiel – Wachlowski Wierch – Komańcza


Rano zabieram się stopem do Tylawy z panem Leszkiem Piekło który nocował również w schronisku. Pan Leszek ma 70 lat i niejeden młodzian mógłby mu zazdrościć kondycji :) Kilka lat temu przeszedł GSB a także planuje przejść cały łuk Karpat czyli ok 2500 km. W Tylawie idę tylko do sklepu na zakupy i łapię kolejnego stopa bezpośrednio do Woli Niżnej ponieważ dzisiejszy przewodni temat to mój ukochany Jasiel. Co ciekawe położyli nowiutki asfalt aż do zabudowań w Woli Wyżnej i podobno młodzież urządza sobie tam wyścigi. Na stopa nawet nie liczę bo to koniec świata ale jedzie listonosz samochodem i 2 km udaje mi się zaoszczędzić :P Dalej już wkraczam na prawowity dawny Szlak Kurierów Beskidzkich prowadzący do Jasiela czyli nieistniejącej wsi łemkowskiej w której pozostałości cmentarza są znakiem historii o tym że była tu kiedyś osada ludzka. Kawałek dalej znajduje się pole namiotowe z krystalicznie czystym strumykiem będące dla mnie miejscówką numer jeden w całym Beskidzie Niskim :D Pole namiotowe okupuje niektórym zapewne znany rezydent  „filozof” ;D no nie pogadasz z gościem bo w ujjj podejrzliwy, jakby mu chcieli coś zajumać, nawet buciki dziecięce ma wystawione przed namiotem że niby większa ilość osób ;D Posiedziałem sobie trochę nad strumieniem i pomoczyłem nogi oraz zjadłem co nieco. Dalej już nudna trasa przez las do Moszczańca gdzie znajduje się więzienie a także pozostałości budynków dawnego PGR – u. Śpiewałem sobie trochę w czasie trasy bo podobno kręci się tam niedźwiedź a na takie towarzystwo nie ma ochoty i przyznaje się bez bicia ale mam niedźwiedziofobię :-\ W Moszczańcu zabrałem się stopem do Wisłoka Górnego z dwoma panami zmierzającymi na Bieg Rzeźnik. Byli strasznie ciekawi mojej wędrówki i dużo rozmawialiśmy, czasami odnoszę wrażenie że ludzie poniekąd trochę mi zazdroszczą pozytywnie tej wolności że mogę sobie tak 2 tygodnie bez spinki wędrować tam gdzie mam ochotę ;) Jakby nie było już wiele razy pisałem w innych relacjach że poza GSB całymi dniami nie spotyka się czasami nikogo a człowieka z szafą na plecach to już rzadkość. Kawałek za Wisłokiem Górnym a przed Czystogarbem prowadzi pozaszlakowa droga leśna którą udaję się na Wachlowski Wierch. Tam to dopiero są widoki więc musi nastąpić podstawowy punkt programu i obowiązkowa godzinna przerwa na zwyczajne zachwycanie się otaczającym światem :D Fajne tak sobie usiąść ze świadomością że nigdzie Ci się nie spieszy i nic nie musisz :) Do schroniska Leśna Willa w Komańczy trzeba dostać się przez niezliczone ilości błota i chyba żadna susza nie grozi tej trasie. W schronisku zmienił się najemca, nie ma rękodzieła z drewna i już po cenie noclegu widzę że to jakaś kpina. Za 40 zł ze śpiworem dostałem najgorszy pokój naprzeciwko bufetu. Te łóżka są tak tragiczne że musiałem rozłożyć folie NRC bo bałem się tam położyć >:(






































Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 06, 2019, 02:04:14 »
Dzień 12 – 19 czerwca 2109 ( środa )
Komańcza – Kalnica – Bacówka Jaworzec


Prognozy tego dnia nie napawają optymizmem bo mają cały dzień przechodzić burze i mam dylemat co robić. Dziś koniec roku szkolnego i jednym stopem udaje mi się dotrzeć do Osławicy. Tam próbuję złapać kolejna okazję ale niestety mimo tłumów zmierzających w Biesy z okazji Bożego Ciała i długiego weekendu nikt przez godzinę się nie zatrzymuje  >:( z każdym rokiem jest coraz gorzej w tym temacie :( Chyba boja się że im tą tapicerkę z jedwabiów ubrudzę ;D Dopiero pewien pan się lituje i na szczęście zabiera mnie do celu czyli kawał drogi aż do Kalnicy. Tam na przystanku autobusowym zastanawiam się co zrobić bo burza zbliża się wielkimi krokami i rozważam długo czy uderzać w połoniny czy na połoninach uderzy coś we mnie :P Idę jeszcze do sklepu i z zimnym piwem pod sklepem rozkminiam wszystkie za i przeciw. Po namyśle odpuszczam temat i postanawiam bezpośrednio iść do Bacówki na Jaworcu. Burza zbliża się coraz bardziej i kiedy wszedłem do bacówki rozpadało się konkretnie. Myślałem że w związku z długim weekendem będzie pełne obłożenie ale byłem tam pierwszym gościem. Godzinę popadało a potem zrobiła się piękna pogoda. Po jakimś czasie dotarły jeszcze 2 parki w tym jedna którą spotkałem przy sklepie w Ługu a która robiła GSB. Weszli na połoniny i tam zastał ich deszcz więc cali zmoczeni dotarli na nocleg który dzieliliśmy w jednym pokoju. Na kolację zamówiłem pyszny gulasz, trochę posiedziałem i udałem się wcześnie spać.















Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 06, 2019, 02:48:02 »
Dzień 13 – 14 czerwca 2019 (czwartek)
Jaworzec – Połonina Wetlińska – Połonina Caryńska – Ustrzyki Górne


Rano pobudka o 5 co jest do mnie nie podobne ale chcę przejść obie połoniny i dotrzeć na nocleg w Ustrzykach Górnych. Współlokatorzy też wstają ze mną i ich plan jest identyczny do mojego. Na południe zapowiadają burze i trochę mnie to martwi ale procentowe prawdopodobieństwo nie jest wysokie więc może uda się dojść spokojnie. Szlak prowadzący na Połoninę Wetlińską jest strasznie nudny, błotnisty i dość długi. Na Przełęcz Orłowicza docieram po 7 i jest tam kilku chłopaków którzy zapewne przyszli na wschód słońca. Widać że umilili sobie czas procentami bo część śpi na siedząco jakby tkwili tu dłuższy czas ;D Ja postanawiam zjeść i napić się gorącej herbaty a tymczasem towarzystwo chwiejnym krokiem zmierza na dół ;) Na horyzoncie nikogo nie widać i trochę jestem zaskoczony tymi pustakami pierwszego dnia wakacji. Niebo początkowo pochmurne i z niepokojem wypatruje burzowych chmur ale z każdą chwilą się przejaśnia co dobrze jednak wróży na klasykę Bieszczadów. Całą połoninę idę praktycznie sam, dopiero w okolicy Chatki Puchatka pojawiają się z naprzeciwka pierwsze grupki turystów a przy samej chatce wręcz tłumy :o Trochę posiedziałem ale że jestem z natury antyspołeczny więc zmotywowało mnie to do szybszego ruszenia w dalszą trasę ;D Zejście do Berehów jest bardzo strome i oferuje spore przewyższenie. Bez kijków było by dość ciężko i niebezpiecznie a wysoka wilgotność powietrza i doskwierający upał porządnie dają w kość na tym odcinku. Pod górę zmierzają kolejne tłumy a cały parking w Brzegach zapełniony samochodami. Wejście na Połoninę Caryńską to kolejne spore przewyższenie i muszę przyznać że idzie mi to opornie :P Widać trochę osób schodzących a także biegaczy trenujących na bieg rzeźnika. Jeden taki delikwent podczas zbiegania ląduje na drzewie i chyba łapie kontuzję nogi bo dość długo kolega przy nim siedzi. Połoniny jak to połoniny są obowiązkowym punktem programu dla większości turystów ponieważ oferują nieustanne widoki więc trudno się dziwić że są tam spore ilości ludzi. Zostało jeszcze dużo czasu a dla pozostałych jest już późna godzina tak że z każdą chwilą robi się pusto a ja mam połoninę tylko na wyłączność :D Robię sobie godzinną przerwę i tak w błogiej ciszy i samotności delektuję się tym co jest miłe dla oka. Jak schodzę do Ustrzyk przechodzi mała burza która przez cały dzień była łaskawa dla połonin i tylko chwilę idę w deszczu do schronienia w punkcie kasowym i tam przeczekuje parę minut. Tradycyjnie na nocleg uderzam do ośrodka u księdza i jak mnie informuje pani na kuchni nocleg jest możliwy tylko dzisiaj bo jutro zjeżdżają się wczasowicze. Mnie pasuje bo jak zapowiadają prognozy jutro ostatni jako taki dzień a od soboty pogoda klęka po całości dlatego jutro wieczorem mam zamiar wrócić ostatnim autobusem do domu. Po prysznicu uderzam do zajazdu Caryńska gdzie trwają koncerty i ludzi jest od groma w związku z tą imprezą. Zamówiłem placka po bieszczadzku i coś jeszcze ale pamiętam że objadałem się do syta a nawet aż nadto :P















































Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #19 dnia: Listopad 06, 2019, 03:11:47 »
Dzień 14 – 15 czerwca 2019 (piątek)
Ustrzyki Górne – Szeroki Wierch – Halicz – Rozsypaniec – Ustrzyki Górne


To mój ostatni dzień wędrówki i jednocześnie chce iść na moją ulubioną trasę w Biesach czyli Szeroki Wierch, Halicz, Rozsypaniec. Wstaję skoro świt i już po piątej jestem na szlaku co jak na moje preferencje jest jakimś wynaturzeniem ;D Z samego rana pełno chmur i trochę się martwię że z widoków nic nie będzie a po południu mają być jeszcze burze. Niepocieszony zmierzam do góry i w wiacie spotykam ojca z synem będących tam na noclegu. Trochę posiedziałem i ruszyłem dalej przez Szeroki Wierch który ku mojej rozpaczy był cały w chmurach i mgle :( Przed Tarnicą spotykam kolejny raz ojca z synem i dość długi czas ucinam sobie z nimi miłą pogawędkę. Ewidentnie widać że syn nie jest zachwycony takim wyjazdem a ojciec nie jest zachwycony jego brakiem entuzjazmu ;D no bo jak to ? jak nie można kochać gór ? przecież ja je kocham to ktoś inny powinien podzielać mój entuzjazm. Jak dobitnie widać na tym przykładzie może lepiej nie robić niczego na siłę ;) Na siodle pod Tarnica wieje dość mocno a ja mam zagwozdkę co tu robić dalej. Perspektyw na przejaśnienie nie ma ni chu chu a z drugiej strony tak bardzo pragnąłem przejść ta moją ukochaną trasę. Z dobre pół godziny siedzę i biję się z myślami. W końcu decyduję na zejście do wiatki na przełęczy goprowców i tam postanawiam zostawić bieg losowi i czekam na to co przyniesie czas. Nawet usypiam na siedząco i po godzinie zaczynają pojawiać się pierwsze symptomy poprawy pogody i pierwsze okna widokowe :D yupiiiii jest nadzieja. Po kwadransie już widać że warto było czekać i ruszam na Halicz z bananem na twarzy :) Trasa dla  wielu znana i oklepana ale dla mnie jest to coś wyjątkowego i chyba nigdy mi się nie znudzi ;) Warto zacząć również ten wariant przez Bukowe Berdo z Mucznego i zejść do Przełęczy Goprowców. Z przeciwnego kierunku idzie nawet sporo ludzi a na samy Haliczu już widzę i słyszę zbliżająca się burze która przechodzi połoninami. Mimo wszystko świeci słoneczko i liczę że szczęśliwie ominie mnie to zło. Z Halicza na Rozsypaniec widoki są pierwsza klasa i robię sobie tam dość długą przerwę a także widzę coraz większe tłumy zmierzające z naprzeciwka co jednak jest trochę niebezpieczne bo burza już jakby bliżej Tarnicy a oni mogą wejść w jej kulminację. Ja mam krótki kawałek do wiatki i cały czas trzymam rękę na pulsie bo jednak mimo wszystko to ostatni dzień mojej wędrówki więc staram nacieszyć oczy tyle ile tylko mogę. Schodzę do Przełęczy Bukowskiej i widać drugą burzę nadchodząca ze strony Ukrainy. Trochę z innymi turystami posiedziałem pod wiatą w oczekiwaniu na nią ale szczęśliwie nas ominęła wiec nie pozostało nic innego jak schodzić do Wołosatego tą okrutnie długą i monotonną asfaltową drogą. W połowie trasy zaczyna się konkretna ulewa i analogicznie jak rok wcześniej łapie mnie w tym samym rejonie >:( Część idę w deszczu a także przeczekałem pod kolejna wiatką. Gdy przestało padać ruszyłem dalej i tak wylądowałem w pizzerii Wołosate gdzie zamówiłem sobie pizzę i powiem Wam że lepszej w życiu nie jadłem i nie sądzę że wynikało to z mojego głodu ;) Po niedługim czasie spotkałem tu kolejnego uczestnika kończącego swój GSB a z którym widziałem się pod sklepem w Ługu kiedy z innymi robiącymi ten szlak przeczekiwaliśmy ulewę. Porozmawialiśmy sobie o wspólnych doświadczeniach i bardzo zachęcałem go do powrotu konkretnie w Beskid Niski bo jednak poza czerwonym szlakiem jest tam jeszcze wiele ciekawego do zobaczenia. Do Ustrzyk udaje mi się złapać stopa i na nielegala wbijam na ośrodek u księdza żeby w łazienkach turystycznych wziąć prysznic przed powrotem do domu. Nie zamierzam męczyć się te kilkanaście godzin a także  współtowarzyszy komunikacji publicznej ;D Do autobusu miałem jeszcze kilka godzin więc postanowiłem poczuć klimat tej małej wioski i przed sklepem delektowałem się zimnym piwem wraz z wieloma innymi turystami którzy dopiero zaczynali swoje urlopy. Tłumy były przeogromne z uwagi na początek wakacji a także na bieg rzeźnika. Poszedłem jeszcze zjeść do zajazdu i przed 22 udałem się w podróż powrotną do domu.
Co by tu napisać hmmmm ::) …… dadaaaaam było super jak zawsze :D :D :D :D

























Offline menel

  • działkowicz z szafą na plecach


  • Pomógł: 1

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #20 dnia: Listopad 06, 2019, 07:26:37 »
Oj szkoda, że zlikwidowali to zejście z Baraniego do Olchowca. To było naprawdę urocze miejsce.

Barsus, spokojnie.   ;) Zejście nie jest zlikwidowane, a raczej zmieniony szlak. Zmieniono przebieg szlaku żółtego. Zejście z Baraniego do Olchowca wyznacza od 18.11.2017 roku czarna ścieżka przyrodniczo=historyczna "Olchowiec".


"Jak się człowiek umyje, to czar i blask od niego bije"

Offline Barsus



  • Pomógł: 28
  • tekst osobisty

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #21 dnia: Listopad 07, 2019, 20:14:07 »
Sted

No ja i moje panie nie zgadzamy się z twoją oceną. ta pizza w Wołosatem była słaba. Dla nas nawet głód nie pomógł i nie poprawił jej smaku. Ale faktycznie jadłem gorsze.
szczerze mówiąc wolałem gdy w tamtym miejscu można było zjeść coś tradycyjnego typu pierogi lub bigos. A teraz poza marnym wyborem zup i pizzą niestety nie ma nic sensownego. A przynajmniej taki stan rzeczy spotkał nas na przełomie lipca i sierpnia tego roku.
black hole sun

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #22 dnia: Listopad 07, 2019, 20:51:35 »
Możliwe że wynika to z innego pizzermena  ;D gdy jadłem ją w styczniu 2018 to też była taka sobie więc ostatnio nie wiedziałem czego się spodziewać i byłem bardzo mile zaskoczony  ;) Pierogi i inne tego typu regionalne jadło jest w Ustrzykach w zajeździe Caryńska i przyznaję że nie robi na mnie wielkiego wrażenia :P ...w każdym razie votum separatum, w demokracji to przechodzi  ;D

Offline mikel

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #23 dnia: Listopad 09, 2019, 08:28:07 »
Fajnie, ładnie pochodzone. Nie korci Cię żeby doczepić namiot do plecaka? No te polanki aż się proszą  ;D
kiedy światu się przyglądam
gdy doświadczam praw natury
to dostrzegam palec boży
choć nie jestem pewien który

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Beskidzka kraina … czyli celem jest być w drodze
« Odpowiedź #24 dnia: Listopad 09, 2019, 21:28:42 »
Polanki bardzo korcą i dlatego tyle czasu poświęcam żeby sobie na nich posiedzieć  :) Namiot miałem ale sprzedałem  ;)
Ja to jestem pan wygodnicki ale niewykluczone że kiedyś mi się odmieni  ;) A jak tam Twój namiot 3 F Taiji. Jakieś nowe spostrzeżenia co do tego modelu ? Pojawiło się na rynku zwłaszcza na Ali coś nowego co przyciąga Twoją uwagę ?