Autor Wątek: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.  (Przeczytany 1782 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline dave

Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« dnia: Październik 02, 2018, 19:51:35 »
Heloł. :)

W weekend udało mi się zorganizować spontaniczną akcję, pt. "Szlak im. Jana Szczypińskiego", czyli czarny szlak ze Złotego Stoku do Bystrzycy Kłodzkiej. Wypadzik ten bardzo podreperował mnie duchowo, więc postanowiłem się podzielić z Wami tym i owym. Na właściwą relację przyjdzie czas, jak się tylko ogarnę, a chwilowo - w ramach zachęty, trailera, czy jak to tam jeszcze określić - ze dwie skromne foteczki. Otóż... idzie jesień, panie dziejku:



Rzut oka na zabudowania Romanowa:



Niedzielny poranek nad Rogówkiem, w trakcie zwijania biwaczku. W oddali Kłodzko i Góry Bardzkie:



Ciąg dalszy nastąpi.
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

forum.outdoor.org.pl

Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« dnia: Październik 02, 2018, 19:51:35 »

Online Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 02, 2018, 23:17:26 »
Nooo pogoda jak ta lala  ;)  widać że nawet lampa była jednego dnia, trochę żałuję że odpuściłem urlop we wrześniu na rzecz zimy ale jak wygram w lotto to wszystko nadrobię   ;D

Offline dave

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 04, 2018, 19:39:34 »


Potrzebowałem tego wyjazdu jak diabli. Pomimo pewnych problemów, udało się wyszarpać wolny weekend i jeszcze dorzucić do niego dodatkowy dzień. Drapiąc się po makówce, wpadł mi do głowy pomysł na szlak im. Jana Szczypińskiego, biegnący przez Góry Złote i Krowiarki. Jan Szczypiński - znakarz, przodownik turystyki górskiej i działacz PTTK, osiedlił się po II Wojnie Światowej w Ołdrzychowicach Kłodzkich, gdzie wyznakował czarny szlak ze Złotego Stoku do Bystrzycy Kłodzkiej oraz żółty z Żelazna na Przełęcz Puchaczówkę. Po śmierci, czarny szlak turystyczny został nazwany jego imieniem. Postanowiłem zatem go przedreptać, no bo dlaczego nie?

29.09.2018r.: Bystrzyca Kłodzka - Sarnica

Trasę zacząłem od Bystrzycy, wariant ów ma tę zaletę, że wysiadając z pociągu, od razu jesteśmy na szlaku. Pakując wcześniejszego dnia szafę, zorientowałem się, że umarły mi baterie w czołóweczce, szybka wizyta w Biedronce na wrocławskim dworcu pozwoliła naprawić niedopatrzenie. Z minimalnym poślizgiem ląduję zatem na miejscu, opuszczając kolejowy przybytek od razu rzuca się w oczy szlakowskaz:



Łazikowanie standardowo postanawiam zacząć od obiadu. Wbijam zatem do "Kaktusa", zupy do wyboru za 3 zł, zestaw schabowy + ziemniaki + surówka - 13,50. Dopłacają do interesu, czy jak?



Przez chwilę wiszę jeszcze na telefonie, ale czas się wreszcie ruszyć. Przekraczam Nysę Kłodzką i pora na asfalting do Starego Waliszowa. Zwracam uwagę na przydrożną kapliczkę barokową. Obiekt wpisany jest do rejestru zabytków:



Pomimo asfaltu, idzie się całkiem przyjemnie. W otoczeniu dominują pola uprawne i łagodne, pofalowane grzbiety:



W Starym Waliszowie, niedaleko szkoły, jest niezłe miejsce na grilla. Przysiadam na chwilę i idę w kierunku Piotrowic Górnych. Wodę mam, więc Studnię Oppersdorfów omijam. Małe przyfilowanie na okolicę:



W Romanowie obcinka na kamieniołom marmuru:



po czym drapię się przez Sędzisz (498 m) do Ołdrzychowic Kłodzkich. Szlak omija główny wierzchołek szczytu, ale co tam, i tak jest w pytę. Pora relaksu na trawie, czas na dłuższy popas kulinarno-widokowy. ;)



Wreszcie ruszam cielsko i po chwili już jestem na dole. W pewnym momencie szlak przecina linię kolejową Kłodzko-Stronie Śląskie. Podobno linia ma zostać wyremontowana, a przewozy na trasie przywrócone, jak udało mi się dowiedzieć... w 2025 roku. Tymczasem na zejściu uderza mnie widok spalonego budynku. Obiekt tak rzuca się w oczy, że staję jak wryty:



Za to mijam moją ulubioną Białą Lądecką:



W Ołdrzychowicach uzupełniam w sklepie wodę. Bezpośrednio przy szlaku są chyba trzy czy cztery spożywczaki (w tym Chata Polska), więc paszy na trasie także nie zabraknie. ;) Nie zlokalizowałem za to żadnej jadłodajni. Mijam wioskę i zaczynam podejście pod Sarnicę (551 m). Po drodze jest miejsce z niezłymi widokami. Początek podejścia wcale fajny, ale zaraz zacznie się rzucanie dynamizatorami. :P



Otóż, mili państwo, w dalszej części szlak jest zarośnięty i zawalony połamanymi drzewami. W pierwszej chwili nie wygląda to jeszcze źle:



Niestety dalej pojawiają się bardzo rozłożyste i bardzo kolczaste jeżyny, przez które przedzieranie się wyjątkowo skutecznie mnie spowalnia. Kolce wbijają mi się w buty, spodnie, plecak oraz ręce i tylko współczuję tym, którzy będą tamtędy szli w krótkich spodenkach. Mogliby tu przyjechać krakowscy forumowicze z maczetami. Od razu zrobiliby z nimi porządek.

Wyłażę wreszcie na normalną drogę i aż muszę na chwilę przysiąść z tych nerwów. Na uspokojenie przydałby się bigos, niestety obejdę się mieszanką studencką. Po dłuższym dreptaniu, wychodzę na otwarty teren. Patrzę na zegarek, jest już nieco po osiemnastej. Przez chwilę siedzę nad mapą i, mając w perspektywie długi odcinek asfaltowy do Droszkowa oraz coraz krótszy dzień, postanawiam zostać tutaj na nocleg. Nikt mnie przecież nie goni. Zbocza Sarnicy są zresztą doskonałym miejscem na widokowe namiotowanko. Żeby nie było jednak zbyt różowo, istnieje pewien problem. Otóż, wychodząc z lasu, przy szlaku leży pryzma z jabłek. Są tam także trzy ambony myśliwskie. Żałując zarazem, że nie zabrałem ze sobą piły, miejsce na rozbicie namiotu wybieram wyjątkowo starannie. Wolę nie ryzykować, aby jakiś napruty myśliwiec nie wziął mnie nad ranem za jelenia. A okolica wygląda następująco:





Rozbijam namiot i zabieram się za solidną kolację. W międzyczasie zaczyna zachodzić słońce:



Przy świetle czołówki ogarniam jeszcze jakąś podstawową toaletę, po czym wpełzam do śpiwora. Fajnie być znowu w górach.

30.09.2018r.: Sarnica - "Stanica Jesionów" w Orłowcu

O szóstej jestem zmuszony wygramolić się ze śpiwora. Ojczyzna wzywa. Postanawiam położyć się jeszcze na chwilę, oczywiście z chwili zrobiła się dobra godzina... no cóż. Śniadanko, kawka i zaczynam zwijać obozowisko. Nie żebym się wymądrzał, ale chyba mam dziś lampę:



Komu w drogę, temu kopa. Wyruszam przez Rogówek do Droszkowa, asfalt na mnie czeka:



Przyszroniło w nocy:



W Droszkowie cisza i spokój. Zaczynam flirt z Górami Złotymi, z tej okazji krótka nasiadówka obok przystanku autobusowego o dość niecodziennym wyglądzie:



i drałuję asfalcikiem dalej. Czas na podejście pod Ptasznik (719 m). Przy okazji jest na co popatrzeć. Niestety, kadr z pierwszego zdjęcia wypadł idealnie pod słońcem, co poskutkowało filtłem ahtystycznym "ORWO":







Następnie szlak prowadzi lasem. Mijam bliżej niezidentyfikowane ruiny i po przetrawersowaniu szczytu, schodzę przez Przełęcz Leszczynową do Chwalisławia. W Chwalisławiu spora wiata z miejscem na ognicho. Przysiadłem na chwilę i momentalnie oblazły mnie wałęsające się samopas krowy:





Powoli zmierzam już ku końcowi. Jestem na ostatnim odcinku szlaku.





Schodzę do drogi wojewódzkiej nr 390. Przy drodze spora wiata, zdjęć nie robiłem, bo była pod okupacją. Jeszcze tylko krótki fragment Kłodzkim Wąwozem i ląduję w Złotym Stoku. Odnajduję punkt początkowy/końcowy, fajrant.



Pomimo dużej ilości asfaltu, fajna trasa. Wliczając czas potrzebny na dojazdy, idealna na luźny weekend z namiotem czy nawet bez niego. Turyści na szlaku: ni hu hu, żadnego.

Ale, ale... mam przecież dodatkowy dzień w zanadrzu. Skoro już tu jestem, głupio byłoby tak od razu wracać. Z tej okazji wypadałoby zatem coś zeżreć. Odbijam do baru Apetit na filet drobiowy i uskuteczniam dłuższą nasiadówkę. W Dino zanabywam wodę, colę i czerwonym szlakiem turlam wora na Jawornik (872 m), co się będę szczypać. Początkowo szlak biegnie równolegle z zielonym granicznym, którym szedłem rok temu w ramach długiego weekendu sierpniowego. Park linowy "Skalisko" w akcji:



Dalsza droga prowadzi przez gęsty las i tu nie ma za bardzo o czym pisać, moze tylko należałoby wspomnieć, że widoczny na szlakowskazie czas przejścia jest jak dla mnie niedoszacowany. Idąc na lekko pewnie bym się w nim zmieścił, ale z szafą na plecach, w dodatku późnym popołudniem, nie mam szans. Zresztą, wg tabliczki szczytowej, czas zejścia jest taki sam, jak wejścia ze Złotego Stoku na Jawornik. Co, w górę 1:45 i w dół 1:45?

Na Przełęczy pod Trzeboniem jakiś rodzinne ognicho przy wiatce. W dalszej drodze na szczyt punkt widokowy, w dole widoczne zbiorniki Topola i Kozielno, po lewej stronie także Ślęża i Góry Sowie, niestety nie udało się ich uchwycić na zdjęciu:



Na wierzchołku Jawornika popełniam błąd. Mianowicie nie odbijam na ścieżkę do wieży widokowej, tylko zaprzątnięty własnymi myślami schodzę już w stronę Orłowca. Na otarcie łez, Borówkowa:



Filuję w mapkę za noclegiem, bo zaczyna się robić ciemno. Z mapy wynika mi, że bezpośrednio przed Orłowcem powinna być łąka. Zatem odpalam czołóweczkę i schodzę na Przełęcz Jaworową. Idąc, mijam dzika, ale zwierz nie był zainteresowany moją osobą. Po pewnym czasie jestem już nad Orłowcem. Niestety, "łąka" okazuje się być pastwiskiem ogrodzonym pastuchem elektrycznym, co jeszcze samo w sobie nie stanowiłoby jakiejś wielkiej przeszkody, niestety na pastwisku pasą się krowy. Co będzie, jak mi się któraś w nocy do śniadania dobierze? Odpuszczam i idę dalej. W ciemnościach nie chce mi się szukać kolejnego miejsca na biwak, więc wbijam z zaskoczenia do "Stanicy Jesionów", za 25 zł dostaję pomieszczenie noclegowe, łazienkę, kibelek i dostęp do czajnika. W pokoju nahajcowane tak, że w samych gaciach można chodzić, musiałem otworzyć okno bo nie szło zasnąć z gorąca. Dopada mnie refleksja, że jest taniej i spokojniej niż w schroniskach. Dobranoc.

01.10.2018r.: "Stanica Jesionów" w Orłowcu - PKS Lądek-Zdrój

Budzę się przed szóstą, śniadanie, kawka, pakowanie i uciekam stamtąd. Orłowiec o poranku:



Odbijam w las i drapię się przez Przełęcz pod Konikiem w stronę Lądka. Po wyjściu z lasu, Jego Wysokość Śnieżniczek:



Nie ma takiego miasta Londyn! Jest Lądek, Lądek-Zdrój, tak.



Ostatnie metry i jestem już na przystanku autobusowym. Koniec imprezy.



Chwilę marudzę na ławce, po czym via Kłodzko i Wrocław wracam do domu. To byłoby na tyle, oddaję głos do studia.

Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

Online Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 04, 2018, 20:13:11 »
Tak jak szczerze nie cierpię chodzić asfaltem to w miejscu Rogówek nawet bym się nie zająknął ...panie no bajka  :D

Rozumiem że na wyjazd tygodniowy zabierasz szerpę z worem żarcia i kucharza  ;D



Offline dave

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 04, 2018, 20:57:02 »
Sted, kucharz z szerpą już dawno zjedzeni. ;D

No właśnie też mnie to zdziwiło. O ile normalnie nie znoszę asfaltu w górach, to tu mi on jakoś zupełnie nie przeszkadzał. Może się dostroiłem do sielskości szlaku.
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

Offline cynik



  • Pomógł: 3
  • Kometa Halleya

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #5 dnia: Październik 05, 2018, 20:05:56 »
Burzum Aske, moc ;D
najmlodszy emeryt malopolski.

Offline dave

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 06, 2018, 08:57:24 »
Burzum Aske, moc ;D
co nie? ;D jak tam stanąłem, to od razu mi się ta okładka skojarzyła
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 06, 2018, 08:57:24 »

Offline roriest



  • Pomógł: 0

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #7 dnia: Październik 12, 2018, 13:17:10 »
Widzę, że to była owocna i ciekawa wędrówka. :)
Przyjemnie się czytało i oglądało zdjęcia.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Jan Szczypiński... i coś ponadto 29.09-01.10.2018r.
« Odpowiedź #7 dnia: Październik 12, 2018, 13:17:10 »