Autor Wątek: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo  (Przeczytany 1248 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Shwarc

Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« dnia: Maj 14, 2018, 12:32:36 »
Majówka, kilka dni wolnego, sezon rowerowy w pełni, zawody za zawodami, a w terenie też chce się trochę pobyć. Warto zatem połączyć przyjemne z obowiązkiem i podszlifować formę gdzieś na wysokości z noclegami i treningiem na +800. Co mamy blisko i gdzie takie możliwości? Karkonosze i Izery. W Karkonoszach co można zrobić? Od Polskiej strony niezbyt wiele, bo raptem Okraj i Karkonoska (nisko, za nisko), ale za to od Czeskiej mamy Modre Sedlo (1509m), Vrbatową i Labską Boudę (1400m), kilka fajnych stokówek na +1000m i takie tam większe lub mniejsze podjazdy. Izery to klasyka szutrowania oraz golgota Izerska czyli podjazd ze Świeradowa na Stóg Izerski (średnia 10,5% w 5km). Zabawa szykuje się niezła, pogoda zapowiada się znośna, a więc jedziemy.



No tak, jedziemy, dziewczyny na piechotkę, a ja jadę dookoła. Start w Kowarach i na dzień dobry Okraj, a dokładniej to wiata na czerwonym pomiędzy Okrajem a Jelenką. Nie ma lekko, one do pokonania ok. 600m w pionie po 8h podróży. Ja to samo + dokładka, bo trzeba dziewczynom pomóc podwieźć plecaki. 1030m w pionie na 34km trasie, sporo jak na dzieńdobry, a jeszcze końcówkę popróbowałem się pościgać z jakimś szosowcem :)



Wiatka dla turysty, jest miejsce do spania, są ławy, kilka osób się zmieści i tylko jakieś łobuzy drzwi zdemontowały, a w zasadzie to je wyrwali. A jeszcze kilka lat temu je remontowaliśmy, by zimą się zamykały, a tu taka niespodzianka, po co drzwi?


Jeszcze stare zdjęcie wiaty z drzwiami

Na wieczór dostajemy gościa współlokatora, coś tam pogadane, coś przedyskutowane i praktycznie jak tylko słońce zaszło, to oko opadło i wszyscy poszli spać. Rano dzień nr 2, a przede mną małe TdF czyli klasyka tortur Karkonoskich - wjazd na Modre Sedlo od strony Peca. 5km trasa i 800m w pionie, oj będzie bolało tym bardziej, że Kwiato jechał to w 30 minut, to ja na góralu obciążony plecakiem może zmieszczę się w godzinie. Tymczasem dziewczyny atakują Śnieżkę i za zadanie główne otrzymują dotarcie na Okraj. Też mają co robić, 6 godzin szły, a że wiatr był naprawdę spory, to lekko tam nie miały z pewnością.

Dojazd do Peca to pryszcz, od Jelenki główną drogą, potem bardzo widokowe stokówki



i chyba po 30 minutach jestem w Pecu. Masakra, dziki tłum atakuje wyciąg, olaboga, co tam się wyprawia, ruch jak na Marszałkowskiej, aut co niemiara. Czym prędzej uciekam na właściwe tory i rozpoczynamy.
Od samego Peca mamy nieźle, jakaś grupka samobójców próbuje na trekingach podjechać choćby do granicy lasu. Nie ma szans, na stojąco nie wjadą, będą pchali, tak twardo nie da się jechać przez 5km. Wrzucam młynek i zapinam koronkę nr 36. Idzie, jest dobrze, kadencja ok. 80/85, rower jedzie. Mijają minuty, zmęczenie narasta, a przede mną ściany. Pamiętam ten zjazd, ale podjechać sobie wtedy tego nie wyobrażałem. Jak się zatrzymam to nie ruszę, jedziemy, kręcimy, licznik pokazuje skromne 3 do 5km/h co i tak jest dwukrotnie wyższą prędkością niż jakiegokolwiek pieszego. Siku, masakra, jak stanę to nie ruszę. Jest wypłaszczenie 5%, temat załatwiony i ostatni kilometr do schroniska. Mam towarzysza, chłop w adidasach pogina równo ze mną, nie wiem skąd zaczął, ale jestem pod wrażeniem, też chce wjechać na Modre. Chwilę jedziemy razem, ale w końcu się zapowietrzył, nie miał mocy na przyspieszenia. 45 minut i mijam Vyrowkę na 1360m. Stąd pozostał ostatni już, nieco łatwiejszy fragment. Dwa wypłaszczenia, dwie ścianki i jesteśmy przy kapliczce. Równe 58 minut, szału nie ma, ale 6kg plecaka i moja niewycieniowana waga robią swoje. Zresztą nie przyjechałem tu bić KOMów, nie o to chodzi.




Widać serpentynkę na Modre

Modre zaliczone, teraz to już lajt, zjazd w dół, jakieś stokówki, większy lub mniejszy lajt i Karkonoska. Dzień zaliczony, 3:47h jazdy, 52km, 1780m w pionie.



Tradycyjnie, na Okraju miejsc brak, jest gleba i nie ma problemu. Na sali gwarno, śpiewają, piwo się leje, atomosfera mało schroniskowa dla osób zmęczonych wędrówką. Znajdujemy spokojne miejsce przy schodach, zresztą okazuje się, że nie tylko my, ale i inne grupki.



Niestety, podczas dmuchania ujawniam balon na Prolite :( Nie jest dobrze, mata zadbana i po raz drugi łapie balon w Thermareście. Po powrocie przesłana do Pakera w ramach dożywotniej reklamacji. Zobaczymy co z tego będzie, za pierwszym razem sam producent mi ją wymienił, teraz kazali skontaktować się z polskim dystrybutorem, a ten kazał ją podesłać do siebie choć samą decyzję ma podjąć i tak producent.



OK, miało padać nie pada, a więc dzień następny, szkoda siedzieć. Dziewczyny za zadanie otrzymują dotarcie do Jakuszyc, ja dojadę tam zaliczając Vrbatową i Labską. Przewyższenia na ten dzień +1700m, 62km i 4h jazdy. Oj było ciężko, nogi pełne po wczorajszym, niżej gorąco, trochę kluczę, przedzieram się przez wiatrołomy, szukam trasy 1A. Pięknie, wszystko udaje się zrealizować, docieram do Jakuszyc przed dziewczynami, gotuję im szybki obiad i na nockę idziemy do wiaty (wiating czas zacząć :D )




Labska bouda, moloch pokomunistyczny


Dvoracky - ściana średniego 17%. Nie dałem rady, za dużo wybić z rytmu, wjechałem 3/4 trasy i stop. 20m przeszedłem i samą końcówkę dojechałem.




Wiatka noclegowa opodal Jakuszyc, już po stronie gór Izerskich

Reszta trasy to klasyka Izerska, pogoda się skiepściła, ja muszę odpocząć, idziemy/jedziemy tylko do Górzstów na naleśniki. Ja załatwiam prowiant ze Szklarskiej, generalnie dzień lajtowy zakończony burzą.







Co nam jeszcze pozostało, wieża na Smrku 1124m. Mega miejsce noclegowe, na piechotkę niezbyt daleko i niezbyt trudno, dziewczyny łatwo sobie poradzą, ale ja planuję 2x Świeradowską golgotę. Już sam zjazd się nie kończy, chyba z 15 minut jechałem do stacji paliw. Licznik start i kręcimy na Stóg Izerski. Początkowo nachylenie 20%, potem równo kilkanaście, w połowie trasy się wypłaszcza do ok. 5/7%. Jest zmęczenie, ale w porównaniu z Modrym to jakieś podśmiechujki. Ostatnia ścianka kilkanaście % i podjazd na skrót pod samo schronisko. 30 minut, dobrze. Ciacho zjedzone, pomysł na drugi raz? Może bezpośrednio na Polanę Drwali? Zjeżdżam i przy rozstaju spotykam młodego szosowca. Skubany robił to na 34:32 w 300W. Jest moc, będzie jeździł powtórzenia na szczyt. OK, może być i tak. Niestety, już na dzień dobry ciężki góral staje w miejscu w konfrontacji z lekkimi kołami szosowymi, a gdzie tu jeszcze 20kg różnicy wagi i plecaka? Odpuszczam, jadę swoim tempem na 36:24, trzymam się ok. 200m z tyłu, a odległość nie wzrasta. Kolega skręca na schronisko, ja jadę prosto na przełęcz Łącznik. Jeszcze coś tam pokręciłem ponownie do Górzystów, ponownie na Drwale i Łącznik. Wystarczy, dzień zaliczony. W 35km 1200m up i 2:17 treningu, nie ma sensu więcej.











Wieczorem deszcz, mgła, wieje jak cholera, temperatura spada do 6st, w wieży 12, jest dobrze. Nawet towarzystwo się znalazło ;)
Rano pogoda super, wiatr z każdą chwilą maleje, słońce, szybko się ociepla. Pogoda idealna na wędrówkę. Dziewczyny idą do wiaty na Wysokiej Kopie. Super wiatka przy dobrej pogodzie, a na to się zanosi. Jest wysokość, powinny być efekty. Ja kręcę na Smedavę, najpierw 700m w dół, a potem 600 w górę. Zaliczam Smedavę i lecę na Jizerkę. Przeskok przez Izerę, Orle to tylko z daleka i spotkamy się na Drwalach. 1,5h zaliczone. Nadaję dziewczyną kierunek marszu, mają iść na skróty nieznakowaną drogą. Szlak czerwony po nocnych opadach będzie zabłocony, nie ma sensu. Ja kręcę dwa koła na ich trasie, podjazd na Wysoką Kopę jest niezły, najpierw równo lecę z blatu, potem stromiej, a na końcu ściana i 22:36 to nawet mało. Ludzie na górze patrzą z wywalonymi oczami, ale mi do śmiechu nie jest, zostało jeszcze jedno koło. Odcięcie, nie zjadłem odpowiednio wcześnie, ścianę ledwo wjechałem. Kradnę dziewczyną kanapkę, łyk wody i wracam do żywych. Uf, 3:05h, 1200m up w 55km. Zostało jeszcze zjechać po wodę i można biwakować :D






Wysoka Kopa


Z okolic kopalni kwarcu na Karkonosze




Pies zmęczony, dzień zaliczony :)



Został ostatni dzień, nie ma sensu zostawać do niedzieli, bo nie ma już gdzie kręcić, o 13:30 będziemy wracać ze Szklarskiej. Panie najkrótszą drogą wracają przez Wysoki Kamień, ja pokręcę jeszcze raz na Stogu i też będę wracał od Jakuszyc. Pękło jeszcze raz 52km, 800 w pionie w nieco ponad 2h. Na do widzenia próba czasowa z Orlego do Jakuszyc, ale wiatr czołowy i zbrakło kilkunastu sekund do KOMa. Następnym razem :)


Zjazd z Drwali w kier. Stogu Izerskiego


Widok na Szklarską

Jakby kto pytał, co to miało na celu? Spanie i trening na wysokości podnosi bardzo wydolność organizmu, wydziela się naturalna erytropoetyna i produkowane są czerwone krwinki. Więcej czerwonych krwinek = większy transport tlenu w organizmie = wzrost wydolności. Wprawdzie to taki budżetowy wyjazd i do idealnego mu daleko, ale zawsze coś. Poprawny trening na wysokości najlepiej jest przeprowadzać na ok. 2000/2500m w aż 3 do 4 tygodni. Niestety, w naszych górach jedynie biegowo można by tak się pobawić, rowerowo najbliżej to chyba na Słowację w Niżne Tatry (noclegi na Kralovej Holi) i może coś na Fatrach. W Karkonoszach trudno, ale śpiąc w czeskich schroniskach coś dało by się zdziałać.

« Ostatnia zmiana: Maj 14, 2018, 12:52:43 wysłana przez Shwarc »


Offline misiak76



  • Pomógł: 37

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 14, 2018, 13:05:52 »
I tak dałeś czadu. Z moją obecną formą to na pierwszym podjeździe bym padł[emoji16]

Wysłane z mojego ONEPLUS A3003 przy użyciu Tapatalka


Offline Shwarc

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 14, 2018, 14:28:13 »
Ech, dał byś radę, każdy by dał. Kwestią jest nie uleganie modzie i nie zakładanie napędu 1xX, a tradycyjnego 2x9/10/11 z odpowiednio dużą kasetą i małą korbą. Modre jest trudne z racji długości i swoich ~13% (w długiej części ok. 20%), Karkonoska od czeskiej to skromne 5/7%, Vrbatowa nieco stromsza, a od samego dołu także długa, ale spokojnie da się wjechać na góralu skoro ludzie na szosach jadą, ponownie kwestia biegów. Ale są fragmenty 1A gdzie faktycznie można wymięknąć mimo najlżejszych biegów, wspomniana w tekście ściana na Dvoracky, taki fragment szutrowy w lesie za Spinderowym Młynem (dwa niesamowite garby). Tam autentycznie jest mega trudno nawet jak na MTB. Oczywiście poza trasą takie klasyki jak podjazd na Stóg od Czerniawy (17% średniego) czy choćby czeski wjazd na Smrk też zrobią rzeźnię.

Offline dave

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 14, 2018, 17:24:14 »
poza trasą takie klasyki jak podjazd na Stóg od Czerniawy (17% średniego)

Tia, kiedyś szedłem tamtędy z laczka, podejście zdecydowanie z gatunku wesołych. Minąłem kilku kolesi na rowerze, wszyscy pchali bo nie mogli podjechać.

Fajna impreza, przypomniałeś mi że dawno nie byłem w Izerach. Mam smaka na biwaczek na Grzbiecie Kamienickim i na kilka miejscówek po czeskiej stronie. ;)

Wiatka dla turysty, jest miejsce do spania, są ławy, kilka osób się zmieści i tylko jakieś łobuzy drzwi zdemontowały, a w zasadzie to je wyrwali. A jeszcze kilka lat temu je remontowaliśmy, by zimą się zamykały, a tu taka niespodzianka, po co drzwi?

A to łotry. Jak byłem tam w październiku, to drzwi jeszcze były na stanie:

Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

Offline Shwarc

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 14, 2018, 22:05:57 »
Tia, kiedyś szedłem tamtędy z laczka, podejście zdecydowanie z gatunku wesołych. Minąłem kilku kolesi na rowerze, wszyscy pchali bo nie mogli podjechać.
:) da się podjechać, spokojnie :)
https://www.strava.com/segments/15305882?filter=overall
Oczywiście nie tempem Kaisera czy Ficka, bo to wręcz zawodowi kolarze górscy, ale i dla amatora przy dobrym przełożeniu i wytrzymaniu kręcenia non stop przez pół godziny jest to możliwe.

A to łotry. Jak byłem tam w październiku, to drzwi jeszcze były na stanie:
Wyrwali i to brutalnie. We framudze zostały końcówki gwintu zawiasu, same zawiasy leżały obok wiaty i nawet miejsce po ukręceniu nie zdążyło rdzą zajść. Pytanie co zrobili z drzwiami, bo ich nie było. Było miejsce na ognicho, czyżby spalili? Nie bali się parkowych?

Offline grendel

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 15, 2018, 22:36:37 »
Sam już nie wiem, jak oceniać takich baranów. Popatrzeć z politowaniem czy raczej od razu z plaskacza... Chyba to drugie. I dodatkowo po kieszeni, bo te dwie rzeczy w parze bolą "Polaczków" najbardziej.

A co do meritum, to niezłe rozpoczęcie sezonu. Spociłem się od samego czytania. Przy okazji,  ile waży Twój rower?

Offline tp



  • Pomógł: 19

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 15, 2018, 23:07:00 »
Szacun, jestem pod wrażeniem a i zdjęcia piękne. Od samego czytania skóra cierpnie. To do jakich zawodów się przygotowujesz?
Ola to chyba wszystkie spotkane psiaki utulała.


Offline Shwarc

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 16, 2018, 14:17:42 »
a i zdjęcia piękne.
Smartfonem prosze Pana, smartfonem :) Idę zgodnie z duchem UL i wywalam zbędne graty :D

Jakie spotkane, toż to nasz Leoś, nie poznajesz?

Offline dave

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #8 dnia: Maj 16, 2018, 20:26:34 »
Smartfonem prosze Pana, smartfonem :) Idę zgodnie z duchem UL i wywalam zbędne graty :D

Co zanabyłeś?
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

Offline Shwarc

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #9 dnia: Maj 16, 2018, 21:32:47 »
Akurat Honor 8Pro, ale fajny do fotek jest też Huawei P10 w rozsądnej cenie, bo to praktycznie to samo poza rozdzielczością..

Offline tp



  • Pomógł: 19

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #10 dnia: Maj 17, 2018, 08:05:29 »
"Jakie spotkane, toż to nasz Leoś, nie poznajesz? "
Nie miałem jeszcze szczęścia uścisnąć mu łapy ???.

Offline Shwarc

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #11 dnia: Maj 17, 2018, 09:44:43 »
Żałuj, byłbyś jego najlepszym frendem ze swoim mięsiwem :D

Offline iwonapro



  • Pomógł: 79
  • "Jak zjesz wykładowcę to kto da Ci wykształcenie?"

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #12 dnia: Czerwiec 18, 2018, 15:35:09 »
Kiedyś też chodziłam po Izerach. Dziś uważam, że się do tego nie nadają. Zdecydowanie rower/biegówki w zależności od pory roku.
W każdym razie uwielbiam.

Schronisko, w którym spaliście to Odrodzenie, nie Okraj. Zgadza się?

Offline Shwarc

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 18, 2018, 16:20:13 »
Schronisko Okraj jest na przełęczy Okraj, Odrodzenie jest na przełęczy Karkonoskiej.

Offline Mimka



  • Pomógł: 0

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #14 dnia: Sierpień 27, 2018, 17:53:38 »
Piesek uroczy :D


Offline PRS

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #15 dnia: Sierpień 28, 2018, 16:17:09 »
Co nam jeszcze pozostało, wieża na Smrku 1124m. Mega miejsce noclegowe
To ja poproszę szerzej - łopatologicznie (toć Baranem jestem ;) ) z fotami.
Nigdy nie byłem, mam w planach tamte rejony a być może już funduszy nie starczy na nocleg w schronisku na Stoku Izerskim więc wszelkie wiatki mile widziane ;)

Offline dave

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #16 dnia: Sierpień 28, 2018, 17:30:20 »
PRS, zerknij tutaj: https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1MGKYAnZfxXayo-lCPTPVqg2mX-Q&ll=32.99165399830187%2C121.3760772222223&z=2

Ogólnie darmowych lokali noclegowych jest w Sudetach od groma, zainteresuj się wiatami w typie skandynawskim - zaopatrzone w podesty do spania, rozkładasz matę i śpisz jak król:



Zaoszczędzone pieniądze lepiej przeznaczyć na żarełko - np. placek po węgiersku w schronisku na Stogu był znakomity, a i rozmiarowo tak duży, że ledwo dałem radę. ;)
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

Offline Shwarc

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #17 dnia: Sierpień 30, 2018, 11:24:24 »
To ja poproszę szerzej
A co mam ci powiedzieć, metalowa wieża widokowa z kontenerem pod nią jako pomieszczenie odpoczynkowe/utulnia czy coś w tym stylu. W środku 3 stoły, 6 ławek, miejsca dla 10 osób. Kibel na dworze, fajne widoki itd. Jedynie woda jakieś 300m niżej. Trzeba zejść szlakiem w prawo od wieży, w kier. Czech. Dojdzie się do krzyżówki i tam w lewo 20m będzie źródło jakiejś rzeki. Rowerem 2,5min, na pieszo 5 minut :)

http://www.karkonoszeonline.pl/atrakcje/smrk-wieza-widokowa-cz-lzn-libverda/1,1701

Offline PRS

Odp: Zachodnie Sudety rowerowo-treningowo-outdorowo
« Odpowiedź #18 dnia: Wrzesień 09, 2018, 15:33:20 »
Dzięki Panowie  :)
Faktycznie miejscówka De Lux  ;D

Powoli sobie opracowuję trasę z wariantami A-B-C (zdrowie/pogoda/kasa).
Co do wiatek w Sudetach to powiedzmy jestem zorientowany ale wiedzy nigdy dość - szczególnie, że sytuacja może ulec zmianie o 180 st. z dnia na dzień (ktoś podpali, wjedzie ciągnikiem, zwali się drzewo, etc.)
Miejscówka może też być zajęta przez jakąś ,,nieprzysiadalną" ekipę.
W rejonie od Srebrnej do schronów pod Sową wiatek/deszczochronów jest sporo. Ale już np. od Słupca przez Czerwieńczyce do Srebrnej już nie ma. Karkonosze to zasadniczo Park Narodowy
Miejscówki w Izerach są mi całkowicie nieznane.