25% zniżki na Fjord Nansen i 15% na resztę

Autor Wątek: Włodzickosowie powitanie wiosny 22-24.03.2019  (Przeczytany 292 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline dave

Włodzickosowie powitanie wiosny 22-24.03.2019
« dnia: Kwiecień 14, 2019, 19:57:41 »
Zdaje się, że forum martwe na amen, ale co tam... na Titanicu orkiestra też grała do końca. ;D



Na Wzgórza Włodzickie nakręcony byłem od dawna. Początek kalendarzowej wiosny wydawał się terminem idealnym, nadto trzy grosze dodali wróżbici pogodowi, wygrażając lampą. Nie ma to tamto, trzeba tam jechać i to już.

22.03.2019 r.: Nowa Ruda - łąka nad Świerkami Dolnymi

Postanowiłem zacząć trasę z Nowej Rudy. Na miejsce docieram z godzinnym poślizgiem, bus z Wrocławia zwiał mi sprzed nosa. Trochę kręcę się po okolicach rynku, szukając jadłodajni, z efektem pozytywnym - bar mleczny "Popularny" schabowe serwuje przyzwoite. Gdyby ktoś miał ochotę na smaczną i niedrogą paszę, z pewnością znajdzie tam coś dla siebie:



Najedzony, napity, czas w drogę. Idę starym wariantem zielonego szlaku, przez ogródki działkowe. Wysoka wilgotność powietrza zapowiada, że rozległych widoków to dziś nie będzie:



Powyżej odnajduję znaki szlaku i dalej idę już planowo. Gdzieniegdzie mijam pola uprawne, miejscówki o charakterze wybitnie rekreacyjnym:



Jak to musi wyglądać w maju? Strach się bać.



Korzystając z wybitnych walorów widokowych Wzgórz Włodzickich, nie spieszę się, mam jeszcze czas na nasiadówkę pod krzakiem. W międzyczasie do "mojego", zielonego szlaku, dołącza niebieski, którego nie mam zaznaczonego na mapie (Sudety Środkowe, wyd. Plan 2015), później okaże się, że biegnie on ze stacji PKP w Ludwikowicach Kłodzkich. Tymczasem na horyzoncie clou programu, najwyższy szczyt Wzgórz Włodzickich - Włodzicka Góra, 757 m:



Odbicie zielonego szlaku przegapiłem, na szczyt wchodzę na szagę przez las. Smaczkiem jest nowa wieża widokowa, której otwarcie miało miejsce 19 października 2018 r. Przy ławce zrzucam worek i patrzę, co to za zwierz:



Kibelek z widokiem na Góry Sowie również daje radę:



Pakuję się na wieżę i podziwiam widoki:







Siedzę jeszcze przez chwilę na ławce, ale czas się zwijać. Schodzę zielonym szlakiem do Świerków Dolnych. Po drodze rzut okiem na ruiny budowli, wykorzystywanej niegdyś do załadunku i transportu urobku z położonego nieopodal kamieniołomu:



Jako że powoli zbliża się wieczór, postanawiam wykorzystać okoliczną łąkę jako miejsce biwakowe. Zresztą, praktycznie cały ten teren znakomicie nadaje się pod namiot:



Zachód słońca gratis:



Nastawiam wody na herbatę, pochłaniam kolację i montuję się do namiotu, bo co tu robić po ciemku? Dobranoc.

23.03.2019 r.: Łąka nad Świerkami Dolnymi - wiata na Marcowej Przełęczy

Z rana wszystko mokre, kondensacja dała mi się we znaki. Śniadanie, kawa i zaczynam zwijać bajzel. Foto słabe, aparat chwycił wilgoć:



Schodzę do Świerków Dolnych. Przy drodze taki cymesik:



Trzymając się zielonego szlaku, przecinam w poprzek Wzgórza Wyrębińskie. Z racji ochrony zimowisk nietoperzy, kompleks "Gontowa" zamknięty:



Schodzę do Sowiny, przysiółka Ludwikowic Kłodzkich. Z racji tego że w butelce widać już dno, uzupełniam wodę w pierwszym lepszym gospodarstwie i napieram dalej do Sokolca. W Sokolcu zmieniam kierunek, kolor szlaku i powoli gramolę się asfaltem pod górę na Przełęcz Sokolą, skąd udam się na Wielką Sowę. Kilkaset metrów od przełęczy rozgościło się schronisko "Orzeł", decyduję się uwalić na dłuższą chwilę przed obiektem i może coś zjeść:



Przez chwilę odpoczywam i wyciągam z kieszeni telefon; tu es do Tai, tam krótka pogaducha z Menelem. Wbijam do środka z nadzieją na bigos, po czym dostaję obuchem w pałę, kuchnia czynna dopiero od dwunastej. Nic to, paszy w plecaku pod dostatkiem, głodować na pewno nie będę. Idę dalej, powyżej schroniska leży jeszcze śnieg:



Niedługo potem mijam schronisko "Sowa", które jest czynne!



Nie nie, takiej okazji przepuścić nie mogę, zachodzę do schronu, zamawiam pierogi ruskie i przy okazji podpytuję najemczynię, co jest grane. Otóż, dowiaduję się, że umowa najmu co prawda została im wypowiedziana, ale nikt ich stamtąd nie wyrzuca... no ciekawa konstrukcja, muszę przyznać. Natomiast ze względu na "brak ruchu turystycznego", schronisko działa jedynie w weekendy, więc jeśli ktoś zawita tu w środku tygodnia, to najpewniej się od schroniska odbije. No nic, pojadłem smacznych pierogów i lecę dalej. Do celu już rzut beretem, więc po dłuższej chwili osiągam Wielką Sowę, 1015m:



Na szczycie oczywiście jarmark, ludzi od groma. Plecakowców jednak nie widać. Rozwalam się na ławce, odpoczywam przez chwilę, po czym idę na wieżę obejrzeć krajobraz i porobić zdjęcia:









Bimbam sobie jeszcze przez chwilę na ławce, po czym podejmuję decyzję o zejściu żółtym szlakiem do Walimia. Nie znam tego odcinka, więc z chęcią się tamtędy karnę. Położone nieopodal szczytu połacie martwego lasu sprawiają dość smutne wrażenie:



W międzyczasie mijam porośniętą lasem Małą Sowę (972 m), a na Jeleniej Polanie czas na małe uzupełnienie płynów. Na szlaku generalnie dość sucho, kamienistym traktem powoli wytracam wysokość:



Mam ochotę na kotleta schabowego, w Walimiu wbijam zatem do zajazdu "Hubert" na posiłek. Porcja co prawda spora, jednak mięso dość łykowate, jadłem już lepsze sztuki. Nad talerzem wymiana szyderstw z buszującym w Karkach Michunem. Przewidując kolejny biwaczek, tankuję przy okazji 3 litry wody i powoli kieruję się do wyjścia.

Zmieniam kolor szlaku na niebieski. Opuszczając miasto mam całkiem niezły widok na kościół pw. św. Jadwigi:



Generalnie, niebieski szlak z Walimia to całkiem niezły punkt widokowy na miasto i Góry Sowie:



Wbijam na grzbiet i kontynuuję przechadzkę. Pogoda dopisuje, przyjemnie się idzie. W miejscu wycinki drzew, pojawia się widok na Góry Kamienne:





Docieram do rozstaju dróg na Przełęczy Marcowej i zastanawiam się, co dalej? Pierwotnie chciałem zejść czerwonym szlakiem w okolice Jedliny-Zdroju i przenocować pod namiotem. Ale z drugiej strony, zignorować taki lokal?



Pierniczę, zostaję tutaj na noc. Przy okazji podsuszę zawilgocone klamoty. Wskakuję zatem w klapki i rozkładam rzeczy na stole. Przed wiatą łapię jeszcze trochę słońca:



W momencie gdy zaczyna robić się szaro, zabieram się za kolację. Chmury na niebie nabierają kolorów:



Jest cicho, spokojnie i nawet jakby się ociepliło. Rozkładam barłóg, przebieram się w suche ciuchy i wskakuję do śpiwora:



Spodziewając się w nocy temperatur lekko ujemnych, zabrałem na ten wyjazd zimowy, dmuchany materac Thermaresta. Okazało się, że nie było takiej potrzeby, ale przynajmniej spało się wygodniej, niż na cienkiej karimacie. Tak mnie ten dmuchaniec rozbestwił swoją wygodą, że intensywnie myślę nad przerzuceniem się definitywnie na materace dmuchane, również w okresie od wiosny do jesieni. Nie wiem jednak, czy inwestycja w TaR'a na takie temperatury, nie będzie strzelaniem z armaty do komarów. Muszę to przemyśleć, może Chińczycy będą mieli na stanie jakieś lekkie i tańsze alternatywy, zdatne do użytku podczas przymrozków. A tymczasem... dobranoc.

24.03.2019 r.: Wiata na Marcowej Przełęczy - Głuszyca PKP.

Taa, to sobie pospałem. Chwilę po tym jak udało mi się zasnąć, nadeszła zmiana pogody i wiatr tak mi zaczął dmuchać po japie, że musiałem wstać i rozbić na tych dechach sypialnię od namiotu, bo nijak nie mogłem się osłonić. Ale nic, dalsza część nocy upłynęła bez przeszkód i po piątej obudził mnie świergot ptaków. Przez dłuższą chwilę leżę jeszcze w śpiworze i około szóstej postanawiam zwlec się z wyra. Tradycyjne solidne śniadanie, kawa, pakowanko. Schodzę niebieskim szlakiem do Głuszycy, tam wbiję się na pociąg i wrócę ze spokojem do domu. Tymczasem słońce gdzieś zniknęło:



Stawy nad Głuszycą nawet niczego sobie. Przy pierwszym z nich, dwaj wędkarze siedzą na rybach. Ciekawe czy wzięli ręcznik i mydło?



Wpadam wreszcie do Głuszycy. Czeka mnie jeszcze spacer przez całe miasto i wreszcie ląduję na stacji kolejowej:





W Jedlinie Górnej kolejny poślizg, po czym via Wałbrzych wracam do domu. Koniec wycieczki.

forum.outdoor.org.pl


Offline mikel

Odp: Włodzickosowie powitanie wiosny 22-24.03.2019
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 14, 2019, 20:52:16 »
Fajna relacja, trasa i miejsca dla mnie zupełnie nieznane :)

No ale co tu dużo mówić, to kibel skradł moje serce!
kiedy światu się przyglądam
gdy doświadczam praw natury
to dostrzegam palec boży
choć nie jestem pewien który

Offline kuzon

Odp: Włodzickosowie powitanie wiosny 22-24.03.2019
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 15, 2019, 11:43:39 »
Fajna wycieczka. Choć jak człowiek w robocie siedzi, to po takiej relacji, gul z zazdrości skacze :D
"Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”
 - Maya Angelou

Offline Sted



  • Pomógł: 15

Odp: Włodzickosowie powitanie wiosny 22-24.03.2019
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 15, 2019, 19:53:57 »
Widzisz Kuzonie bo jakbyś był w tych Biesach to i relacja by była a tak to Dave jak ten Ostatni Mohikanin  ;D
A tak poważnie to dobrze że są takie osoby jak Dave którym się jeszcze chce podzielić swoją radością i relacją z takich wbrew pozorom niszowych wypadów...co ja mówię ...że w ogóle mu się chce pisać, bo jak wiedzą Ci co pisali jakiekolwiek relacje to czasami zajmuje to tyle czasu że wydaje się ze więcej niż sam wyjazd  :P

Dave tak jak już pisałem na Twoim blogu uwielbiam takie klimaty, bardzo miło poczytać i pozazdraszczać ;P
 
Ci którzy nie wiedzą to Sznycel Górski ma bloga i widzę że jak ja tego nie zrobię to sam tego jegomość nie raczy sie pochwalić ;D  a co niech Cię zobaczą   ;) naturszczyk bez zadęcia, bez sponsorów, bez aklimatyzacji i butli z tlenem, prawdziwek cieszący się naturą ...tak trzymaj panie  :)

https://sznycelgorski.blogspot.com/

Offline dave

Odp: Włodzickosowie powitanie wiosny 22-24.03.2019
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 15, 2019, 22:01:32 »
Fajna relacja, trasa i miejsca dla mnie zupełnie nieznane :)

No ale co tu dużo mówić, to kibel skradł moje serce!

Dzięki! Kibel jest przekozacki, to dodatkowy atut żeby tam zabiwakować. ;)

Fajna wycieczka. Choć jak człowiek w robocie siedzi, to po takiej relacji, gul z zazdrości skacze :D

Dzięki. Wszystko jeszcze przed Tobą, zakładam że urlop też będziesz miał. ;)

Widzisz Kuzonie bo jakbyś był w tych Biesach to i relacja by była a tak to Dave jak ten Ostatni Mohikanin  ;D
A tak poważnie to dobrze że są takie osoby jak Dave którym się jeszcze chce podzielić swoją radością i relacją z takich wbrew pozorom niszowych wypadów...co ja mówię ...że w ogóle mu się chce pisać, bo jak wiedzą Ci co pisali jakiekolwiek relacje to czasami zajmuje to tyle czasu że wydaje się ze więcej niż sam wyjazd  :P

Dave tak jak już pisałem na Twoim blogu uwielbiam takie klimaty, bardzo miło poczytać i pozazdraszczać ;P
 
Ci którzy nie wiedzą to Sznycel Górski ma bloga i widzę że jak ja tego nie zrobię to sam tego jegomość nie raczy sie pochwalić ;D  a co niech Cię zobaczą   ;) naturszczyk bez zadęcia, bez sponsorów, bez aklimatyzacji i butli z tlenem, prawdziwek cieszący się naturą ...tak trzymaj panie  :)

https://sznycelgorski.blogspot.com/

O kurde, to mnie teraz zaskoczyłeś. ;) Nie wiem, co napisać... No przygotowanie relacji trwa i też nie jestem tu wyjątkiem. Zawsze najbardziej czasochłonne było dla mnie dodawanie zdjęć, odkąd ruszyłem z blogiem to idzie to nieco szybciej, bo mogę dodać zbiorczo większą ilość. A bloga założyłem, bo... na forach od jakiegoś czasu jest jak jest, liczę się z tym, że niestety ktoś wyciągnie wtyczkę i skończy się rumakowanie. Trochę czasu na napisanie tych tekstów poświęciłem i szkoda byłoby mi, gdyby to wszystko miało pójść w diabły, a tak to przynajmniej mam jakieś archiwum. Linkiem do bloga nie spamuję, bo teraz co drugi Wielki Pan Podróżnik się tym przechwala na prawo i lewo, mam wrażenie że jakiś wyścig szczurów się z tego zrobił. Wstawiłem jedynie link w podpis, jeśli ktoś będzie zainteresowany, to sobie luknie. Tytuł zerżnięty od Topora, oby nie był proroczy. ;)

forum.outdoor.org.pl


 

25% zniżki na Fjord Nansen i 15% na resztę