Autor Wątek: Wielka Trójka .... Sądecki, Gorce i Pieniny, Wyspowy  (Przeczytany 368 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Sted



  • Pomógł: 14

Wielka Trójka .... Sądecki, Gorce i Pieniny, Wyspowy
« dnia: Wrzesień 17, 2018, 02:21:04 »
Dzień 1 – 2 Październik 2017 (poniedziałek)
Rytro – Niemcowa – Wielki Rogacz - Radziejowa – Schronisko Przehyba


Gdzie ja tam jeszcze nie byłem ?  ;D Hmmmm … mam 2 tygodnie urlopu, trzeba to chyba nadrobić. Plecak spakowany, bilet na pociąg kupiony więc jadziem  do Krakowa. Po przesiadce w autobus w godzinach rannych docieram do Rytra. Sama droga przez Nowy i Stary Sącz zapewnia nam widokowe panoramy Beskidu Sądeckiego i to już kolejny raz jak docieram do tej miejscowości, stąd zapewne Rytro darzę swego rodzaju sentymentem jako początek moich wędrówek  :)  Po odwiedzeniu miejscowego sklepu i zjedzeniu śniadania wkraczam w nieznane mi rejony Beskidu Sądeckiego. Dzień zapowiada się naprawdę piękny, słońce w swej pełnej okazałości na niebie bez żadnej chmurki choć temperatura i silny wiatr zmuszają do założenia wiatrówki.  Trasą czerwonego szlaku GSB docieram przez Kordowiec do Niemcowej. Po drodze mijam domek zmarłej kilka lat wcześniej babci Ludwiki Nowakowej nazywana przez piwniczan "królową gór".
„Mieszkała w nim bez prądu i bieżącej wody. Zachodzili do niej turyści wędrujący na Kordowiec czy Niemcową. Częstowała ich herbatą miętową, plackami ziemniaczanymi pieczonymi na blasze, mlekiem od krowy w czarno-białe łaty. Gdy ktoś wpadł tam wieczorem i przyszło mu na Poczekaju przenocować, gospodyni zapalała lampę naftową. Chałupka nie miała komina, więc dym z kamiennego pieca snuł się po sieni i wszystko przechodziło jego zapachem. Wodę babka nosiła z oddalonego o 200 metrów źródełka bijącego na terenie Piwnicznej, a kapustę w beczce i ziemniaki przechowywała w ziemiance po drugiej stronie ścieżki, na terenie gminy Rytro. Stanowiły podstawę jej wyżywienia, gdyż rzadko schodziła na zakupy. Do Piwnicznej zdrowy młody człowiek musiał iść marszem co najmniej godzinę. Babcia Ludwika nie wyruszała na takie wyprawy, bo wszystko, czego potrzebowała do życia, miała w zasięgu ręki. Latem zbierała borówki i grzyby. Z mąki i wody robiła cienką zupę, z ziemniaków smażyła placki. Piła herbatę z ziół rosnących w ogródku pod chatą.”(cyt. Dziennik Polski Nowy Sącz)
Dalej idąc przez Niemcową mijam tablice pamiątkową obok ruin dawnej szkoły o której pisała Maria Kownacka w „Szkole nad obłokami”. Była to szkoła czteroklasowa  i działała w latach 1938 -61, uczyło się w niej ok 25 dzieci. Po wkroczeniu w pasmo Radziejowej pojawiają się pierwsze widokowe panoramy Beskidu Sądeckiego oraz Magury Spiskiej. Na samej Radziejowej znajduje się wieża widokowa, nigdzie mi się nie spieszy i tu spędzam trochę czasu na widoki czterech stron świata w swej pełnej okazałości oraz pałaszuję drugie śniadanie w postaci kabanosa i kromek chleba popijając ciepłą herbatą. Od Małej Radziejowej zaczyna coraz bardziej wiać i widać nadciągające chmury co nie wróży nic dobrego następnego dnia. Do schroniska na Przehybie docieram chwilę przed zmrokiem i jak się okazuje całe schronisko obłożone wycieczką szkolną. Na szczęście jest jedno miejsce w pokoju dwuosobowym i tak dokwaterowany do innego turysty mogę spokojnie udać się na zasłużony odpoczynek. Przez cały dzień spotkałem 4 osoby..... aaaaa  i zapomniałbym… wrzątek dla nocujących za symboliczną opłatę chyba 20 gr bo ktoś zajumał czajnik ;D




















Dzień 2  - 3 Październik (wtorek)
Przehyba – Szczawnica – Szafranówka – Wysoki Wierch – Schronisko Pod Durbaszką


Tak jak się spodziewałem, deszczyk sobie pada z rana, mgła, zachmurzenie jednym słowem szlak by to trafił. Zastanawiam się czy nie zrobić sobie tego dnia kibel day ale ok. 10 przestaje padać i ruszam w drogę, dobrze że zdążyło przed kocem doby schroniskowej  ;D Niebieskim szlakiem idę w kierunku Szczawnicy pokonując sporą ilość wiatrołomów i momentami sporego błota. W miasteczku wbijam do sklepu i  baru co by zjeść coś ciepłego.  Dalej idę przez Palenicę w okolicy pobliskiego wyciągu i tak docieram na Szafranowkę. Tutaj już zaczyna się konkretna zlewa i w szarówce przez nieskończone ilości błota wybieram złe rozstaj na szlaku pakując się na strome Łaźne Skały. Nie chce mi się już wracać i postanawiam skrócić sobie drogę stromo w dół przez las. Jak się okazało nie był to dobry pomysł bo ziemia była tak miękka, że nie mogłem utrzymać równowagi i zaliczyłem wywrotkę. Cały upier…..ny w błocku przeciąłem sobie spodnie przeciwdeszczowe raniąc przy okazji nogę  :( W sumie najbardziej się ucieszyłem, że nie złamałem kijka bo nie wiem jakbym dalej zszedł stamtąd. Już o zmroku dotarłem do schroniska Pod Durbaszką które schroniskiem nie jest a ośrodkiem szkolno – wypoczynkowym. Cały ośrodek obłożony tym razem młodzieżą ze szkoły wojskowej na dodatek awaria prądu. No to pięknie. Bardzo sympatyczny właściciel mówi że trzyma jeden pokój na takich jak ja i tam też się udaję wszystko robiąc przy świetle czołówki tak aż do snu. Na szczęście znalazła się i ciepła woda tak że mogłem wreszcie pozbyć się tego błotka z mojej osoby, odzieży i plecaka  ;) Po pewnym czasie dotarła parka turystów, którzy również przyszli przemoczeni i tak zostaliśmy w trójkę w zimnym pokoju. Młodzież szkolno wojskowa bardzo przepojona swoją przyszłą rolą co napawa mnie swojego rodzaju współczuciem, poczułem się trochę jak na swojej unitarce w 25 BKP. Jedno chłopięcie nawet mnie zirytowało mocno świecąc mi latarką parę cm od oczu  :o pewnie był jakimś drużynowym czy uj wie co tam, zapewne chciał się sprawdzić w swojej roli szukając podwładnego. W paru cierpkich słowach dałem mu do zrozumienia, że chyba coś mu się z deczka pomyliło i może użyje teraz magicznego słowa. Brak jakiejkolwiek reakcji nie wróży mu wielkiej kariery w służbach zbrojnych …..a może wręcz odwrotnie, w końcu takie czasy  ;D Zdjęć nie robiłem żadnych, bo widoków nie było a pogoda i wypadki dnia owego nie pozwoliły. Trochę posiedziałem na świetlicy przysłuchując się śpiewom z gitarą poznanej parki i tak przy samej herbacie bez piwa bo tam zakaz konsumpcji wreszcie udałem się na spoczynek.


Dzień 3 – 4 Październik (środa)
Durbaszka – Wysoki Wierch – Lesnicke Sedlo – Plasna – Cerveny Klastor – Szczawnica


Śniadanie było w takiej ilości, że do oporu, jeszcze zrobiłem kanapki na drogę a to wszystko za 10 zł  ;D Jak już wspominałem gospodarz bardzo sympatyczny i za to kocham takie miejsca nawet przy gorszych warunkach  :) Pogoda srana na dwoje babka wróżyła ale obaczym co będzie. Czas się zbierać bo tyle nowego przede mną a dziś wkraczam do sąsiadów z południa. Robiąc chwilę przerwy na Wysokim Wierchu już widzę rozkładanie posterunków mierzących czas biegnącego młodego wojska. Tutaj przewija się trójka turystów również zmierzającą na słowacką stronę. U sąsiadów chwilowe problemy z namierzeniem szlaku  ale wreszcie docieram na Lesnicke Sedlo  z już wyklarowaną słoneczną aurą i tak przez Plasną docieram do Cervonego Klastoru. Po drodze żadnego plecakowca nie spotykam zaś przy samym klasztorze to już spore tłumy w końcu co można robić będąc w Szczawnicy jak nie udać się drogą pienińską na przyjemny spacer. Trochę siedzę i dumam sobie nad Dunajcem żeby wreszcie udać się do Szczawnicy monotonna ale przyjemną drogą pienińską. Znajduje nocleg w agroturystyce i po ludzkiej cenie 30 zł sam w pokoju z prysznicem uderzam do śpiworkowa  ;)





































Dzień 4 – 5 Październik (czwartek)
Szczawnica – Sokolica – Trzy Korony – Krościenko


O 9 pojawiam się przy przeprawie przez Dunajec co by niebieskim szlakiem dotrzeć na Sokolicę. Niestety nikogo nie ma i dzwonię na wskazany numer. Gość mówi że będzie za pół godziny, nawet zbiera się jeszcze kilka osób tak, że nie trzeba będzie czekać na załadunek do pełna jak przyjedzie. Pogoda dość pochmurna i tak wkraczam w Pieniński Park Narodowy docierając na bardzo widokowy szczyt Sokolicy zanim jeszcze pobierana jest opłata za wejście  ;D Na szczęście  udało mi się sfotografować 500 letnią sosnę, symbol Pienin, która ostatnio została zniszczona w trakcie akcji ratunkowej  :( Dalej niebieskim przez Czerteż idąc Sokolą Percią docieram na Trzy Korony. Na szlaku już pełno ludziów a na dodatek pogoda klęka po całości , zaczyna konkretnie lać i robi się zimno tak że membrana idzie w ruch. Niestety na samym szczycie tarasu widokowego morze chmur nie pozwala na delektowanie oczu, momentami są tylko okna widokowe. Nic tu po mnie w takim razie a już słyszę zbliżająca się wycieczkę szkolną. Docieram wreszcie do Krościenka nad Dunajcem i mam obawy do takich miejsc jeśli chodzi o nocleg. Przez godzinę szukałem kwatery, albo mi śpiewali od 50 zł w górę albo na samo hasło ze turysta nie było miejsc  ;) Wreszcie zaraz przy samym czerwonym GSB tuż przy moście na ledwo widocznym info znalazłem za 30 zł miejscówkę w bardzo przyzwoitych warunkach  :)

























Dzień 5 – 6 Październik (piątek)
Krościenko – Marszałek – Lubań – Studzionki


Po uzupełnieniu zapasów w miejscowym markecie i śniadaniu obieram kierunek na Lubań idąc trasą GSB. Za Marszałkiem na Starej Polanie znajduje się wiata z tarasem widokowym i pozostałości domu w którym gazdowała babka Młynarczykowa do którego trafiali turyści szukający schronienia przed deszczem. Przez całą trasę aż do Lubania pogoda w kratkę, co chwile pada, świeci słońce. Jak docieram do bazy to zaczyna się kolejny deszcz, który przeczekuję w jej progach, jedząc małe co nieco i nawet uskuteczniając drzemkę w oczekiwaniu na poprawę pogody. Niestety psuje się jeszcze bardziej tak że nawet nie udaje mi się wejść na wieżę widokową, zaczyna padać śnieg  :o temperatura  oscyluje kilka stopni na plusie a moje ręce bardzo zaczynają marznąc mimo tego że mam rękawiczki i zakładam nawet łapawice. Dopiero utrata wysokości i ruch przywracają ciepło. Nie wiem co jest nie tak z moją mapą ale odcinek na trasie Lubań – Studzionki przewiduje ok 2,5 godziny a że było zimno to szedłem bardzo szybko i wyszło mi z godzinę więcej bo dotarłem już po zmroku o świetle czołówki  ;D  Niestety u państwa Chrobaków w stacji turystycznej brak miejsc spowodowany wycieczką młodzieży , udałem się więc kilka domów dalej i tak przemoczony i zmarznięty znalazłem nocleg.


















Dzień 6 – 7 Październik (sobota)
Studzionki – Przełęcz Knurowska – Zarębek  - Bukownia Waksmundzka – Turbacz


Niestety noc była na tyle zimna i połączona z brakiem ogrzewania, że w moim cienkim marketowym śpiworze obudziłem się cały trzęsący  :P Były wprawdzie kołdry ale nie przewidziałem że w nocy nie będzie już ogrzewania  ;D  Po śniadaniu w zimnej kwaterze wreszcie wyszedłem na szlak i porozmawiałem trochę ze starszym panem w Studzionkach którym okazał się pan Chrobak ciekawie opowiadający o pionierach wędrujących tym szlakiem w dawnych czasach  :) W drodze na Przełęcz Knurowską minąłem grupę młodzieży w różnym wieku, która okazała się być grupa dzieciaków z problemami. Przekonałem się o tym słuchając tego co mówią i po tym co jeszcze wydarzy się w schronisku na Turbaczu. Podejście z Fiedorówki do czarnego szlaku jest na bardzo dużym przewyższeniu co powoduje konkretne i meczące drałowanie. Dalej czarnym szlakiem S. Goszczyńskiego przez Zarębek wbijam na niebieski i przez te niezliczone ilości błota od Bukowiny Waksmundzkiej docieram do schroniska na Turbaczu. Idę sobie jeszcze na Halę Długą na mały rekonesans licząc na jako takie widoki panoramy Tatr.  W samym schronisku ludzi od groma i nawet jest wcześniej spotkana grupa młodzieży. Wieczorem okazuje się, że jednej z turystek ktoś ukradł portfel z plecaka jak stała w przedsionku z tą grupą dzieciaków  :o  Obsługa schroniska była załamana sytuacją bo jak mówili tyle lat tu pracują i pierwszy raz zdarzył się taki przypadek. Nocleg w pokoju wieloosobowym z pościelą za 35 zł jest bardzo dobrą ceną. Na dodatek byłem w pokoju razem z przewodnikiem tej grupy który prosił dzieciaków żeby chociaż oddali dokumenty, prawo jazdy ale powiedzieli mu czy „nie chce dostać ciupagą”  ;D Opowiadał, że w drodze już na Turbacz nie mogli wytrzymać bez papierosów i sam im dał paczkę żeby się uspokoili a jednego chłopaka o ciemniejszej karnacji którego wyzywali musiał oddzielić od grupy bo tamten wpadał w szał i chciał się bić …ehhh ciężka robota go spotkała  ;D Sobota wieczór więc kupa luda w jadalni, dużo turystów rowerowych, którzy w stanie chwiejnym zjeżdżali potem rowerami po nocy w doliny  :o









Dzień 7 – 8 Październik (niedziela)
Turbacz – Bukowina Miejska – Kowaniec – Żywieckie – Turbacz – Schronisko Stare Wierchy


Niedzielny poranek z pogodą gorzej niż gorzej ale siedzieć nie zamierzam cały dzień w schronisku i ruszam zrobić mała pętelkę po okolicy. Żółtym szlakiem papieskim w deszczu i mgle mijam kaplicę papieską w której trwa msza i przez Bukowinę Miejską docieram do Kowańca. Po drodze słyszę strzały z broni myśliwych mając nadzieję, że żadna kula nie zboczy z trasy  ;D  Dalej zielonym szlakiem przy goprówce udaję się w dupnej pogodzie błotnistym szlakiem  przez Żywieckie do schroniska na Turbaczu w celu zaspokojenia małego głoda. Trochę posiedziałem, ogrzałem się i ruszyłem w niezmiennej aurze i jeszcze większym błocie czerwonym GSB przez Obidiowiec do schroniska na Starych Wierchach. Droga ciągnęła się niemiłosiernie długo i już myślałem że minąłem to schronisko we mgle, po drodze jeszcze spor grupa młodzieży zmierzała na Turbacz. W schronisku oprócz mnie jeszcze tylko jedna parka i w nagrzanym pokoju wreszcie mogłem odetchnąć po tym nudnym i zimnym dniu.







Dzień  8 – 9 Październik (poniedziałek)
Stare Wierchy – Maciejowa – Rabka Zdrój – Myślenice – Wierch Stróża – Schronisko Na Kudłaczach


Wstałem z nadzieją że będzie możliwość zakupu śniadania od 8, niestety nikt z obsługi się nie pojawił do 9 tak więc ruszyłem głodny do bacówki na  Maciejowej w której zjadłem najlepszą jajecznicę na świecie….pychaaaa  :) Samo miejsce bardzo klimatyczne, przypomina mi bacówkę na Rycerzowej i musze tam kiedyś zostać na nocleg. Najedzony uzupełniłem jeszcze termos i zszedłem do Rabki Zdrój skąd planowałem dostać się busem do Myślenic. Kierowca tak zapie…ał na złamanie karku bo mówił, że gdzieś tam ma być premier i mają zamknąć przejazd i chce zdążyć  ;D W Myślenicach zjadłem paskudny obiad i po uzupełnieniu zapasów ruszyłem zielonym szlakiem w stronę Kudłaczy czyli witam Beskid Wyspowy. Bardzo przyjemny szlak na którym mijamy kolej linową Chełm, nieczynne obserwatorium i dalej bardzo urokliwą i momentami widokową trasą od Wierch Stróży przez Przełęcz Granice dotarłem do schroniska na Kudłaczach. Byłem jedynym gościem i po zjedzeniu bardzo dobrego bigosu, posiedziałem z właścicielami przy piwie i poszedłem spać. Wyobrażam sobie, że dla niejednego czytelnika tych relacji musi być strasznie nudne takie życie na wyjeździe, które sprowadza się do chodzenia, delektowania się widokami, jedzenia, picia i spania…..zapewniam, że dla mnie jest to właśnie sama poezja w takich momentach  ;)











Dzień 9 – 10 Październik (wtorek)
Kudłacze – Lubomir – Wierzbanowska Góra – Kasina Wielka – Schronisko Na Śnieżnicy


Po tradycyjnej jajecznicy na śniadanie i aklimatyzacji na Kudłaczach atakuję tego dnia szczyt Wierzbanowskiej Góry  ;D Czerwonym szlakiem docieram przez Trzy Kopce do obserwatorium na Lubomirze. Niestety akurat w tym momencie nie ma możliwości zwiedzania tak więc przez Przełęcz Jaworzyce wraz z mgłą zdobywam tego dnia Wierzbanowską Górę.  Dalej szlak biegnie do Kasiny Wielkiej skąd mam zamiar niebieskim udać się do schroniska na Śnieżnicy. Niestety szlak w lesie jest zlikwidowany na rzecz trasy rowerowej i po długim kluczeniu wreszcie wychodzę przy wyciągu wzdłuż którego należy na przyszłość kierować się do schroniska. Za końcem wyciągu przez wielkie błota kieruję się zielonym szlakiem i docieram do ośrodka i schroniska prowadzonego przez bardzo sympatycznego starszego księdza. Jestem jedynym gościem , wprawdzie jest zimno ale jest ciepła woda więc brudny spać nie będę a jakby nie było spanie w zimnym pomieszczeniu na dodatek brudnym po całym dniu znacząco wpływa na komfort snu i ciepło organizmu. Po kolacji z własnych zapasów trochę jeszcze sobie słucham radia i zmykam spać  ;)







Dzień 10 – 11 Październik  (środa)
Śnieżnica – Przełęcz Gruszowiec – Ćwilin – Jurków – Mogielica – Przełęcz Przysłopek – Szczawa


Deszczowa aura nie cieszy mnie zbytnio ale komu w drogę temu teraz. Przed wyjściem pogawędka z księdzem przy kubku herbaty i ciasteczkach i ruszamy razem do Przełęczy Gruszowiec bo ksiądz tam ma zostawiony samochód i tak codziennie musi docierać do schroniska. Cały czas pada a konkretne podejście na Ćwilin przez te błota wprowadza mnie w stan zwątpienia czy nie skończyć  tego wyjazdu w dniu dzisiejszym  :( Na samym Ćwilinie wieje, pada, mgła taka że nawet mam problemy orientacyjne. Docieram już do Jurkowa w trochę lepszym nastroju bo przestało padać i nawet się przejaśnia  :) Po uzupełnieniu zapasów i posiłku na ławce dalej niebieskim szlakiem ruszam przez Cyrlę na Mogielicę. Na wieży widokowej całkiem konkretnie wieje ale muszę sobie odbić brak widoków w ostatnim czasie. Dalej przez Halę Stumorgową i Przełęcz Przysłopek nie spotykając nikogo tego dnia na szlaku już po nocy docieram sporym kawałkiem asfaltu do Szczawy. Tam zaczerpując języka w sklepie znajduję nocleg zaraz za kościołem w cenie 30 zł.





 











Dzień 11  - 12 Październik (czwartek)
Szczawa – Gorc Kamieniecki – Przysłop – Jawoczyna Kamieniecka – Kiczora – Turbacz


Poranek tego dnia już całkowicie odsuwa z mojego serca stan zwątpienia…będzie lampa  :) Wprawdzie spory kawałek asfaltem którego nie cierpię ale docieram czarnym szlakiem do Nowej Polany skąd już niebieskim szlakiem zmierzam do wieży widokowej na Gorcu Kamienieckim. Po drodze spotykam wycieczkę młodzieży maturalnej dla której jestem swego rodzaju ciekawostka bo zadają mi z nauczycielami mnóstwo pytań i są pod wrażeniem, że już jedenasty dzień tak idę z plecakiem. To może o tym Yeti tak mówią  ;D Na Gorcu miła pogawędka ze starszym panem o tatrach słowackich na które mam dużą chrapkę bo polskie już mi się przejadły. Na wieży widokowej spędzam trochę czasu bo widoki fantastyczne, wprawdzie wieje ale co mi tam. Z Gorca zielonym szlakiem odbijam by zobaczyć bazę namiotowa, której o tej porze roku nie ma i dalej przez Przysłop i rezerwat ochrony który robi na mnie wielkie wrażenie swoją surową naturalnością   ;)  Pogoda powoli zaczyna klękać, z lekka pada i w tym klimatycznym rezerwacie jestem jedynym ludzkim osobnikiem. Trochę mi się już dłuży ta trasa i od Bulandowej Kapliczki przez Jaworzynę Krynicka muszę iść po tej strasznie niebezpiecznie śliskiej ścieżce z drewnianych bali momentami tracąc równowagę jednak nie zaliczając gleby  ;D Dopiero na Hali Długiej spotykam dwie osoby na spacerze ze schroniska a już w samym schronisku tylko kilka osób bo to środek tygodnia.
























Dzień 12 – 13 Październik (piątek)
Turbacz – Hala Turbacz – Gorc Troszacki – Przełęcz Przysłop – Jasień – Kutrzyca – Jurków



To ostatni dzień mojej wędrówki, na szczęście nie pada, więc liczę na piękne pożegnanie z górami  :) Ruszam przez Halę Turbacza na której znajduje się Szałasowy Ołtarz upamiętniający mszę świętą którą w 1953 odprawił tam Karol Wojtyła dla wędrującej z nim grupy młodzieży akademickiej. Ciekawostką jest to że msza została odprawiona twarzą do wiernych co było swego rodzaju nowością mającą dopiero nastąpić w kościele. Od Czoła Turbacza już żółtym szlakiem docieram do Gorca Kamienieckiego spotykając jedynie pracownika parku gorczańskiego. Pogoda znacznie się poprawia, tak że nawet zaczyna mi się robić gorąco i tak przez Jaworzynkę docieram do Przełęczy Przysłop skąd już wkraczam żółtym szlakiem ponownie w Beskid Wyspowy. Bardzo przyjemna trasa z całą paletą kolorów złotej polskiej jesieni a na dodatek prowadząca na Jasień ostatni punkt mojej przygody z Trójką Beskidów  :D Z Kutrzycy jeszcze spoglądam na ciekawy domek, który znajduje się na Polanie Skalne i jest wykorzystywany do biwaków i noclegów. Ostani bus z Jurkowa mam o 18 tak że muszę trochę przyspieszyć kroku i przychodzi czas pożegnać się z tym co tak bardzo kocham, ja przeminę a Wy zostaniecie ale jeszcze trochę pobędziemy ze sobą sam na sam, do następnego razu  ;)






































« Ostatnia zmiana: Wrzesień 17, 2018, 02:59:19 wysłana przez Sted »


Offline tp



  • Pomógł: 19

Odp: Wielka Trójka .... Sądecki, Gorce i Pieniny, Wyspowy
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 19, 2018, 09:10:54 »
Ładna widokowa trasa. Ta babcia co tak zdrowo żyła w jakim wieku zmarła? To drugie zdjęcie to jej chałupa? To na prawdę była kurna chata??

Offline Sted



  • Pomógł: 14

Odp: Wielka Trójka .... Sądecki, Gorce i Pieniny, Wyspowy
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 20, 2018, 01:20:18 »
Tak to te drugie zdjęcie, czy to kurna chata to nie wiem, w każdym razie jest to bardzo widokowe miejsce i cała okolica ma swój klimat  :D
Przeżyła 90 wiosen.

Offline tadzik



  • Pomógł: 0

Odp: Wielka Trójka .... Sądecki, Gorce i Pieniny, Wyspowy
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 21, 2018, 17:05:35 »
 też mi się podoba

Offline piterito



  • Pomógł: 55

Odp: Wielka Trójka .... Sądecki, Gorce i Pieniny, Wyspowy
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 22, 2018, 01:51:01 »
Pewnie, że się podoba. Bo Beskid Sądecki jest najbeskidsiejszy  ;D
https://forum.outdoor.org.pl/index.php?topic=17575.msg274814#msg274814


piję tylko czystą, palę tylko Klubowe... zdejm kapelusz

Offline tarex



  • Pomógł: 0

Odp: Wielka Trójka .... Sądecki, Gorce i Pieniny, Wyspowy
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 25, 2018, 12:58:02 »
Podziwiam tę wędrówkę. Piękne zdjęcia.
Trądzik już nie jest taki straszny. Warto z nim walczyć! https://rabatio.com/sklepy/sevolium