Autor Wątek: Beskidy Trzy  (Przeczytany 1720 razy)

misiak76 i 1 Gość przegląda ten wątek.

Online Sted



  • Pomógł: 14

Beskidy Trzy
« dnia: Wrzesień 24, 2018, 19:09:04 »
Dzień 1 – 8 czerwca 2018 (piątek)
Rytro – Hala Pisana – Hala Łabowska


Dwa tygodnie urlopu to bardzo dużo czasu na plecakowe wędrowanie. Postanowiłem połączyć ze sobą trzy Beskidy: Beskid Sądecki, Beskid Niski i Bieszczady w jedną wyrypę  ;)  Do Rytra docieram w godzinach popołudniowych i po posiłku w postaci kanapek w rejonie dworca kolejowego wkraczam w Beskid Sądecki na czerwony Główny Szlak Beskidzki. Uprzedzam, że nie jest to mój główny cel a wręcz odwrotnie, ponieważ nie lubię być niewolnikiem jakiegoś szlaku a tym bardziej tego, którego w ostatnim czasie pokonywanie na czas i inne wariacje z tym związane wywołują u mnie efekt zniechęcający do tego co tak lubię w górach…uwaga tu nastąpi patos   ;D WOLNOŚĆ. Kierunek obieram na wschód zgodnie z maksymą u kogoś przeczytaną „ że tam musi być jakaś cywilizacja”  ;D Pogoda tego dnia jest fantastyczna i każdy krok jest samą przyjemnością zwłaszcza jak się na coś takiego długo czeka z utęsknieniem. Po godzinie wychodzę na polanę z której rozpościera się bardzo widokowa panorama Rytra, rzeki Poprad i Beskidu Sądeckiego, dalej mijam prywatne schronisko Cyrla i kieruję swoje kroki w stronę Hali Pisanej. Po drodze odbijam jeszcze na Czarci Kamień którego w ubiegłym roku nie zdążyłem zobaczyć z powodu nadchodzącej nocy. Do samego schroniska docieram chwilę przed zmrokiem i jestem tam jednym z trójki gości. Nawet światło jest tym razem a podczas ostatniej wizyty  musiałem korzystać z własnej czołówki, jak widać i tu dotarła elektryfikacja, zapewne z agregatu  ;)
























Dzień 2 – 9 czerwca (sobota)
Hala Łabowska – Wierchomla Wielka – Pusta Wielka – Bacówka Nad Wierchomlą



Poranek zapowiada mi dobra pogodę a taki widok jak mam z okna to ja bym sobie życzył w domu  :D Po tradycyjnym śniadaniu z jajecznicy ruszam żółtym szlakiem w stronę Piwnicznej lecz po pewnym czasie skręcam czerwoną ścieżką w stronę Wierchomli Wielkiej. Tam robię sobie przerwę na drugie śniadanie w bardzo widokowym miejscu, swoją drogą zawsze staram się żeby posiłek był właśnie w takich miejscach. Na niebie zbierają się powoli burzowe chmury i słychać w oddali grzmoty ale może będę miał szczęście i mnie ominie. Zaczyna strasznie mocno wiać a ja będę musiał wyjść na otwarty teren a tu burza coraz bliżej i trochę miałem dylemat co zrobić  :( Trochę odczekałem i burza postanowiła jednak nie psuć mi wędrówki, tak dotarłem do Pustej Wielkiej a następnie do bacówki Pod Wierchomlą. Planem tego dnia miał być nocleg w schronisku na Jaworzynie Krynickiej ale że byłem tu pierwszy raz a widok z bacówki tak mnie urzekł, postanowiłem zostać tu na nocleg :) Pierogi i piwo szwejkowe w takim otoczeniu smakowały wyśmienicie a i kozy nawet były zachwycone  ;D  Pani z obsługi chyba 2 dzień w pracy i były małe problemy logistyczne ale nadrabiała uprzejmością i pozytywnym nastawieniem. Na początku byłem tam jedynym gościem a pod wieczór dotarła jeszcze grupa Brytyjczyków, nocująca jednak w jakimś domku obok schroniska .Oczywiście na całej dzisiejszej trasie nie spotkałem nikogo i za to właśnie kocham takie miejsca będące wspaniałą alternatywą dla zatłoczonych polskich Tatr  ;)




















































Dzień 3 – 10 czerwca (niedziela)
Bacówka – Runek – Jaworzynka – Mochnaczka Niżna – Izby – Ropki – Wysowa Zdrój



Śniadanie zjedzone, mandżur spakowany więc dziś wkraczamy w Beskid Niski. Kierunek na Runek i niebieskim szlakiem a następnie żółtym przez Jaworzynkę omijam Krynicę Zdrój czyniąc to z największa nieukrywaną satysfakcją  ;D Mijam biegaczy i grupę obcokrajowców zmierzających do bacówki ,w końcu jest sobota. Po trasie wbijam na żurek do gospody i kieruję swoje kroki żółtym szlakiem w stronę Mochnaczki Niżnej. Upał tego dnia jest ogromy i postanawiam zrobić małą przerwę na zimne piwo w towarzystwie orkiestry weselnej,  która czas mszy postanowiła spożytkować przy miejscowym sklepie  ;D Cerkiew w  Mochnaczce jest bardzo piękna więc nie dziwi, że na ślub w takim miejscu jest zapotrzebowanie. Dalej przez bardzo widokowe miejsce za cerkwią i jestem w Banicy przy kolejnej zabytkowej cerkwi z XVIII w. Robię obejście asfaltem co by tym razem udać się przez nieistniejąca wieś Czertyżne w której jedyną oznaką pozostałości jest miejscowy cmentarz. Tutaj już zaczynam czuć ilość km dzisiejszej wędrówki i tak powolutku w małym kryzysie docieram do Ropek mając nadzieję na to tak reklamowane w innych relacjach ciasto. Niestety nic takiego nie znalazłem, więc głodny i już czując w nogach dzisiejszy dzień  przyspieszyłem kroku żeby zdążyć przed zamknięciem sklepu bo jutro niehandlowa niedziela a ja nic nie ma do jedzenia  ??? Tak sobie idąc niebieskim szlakiem przez Hutę Wysowską  minął mnie nieoczekiwanie patrol policji, którego w życiu bym się tu nie spodziewał. Dobrze że nie szedłem cały szczęśliwy racząc się piwem po drodze  ;D Kilka minut przed zamknięciem dotarłem do sklepu w Wysowej  co uchroniło mnie niechybnie od śmierci głodowej  ;) Na nocleg tradycyjnie udałem się do domu za sklepem i tak w super warunkach za 35 zł mogłem wreszcie zrobić sobie porządna kolację a muszę przyznać że czułem się jakby mnie czołg przejechał, chyba zrobiłem z 40 km  :P






































Dzień 4 – 11 czerwca (poniedziałek)
Uście Gorlickie – Oderne – Czerteż – Smerkowiec – Skwirtne – Regietów


Poranek zapowiada konkretny upał tego nadchodzącego dnia. Tym razem wsiadam w autobus w Wysowej i udaję się do Uścia Gorlickiego zwiedzając w nim otwartą piękną cerkiew oraz słuchając łemkowskich śpiewów  :D Dalej spory kawałek asfaltem którego tak nie cierpię na dodatek w strasznym upale  >:( Mijam Oderne, Nowicę i przez Czerteż tuptam sobie dalej przez Smerkowiec, Banne do Skwirtnego. Tutaj trochę nawracam aby zwiedzić kolejną cerkiew ale jest już za późno i niestety jest zamknięta. Najgorzej, że w oddali słychać zbliżającą się burzę co nie napawa mnie optymizmem gdyż miałem zamiar uderzyć jeszcze na słowacką Regietówkę i wrócić stopem do Koniecznej. Tak sobie powoli idąc przez Regietów totalna ulewa zastaje mnie w bazie namiotowej. Na szczęście po drodze widziałem agroturystykę i po godzinie drzemania w bazie nic nie zapowiadającego końca deszczu, postanowiłem wrócić do mijanej agroturystyki na nocleg  :P
































« Ostatnia zmiana: Wrzesień 24, 2018, 19:25:42 wysłana przez Sted »

forum.outdoor.org.pl

Beskidy Trzy
« dnia: Wrzesień 24, 2018, 19:09:04 »

Online Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 24, 2018, 19:24:15 »
Dzień 5 – 12 czerwca (wtorek)
Regietów – Przełęcz Regietowska – Regetovka – Becherov – Konieczna – Radocyna – Czarne – Jasionka – Banica – Wołowiec



Pobudka wita mnie w chmurach aczkolwiek bez deszczu. Dziś udaję się przez przełęcz Regietowską do słowackiej Regietówki przez niezmierzone ilości błota. Po dotarciu do trasy na Konieczną liczyłem na szybkie złapanie stopa z Becherova. Niestety okazała się to być droga widmo z samochodem jednym co 15 minut i tak większość trasy pokonałem z buta tym cholernym asfaltem  prawie do samego dawnego przejścia granicznego  :( Tam dopiero zabrał mnie dziadek ze Słowacji jadący po mleko aż do Zdyni co postanowiłem wykorzystać w celu uzupełnienia zapasów w miejscowym sklepie. Po drodze rozpętała się konkretna ulewa ale miałem schronienie zaraz przy ośrodku szkoleniowo wypoczynkowym w Zdnyni a że można tam kupić obiad zdecydowałem się na posiłek w postaci ogromnego talerza bigosu i pół poł bochenka chleba za co zapłaciłem aż 8 zł  ;D Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze w takiej cenie gdzieś będę uraczony ale aż mi się łezka w oku zakręciła  :'( Trochę poczekałem aż przestanie padać i ponowne łapanie stopa do Koniecznej zajęło mi aż jedną minutę. Z Koniecznej żółtym szlakiem dotarłem do Radocyny mijając ruiny dawnej szkoły. Burza ponownie dawała o sobie znać i zastała mnie kolejna ulewa w wiatce przy budowanym ośrodku nadleśnictwa Gorlice. Tak sobie przeczekałem kolejna godzinę po której na niebie pojawiło się czyste niebo ze słońcem w całej okazałości odsłaniając miejscowość Czarne niczym z bajkowej scenerii w promieniach przebijających się przez parująca ziemię  :) Była już późna pora a przymusowe przeczekiwanie deszczu zmusiło do marszu po nocy do tak zwanego schroniska w Banicy które jak się okazało nie jest żadnym schroniskiem o czym informują błędnie np. mapy Magurskiego Parku. Dotarłem już po nocy ale właścicielka powiedziała, że nie mają miejsc a oni nie są schroniskiem więc gleby u nich nie ma i mam sobie iść szukać gdzie indziej  >:( W zeszłym roku nocowałem w niedalekim Wołowcu w Chacie u Kasi więc postanowiłem się tam udać i jestem bardzo wdzięczny za to że są tacy ludzie jak pani Kasi u której otrzymałem gościnę docierając już późno w nocy  :D Niestety ale nazwa „Gościniec Banica „ może śmiało zmienić nazwę na Niegościniec. Swoją drogą schroniska w Beskidzie Niskim, których są aż dwie sztuki też mają pecha, na Magurze Małastowskiej syf, kiła i mogiła a o bacówce Bartne i jego specyficznym najemcy Leninie krążą niezbyt dobre opinie  :P








































































Dzień 6 – 13 czerwca (środa)
Wołowiec – Majdan – Świerzowa Ruska – Świątkowa Wielka – Kotań – Krempna



Wędrówka z przygodami noclegowymi poprzedniego dnia również dała mi w kość, więc postanowiłem nie wstawać zbyt wcześnie zwłaszcza że za oknem słychać było wciąż padający deszcz. Dopiero ok godziny 10 przestało padać i ruszyłem przez błota Bartnego do przełęczy Majdan po czym odbiłem na nieistniejąca wieś łemkowską Świerzowa Ruska. Warty zwiedzenia jest tam cmentarz który pozostaje jedynym świadkiem istnienia tej bardzo rozwiniętej jak na tamten czas miejscowości  :) Od Świątkowej Wielkiej kieruję swoje kroki do kolejnej na mojej drodze cerkwi w Kotaniu i dalej przez przełęcz Hałbowską i pomnik pomordowanych 1250 Żydów ze Żmigrodu docieram do miejscowości Krempna witającej mnie poprawą pogody  ;) Zaraz przy wyjściu ze szlaku znajduje się ogromne skupisko barszczu Sosnowskiego więc w wilgotny gorący dzień trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie ulec poważnym poparzeniom. Po uzupełnieniu zapasów w miejscowym sklepie udałem się na szukanie noclegu do położonych obok siebie tuz przy szlaku kilku gospodarstw agroturystycznych. 































Dzień 7 – 14 czerwca (czwartek)
Krempna – Kąty – Grzywacka Góra – Myscowa – Chyrowa



W Krempnej przechodzę obok muzeum i dyrekcji Magurskiego Parku, podziwiam kolejną cerkiew i zielonym szlakiem przez rezerwat Kamień docieram do miejscowości Kąty mijając po drodze dwójkę plecakowców zapewne przemierzających GSB  ;) W sklepie uzupełniam zapasy, jem drugie śniadanie i zbieram się na widokową wieżę na Grzywackiej Górze. Idąc czerwonym szlakiem postanawiam zboczyć z jego trasy i nieistniejącym już szlakiem z problemami nawigacyjnymi zamierzam udać się do miejscowości Myscowa. Jest jednak mały problem bo muszę nielegalnie przekroczyć prywatny teren z agresywnymi krowami i buhajami, które na całe szczęście są odgrodzone drutem pod napięciem. Zawsze wydawało mi się że te druty nie są pod specjalnie dużym napięciem ale miałem niechybnie okazję przekonać się, że tak nie jest kiedy przez nieopatrzne dotknięcie prąd tak mnie pierd….nął, że aż poczułem jak mi chce wyjść przez łokieć  ;D Trochę musiałem poskakać przez te druty i wreszcie udało mi się wydostać przed agresywnymi zwierzątkami. Sama Myscowa jest bardzo ale to bardzo przyjemnym miejscem i nawet przymus wędrowania asfaltem zostawił we mnie pozytywne wrażenia  :D Do prywatnego schroniska w Chyrowej  dotarłem przed zmrokiem gdzie oprócz mnie przebywała jeszcze tylko dwójka gości.
























Dzień 8 – 15 czerwca (piątek)
Chyrowa – Pustelnia – Nowa Wieś – Cergowa – Lubatowa


Rano słyszę, że pada za oknem ale siedzieć nie zamierzam w końcu z cukru nie jestem  ;D W dość małym ale jednak ciągłym deszczu dotarłem do pustelni św. Jana z Dukli gdzie pod dachem plebani zrobiłem sobie przerwę na garnuch herbaty i zaspokojenie małego głoda. Przy okazji porozmawiałem z miejscowym księdzem który okazał się być bardzo sympatyczny i zaproponował mi herbatę i czereśnie które otrzymał od odwiedzających właśnie  to miejsce ojców z jedynego zakonu klauzulowego z Bielan, którzy mogą pięć razy w roku opuszczać swój klasztor  ;) Dalej już konkretne podejście na Cergową a potem konkretne zejście i tak docieram do Lubatowej gdzie znajduję nocleg w Agroturystyce Za Lasem, którą z całego serca polecam. Gospodyni bardzo sympatyczna kobieta i nawet zostałem poczęstowany dwoma talerze zupy jarzynowej i pysznymi ciasteczkami własnoręcznie robionymi  :)













c.d.n.  ;)





Offline dave

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 24, 2018, 19:52:38 »
Ło panie, ale mi wspomnień z majówki narobiłeś! Czekam na ciąg dalszy!

Schronisko na Łabowskiej ma fotowoltaikę i agregat chyba też. Prąd jest do 22, później *pstryk* i wszyscy idą w kimę. ;D W Ropkach posesja z domowym ciastem jest przy niebieskim szlaku. Idąc z rozdroża w stronę Wysowej trzeba przedreptać kilkaset metrów i po lewej stronie drogi znajduje się szyld.

Na problemy z noclegami proponuję namiot. ;) W Niskim miejsc biwakowych jest od cholery i jeszcze trochę, w takiej sytuacji idziesz gdzie chcesz i śpisz gdzie chcesz, nie przejmujesz się łaską i niełaską niegościńców. A na zdjęciach widzę już nowy worek chyba?
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

Online Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 24, 2018, 20:00:08 »
Tiaaa ja to jestem pan wygodnicki  ;D gdzie tam ja pod namiot  :P
No własnie szedłem tamtędy od rozstaju i nic nie widziałem, może turysty z okolicy wykupyły to ciacho ino nic się ostało  ;)
Plecak nowy Gregory Paragon 48 o niebo lepszy i wygodniejszy od Deutera ACT Lite 40 + 10 którego bez żalu sprzedałem za pół ceny.

Online Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 25, 2018, 00:56:08 »
Dzień 9 – 16 czerwca (sobota)
Lubatowa – Przymiarki – Rymanów Zdrój – Wołtuszowa – Puławy Górne


Po bardzo miłej gościnie żegnam sympatyczną właścicielkę i tym razem daruję sobie jedno uzdrowisko Iwonicz Zdrój. Ruszam przez Przymiarki, które są dość łatwo dostępnym miejscem dla ludzi mających problemy z chodzeniem, 5 minut piechotą od drogi asfaltowej i jesteśmy na bardzo widokowym miejscu roztaczającym się na cała okolice. Miałem zamiar jeszcze iść do cerkwi w Bałuciance ale perspektywa asfaltu w te i na zad zdecydowanie mnie zniechęciła. Z Przymiarek docieram do Rymanowa gdzie udaje się do Naszej Chaty na pyszny obiad po którym ledwo mogę się podnieść  ;D To łakomstwo przyniosło opłakane skutki w postaci strasznej zgagi i wzdęcia tak że dalsza wędrówka do Puław okazała się być katorgą. Już mogłem sobie darować to ciasto na deser  :P Z Rymanowa udaję się mało popularną ścieżką zdrowia wyposażoną w wiele przyrządów do ćwiczeń. Za Wołtuszową idąc kilkanaście minut w stronę Wisłoczka docieram na polanę z ławeczką która w tym miejscu jest bardzo przyjemnym elementem krajobrazu rozpościerającego się nad całą okolicą  :) Po długiej przerwie na rozkoszowanie się widokami bo w końcu nigdzie mi się nie spieszy przybywam do bazy namiotowej w Wisłoczku w której jeszcze nikogo nie ma, za to jest sesja pary młodej przy wodospadzie. Z cierpieniem na ustach spowodowanych zachłannością udaje mi się wreszcie dojść tym cudownym asfaltem do Puław Górnych znajdując nocleg w agroturystyce Salamander.



























Dzień 10 – 17 czerwca (niedziela)
Puławy – Wernejówka – Polany Surowiczne – Moszczaniec – Jasiel – Wola Wyżna – Jaśliska


Ranek zapowiada konkretną lampę odmieniając ostatnie pochmurne i deszczowe dni  ;) Muszę z powrotem wrócić do Puław Dolnych ale udaje mi się złapać stopa i tak zaoszczędzam pół godziny. Dziś mam zamiar odwiedzić pierwszy raz Polany Surowiczne idąc sobie od Wernejówki leśną drogą i szlakiem rowerowym zarazem. Jakież było moje zdziwienie gdy ta trasa okazała się być regularną drogą asfaltową  :o Na rower to ona jest świetna ale dla mnie była męką. Skróciłem ją sobie szlakiem zwanym „Beskidzka Trasa Kurierska Jaga – Kora” która jest z taką ilością pokrzyw i ciągnących się ostrych krzewów jeżyn że komuś w krótkich spodenkach zdecydowanie ja odradzam  ;D  Wreszcie wychodzę na łąki z widokiem na Polany Surowiczne będące jednocześnie miejscem wypasu bydła i czyhających zewsząd niebezpieczeństw o czym informuje nas stosowana tablica. Widocznie miałem tego dnia szczęście ale ani wilków, niedźwiedzi i buhajów nie spotkałem na polanie  ;D Znajduje się tam chatka Elektryków jednak w tym momencie nieczynna. Sama trasa wiedzie przez duże ilości strumieni i drutów kolczastych służących do wypasu bydła o czym przekonałem się szukając dojścia do zabytkowej dzwonnicy i wchodząc na posesję z tymi zwierzątkami. Droga z Surowicy do Moszczńca zmusza do przejścia na boso przez rzekę głęboką do kolan jednak mi się to nie widziało i możemy również zrobić obejście do drogi już suchą stopą  :P idąc Zielonym szlakiem miałem wątpliwą przyjemność zapoznania się bardzo blisko z końskimi muszkami a tak zwanymi przeze mnie „kurwimuszkami”   ;D Jak one są strasznie upierdliwe, wkur…..ące a przy okazji jak ujebią to potem strasznie boli takie miejsce. Na dodatek są strasznie ciche i przebiegłe  >:( Towarzyszyły mi w czasie wyjazdu kilka razy tak że nabawiłem się traumy i odganiałem mechanicznie każdego owada co chwilę. W Moszczańcu znajdują się niszczejące budynki dawnego PGR oraz działające więzienie. Zielonym szlakiem kontynuuję marsz do mojego ukochanego miejsca w Beskidzie Niskim czyli miejscowości Jasiel  :) Po drodze pojawiają się informację o niebezpieczeństwie ze strony niedźwiedzi a ze mam na nie alergię rozpocząłem co jakiś czas głośniejsze brzdąkanie kijkami o kamienie i różne przyśpiewki co by dać im znać że się zbliżam  ;D W samej bazie namiotowej był jeden chłopak którego kilka dni wcześniej spotkałem na Bannym i następnego dnia w Przybyszowie. Po za nim przejazdem jeszcze dwójka rowerzystów bo trzeba przyznać że Beskid Niski jest wspaniałym miejscem jeśli chodzi o tego typu turystykę i sam mam chrapkę w przyszłości na tego typu wypoczynek. Jasiel jest tak cudownym miejscem, że aż żal mnie berze jak sobie pomyślę że jego mieszkańcy musieli przymusowo opuścić to miejsce w ramach akcji Wisła  :(  Spory kawałek jeszcze przede mną a już czuję jak dzisiejszy asfalt dał mi po dupie. Przez cudowną Wolę Niżną i Rudawkę docieram do Woli Wyżnej w której po godzinie udaje mi się złapać stopa do Jaślisk gdzie znajduję nocleg nad sklepem. Jestem taki wykończony dzisiejszym dniem że aż nie ma siły rozpakować się , dostaję gorączki i jest mi strasznie zimno  :-\















































Dzień 11 – 18 czerwca (poniedziałek)
Jaśliska – Wisłok Wielki – Tokarnia – Przybyszów – Wachlowski Wierch – Komańcza


Zbawienny sen, ehh ten zbawienny sen…wstaję jak nowo narodzony  :D Mimo, że niehandlowa niedziela to sklepy czynne i mogę uzupełnić zapasy i zjeść normalne śniadanie. Dość szybko łapię stopa i docieram z sympatycznymi paniami do Wisłoka. Jedna z pań opowiada że jak chodziła do szkoły średniej to codziennie jeździła stopem z Iwonicza do Rzeszowa do szkoły bo nie było żadnego autobusu  ;D Dlatego teraz chętnie odpłaca podwózką innym łapiącym stopa. Z Wisłoka mam zamiar udać się żółtym szlakiem na Tokarnię i tu niestety wielkie rozczarowanie bo leśna droga cała w asfalcie, normalnie szlak by to trafił, teraz już wiem co na przyszłość należy omijać, jak tak dalej pójdzie to wszystkie leśne drogi będą niczym autostrady  >:( Na Tokarni kilku turystów, rowerzystów i młodzież rozjeżdżająca okolice quadami. Tutaj następuje kolejny atak kurwimuszek towarzyszący aż do końca dnia  ;D Mijając chatkę w Przybyszowie, która jest pełna gości spotykam kolejnych turystów i następne gwiazdy tym razem na motorach. Widać, że to niedziela i opuszczamy bezludny Beskid Niski. Po drodze wyprzedzają mnie dwie panie w sile wieku przemierzający GSB, podziwiam i mam nadzieję ze w ich wieku również będę miał tyle siły żeby chodzić na takie długie trasy  ;) Na Wachlowskim Wierchu robię sobie przerwę na małe co nieco zwłaszcza że wreszcie mam okazję popatrzeć na rozległe panoramy zbliżających się Biesów. Zanim dotrę do schroniska w Komańczy które już schroniskiem nie jest skręcam na niebieską ścieżkę dochodząc do tarasu widokowego  na Wierchu. Leśna Willa w Komańczy z dość sporą ilością gości jednak dostaje sam pokój na parterze. Warunki w pokoju dość słabe ale jedzenie i bardzo uprzejmi gospodarze nadrabiają ten gorszy aspekt noclegu  ;)



























Dzień 12 – 19 czerwca (wtorek)
Komańcza – Perłuki – Duszatyn – Smolnik



W schronisku sporo osób przemierzających GSB z jedną parką nawet sobie ucinam pogawędkę. Mówią że dopiero zaczęli a już mają dość po wczorajszym dniu z Cisnej. No ja się im wcale nie dziwie w końcu był las, potem las a potem znów las…a nieee jeszcze Duszatyn i kawałek asfaltem. Sprowadzam ich na zła drogę i sugeruję żeby rzucili w cholerę ten szlak i poszli sobie tam gdzie mają ochotę a zwłaszcza po Beskidzie Niskim  ;D Chyba tak czynią bo idą sobie kupić w bufecie mapę Beskidu Niskiego i pytają co im polecam w Niskim. Zapowiadają opady od 12 i tak też jak za dotknięciem parę minut przed 12 deszcz mnie łapie w Perłukach. Dziś mam zamiar dojść do schroniska na Końcu Świata w Łupkowie ale najpierw musze trzykrotnie przekroczyć rzekę Osławę co też czynię z niemałym trudem ze sporą ilością wygibasów skacząc po kamieniach i nawet nie nalewając wody do butów  :P  Niestety cały dzień pada. Momentami przestaje i mam nawet okazję zwiedzić dzwonnicę z cerkwią w Smolniku. W miejscowym sklepie uzupełniam zapasy i jestem zmuszony kolejną ulewą do dotrzymania towarzystwa tubylczej ludności raczącej się piwem Chojrak za 1,59  ;D Chłopaki rozmawiają o wojsku, pracy w lesie, nawet w pewnym momencie już dochodzi do mordobicia bo ten temu coś tam powiedział a tamten coś tam coś tam…jednym słowem jaja jak berety  ;D  Na szczęście wobec mojej osoby panowie bardzo grzeczni i uprzejmi, zapewniając że krzywda w ich towarzystwie mi się nie stanie. A miedzy sobą oczywiście lecą …uje, urwy i inne epitety. To są prawdziwe Bieszczady a nie tam jakieś Soliny  ;D Jak przestało padać grzecznie się pożegnałem i ruszyłem dalej, niestety po chwili kolejna zlewa tak że już na nocleg zawitałem do zagrody Chryszczata. Jak za 40 zł to warunki do dupy. Jedyny plus że w pokoju był grzejnik z dmuchawą, tak że uruchomiłem go na fulla i mogłem wysuszyć wszystkie rzeczy i nie telepać się z zimna :P Oprócz mnie jeszcze dwóch panów z którymi ucinamy sobie miłą pogawędkę przy piwie. Panowie z bogatym doświadczeniem gór Ukrainy, Gruzji i wielu innych miejsc aż mnie zazdrość wziełłaa, nosz kurka wodna kiedy ja będę gotowy psychicznie na takie wojaże jak oni  ;)
















« Ostatnia zmiana: Wrzesień 25, 2018, 01:08:07 wysłana przez Sted »

Online Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 25, 2018, 01:24:58 »
Dzień 13 – 20 czerwca (środa)
Smolnik – Stary i Nowy Łupków – Maniów – Balnica – Cisna



Pogoda na dwoje babka wróżyła ale obaczym co będzie. Ze Smolnika ruszam czarnym szlakiem przez Zubeńsko informowany o możliwości spotkania niedźwiedzia i zmuszony kolejny raz do robienia małego hałasu  ;D W schronisku na Końcu Świata w Łupkowie żywego ducha nie było ale trochę sobie posiedziałem bo już upał konkretnie dawał się we znaki. Nawet kurwimuszki stały się aktywne. Docieram do stacji kolejowej w Starym Łupkowie gdzie dowiaduję się z tablicy, ze lada moment ruszą połączenia kolejowe do Miedzilaborcia, Rzeszowa, Sanoka, Jasła. Idę czarnym szlakiem na pobliskie wzniesienie z którego cała okolica prezentuje się fantastycznie. Nie zostaje mi nic innego jak zrobić przerwę na posiłek właśnie w takim widokowym miejscu. Żar leje się z nieba a ja dochodzę do niebieskiego szlaku prowadzącego do Nowego Łupkowa i w jedynym sklepie robię sobie kolejną przerwę na zimne piwo, które w taką pogodę wchodzi bez problemu ale może dopiero stać się problemem  :P Teraz czas na stopa bo mam zamiar dotrzeć do Maniowa ale jakoś mam pecha bo długo nic nie jedzie albo nikt się nie zatrzymuje. W sumie jechałem 4 okazjami przez 2 godziny, chyba w takim samym czasie bym doszedł ale nie wiem w jakim stanie po tym piwie. Wkraczam na żółty szlak prowadzący do Balnicy i kolejny raz info o niedźwiedziach. Z jednej strony dziękuję za taka troskę ale chyba bym wolał jednak nie wiedzieć i mniej się stresować  ;) Idąc szlakiem warto zejść w prawo i zobaczyć źródło i Kowalową Kapliczkę, dalej natomiast cmentarz i miejsce po cerkwi. Swoją drogą oznaczenie szlaku jest w niektórych miejscach mylne i można pójść z złym kierunku. Przed samą stacją kolejki w Balnicy przechodzimy obok pięknego rozlewiska w którym bobry mają swoje żerowisko. Przy stacji kolejki znajduje się domek z czynnym sklepem a także jest to miejsce dawnego pieszego przejścia granicznego którym dojdziemy do słowackiej  miejscowości Osadne. Nie wiem jak dalej biegnie zielona ścieżka do Solinki bo ja jej nie znalazłem ale szedłem cały czas torami co jednak jest dość męczące. Tak doszedłem wreszcie do odpowiedniej drogi która częściowo asfaltem prowadzi do trasy przelotowej na Cisną. Tu pozostało mi łapanie stopa do Cisnej a że był to czas meczu Polska Senegal liczyłem ze będzie duży problem. 40 minut i nic nie jechało a już zaczynało się powoli robić szarawo i moje szanse malały z każdą minutą  :(  Na szczęście pierwszy samochód zatrzymał się i miałem podwózkę aż do Cisnej. Nie wiem co mnie skusiło ale postanowiłem udać się na nocleg do bacówki Pod Honem. Taki kawał asfaltem dobił mnie na koniec. W schronisku na dobry wieczór formularz meldunkowy do wypełnienia, myślałem że mnie szlak trafi, no jaja sobie robią  ;D Nocleg 40 zł z własnym śpiworem w pokoju wieloosobowym, brak ciepłej wody w łazience męskiej więc udałem się na prysznic do części damskiej, bigos taki paskudny jak dawno nie jadłem  >:( tylko piwo dobre bo to jednak trudno spierd…ić  ;D Na plus bardzo miła obsługa.  Gdybym wiedział że to jest taki hektar z Cisnej i będą takie warunki to w centrum znalazł bym pierwszy lepszy nocleg z brzegu. Zawiodłem się i to bardzo  :(































Dzień 14 – 21 czerwca (czwartek)
Cisna – Wetlina – Przełęcz Orłowicza – Połonina Wetlińska – Połonina Caryńska – Ustrzyki Górne


Widok z bacówki bardzo piękny ale jak sobie pomyślałem ze będę jeszcze musiał tym asfaltem zejść do Cisnej to aż mnie skręca  :P Muszę złapać stopa do Wetliny a w samym centrum jest to dość trudne więc spory kawałek muszę dojść aż do Dołżycy gdzie dopiero zabiera mnie czteroosobowa rodzinka i tak docieram do Wetliny. Paaaanyyyy jakie tam tłumy a to dopiero początek sezonu i nawet nie weekend  ;D Żółtym drałuję na Przełęcz Orłowicza i jeszcze zachciewa mi się iść na Smerek. Tam przewija się sporo ludziów ale robię sobie przerwę na kabanosy, bułę i herbatę. Wracam na zad do przełęczy i obieram kierunek na Chatkę Puchatka. Połoniny jak to połoniny … luda od groma, niczym szlak na Giewont  ;) tylko w zimę byłem tam zupełnie sam, już tęsknię za tą porą roku i niebawem tam zawitam znowu. Żar z nieba daje popalić konkretnie i jak ktoś nie osłonił dobrze ciała będzie płakał wieczorem. Przy chatce kilka wycieczek i mniejszych grupek, spotykam ponownie dwie panie przemierzające GSB i ucinamy sobie pogawędkę. Namawiam panie na Caryńska tego dnia bo jutro ostatni dzień dobrej pogody a potem klęknie po całości. Panie jednak nie mają siły czemu wcale się nie dziwię a jestesmy dopiero przed tym konkretnym zejściem do Berehów i mozolnym wejściem na Caryńską. Na podejściu łapie mnie taki kryzys że najchętniej poszedłbym w kimę  :-\ Widocznie upał i być może małe odwodnienie dają o sobie znać. Miałem już mało wody ale na szczęście przed sama granią znajduje się źródło z krystalicznie czystą ale za to strasznie zimną wodą. Zanim połknąłem łyczka musiałem najpierw go ogrzać w swojej paszczy taka była lodowata  ;D  Pogoda tego dnia była cudowna a zachód słońca na Połoninie Caryńskiej na której byłem zupełnie sam jest bardzo przyjemnym uczuciem. Nie chciałem stamtąd schodzić ale jeszcze kawałek do Ustrzyk co by nie iść po nocy. W Ustrzykach uderzam na nocleg do księży prowadzących ośrodek rekolekcyjny oferujący noclegi w ludzkiej cenie 30 zł  ;)








































Dzień 15 – 22 czerwca (piątek)
Ustrzyki – Muczne – Bukowe Berdo – Halicz – Ustrzyki Górne


To mój ostatni dzień wędrówki, wprawdzie mam jeszcze wolne 2 dni ale jutro pogoda klęka po całości, nadchodzi duże ochłodzenie tak że nie ma co siedzieć dłużej. Autobusem dojeżdżam do Stuposian a po chwili łapę stopa do Mucznego. Słonko ostro daje z nieba a na samym Bukowym Berdzie wieje tak mocno że muszę w specjalny sposób założyć kapelusz żeby nie odfrunął. Na trasie jest trochę ludzi ale nie tak jak dnia poprzedniego. Od Przełęczy Goprowskiej trawersuję stoki Krzemienia i przypominam sobie zimowe problemy których doświadczyłem tutaj w lutym. Teraz to tylko spacerek a wtedy walka o każdy krok z zapadaniem po kolana i uda  ;D W okolicy Kopy Bukowskiej przerwa na posiłek i napawanie oczu moją ukochaną trasą w Bieszczadach. Gdy jestem na Haliczu powoli zaczynają zbierać się chmury. Jestem twardy i nie zamierzam tak szybko się ulatniać z miejsca o którym tak długo marzyłem. Jestem już ostatnim człekiem na szlaku tak się zasiedziałem i przychodzi nawet kilkuminutowy deszcz a potem znów słońce  ;) Widać jednak kolejne chmury a wiatr zaczyna duć coraz mocniej, zawijam więc swoje cztery litery i kieruję się na Rozsypaniec aby potem dojść do Przełęczy Bukowskiej. Tutaj już zostaje monotonna długa droga do Wołosatego i tak powoli żegnam się z moimi górami. Od przełęczy słychać już zbliżającą się burzę i w drodze zastaje mnie konkretna ulewa mocząc do majtasów włącznie  ;D Zdążyłem tylko włożyć kurtkę ale na spodnie przeciwdeszczowe było już za późno. Stuptuty włożyłem już pod nogawki spodni żeby wszystko nie poleciało do butów. Trochę przed Wołosatem przestało padać i nawet udało mi się złapać stopa do Ustrzyk. Ostatni wieczór spędziłem w Zajeździe pod Caryńską racząc się niezbyt dobrym jadłem a na nocleg znów uderzyłem do domu rekolekcyjnego. Tak dobiegła końca moja 15 dniowa wędrówka, szkoda było jeszcze tych dwóch dni ale mogę powiedzieć, że mimo wszystko pogodę to ja miałem całkiem dobra i czerwiec chyba pozostanie jako miesiąc mojego głównego urlopu  :) To był naprawdę przyjemnie spędzony czas, wędrowanie w tych niepopularnych ale pięknych i odludnych miejscach jest naprawdę warte zobaczenia i przeżycia obcowania sam na sam z naturą. W Polsce są jeszcze inne góry poza Tatrami i jeśli kogoś zachęciłem do tych miejsc to jest mi tym bardziej miło, tylko może nie koniecznie jedźcie w czerwcu  ;D Do zobaczenia na szlaku  ;)


































Offline dave

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 27, 2018, 20:29:27 »
Beskid Niski to doskonałe pasmo na plecakowe wędrówki, zwłaszcza gdy ktoś interesuje się antropologią, czy kulturą łemkowską. Przeczytałem z zainteresowaniem. Aż dziwne, że nikt nie komentuje...
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 27, 2018, 20:29:27 »

Offline Grzesiek



  • Pomógł: 33

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 29, 2018, 08:21:37 »
Sted.
Mozesz założyć nowy temat w dziale plecaki? ;)
A tak poważnie , to napisz proszę, coś więcej o tym plecaku.
Głównie to jak jest z jego pojemnością, w stosunku do Deutera.
Używam ACT Lite 40+10 ,i jest trochę duży.
Najbardziej udało mi sie go wypełnić w 3/4 pojemności , jadąc na 2 tygodnie w Alpy. Chciałbym coś mniejszego. Myślałem o takim Gregorym tylko w wersji 38. Jak ma się pojemność Gregorego do Deutera?
Możesz?
Bardzo proszę...

Online Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 29, 2018, 21:03:24 »
Spoko loko, mówisz i masz  ;D
Zrobiłem nowy temat  :P

Offline melon



  • Pomógł: 0

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #9 dnia: Październik 01, 2018, 17:10:30 »
fajne fotki

Offline roriest



  • Pomógł: 0

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #10 dnia: Październik 12, 2018, 13:22:16 »
Z zainteresowaniem czytałem Twoją relację. Naprawdę dobra robota. :)

forum.outdoor.org.pl

Odp: Beskidy Trzy
« Odpowiedź #10 dnia: Październik 12, 2018, 13:22:16 »