Autor Wątek: Hu hu ha nasza zima zła  (Przeczytany 1435 razy)

0 użytkowników i 4 Gości przegląda ten wątek.

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Hu hu ha nasza zima zła
« dnia: Październik 06, 2019, 23:46:15 »
   Huhuha huhuha nasza zima zła  ;D  Na ten wyjazd czekałem długo i z utęsknieniem, nawet wrześniowy urlop odłożyłem żeby mieć możliwość wyjazdu również w styczniu. Nie spodziewałem się jednak że tegoroczna zima da mi tak mocno po dupie. Od początku stycznia w górach spadły duże ilości śniegu i często było słychać o akcjach ratunkowych GOPR. Sami goprowcy odradzali wychodzenie w góry z powodu bardzo trudnych warunków i przyznam że odczuwałem pewien niepokój do tego co może mnie spotkać. Miałem 2 tygodnie urlopu i postanowiłem pojechać w Beskid Śląski oraz Beskid Żywiecki. Jak w zimę w Beskidzie Żywieckim już byłem dwukrotnie tak Beskid Śląski był dla mnie zupełnie nowym miejscem.

Dzień  1 – 9 stycznia 2019 ( środa)
Ustroń – Czantoria – Schronisko Szosów


W nocy jadę pociągiem z Łodzi do Częstochowy skąd przesiadka na komunikację zastępczą autobusową do Katowic. Jak tak jadę pada deszcz i temperatura jest na plusie, co nie nastraja mnie zbyt optymistycznie bo w końcu ma być zima. W Katowicach przesiadka na pociąg do Ustronia. W godzinach porannych docieram do początku swojej wędrówki i Ustroń wita mnie padającym śniegiem. Wkraczam na czerwony szlak na Czantorię i jak widać nie ma nawet żadnego śladu tak wszystko jest zasypane. Zakładam rakiety śnieżne i zapadając się aż do łydek rozpoczynam tą nierówną walkę. Szlak wiedzie wzdłuż wyciągu narciarskiego i po pewnym czasie odpuszczam czerwony szlak i zbaczam na trasę narciarską. Wprawdzie nie można chodzić po takiej trasie ale chyba bym sobie zrobił zajezdnię pierwszego dnia idąc po nieprzespanej nocy w takim śniegu. Staram się iść skrajem trasy zaraz przy lesie tak żeby nie stwarzać niebezpieczeństwa dla zjeżdżających narciarzy a tych jest od groma. Muszę przyznać że trasa jest bardzo długa i co pewien czas muszę przystawać, po chwili zjeżdża do mnie pan z obsługi informując że nie wolno poruszać się po torze narciarskim ale z uwagi na to że są bardzo ciężkie warunki na szlaku pozwala mi dalej kontynuować trasę. Poniekąd jestem takim dziwolągiem który jako jedyny z wielkim plecakiem zmierza do góry podczas gdy inni zjeżdżający narciarze mijają mnie i patrzą jak na zjawisko. Po dotarciu do końca wyciągu muszę przyznać że czuje się dość zmęczony i postanawiam zrobić małą przerwę na odpoczynek oraz posiłek i gorącą herbatę. Tak jak przy wyciągu pełno ludu to na samą Wielką Czantorię idę już zupełnie sam, widać pojedynczy ślad narciarski i po drodze nie spotkałem ani jednej osoby. Na samym szczycie znajduje się wieża widokowa ale z tego co pamiętam nie była czynna. Kontynuuję trasę czerwonym szlakiem w stronę schroniska pod Szosowem i tutaj już zaczynają się zdecydowanie trudniejsze warunki. W rakietach często zapadam się po kolana i czuję że zaczynam zasypiać na stojąco a moje tempo marszu jest naprawdę bardzo słabe. Na Przełęczy Beskidek spotykamy pierwszego turystę z którym ucinam sobie krótką pogawędkę. Do schroniska docieram chwilę przed zmierzchem i jak się okazuje jestem tam jednym gościem. Kolację jem z własnych zapasów i muszę przyznać że w schronisku nie było zbyt ciepło a najcieplejszym miejscem były łazienki, na szczęście nowy nabytek w postaci śpiwora Aury model Tuba zapewnił mi ciepły sen.







































C.D.N.  ;)

forum.outdoor.org.pl

Hu hu ha nasza zima zła
« dnia: Październik 06, 2019, 23:46:15 »

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 07, 2019, 15:01:00 »
Dzień 2 – 10 stycznia 2019  (czwartek)
Szosów – Stożek – Przełęcz Kubalonka


Poranek nie nastraja zbyt optymistycznie przed dalszą wędrówką, jest szarówka i pada śnieg. Na śniadanie zamawiam jajecznicę i po spakowaniu wszystkiego w nowy nabytek w postaci plecaka Deutera Aircontact 65 + 10 ruszam dalej czerwonym szlakiem do dzisiejszego celu którym ma być Przełęcz Kubalonka. Oczywiście bez rakiet śnieżnych nie ma mowy o kontynuowaniu wędrówki ponieważ przez noc napadało jeszcze więcej śniegu a na trasie jestem jedynym wędrowcem który musi torować. Przez kawałek drogi są nawet ślady skutera co znacznie ułatwia marsz. Przez Mały Stożek docieram do schroniska na Wielkim Stożku w którym postanawiam zrobić sobie przerwę na drugie śniadanie. W samym w schronisku cicho i głucho jakby żywego ducha nie było, po pewnym czasie zeszła do mnie pani z obsługi u której zamówiłem pierogi. Pani mówiła że w schronisku nie ma żadnych gości ponieważ w tym roku zima jest bardzo ciężka i wiele osób zrezygnowało z przyjazdu. Po zaspokojeniu głodu ubieram rakiety i ruszam dalej w kierunku Kiczory ale idąc czyimś śladem okazuję się że przez pomyłkę schodzę kawałek na Czechy ;D muszę skorzystać z pomocy gps-a Garmina. Docieram ponownie na prawowity szlak graniczny ale wygląda na to że w tych okolicach dawno nikogo nie było a śniegu z każdą chwilą wydaje się być coraz więcej. Niestety tego dnia była spora mgła i żadnych widoków na horyzoncie Kiczory nie doświadczyłem :( Schodząc ze szczytu w kierunku przełęczy Łączecko pojawił się pierwszy ślad torowania tak jakby ktoś chciał dojść z przeciwnego kierunku ale było widać że dał sobie spokój i zawrócił z powodu trudnych warunków. Na samej przełęczy było tyle śniegu że wystawał tylko czubek znaku drogowego, tutaj szło się lepiej ponieważ szlak wiedzie drogą leśną ale bez rakiet i tak byłoby ciężko. W pewnym momencie szlak odbija z drogi w lewo i muszę przyznać że miałem bardzo duży problem żeby dostać się na niego z powodu tak ogromnej zaspy przez którą zapadałem się aż po pas i nie mogłem jej sforsować pod górę  ;D Do Przełęczy Kubalonka dotarłem już godzinę po zmroku gdzie znalazłem nocleg w karczmie zaraz przy drodze. Za 60 zł razem ze śniadaniem w super warunkach udałem się na zasłużony odpoczynek.







































Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 07, 2019, 15:26:28 »
Dzień 3 – 11 stycznia 2019 (piątek)
Kubalonka  - Stecówka – Schronisko pod Baranią Górą


Poranek wita mnie mroźnie ale za to z pięknym niebem i słońcem :) Na śniadanie było tyle jedzenia że objadłem się jak bąk i jeszcze zrobiłem kanapki na drogę ;D Od Kubalonki do Przełęczy Szarcula szlak wiedzie odśnieżoną drogą także jest to pierwszy dzień gdzie nie musiałem zakładać rakiet. Po drodze minęło mnie kilka wycieczek jadących na saniach powożonych przez konie. Od Szarculi powinienem już wkroczyć na pełnoprawny czerwony szlak ale oczywiście nie było tam żadnego śladu i jakoś niespecjalnie chciało mi się walczyć mając do wyboru zaraz obok główny Karpacki szlak rowerowy który był pięknie odśnieżony a widoki z niego na pewno lepsze niż ze szlaku wiodącego lasem. Tak dotarłem do Stecówki w której znajduje się piękny kościół i podobno jakieś schronisko o którym czytałem niezbyt pochlebne opinie, zresztą to wyglądało tak jakby tam nikogo zupełnie nie było. Od Stecówki czerwony szlak znowu prowadzi perspektywą brnięcia po kolana a tuż obok taka piękna droga leśna przed chwilą odśnieżona i prowadząca do schroniska pod Baranią Górą ;D W końcu jestem tu dla przyjemności a nie po to żeby się urobić po pachy. Po dotarciu do schroniska postanowiłem jeszcze iść na samą Baranią Górę i powrotną trasą wrócić na nocleg do schroniska. Po drodze spotkałem jednego chłopaka który również szedł na rakietach z przeciwnego kierunku i mówił że warunki są trudne. Z każdą chwilą mgła była coraz większa i miałem dylemat czy kontynuować tą trasę zwłaszcza że po drodze było sporo wiatrołomów. Po 15 minutach stwierdziłem że nie ma sensu bo i tak nie będzie żadnych widoków i postanowiłem wrócić do schroniska. Samo schronisko z zewnątrz wygląda paskudnie ale w środku trzeba przyznać  jest bardzo ładnie, wszystko wyremontowane, łazienki pierwsza klasa tylko brakowało mi jakoś w nim klimatu. Zamówiłem pomidorową która nawet nie była zbyt ciepła >:( już dałem sobie spokój z drugim daniem jak mam trafić na podobny przypadek, postanowiłem skorzystać z własnych zapasów. Z uwagi na to że był piątek można było spodziewać się większej ilości gości ale w samym schronisku była tylko jedna rodzinka z malutkim brzdącem i jeszcze może z trzy osoby. W pokoju wieloosobowym był tylko jeszcze jeden chłopak który ciekawie opowiadał o swoim trekkingu w Himalajach co muszę przyznać wzbudziło we mnie nutkę zazdrości ale tej pozytywnej. Kto wie może kiedyś?  ;)











































Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 07, 2019, 16:21:23 »
Dzień 4 – 12 stycznia 2019 (sobota)
Schronisko pod Baranią Górą – Przełęcz Koniakowska – Sołowy Wierch - Zwardoń


Na śniadanie zamówiłem jajecznicę i czas ruszać w dalszą trasę tym razem opuszczając już Główny Szlak Beskidzki na rzecz niebieskiego prowadzącego w stronę Zwardonia. Przez noc napadało znów śniegu i żeby się dostać na ten niebieski szlak musiałem użyć  gps-a ponieważ nic zupełnie nie było widać i tym szlakiem to już chyba od dawien dawna nikt nie szedł :P Przez Karolówkę dotarłem do rozstaju szlaków i tak idąc w śniegu czasami po uda dotarłem pod Gańczorke. Wprawdzie czasami do tego miejsca było widać niebieskie znaki to w pewnym momencie szlak gwałtownie znika i nawet z pomocą gps-a nie wiedziałem jak mam dalej iść ponieważ przede mną był niezliczone ilości świerków i masa wiatrołomów :-\ Gdy już udało mi się wydostać z tej pułapki musiałem trawersować stok cały czas posiłkując się gps-em. Przez Małą Gańczorke dotarłem do Przełęczy Koniakowskiej na której spotkałem tylko jedną osobę na nartach zmierzającą w przeciwnym kierunku. Tam postanowiłem zrobić sobie przerwę na obiad i w bodajże karczmie Koronka zamówiłem zupę oraz pierogi, jednocześnie zastanawiając się czy dam radę dojść do Zwardonia bo pora już była późna, czy też zostać tutaj na nocleg. A że trza być twardym nie robiłem z siebie mazgaja ;D postanowiłam ruszyć dalej w trasę. Wychodzenie z takiego ciepełka i ponowne ubieranie rakiet nie było zbyt przyjemne zwłaszcza że pogoda była dość paskudna, duża mgła i wiatr. Szlak kawałek wiedzie przez zabudowania gdzie było widać mieszkańców odśnieżający swoje dachy, posesję a sama droga była już tyle razy odśnieżana że  utworzył się tunel. Przy ostatnim domu trzeba było wejść na szlak i tam miałem ogromne problemy żeby przedostać się przez te zaspy :o Musiałem tutaj cały czas korzystać z GPS ponieważ była ogromna mgła a szlak wiedzie polami. Tak dotarłem do Przełęczy Rupienka w której uciąłem sobie chwilę pogawędki z kolejnym mieszkańcem odśnieżającym posesję i usłyszałem od niego że od 8 lat już nie było tutaj takiej zimy. Dalej szlak prowadzi drogą wzdłuż której znajdują się zapalone przez jedną z mieszkanek znicze. Pani była bardzo zaskoczona tym że chcę dojść przez Sołowy Wierch aż do Zwardonia zwłaszcza że już od godziny było po zmroku. W pewnym momencie kończy się droga i trzeba wejść w las pełnoprawnym szlakiem którego również miałem problem ze zlokalizowaniem i tu nie obyło się bez nawigacji. Sama drogo na Sołowy Wierch była bardzo ciężka z powodu ogromnej ilości wiatrołomów bardzo trudnych do sforsowania przez które musiałem przechodzić nad lub pod drzewami, czasami pełzać, to ciągłe zdejmowanie plecaka żeby się przedostać przez te pułapki było bardzo irytujące >:( Od samego szczytu pojawiły się pierwsze ślady nart które znacznie ułatwiły mi zejście w stronę Zwardonia, na dodatek noc nie była już taka mglista i świecił księżyc więc dużą część trasy schodziłem bez używania czołówki. Po dotarciu do Zwardonia chwilę pochodziłem po domach w poszukiwaniu noclegu a że była to sobota i jest tam wyciąg z konkretnym torem więc było sporo ludzi i chwilę miałem problem ze znalezieniem kwatery. Udało mi się znaleźć miejsce w jakimś hoteliku i za 40 zł dostałem malutki pokoik z łazienką. Właścicielka była bardzo zaskoczona że przybyłem ze schroniska pod Baranią Górą a że nie miałem już chleba i pytałem o sklep to sama dała mi od siebie pół bochenka chleba :)



































Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 07, 2019, 18:10:22 »
Dzień 5 – 13 stycznia 2019 (niedziela)
Zwardoń – Beskid Graniczny – Kikula – Wielka Racza


Z uwagi że nie miałem już zbyt dużych zapasów jedzenia a zwłaszcza potrzebnego chleba udałem się rano do podobno czynnego sklepu, który okazał się być jednak zamkniętym co bardzo mnie zmartwiło :( No nic, trzeba ruszać dalej i czerwonym szlakiem granicznym udałem się obok nieczynnego schroniska PTTK Dworzec Beskidzki poprzez Chatkę pod Skalanka w kierunku Wielkiej Raczy. Od samego rana a może i w nocy padał cały czas śnieg i tak podążając obok Skalanki miałem mętlik w głowie czy zostać i zrobić sobie dzień odpoczynku czy kontynuować trasę :-\ Muszę przyznać że odczuwałem pewien niepokój co do tej dalszej wędrówki zwłaszcza że tego śniegu było naprawdę sporo a ja byłem jedyny który miał zamiar dojść na Wielką Raczę. Śnieg cały czas padał i na przełęczy Beskid Graniczny spotkałem mieszkańca okolicznego przysiółka który był bardzo zaskoczony tym że idę w taką pogodę i warunkach i trochę mi odradzał dalszą wędrówkę. O ile droga do Kikuli była bardzo męcząca z powodu torowania w rakietach w tej ilości śniegu to o tyle łatwa że nie musiałem używać gps-a. Muszę przyznać że nie wyszedłem wcześnie rano a moje tempo marszu nie było zbyt szybkie, na Kikuli zrobiłem sobie jeszcze przerwę na batonika i kubek gorącej herbaty. Z powodu mgły widoczność stawała się coraz gorsza, powoli zaczynała się szarówka i trasa już była całkowicie nieczytelna i musiałem wyciągnąć gps-a. Miałem ze sobą komplet czterech naładowanych akumulatorków, niestety nie były to akumulatorki dedykowane na zimowe warunki tylko Tronic z Lidla a o ich jakości miałem niechybnie przekonać się za chwilę. Jak w warunkach letnich nic im nie było to na zimę się nie nadają.  Tak jak pisałem szlak był całkowicie nieczytelny i wszystko wyglądało nie najlepiej zwłaszcza, że zaczęły pojawiać się pierwsze wiatrołomy. Po chwili Garmin na pierwszym komplecie używanych od początku wyjazdu akumulatorów zaczął dawać komunikat że już długo nie pociągnie  >:( Co gorsze nie miałem naszykowanego drugiego kompletu zaraz pod ręką i musiałem trochę pogrzebać w plecaku a sama wymiana baterii też była problematyczna w tym padającym śniegu. Droga z każdą chwilą stawała się coraz trudniejsza, a co gorsza drugi komplet baterii też zaczął padać i muszę przyznać czy zacząłem się już trochę bać :-[ Wprawdzie szedłem już tą drogą dwukrotnie zimą to jednak teraz to była zupełnie inna bajka i wszystko przede mną wyglądało tak samo a na dodatek była noc, oczywiście żadnych znaków na drzewach nie było widać nie mówiąc już o jakimkolwiek śladzie. Na otwartych przestrzeniach wiatr był bardzo mocny i dokuczliwy, cały czas sypał śnieg od rana i nawet z gps-em był problem z dalszą wędrówką. W okolicach Małego Przysłopu szlak odbija w lewo omijając szczyt Wielkiego Przysłopu i wydawało mi się, że szlakiem granicznym którym już kiedyś już szedłem będzie znacznie łatwiej i skrócę sobie trochę drogę, postawiłem na ten wariant co okazało się być ogromnym błędem. Na tej drodze była taka ilość wiatrołomów że ciągle kluczyłem próbując je ominąć tak że często zapadałem się po pas a raz wpadłem aż po pachy ;D nie mogłem się przez bardzo długi czas wydostać z tej pułapki, zwłaszcza że jedna z rakiet utknęła pomiędzy drzewami a na plecach miałem 16 kg. Przez ponad godzinę próbowałem się wydostać z tego labiryntu a co się upociłem to moje. Po jakimś czasie trafiłem na ślady nart które doprowadziły mnie do prawidłowego czerwonego szlaku i tak kontynuowałem dalej tą nierówną walkę. Kawałek dalej pojawił się nawet nikły ślad którym kontynuowałem drogę pokonując kolejne ogromne ilości wiatrołomów, gdzie zmuszony byłem do zdejmowania plecaka, przeskakiwania przez te wiatrołomy lub przechodzenia pod nimi bo nie sposób było je obejść. Pamiętałem że w okolicach Upłazu powinny pojawić się słupy energetyczne prowadzące aż do schroniska i gdy wreszcie je ujrzałem poczułem ogromną ulgę  :P Byłem taki głodny i spragniony że zjadłem całą czekoladę i wypiłem resztę gorącej herbaty. Wiedziałem że jeszcze spory kawałek przede mną ale byłem taki szczęśliwy że już nie ma tych wiatrołomów a słupy energetyczne prowadzę mnie jak po nitce do kłębka. Śnieg cały czas zacinał w twarz, droga wydawała się nie mieć końca ale to poczucie że wiesz gdzie masz iść chociaż jest trudno bo spadło co najmniej pół metra świeżego śniegu jest nie do przecenienia. Schronisko na Wielkiej Raczy jest położone w małym wgłębieniu i wiedziałem że nie będzie widać jego świateł. Co ciekawe gdy już tam dotarłem to nie paliło się tam żadne światło z powodu zerwanej linii energetycznej i jeśli ktoś byłby tam pierwszy raz mógłbym mieć spory problem z odnalezieniem tego schroniska. Gdy dotarłem była już naprawdę późno pora a cała trasa w rakietach zajęła mi 12 godzin :o ( w warunkach letnich 5 h). Byłem tam jedynym gościem i jedyne czego pragnąłem to nawodnić organizm i iść spać. W schronisku nie było prądu, nie grzali, nie było ciepłej wody  :( Po wypiciu sporej ilości płynów ubrałem kalesony i koszulkę wełnianą i wskoczyłem do swojego ciepłego śpiwora. Tego ciężkiego dnia z wiadomych względów udało mi się zrobić tylko kilka zdjęć.










Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #5 dnia: Październik 07, 2019, 18:34:42 »
Dzień 6 – 14 stycznia 2019 (poniedziałek)
Schronisko na Wielkiej Raczy - Dzień odpoczynku


Po przebudzeniu i wyciągnięciu głowy ze śpiwora okazało się że w pokoju jest bardzo zimno z powodu samoczynnie otworzonego w nocy okna :o ale ja w czasie snu w moim komplecie wełnianym i śpiworze nie odczułem tego i było mi ciepło. Oczywiście nie było mowy tego dnia o kontynuowaniu wędrówki, musiałem sobie zrobić dzień odpoczynku i nabrać sił przed kolejnym celem w którym było planowane schronisko na Wielkiej Rycerzowej. Po śniadaniu co by się nie nudzić, zwłaszcza że byłem jedynym gościem, ubrałem się i poszedłem na wieżę widokową. Ubrałem się ciepło i trochę tam posiedziałem starając się nacieszyć jako takimi widokami. Po pewnym czasie nieopodal pojawili się dwaj narciarze od strony Słowacji którzy postanowili sobie zrobić przerwę na posiłek i herbatę. Co ciekawe zamiast dojechać do schroniska postanowili wykopać sobie dołek obok prowizorycznego schronienia  ;D Wyglądało to dość zabawnie ponieważ trwało z pół godziny, nie wiem może ćwiczyli na przyszłość. Po południu do schroniska dotarła żółtym szlakiem grupa kilku panów z energetyki którzy na rakietach poszli szukać miejsca uszkodzenia linii energetycznej. Powiedziałem im w którym mniej więcej miejscu widziałem wiszące przewody zaraz przy ziemi i żartowałem czy mają jakiś dodatek za pracę w takich warunkach, powiedzieli że darmową gorącą herbatę w schronisku i już są trzeci raz z naprawą w tym roku na tej cholernej wielkiej sraczy ;D Kilka godzin później prąd w schronisku już był. Jeden z pracowników z pół godziny odkopywał skuter ze śniegu który cały czas i tak padał. Wieczorem do schroniska dotarła grupa około 6 Słowaków na nartach a także jeden Polak który dotarł żółtym szlakiem. Wieczorem wszyscy razem sobie siedzieliśmy i w miłej atmosferze rozmawialiśmy o górach, jeden ze Słowaków bardzo dobrze mówił po polsku i robił za tłumacza. Pytali dokąd jutro się udaje i na wiadomość że zamierzam dotrzeć do schroniska na Wielkiej Rycerzowej byli bardzo zaskoczeni. Ja już czułem się bardzo zmęczony i poszedłem spać a ekipa dalej biesiadowała na dole. Niestety ale trzech panów z obsługi schroniska nie zajmowało się zbytnio porządkami w łazienkach a także nie było ciepłej wody więc o myciu nie było mowy :( Tak właściwie to nie wiem czym oni się zajmowali poza tym jednym który odkopywał skuter.




























Offline dave

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 07, 2019, 18:57:03 »
Dajesz, dajesz. ;) Wreszcie ktoś się zlitował i wrzucił coś dłuższego, fajnie jest sobie poczytać w takiej formie. Nieźle połaziłeś, a kondychę do takiego przecierania trzeba mieć sporą. Zima w zeszłym sezonie była zdecydowanie bogata - pamiętam, jak musieliśmy z Marco i Michunem odkopywać spod śniegu chatkę na Mędralowej, bo nie szło się dostać do środka.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 07, 2019, 18:57:03 »

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #7 dnia: Październik 07, 2019, 19:16:54 »
Dzień 7 – 15 stycznia 2019 (wtorek)
Wielka Racza – Przełęcz Śrubita – Schronisko na Przegibku


Rano tradycyjnie zamawiam jajecznicę na śniadanie a Słowacy dodatkowo po piwku, to trzeba mieć melodie żeby z samego rana na śniadanie ;D Pogoda nie nastraja zbyt optymistycznie na tą wędrówkę, widoczność dość kiepska, pada śnieg. Zakładam rakiety i ruszam w drogę w stronę Małej Raczy. Początkowo droga wydaje się być całkiem w porządku ale przez noc napadała kolejna ilość śniegu i już widać że łatwo nie będzie. Na razie udaje się iść bez gps-a ale w momencie kiedy po zejściu z polany wchodzimy bezpośrednio do lasu nie widać żadnego znaku i tu już nawigacja jest niezbędna. Z uwagi na oszczędność baterii staram się często z niej nie korzystać i w ten sposób w pewnym momencie bardzo zbaczam z drogi i po spojrzeniu w nawigację okazuje się że muszę iść stromo pod górę co jest zadaniem nad wyraz trudnym. Umęczyłem się okropnie a każdy krok pod górę był bardzo wyczerpujący, straciłem masę czasu :-\ Malutki kawałeczek drogi w rakietach pod górę kiedy zapadam się po uda wyciąga nieprawdopodobne ilości energii, do tego tradycyjne wiatrołomy i już na samym początku widzę że będzie bardzo ciężko. Po dotarciu do Przełęczy Śrubita mam wybór kontynuowanie czerwonym szlakiem lub bez szlaku ale pasem granicznym. Szedłem kiedyś obydwoma wariantami i pas graniczny wydawał mi się jedyną rozsądną decyzją. Niestety to co kiedyś wydawało się czytelne teraz zmywało się w jedną całość, gdzie wszystko jest do siebie podobne i nie widać znaków a tym bardziej pasa granicznego. Musiałem posiłkować się gps-em i niestety ponownie pojawił się tutaj problem szybkiego rozładowywania baterii  :o Wszystkie pozostałe dwa komplety miałem w zanadrzu naszykowane. Śnieg cały czas padał a ja idąc w tym śniegu bardzo ale to bardzo mocno się pociłem. Ta ilość wiatrołomów która pojawiła się na mojej drodze była istnym koszmarem. Kiedy padł jeden komplet baterii ich wymiana była sporym wyzwaniem ponieważ musiałem zdjąć łapawice membranowe, zwykłe rękawiczki, wyciągnąć GPS z pokrowca, zdjąć plecak, wyciągnąć baterie i choć wszystko nie trwało więcej niż dwie minuty to zostawione na kijkach rękawice i łapawice zamieniły się w skorupy lodowe :o a mi zrobiło się dość zimno. To wszystko dało mi do myślenia że jakikolwiek postój zwłaszcza na jedzenie spowoduje gwałtowne wychłodzenie organizmu i nie będę w stanie odzyskać utraconego ciepła. Wiedziałem że muszę bezustannie iść a dodatkowo rozładowany drugi komplet baterii powodował wzmagający się stres. Niestety okazało się że trzeci komplet baterii również zaczyna szybko padać i muszę przyznać się że zaczęła ogarniać mnie już powoli panika :-\ Wiedziałem że nie ma już drogi odwrotu a noc powoli zaczynała nadchodzić, śnieg cały czas padał i wiał coraz silniejszy wiatr. Wiedziałem że muszę się uspokoić i może to dziwnie zabrzmi ale zaczynałem sam sobie głośno tłumaczyć że tylko spokój może mnie uratować. Mówiłem na głos sam do siebie, chłopie tylko spokojnie, dasz radę, nie panikuj tylko spokój. I tak właściwie to w dalszej wędrówce rozmawiałem często sam ze sobą ;) Postanowiłem ograniczyć używanie GPS do absolutnego minimum, wprawdzie miałem jeszcze naładowany telefon, powerbank ale operowanie w tych warunkach telefonem jako nawigacją było nad wyraz trudne a wręcz nierealne. Przez myśl mi nawet nie przeszło żebym miał wzywać GOPR jeśli dojdzie co do czego, nawet nie pamiętam czy był zasięg. Zresztą zanim oni by się zebrali i do mnie dotarli w tych skrajnie i ekstremalnie trudnych warunkach to już mógłbym nie doczekać. Poza tym chyba bym się spalił ze wstydu gdybym musiał dzwonić po gopr-owców :-[ i ta myśl oraz determinacja powodowała że parłem do przodu dalej. Dalsza droga odbywała się już w nocy z użyciem czołówki ale często musiałem ją wyłączyć ponieważ opad śniegu powodował brak większego rozeznania w terenie i dopiero jej wyłączenie nadawało szerszy kontekst tego gdzie mam iść dalej. Oczywiście kolejne baterie zbliżały się do swego kresu i nie nastrajało to mnie nazbyt optymistycznie. Cała dalsza trasa była do siebie podobna, ciągłe brnięcie w śniegu po kolana, uda, niezliczone ilości wiatrołomów, silny wiatr z padającym śniegiem i zacinającym w twarz. Dotarłem do Kikuli innej niż ta z identyczną nazwa szczytu biegnącego ze Zwardonia na Wielką Raczę. Widać było w oddali światła schroniska na Przegibku, postanowiłem iść na wprost do schroniska lekko omijając szlak, co niestety okazało się być ogromnym ale to ogromnym błędem ponieważ dotarłem do młodego gęstego świerkowego lasu którego w żaden sposób nie można było przejść. Żeby tam się dostać musiałem kilkakrotnie przekroczyć nieaktywne koryta cieków wodnych w których były nagromadzone nieprawdopodobne ilości śniegu. Gdy chciałem powrócić do dawnej trasy nie byłem w stanie już  wydostać się z tego koryta i musiałem cały czas iść w jego górę w śniegu po pas. Ten krótki odcinek około 300 m pokonywałem chyba z godzinę czasu. Wyglądało to tak że robiłem dwa trzy kroki w tym śniegu po pas i sapałem jak parowóz ;D po czym następowała chwila na wyrównanie oddechu. Jedynym plusem tego wszystkiego było to że byłem odsłonięty od wiatru ale te litry potu które wylałem na pewno coraz bardziej przyczyniały się do mojego odwodnienia. Wreszcie udało mi się trafić na właściwy szlak i dotrzeć do schroniska na Przegibku. Nie muszę chyba pisać jaki byłem szczęśliwy że ten koszmar się kończy. Ten krótki odcinek z lasu do samego schroniska przez polanę nie odsłoniętą od wiatru pokazał mi jak to by mogło wyglądać na zupełnie otwartej przestrzeni a wtedy byłoby naprawdę bardzo źle. Napiszę tylko że planowo miałem dojść do oddalonej jeszcze półtorej godziny dalej Bacówki na Wielkiej Rycerzowej a dotarłem tutaj do schroniska na Przegibku. Czas letni wynosi 3 godziny natomiast ja dotarłem tutaj ledwo żywy po 11 godzinach ciągłej walki. Przez ten czas nic nie jadłem, nic nie piłem i na pewno był to błąd ale przyznam że w tamtym czasie w tych warunkach nie byłem w stanie zatrzymać się i wykonać tak błahe czynności jak zdjęcie plecaka, wyciągnięcie termosu i zatrzymania się choćby na dwie minuty, tak jak pisałem wcześniej, mógłbym się tak wychłodzić że nie odzyskał bym już tego ciepła organizmu a to mogło by być dla mnie bardzo niebezpieczne. Muszę przyznać że jeszcze nigdy w życiu nie dostałem tak w dupę gdziekolwiek i tego dnia nabrałem ogromnej ale to ogromnej pokory do gór i tutaj dopiero te pogardliwie nazywany przez niektórych kapuściane góry pokazały swoje najgorsze i ciemne oblicze :'( Nie przesadzę jeśli napisze że przez ostatnią dobę spadł z metr śniegu. Ten dzień to była walka o przeżycie, w dosłownym tego słowa znaczeniu, to był zwierzęcy instynkt o przetrwanie zarazem wzbudzający strach, lęk ale i dający siłę i nieprawdopodobną adrenalinę w walce o swoje życie. Napiszę jeszcze jedną rzecz która dla niektórych może wydać się nie zrozumiała ale to doświadczenie było mistycznym przeżyciem ... wiem, wiem brzmi to górnolotnie ale ktoś kto był w podobnej sytuacji może wie o czym teraz piszę. Ja w tej adrenalinie naprawdę miałem jeszcze dużo siły żeby iść dalej ale to padanie akumulatorów w Garminie zaczęło mnie rozbijać bo zaczynało znikać iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa że wprawdzie mam siły żeby torować tylko co będzie jak już nie wiadomo gdzie iść. W schronisku było pełne obłożenie zorganizowaną grupą z okazji ferii i gdy wszedłem wszyscy patrzyli na mnie z niedowierzaniem gdy dowiedzieli się że przyszedłem z Wielkiej Raczy. Na szczęście był jeden wolny pokój chyba przygotowany specjalnie jak dla mnie :) Zjadłem kolację, wypiłem bardzo dużo herbaty i po trzech dniach bez kąpieli, brudny i upocony mogłem się wreszcie odświeżyć i zaległem snem sprawiedliwego planując sobie kolejny dzień resetu.





































C.D.N.  ;)
« Ostatnia zmiana: Październik 07, 2019, 19:32:39 wysłana przez Sted »

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #8 dnia: Październik 07, 2019, 19:22:12 »
Dave resztę dokończę nastepną razą  ;) ojjjjj ta zima zostanie mi na zawsze w pamięci, to było naprawdę na ostro, przyznaję że kondycja z każdym dniem była coraz lepsza ;D

Offline kuzon

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #9 dnia: Październik 07, 2019, 23:33:50 »
Piękna podróż! I Ty zazdrościsz trekingu w Himalajach??? To ja Ci zazdroszczę tego śniegu, tej samotności a nawet... tego strachu co przeżyłeś  :) Od trzech lat nie mogę się wybrać w taką zimę w góry, bo zawsze coś stanie na przeszkodzie  >:( I jak widzę Twoje zdjęcia, to się we mnie gotuje... ale nie przejmuj się, ładuj dalej, bez litości  ;D
"Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”
 - Maya Angelou

Offline Shwarc

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #10 dnia: Październik 08, 2019, 10:32:59 »
Wreszcie ktoś się zlitował i wrzucił coś dłuższego,
Gościu, miesiąc temu zapodałem Planinę nie zapominaj :) ;)

Jo, śniegu w pydę było rok temu w styczniu, też się załapałem, idealnie na saneczkarstwo:





Na ok. 850mnpm spokojnie z 80/90cm śniegu było

Teraz jak nie wyjdziesz w styczniu, to guzik nie zimę załapiesz.
« Ostatnia zmiana: Październik 08, 2019, 10:44:26 wysłana przez Shwarc »

Offline menel

  • działkowicz z szafą na plecach


  • Pomógł: 1

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 08, 2019, 11:40:13 »
Teraz jak nie wyjdziesz w styczniu, to guzik nie zimę załapiesz.

Shwarc, nie strasz społeczności forumowej  :D W lutym 2019 śniegu w Beskidzie Niskim było po... kijek!



Żeby nie było OT.  Sted, piękny waruneczek trafiłeś.
"Jak się człowiek umyje, to czar i blask od niego bije"

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 08, 2019, 12:43:07 »
Też byłem w lutym w Beskidzie Niskim i Sądeckim i powiem że poniżej pewnego pułapu to była wiosna a rakiety prawie cały czas nosiłem na plecach  ;D bida z tą zima ostatnio. Teraz planuje przesiąść się na narty BC z wiązaniami hagan xtrace czyli takimi mniej więcej jak w rakietach. Czuje że zima w tym roku będzie porządną  :P

Offline kuzon

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 08, 2019, 15:09:25 »
...zima w tym roku będzie porządną...
Trzymam Cię za słowo!
"Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”
 - Maya Angelou

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #14 dnia: Październik 09, 2019, 01:24:59 »
Piękna podróż! I Ty zazdrościsz trekingu w Himalajach??? To ja Ci zazdroszczę tego śniegu, tej samotności a nawet... tego strachu co przeżyłeś  :) Od trzech lat nie mogę się wybrać w taką zimę w góry, bo zawsze coś stanie na przeszkodzie  >:( I jak widzę Twoje zdjęcia, to się we mnie gotuje... ale nie przejmuj się, ładuj dalej, bez litości  ;D
Panie tak być nie może , musisz coś z tym zrobić i zacząć spełniać swoje marzenia. Albo teraz albo nigdy, z każdym dniem jesteśmy starsi i jak będzie potem czas i możliwości to już nie będzie sił i chęci  ☺️

forum.outdoor.org.pl

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #14 dnia: Październik 09, 2019, 01:24:59 »

Offline Piotrek



  • Pomógł: 79

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #15 dnia: Październik 09, 2019, 11:17:37 »
Świetna opowieść, zdjęcia też. Dla tego typu relacji warto tu zaglądać. :)

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #16 dnia: Październik 09, 2019, 12:40:03 »
Dzięki ☺️ to jeszcze nie koniec relacji, kolejne 5 dni opiszę jak znajdę trochę czasu😜
Chciałbym jeszcze posypać głowę popiołem ale jak mi słusznie napisał Piotrek zrobiłem błąd i zamiast prawidłowej nazwy schroniska   ,,Soszów,, napisałem ,,Szosów,, 🤦

Offline Shwarc

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #17 dnia: Październik 10, 2019, 18:02:14 »

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #18 dnia: Październik 12, 2019, 02:15:59 »
Dzień 8 – 16 stycznia 2019 (środa)
Schronisko na Przegibku - odpoczynek


O dziwo po ciężkim dniu nie mogłem zbyt szybko usnąć, być może wynikało to z dalej trzymającej adrenaliny i zmęczenia jednocześnie. Przyjechała jeszcze na skuterach grupa kilku Słowaków, chłopów wielkich dwumetrowych i podobno do północy siedzieli zachowując się dość głośno ale ja już musiałem spać i nic nie było w stanie mnie obudzić  :P Tego dnia nie zamierzałem ruszać dalej w trasę tylko musiałem odpocząć, zregenerować siły, poza tym zwyczajnie mi się nie chciało. W związku z rozładowanymi akumulatorkami do GPS trochę się martwiłem jak będzie wyglądała dalej moja wędrówką i od jednego z gości zakupiłem zwykły komplet baterii a także nie omieszkałem zapytać potomków właścicieli schroniska którzy okazali się być ochotnikami w goprze czy przypadkiem nie mają ładowarki do akumulatorów. Ku mojemu ogromnemu szczęściu posiadali taki gadżet i komplet czterech akumulatorków mogłem ponownie naładować :) Jedna z pań dała mi także czekoladę na drogę na następny dzień bo się o mnie martwiła ;)


















Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #19 dnia: Październik 12, 2019, 03:22:47 »
Dzień 9 – 17 stycznia 2019 ( czwartek)
Przegibek – Bacówka na Wielkiej Rycerzowej


Poranek był słoneczny ale bardzo wietrzny jednocześnie. Po śniadaniu gdy już miałem wyruszać, seniorka i właścicielka schroniska poprosiła żebym zadzwonił do nich jak już dojdę do bacówki na Wielkiej Rycerzowej ponieważ bardzo się o mnie martwiła  ;) To zamartwianie się i zdziwienia wielu osób uświadomiło mi że chyba tylko ja łażę po tych górach tak jakbym chciał sobie samemu dać w dupę i poczuć że żyję jednocześnie  ;D  Założyłem rakiety i jak wyszedłem na polanę to wiało okrutnie a las czekał na mnie z kolejnymi pułapkami. Na drzewach utworzyły się ogromne płaty zmarzniętego śniegu które pod wpływem wiatru spadały w wielkich kawałkach i gdyby mnie taki trafił to mogło być po mnie :o Musiałem iść nie tylko patrząc pod nogi ale cały czas w górę i odczekać albo uciekać przed tymi płatami kiedy mocniej zawiało. Gdy przechodziłem po takim opadzie były to bryły lodu ... szykowała się kolejna walka. Miałem do wyboru iść szlakiem niebieskim lub granicznym czerwonym. Postawiłem na niebieski bo jednak obawiałem się tych wiatrołomów, większego wystawienia na wiatr a co najważniejsze nie mogłem zwyczajnie zrobić podejścia na ten szlak bo było stromo a znów mordować się w tym kopnym śniegu pod górę mi się nie uśmiechało. Szlakiem niebieskim nigdy nie szedłem i musiałem czasami korzystać z pomocy nawigacji. Po pewnym czasie kiedy niebieski szlak mi się skończył a nawigacja prowadziła mnie w jakieś haszcze  ;D postanowiłem jednak odbić w górę i dostać się na szlak czerwony, który niestety przypominał pobojowisko po wojnie podobnie jak wtedy gdy szedłem nim z Wielkiej Raczy. Tutaj były jednak już widoczne ślady nart z czego chętnie korzystałem i jak po nitce do kłębka dotarłem do bacówki na Wielkiej Rycerzowej którą bardzo lubię z uwagi na swój klimat  :) Było tam tylko kilka osób które dotarły z Soblówki, więc pokój wieloosobowy w cenie 40 zł był tylko do mojej dyspozycji. Na kolację zamówiłem fasolkę po bretońsku i nie mając nic ciekawszego do zrobienia wskoczyłem w śpiworek i poszedłem spać.




























































































Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #20 dnia: Październik 12, 2019, 04:07:58 »
Dzień 10 – 18 stycznia 2019 (piątek)
Wielka Rycerzowa – Sobolówka – Glinka – Krawców Wierch


Tego dnia zamierzałem dostać się do kolejnej bacówki tym razem na Krawcowym Wierchu. Musiałem najpierw zejść do Soblówki z której to dopiero zamierzałem udać się z stopem do miejscowości Glinka. W tym samym kierunku podążał ojciec z córką nocujący w bacówce więc skorzystałem z okazji i zabrałem się z nimi samochodem  ;) Jeszcze w samej Glince, która przez kilka dni jak pozostałe przysiółki miejscowości Ujsoły była odcięta od świata z powodu konkretnej zimy zrobiliśmy zakupy w miejscowym sklepiku i ruszyliśmy w stronę bacówki. Do samej Kubiesówki szło się całkiem dobrze ponieważ było już odśnieżone przez pług lecz potem trzeba było już ubrać rakiety. Po pewnym czasie moi towarzysze postanowili jednak zrezygnować z dalszej wędrówki i dalej udałem się sam, co nie ukrywam było mi jednak na rękę  ;D Od kiedy pamiętam zawsze chodzę sam po górach i wędrówki z towarzystwem są dla mnie jednak nie naturalne. Przez jakiś czas fajnie jest z kimś pogadać ale jednak trzeba się starać dostosowywać do jego tempa, jak ktoś robi postój to ty masz ochotę iść i odwrotnie, no i najważniejsza rzecz … nie trzeba się o kogoś martwić gdy trafi się na ciężkie warunki  :P Pewnie może być raźniej, ktoś za Ciebie potoruje w śniegu, tylko co jeśli okaże się że jest dupówa i nie tylko musisz martwić się o siebie ale jeszcze o kogoś kto zacznie histeryzować  :-\ Wiem że jestem zdany tylko sam na siebie, nie będzie rozmywania odpowiedzialności i zostawiania decyzji innym. Na początku szedłem śladami nart ale okazało się że narciarze sobie a szlak sobie i musiałem odpalić gps-a. Tutaj też była pewna ilość wiatrołomów a ich ominięcie spowodowało że zapadałem się czasami po pas. Nie wiem jak ja to zrobiłem ale chcąc wrócić do właściwego szlaku przez 15 minut przy pomocy gps-a zrobiłem śmieszne kółko po czym znalazłem się w tym samym miejscu w którym go odpaliłem  ;D Dajcie spokój, śmiałem się sam z siebie  :D  Oczywiście żadnych śladów nie było widać a musiałem trawersować trochę pod górę. Po pewnym czasie pojawiły się jednak ślady skutera zapewne którym dowożony jest towar do bacówki i tutaj droga już była bardzo przyjemna i nawet udało mi się ściągnąć rakiety. Do bacówki dotarłem chwilę przed zmrokiem i okazało się że jestem tam jedynym gościem a biorąc pod uwagę że był to piątek byłem w niemałym szoku. Co ciekawe chłopak z obsługi mówił że z kolei następnego dnia jest pełne obłożenie tak, że nawet podłogi są zaklepane  :o Nie ukrywam ale lubię takie sytuacje gdy jestem zupełnie sam w schronisku i zdarzało mi się to już kilkakrotnie. Z uwagi że w bacówce w menu jest tylko jedzenie z kategorii vege zamówiłem sobie leczo i muszę powiedzieć że czegoś takiego już dawno nie jadłem. Dodam tylko że ten kto szedł kawałek dalej przez Trzy Kopce szlakiem granicznym w stronę Pilska zapewne widział na reklamie bacówki dopisany markerem tekst ,,vege gówno,, ;D Od razu dodam że nie jest on mojego autorstwa i nie pochwalam takiego wandalizmu ale treść w pełni oddawała to co jadłem  :-\  Była jeszcze śmieszna sytuacja ponieważ od chłopaka z obsługi który był mieszkańcem położonej w dolinie miejscowości Złatna próbowałem dowiedzieć się którym szlakiem będzie mi łatwiej dotrzeć na Rysiankę właśnie z tej miejscowości. Dopytywałem również którędy skuterem dowożony jest towar do tego schroniska bo pewnie ta droga będzie łatwiejsza i nie potrafił mi odpowiedzieć na te pytania a jak pokazywałem mu mapę to wyglądało tak jakby pierwszy raz w życiu ją widział na oczy i miejsce w którym mieszka zapewne od urodzenia  ;D No to się dowiedziałem  :P Co by jednak nie mówić bardzo lubię to miejsce. Z uwagi że w bacówce jest ograniczony prąd z agregatu po romantycznej kolacji przy świeczce zaległem spać.
























































Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #21 dnia: Październik 13, 2019, 16:43:03 »
Dzień 11 – 19 stycznia 2019 (sobota)
Krawców Wierch – Złatna – Rysianka


Kiedy wstałem i spojrzałem za okno myślałem że nie wierzę własnym oczom  :o To była istna żyleta, ocet czy jak tam kto zwał, pogoda była bajeczna. Po śniadaniu z vege jajecznicy wyszedłem przed schronisko na którym cała polana nie była tknięta ludzką stopą, był lekki mróz a śnieg pięknie skrzypiał pod nogami, byłem tam jedyny a całe widoki tylko dla mnie, wyglądało to cudownie  :D Z dobrą godzinę tam byłem delektując się widokami. Miałem zamiar dojść do schroniska na Rysiance ale najpierw zamierzałem dotrzeć niebieskim szlakiem do miejscowości Złatna. Nigdy nie szedłem tą trasą a żadnych znaków nie było widać więc już na samym początku musiałem odpalić gps-a i nie ukrywam ale nawet z nim miałem straszny problem z tym gdzie mam iść dalej. Wszystko było do siebie strasznie podobne a masy śniegu w tym gęstym młodniku nie ułatwiały wyboru kierunku. Po 10 minutach szlak już zrobił się czytelny i było nawet widać znaki, także schodzenie było już nad wyraz przyjemne. Po jakimś czasie zaczęła się dość monotonna droga leśna, która prowadziła aż do Złatnej. Kiedy tam dotarłem próbowałem się dowiedzieć od miejscowych, którym z dwóch szlaków będzie mi łatwiej dotrzeć na Rysiankę i którym dowożony jest towar skuterem lecz żadna z 5 osób nie potrafiła mi na to odpowiedzieć. Najciemniej pod latarnią, ja się naprawdę nie potrafię nadziwić  ;D Dopiero kolejna osoba właściwie pokierowała mnie na żółty szlak. Musiałem jeszcze spory kawałek dojść asfaltem aż do Huty ale udało mi się złapać stopa i zaoszczędziłem sporo czasu i asfaltu którego nie cierpię. Przy samym parkingu w Hucie była masa ludzi i wszyscy podążali na Rysiankę, w końcu była sobota i nie powinienem się temu dziwić. Tyle ludzi co się przewinęło w drodze do schroniska to ja nie widziałem przez całą moją wędrówkę  :P Trasa do samej Rysianki była świetnie przygotowana także nie trzeba było używać rakiet ale jednocześnie dość monotonna. W samym schronisku była masa ludzi, głównie narciarzy i oczywiście o noclegu w pokoju nie było mowy, została tylko gleba  :(  Była dopiero 17:00 no i niestety nie było wyjścia tylko zostało siedzieć i czekać w jadalni aż do 22:00. Przyznam, że wynudziłem się niemiłosiernie a w międzyczasie zjadłem i skoczyłem pod prysznic i tak czekałem aż wreszcie będzie można się położyć. Gdy już nastała pora rozkładania materacy na podłodze to było tak ciasno w całej jadalni że każdy leżał obok siebie i już tam się nie dało nikogo wcisnąć, niektórzy spali na ławkach, inni na siedząco....ehhh szkoda gadać  ??? Nawet bałem się wyciągać swój śpiwór na cały ten barłóg  ;D przykryłem się tylko sweterkiem puchowym. W nocy budziłem się kilka razy ponieważ nie spało mi się komfortowo i tylko czekałem aż będzie 6:00 i ludzie zaczną wstawać.















































































Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #22 dnia: Październik 13, 2019, 19:50:10 »
Dzień 12 – 20 stycznia 2019 (niedziela)
Rysianka – Trzy Kopce – Pilsko


Po śniadaniu wyszedłem na wschód słońca na który również oczekiwało wielu amatorów którzy przyszli z dolin, niestety pogoda nie jest na zamówienie i wschodu słońca nie doczekaliśmy :( Dzisiejszym celem moje wędrówki było Pilsko i nocleg w schronisku na Hali Miziowej. Na początku ubrałem rakiety i tak ruszyłem w stronę Trzech Kopców. Po drodze minęło mnie kilku narciarzy i przyznam że powoli zaczynała we mnie kiełkować myśl aby spróbować takiego przemieszczania się zimą w górach  ;) Droga była przejechana skuterem, zdjąłem więc rakiety i tą dość długą i monotonną trasą dotarłem na moją ulubioną widokowo Halę Cudzichową. Tam zrobiłem sobie małą przerwę na kubek herbaty i przez Monczulik ruszyłem w stronę Pilska. Tutaj już zaczęła się pojawiać duża grupa skiturowców jeżdżących poza trasami i nie ukrywam ale wzbudziło to we mnie pewną nutę pozytywnej zazdrości, że ja też bym tak chciał :D Szlak czerwony prowadzi bezpośrednio do schroniska a ja miałem zamiar dostać się na Pilsko już bezpośrednio granicznym który łączy się potem z czarnym. Stąd jest krótkie ale dość strome podejście dające w kość, pamiętam że jak szedłem tamtędy dwukrotnie to było mi zawsze bardzo ciężko. Tym razem jednak to podejście okazało się dla mnie nad wyraz łagodne i czułem że jestem silny jak tur  ;) Cała dotychczasowa trasa od początku wyjazdu kiedy musiałem ostro pracować w tym kopnym śniegu była dla mnie konkretną zaprawą i teraz czułem że mam naprawdę dużo siły i to co kiedyś było ciężkie teraz już takim nie było, nawet plecak jakby mniej ważył. Gdy dotarłem na to wzniesienie moim oczom ukazała się masa narciarzy, snowboardzistów a nawet paralotniarz. Tylko ja jeden z tym wielkim plecakiem parłem aż na samo Pilsko. Samo podejście było na tyle w porządku że nie musiałem zakładać raczków. Gdy już znalazłem się na szczycie postanowiłem tam tradycyjnie spędzić trochę czasu i zaczekać na zachód słońca. Było dość zimno, wietrznie ale ubrałem się w sweterek puchowy i tak około dwie godziny spędziłem do zachodu słońca. Pojawiło się kilka osób które zaraz wracały, przyjechał nawet ratownik gopru na tradycyjny obchód i pytał się czy będę nocował w schronisku, bo wydałem mu się podejrzanym że chcę coś zmajstrować i będą mnie potem szukać  ;D Rozmawialiśmy chwilę o akcji poszukiwawczej skiturowców kilka dni wcześniej. Ratownik na nich poklnął i mówił że panowie dostaną od słowackiej HZS, która również brała udział w poszukiwaniach rachunki po 10 tys zł  :o Same poszukiwania podobno trwały 12 godzin. Opowiadał także o nielegalnym jeżdżeniu skuterami po masywie Pilska i pewnej bezradności służb kiedy ktoś dostawał mandat i od razu prosił żeby mu wypisać kolejny na następny dzień ::) Ratownikowi kończył się już dyżur więc musiał wracać a ja zostałem sobie na zachód słońca. Gdy wracałem już do schroniska konieczne było założenie raczków. W schronisku zastałem już tylko kilka osób ale pan z recepcji mówił że wczoraj było pełne obłożenie. Tej nocy wystąpiła pełnia księżyca i widok na cały teren wokół był bardzo fajny :)






























































Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #23 dnia: Październik 13, 2019, 21:00:02 »
Dzień 13 – 21 stycznia 2019
Pilsko – Korbielów - Łódź


To już był ostatni dzień mojej wędrówki więc musiałem go poświęcić na powrót do domu. Po śniadaniu postanowiłem już bez plecaka udać się na Pilsko ponieważ szkoda marnować takie widoki kiedy pogoda była taka świetna. Podejście od schroniska jest konkretne i trochę się usapałem żeby tam dotrzeć ;D Na samym masywie było tylko kilka osób i trochę żałowałem że nie poszedłem na wschód słońca ale i tak za to teraz posiedziałem sobie tam godzinę robiąc ucztę dla oczu :D Do samego Korbielowa zszedłem już wzdłuż wyciągu. Tam już była masa ludzi i powrót do rzeczywistości. Pozostał tylko dojazd busem do Krakowa a następnie pociągiem do Łodzi.
To były piękne dwa tygodnie a takiej zimy nie spodziewałem się ani trochę. Z jednej strony dostałem porządnie po dupie ale jednocześnie nabrałem cennego doświadczenia i żadne porady nie dadzą tego jak poczucie wszystkiego na własnej skórze  ;) I jeszcze takie przemyślenie mnie wzięło że tyle osób poniekąd narzeka na tłumy zwłaszcza w Tatrach i nawet Beskidach letnią porą. Niby miliony ludzi a są jednak takie pory roku i miejsca gdzie jesteś zupełnie sam  ;D Było super  :)











































Offline kuzon

Odp: Hu hu ha nasza zima zła
« Odpowiedź #24 dnia: Październik 13, 2019, 21:52:17 »
Tak mnie nakręciłeś tą opowieścią i zdjęciami, że jak w tym roku nie uda mi się wyjść zimą w góry, to Cię do sądu podam!!! Będziesz odpowiedzialny za moje załamanie nerwowe!  ;D
"Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”
 - Maya Angelou