Autor Wątek: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim  (Przeczytany 2304 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« dnia: Wrzesień 23, 2017, 20:31:19 »
Zimno, szaro, buro, deszcz pada za oknem  ;) … Stwierdziłem, że napiszę relację z mojego 9 dniowego wypadu w Beskid Żywiecki, który odbył się na przełomie marca i kwietnia  A.D. 2017.

W marcu dostałem 10 dni urlopu to przecież nie będę siedział w kapciach przed telewizorem, którego zresztą nie mam  ;D … zapadła decyzja, że pada na Beskid Żywiecki w którym nigdy nie byłem. Nic nie rezerwuje, biorę tylko śpiwór i wierzę w moc wolnych miejsc w schroniskach. Zastanawiałem się tylko czy brać rakiety ale postanowiłem, że zaryzykuję. Ostatnimi czasy mam coraz większy dylemat czy w ogóle brać aparat fotograficzny  :-\ Jest tyle pięknych miejsc i co chwile człowiek ma ochotę to uwiecznić i potem przywozi tysiąc pincet fotek których samemu nie chce mus się oglądać. Idę coraz bardziej w kierunku utrwalania tych miejsc w swojej pamięci i delektowaniem się konkretną chwilą na rzecz robienia zdjęć. Aparat mam jakiś stary, bateria nie trzyma za długo, więc żeby zrobić mały kompromis nie biorę ładowarki ze świadomością, że mogę  utracić coś godnego obfocenia ale z jednoczesnym pilnowaniem się żeby co chwile po niego nie sięgać  ;D


Dzień 1 – 26 marca (niedziela)
Zwardoń – Beskid Graniczny – Wielka Racza



Najpierw pociąg z Łodzi do Katowic w nocy kiedy następowała zmiana czasu z zimowego na letni a następnie pociągiem do Zwardonia. Dotarłem ok. godziny 10 rano i już na dzień dobry przywitał mnie dawno nie widziany a pruszący z nieba śnieg  ::) Pierwsza myśl padła co do decyzji o zostawieniu rakiet. Ale jak się okazało po kwadransie przestało padać a zza chmur wyłoniło się słońce zapowiadające piękną pogodę. Skierowałem swoje kroki na czerwony szlak graniczny, który mija jako pierwszy nieczynne schronisko PTTK Dworzec Beskidzki. Gdy zbliżam się w stronę Chatki Skalanka mijam pierwszych turystów z gitarami kończących swój pobyt w Beskidzie Żywieckim… po zapewne ciekawej sobotniej nocy  ;D Dalej do Beskidu Granicznego trasa wiedzie w istnie wiosennej aurze, żeby skierować moje kroki w pierwszy śnieg,  który będzie mi towarzyszył aż do końca wyprawy na przemian z jego brakiem i tak w kółko. Śnieg w większości topniejący, powodujący zapadanie się po kostki, kolana, uda, ze wzmożoną koncentracją gdzie stawiam każdy krok  ;) Na Kikulu spotykam kilku Słowaków i jedną rodzinę z Polski. Dalej już samotnie zmierzam w pięknej słonecznej pogodzie aż do Wielkiej Raczy robiąc sobie wiele przerw na podziwianie przyrody. Samo podejście na Wielką raczę w tym niepewnym kopnym śniegu, po nieprzespanej nocy dało mi trochę w kość  :( Na samym szczycie znajduje się wybudowana przez Słowaków taka jakby wieżyczka obserwacyjna z lepszym widokiem na tatry  gdzie spędzam sobie sporo czasu. Po niedługim czasie dociera jedno małżeństwo robiące swoja trasę w przeciwnym niż ja kierunku. Okazuje się, że jesteśmy jedynymi gośćmi schroniska tej nocy. Załapuję się jeszcze na wydawanie posiłków i zamawiam jakąś zupę. Dostaję miejsce w pokoju 6 osobowy w którym oczywiście jestem sam i tak mi pasuje. Dość zmęczony po całej nocy i dniu zapadam bez problemu w sen.













Dzień 2 – 27 marca (poniedziałek)
Wielka Racza – Przełęcz Śrubita – Przełęcz Przegibek – Wielka Rycerzowa


Poranek przywitał mnie naprawdę wielką niespodzianką, którą okazał się widok za oknem. To było cos fantastycznego, najchętniej w tamtym momencie zatrzymałbym czas i patrzył na to i patrzył tak aż do znudzenia  :D










c.d.n. ;)

forum.outdoor.org.pl

Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« dnia: Wrzesień 23, 2017, 20:31:19 »

Offline iwonapro



  • Pomógł: 79
  • "Jak zjesz wykładowcę to kto da Ci wykształcenie?"

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 23, 2017, 21:29:37 »
Schroniska na Wielkiej Raczy, Przegibku, Rycerzowej i Krawcowym wprowadziły kiedyś taki fajny system, który umożliwiał wypożyczenie rakiet w jednym schronisku i zwrócenie ich w innym. Nie wiem tylko czy nadal to działa.

Offline dave

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 23, 2017, 21:34:33 »
Ostatnimi czasy mam coraz większy dylemat czy w ogóle brać aparat fotograficzny  :-\ Jest tyle pięknych miejsc i co chwile człowiek ma ochotę to uwiecznić i potem przywozi tysiąc pincet fotek których samemu nie chce mus się oglądać. Idę coraz bardziej w kierunku utrwalania tych miejsc w swojej pamięci i delektowaniem się konkretną chwilą na rzecz robienia zdjęć. Aparat mam jakiś stary, bateria nie trzyma za długo, więc żeby zrobić mały kompromis nie biorę ładowarki ze świadomością, że mogę  utracić coś godnego obfocenia ale z jednoczesnym pilnowaniem się żeby co chwile po niego nie sięgać  ;D

Tia, też miałem tego typu przemyślenia i wskutek ich przez półtora roku nie zabierałem aparatu w góry.  Teraz znowu zacząłem zabierać.

Czekam na ciąg dalszy. ;)

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 24, 2017, 01:22:51 »
c.d. Dzień 2

Na śniadanie była jajecznica na kiełbasie która towarzyszyła mi  przez wszystkie dni i aż sam się dziwię, że nie dostałem jej wstrętu  ;D małe przesycenie było ale na poziomie akceptowalnym. Po śniadaniu ponownie udałem się na wieżyczkę obserwacyjną w celu nasycenia widokami. Dzień zapowiadał się naprawdę słoneczny a ja nie wziąłem ze sobą żadnej osłony na twarz przed jego promieniami za co przyszło mi zapłacić w kolejnych dniach  :(
Ileż można siedzieć i patrzeć jak tyle do odkrycia jeszcze przede mną. Ruszyłem dalej granicznym przez Małą Raczę  aż do Przełęczy Śrubita w topniejącym śniegu pilnując każdego kroku przed nadmiernym zapadaniem. Na przełęczy nastąpił dylemat czy iść dalej czerwonym, który zapowiadał bardzo ciężką przeprawę i częste zapadanie albo dalej już nie szlakiem zaś widoczną ścieżką graniczną. Stwierdziłem, że jednak wolę zaryzykować i pójdę poza szlakiem  :P
Po dotarciu do Przełęczy Przegibek postanowiłem odbić z granicznego i zajrzeć do odległego o kilka minut drogi schroniska. Mały głód już zaczął się dopominać więc zapodałem sobie bigos który był ok.  Niestety moje odczucia co do tego miejsca są negatywne, może pani miała zły dzień bo nikogo tam oprócz mnie nie było ale nie czułem się tam dobrze  ??? Po zaspokojeniu głodu do wyboru dwa równolegle biegnące szlaki na Rycerzową, wybrałem tradycyjnie graniczny.
Tego dnia nikogo nie spotkałem na szlaku. W schronisku na Rycerzowej czuć fajny klimat chociaż prądu brak, zimno. Na kolację coś było tylko już nie pamiętam co ale chyba mi smakowało   ;D  W schronisku oprócz mnie tylko jeszcze jeden turysta więc pokój wieloosobowy tylko dla mnie. W nocy było dość zimno tak, że w moim marketowym śpiworze musiałem jeszcze coś na siebie ubrać ale mimo to bardzo miło wspominam to miejsce  :)









Dzień 3 – 28 marca (wtorek)
Wielka Rycerzowa – Muńczoł – Ujsoły – Redykalny Wierch – Hala Boracza



Po śniadaniu na które była jajecznica ruszam w pięknym słońcu na Halę Rycerzową. Teraz zaczyna się trasa typu breja śnieżna, mokre grząskie trawy, zupełnie bezśnieżna sucha trasa i tak na przemian zależnie od wysokości i miejsca zaciemnienia. Przez Muńczoł docieram do miejscowości Ujsoły będącej jedynym miejscem na mojej wyprawie gdzie jest możliwość uzupełnienia zapasów. W miejscowym sklepiku kupuje dodatkowe kilogramy do mojego plecaka i posilam się na miejscowym przystanku autobusowym naprzeciwko kościoła w którym odbywa się ceremonia dla kogoś ostatnia na tym świecie. Przypomina mi się wtedy scena z Ziemi Obiecanej i pewne przemyślenia podczas pogrzebu Buholca  :)

https://www.youtube.com/watch?v=SSfQBWdg8Ug
(żeby nie było ja nie mam żadnych weksli  ;D )

Dalej przez Kiczorę, Zapolankę i Halę Redykalną trasa wiedzie już bez śniegu w iście letniej aurze. Z Redykalnej odbijam czarnym szlakiem na Halę Boraczą i tu już istne lodowisko ale mimo to nie zakładam raczków i staram się lawirować przy pomocy kijków  ;) W schronisku na Hali Boraczej oprócz mnie tylko dwie  osoby. Właścicielka chyba zaskoczona moim przyjściem mówi, że nocleg ma tylko na dziś. Chciałem tylko na jedną noc ale z ciekawością dopytuję czemu ? na co  odpowiada, że jutro ma być pełno osób w związku z dobra pogodą  :o Trochę mi się wierzyć nie chciało zwłaszcza, że ani jednego turysty nie spotkałem tego dnia na szlaku ale niech tam będzie  ;D To było jedyne takie dziwne odczucie odnośnie tego schroniska a tak dość pozytywne wrażenia mimo dość skromnych warunków za to z bardzo niską ceną noclegu w kwocie 20 zł. Dało się jeszcze zamówić na kolację żurek i z tego co pamiętam to mi smakował.















Dzień 4 – 29 marca (środa)
Hala Boracza – Hala Lipowska – Rysianka – Trzy Kopce – Pilsko – Hala Miziowa


Poranek zapowiadał się dość dobrze, więc po tradycyjnie jajecznym śniadaniu ruszam ponownie lodowiskiem na Hale Redykalną skąd droga robi się już dość trudna, topniejący coraz bardziej śnieg powoduje zapadanie na każdym kroku lub marsz bo śnieżnej brei  >:( Tak docieram do schroniska na Hali Lipowskiej gdzie zamawiam pierogi z jagodami i co ciekawe … właścicielka mówi ze jedna sztuka się uszkodziła i zwraca mi 3 zł choć nie miałem pojęcia ile ich miało być   ;D … takie małe rzeczy robią dobre wspomnienia skoro do dziś pamiętam nawet kwotę za jednego pieroga  ;) Ruszam dalej i docieram schroniska na Hali Rysianka gdzie spotykam pierwszych i jak się okaże jedynych tego dnia kilku turystów. Wprawdzie oba schroniska dzieli 10 minut ale znów zrobiłem się głodny. Cóż było zrobić … pyszny żurek ląduje przede mną  ;D
 Od tego momentu trasa jest istną katorgą, na początek breja a potem droga o szerokości autostrady z brakiem dobrze wydeptanego śniegu. Tu już każdy krok jest męczący bo nie wiem czy za chwilę się nie zapadnę jak nie po kostki to po kolana co i tak ma miejsce dość często  >:( Pogoda zaczyna się psuć i na Pilsku wzmaga się bardzo mocny wiatr połączony z deszczem. Zastanawiam się nawet czy tam iść ale jak nie teraz to kiedy  ;D Już przy krzyżu zza chmur wychodzi ponownie słońce ale wiatr dalej ostro duje. Pół godziny spędzam na widokach i ruszam do schroniska na Hali Miziowej. Po dotarciu okazuję się być tam jedynym gościem a ogrom tego obiektu i moja jedyna osoba wywołuje we mnie wspomnienie filmu Lśnienie i tamtego pustego hoteu  ;D Zamówiłem „coś tam” co było drogie, niedobre i jadłem samotnie w przyciemnionej sali jadalnej … tak jakoś ponuro było  ???  Jednak po pewnym czasie docierają dwie sympatyczne dziewczyny i tak wszyscy zbunkrowani w najtańszym wieloosobowym pokoju umilamy sobie wieczór na żartach i rozmowie o naszych wyprawach  ;)
































Dzień 5 – 30 marca (czwartek)
Hala Miziowa – Przełecz Glinne – Medralowa – Markowe Szczawiny



W nocy zaczyna się porządna ulewa która trwa aż do samego rana z przepastną mgłą. Zastanawiamy się nad naszym dalszym losem ale jak to bywa … czasem słońce, czasem deszcz … ruszać trzeba  :)  Po śniadaniu (wiadomo jakim  ;D ) pogoda zaczyna się z lekka poprawiać, co najważniejsze już nie pada i każdy rusza w swoją stronę. Ja na Markowe Szczawiny a dziewczyny na Krawców Wierch. Z racji tego, że dojście na Markowe ma być najdłuższe na całej wyprawie i trudne warunki w poruszaniu się po śniegu, mam poważne obawy czy dotrę przed zmrokiem.
Czerwonym szlakiem  przez las trzeba się pilnować na każdym kroku żeby nie wywinąć pirueta a potem w niższym terenie nie ugrzęznąć w bagnach. Na przełęczy Glinne opustoszała placówka  przejścia granicznego i tu dostaję porządnego nerwa gdy psuje mi się mechanizm skręcający w kijkach marketowych  z którym usilnie walczę i tracę czas przez pół godziny  >:(  Przegrany w tej nierównej walce muszę stworzyć prowizorkę i zaklejam plastrami jeden mechanizm na stałe. Jakoś nie wyobrażam sobie iść z jednym kijkiem z ciężkim worem resztę wyprawy  ;D
Dalej czerwonym szlakiem granicznym przez Jaworzynę i Przełęcz Głuchaczki w błocie, topniejącym śniegu docieram na Halę Medralową. Odcinek który w normalnych warunkach zajmuje 30 minut ja idę 3 razy tyle  :o Może źle to ująłem … próbuję iść, walczę, klnę, pełne skupienie jak na polu minowym. Ten krótki odcinek był najgorszy na całej mojej przygodzie w Beskidzie Żywieckim. Te niestabilne masy śniegu gdzie każdy wcześniej próbowany krok jeśli był zły powodował zapadanie po uda, ratunkowe lawirowanie na każdym kroku wykończyło mnie konkretnie  :( Tutaj najbardziej żałowałem braku rakiet.
Po najgorszym robię uzupełnienie kalorii, gorąca herbata i  świadomość, że przy szczęściu może dotrę bez konieczności użycia czołówki do schroniska. Dalej przez Jałowcowy Garb i Fickowe Rozstaje po śnieżniej brei, a wręcz kałużach. Moje buty skórzane bez membrany  już nie dają rady i odczuwam że te kilka dni były dla nich aż nadto wyzwaniem  :-\  Ostania godzina na pełnym gazie w kopnym śniegu doprowadza mnie już o zmroku do schroniska Markowe Szczawiny. Przez cały dzień nikogo nie spotkałem a w samym schronisku jeszcze 3 osoby. Pokój wieloosobowy dzielę z chłopakiem przemierzającym Główny Szlak Beskidzki. Po tym wyczerpującym dniu rzutem na taśmę tuż przed zamknięciem zamawiam konkretny obiad z szarlotką na deser i piwo na dobranoc. Kolejnego dnia mam w planach tylko Babią Górę więc planuję się porządnie wyspać … chyba zasłużyłem sobie  ;D











c.d.n.  ;D




Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 24, 2017, 01:33:52 »
Iwona z tego co pamiętam to była w tych schroniskach możliwość wypożyczenia ale nie wiedziałem czego się spodziewać i zaryzykowałem  ;D

Dave na razie z aparatem idziemy na kompromis ..." ulotne chwile łapię jak fotka"  ;)

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 24, 2017, 21:18:08 »
O, jak miło że jeszcze ktoś ogląda "Ziemię Obiecaną", mam mp3 z muzyką z tego filmu w telefonie i puszczam sobie czasem ku pokrzepieniu :) Fajne też było "drogie, niedobre i jadłem samotnie w przyciemnionej sali jadalnej", kwintesencja stołowania się w tego typu gastronomii ;)

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 25, 2017, 18:44:29 »
c.d. Dzień 6 – 31 marca (piątek)
Markowe Szczawiny – Przełęcz Brona – Babia Góra – Krowiarki – Markowe



Poranek wita mnie bezchmurnym niebem zapowiadając, że będzie ładna lampa  ;D Dziś ma być krótka trasa i nigdzie mi się nie spieszy. Miałem ochotę iść przez Perć Akademików ale „prykaz” mówi, że szlak zamknięty, więc atakuję przez Przełęcz Brona.  Samo podejście dość śliskie ale nie chce mi się zakładać raczków i z pomocą kijków daję radę. Postanawiam jednak najpierw odbić na Małą Babią. Trasa ta dość wymagająca i oczywiście zapadanie po kolana jest standardowe, w wielu miejscach brak wyraźnego szlaku i wpadam często pod puste przestrzenie kosodrzewiny zamaskowanej podstępnie śniegiem. W pewnym momencie tak klinuje mi się w niej noga, że mam spory problem z jej wydostaniem  :o Po krótkim pobycie na Małej Babiej wracam tą samą drogą na Bronę i dalej już całkiem przyjemnie bez walki docieram na Babią Górę. Słońce tego dnia tak mocno grzało a ja nie miałem ani kremu ani innej osłony twarzy, więc naciągnąłem drugą chustę pod same oczy licząc na jakiś ochronę  :-\  Na samym szczycie kilka osób, a na całej trasie przewinęło się ich ok 20. Wieje dość mocno i na popas wybieram osłonę przy dużej kamiennej płycie z widokiem na Tatry. Spędzam tam 2 godziny i ruszam przez Gówniak na Sokolicę niestety już w standardowym kopno – zapadającym śniegu. Na samej Sokolicy kolejna dłuższa przerwa na widoki i zaspokojenie głodu. Na co dzień nie jem prawie wcale słodyczy natomiast w górach mam chyba taki niedobór energii, że wciągam je z największą przyjemnością i ciągle mi mało  ;D  Za dwie godziny zacznie robić się ciemno i 3 gości idących z przeciwnego kierunku pyta się mnie czy daleko na Babią  :o Ja to się czasami dziwię ludziom ale to wolny kraj … nie jestem typem pouczającym ale delikatnie sugeruję zmianę planów  ;D Samo zejście z Sokolicy na Krowiarki jest pięknie wyłożone lodową glazurą i tu już raczki sprawdzają się znakomicie. Z Przełęczy Lipnickiej wyremontowanym spacerowym szlakiem docieram chwilę przed zmrokiem do schroniska. Jest piątek wieczór i ludzi od groma. Na szczęście nocleg już sobie zarezerwowałem dnia poprzedniego tak, że cała sala wieloosobowa zapełniona do ostatniego łóżka. To był bardzo przyjemny dzień ale już zaczynam czuć, że niestety mój nos  nie dał oporu przed promieniami słońca. Od tego czasu już zawsze mam ze sobą malutki krem przeciwsłoneczny. Noc niestety nie jest już tak spokojna … widać, że niektórym takie wyjazdy służą inaczej i słychać ciągłe „ darcia mordy”  >:(
























Dzień 7 – 1 kwietnia (sobota)
Markowe –Babia Góra – Krowiarki – Hala Śmietanowa – Polica – Hala Krupowa



Po ciężkiej nocy zbieram się dość wcześnie bo kawałek przede mną do schroniska na Hali Krupowej ale z powtórką Babiej Góry. Tego dnia ze dwie setki ludzi przewinęły się na spokojnie a że jestem na Babiej pierwszy raz, więc nie wiem czy to dużo czy może standard … a może wręcz mało  ::) Już na samej Babiej istni pasjonaci fotografii. Robię tylko krótki postój na posiłek i docieram do Krowiarek skąd czerwonym szlakiem zmierzam do Hali Śmietanowej. Dalej trasa przez pasmo Policy w dość w trudnym terenie śnieżnym zabierającym sporo siły od tego ciągłego lawirowania i koncentracji. Na samej Policy pomnik ofiar katastrofy samolotu pasażerskiego z 1969 r. Zbliża się zachód słońca i na Przełęczy Kucałowej, która jest dobrym tarasem widokowym robię sobie przerwę na podziwianie okolicy  :) Jest sobota i zastanawiam się czy załapię się na miejsce w schronisku na podłodze czy jednak łózko. Wchodzę do jadalni niezbyt dużej a tam tyle wiary, że mam problem usiąść  :o  Okazuje się, że miejsc w pokojach już nie ma … ale może jednak bo jeszcze czekają na jedną osobę z rezerwacja i jak jej nie będzie to mam łózko a nie podłogę. Chyba jeszcze szczęście mnie nie opuściło bo lokuję się na to ostanie miejsce w 20 osobowej sali  ;D Kilku ludków  przyszło po mnie i została już im tylko podłoga w jadalni.  Dowiedziałem się, że to jest ten dzień kiedy tłumy nawiedzają Tatry z okazji „krokusowego szaleństwa” i schronisko na Hali Krupowej padło również jego ofiarą  ;) Zamawiam sobie bigos, i po prysznicu wskakuje do swojego kokona na zasłużony odpoczynek.




















Dzień 8 – 2 kwietnia (niedziela)
Hala Krupowa – Okrąglica – Cupel – Sidzina – Kordelka – Hala Krupowa


Niedziela to był dzień mojego kryzysu. Nie miałem, żadnego konkretnego planu, mapa Beskidu Żywieckiego na wschód już mi się kończyła … postanowiłem, że zrobię sobie tylko jakaś pętelkę w okolicy na zupełnym luzie. Tym razem na śniadanie załapałem się do poznanego wieczorem małżeństwa. Mieli dużo zbędnego jedzenia i postanowili mnie dokarmić z czego chętnie skorzystałem robiąc sobie nawet kanapki na drogę  ;D Jak wyszedłem w trasę jeden pasjonat krokusów już leżał kilka minut na trawie w dziwnej pozycji starając się uchwycić to zjawisko … ehhh Ci artyści  :D Ruszyłem czerwonym szlakiem przez Okraglicę aż na Cupel, który jednak był ubogi w widoki, żeby nie powiedzieć, żaden. Przez las przewinęło się sporo tego dnia miłośników sportów motorowych i musiałem uważać, żeby nie zostać rozjechanym  ??? Odbiłem niebieskim szlakiem mając ochotę zwiedzić skansen w Sidzinie jednak okazał się być czynny okresowo. Czułem się tego dnia naprawdę zmęczony i częste postoje były bardzo wskazane. Tak wlekąc się jak żółw dotarłem zielonym przez Kordelke na Przełęcz Kucałową ponownie obserwując fantastyczny i zjawiskowy zachód słońca  :) Po dotarciu do schroniska z miejscem nie było najmniejszego problemu. Byłbym tej nocy sam ale swój zorganizowany zjazd miała jakaś grupa zajmująca się ochroną Głuszcza i wieczorem załapałem się na próbną prelekcje dnia następnego. Ten ciekawy wykład umiliłem sobie przepysznymi pierogami z mięsem, które tak mi smakowały, że postanowiłem zrobić mojemu podniebieniu powtórkę  ;D

















Dzień 9 – 3 kwietnia (poniedziałek)
Hala Krupowa – Zawoja – Przełęcz Kolędówki – Stryszawa (Siwcówka)  – Lachowice



Ostatni dzień pobytu miał być zarazem sposobem wydostania się do cywilizacji i możliwością powrotu do domu. Wieczorem obczaiłem mapę i stwierdziłem, że dojście tylko do Zawoi będzie zbyt szybkim zmarnowaniem dnia, więc odwiedzę kawałek Beskidu Makowskiego. Po ostatniej jajecznicy tej wyprawy ruszyłem zielonym szlakiem wzdłuż rezerwatu Policy do Zawoi. Coraz bardziej topniejący śnieg był ostatnim wyzwaniem tego dnia i dawał mocno w kość a nawet zaliczyłem na lodzie artystyczną wyjebkę … na szczęście nie było strat w sprzęcie i ludziach  ;D W samej Zawoi skusiłem się na barowy obiad  :-\ …  był tak „pyszny”, że nie dałem rady dojeść do końca i tak ruszyłem dalej już do Przełeczy Kolędówki. Na całej trasie spotkałem tam jedną turystkę, która sobie wyszła na taki mały spacer i powiedziała, że miło spotkać kogoś na szlaku … mnie również miło  :) Dalej do Siwcówki w której znajduje się Klasztor Sióstr Zmartwychstanek oraz Izba pamięci Kardynała Wyszyńskiego  przez wiele lat spędzającego tam swoje wakacje często w towarzystwie biskupa Karola Wojtyły. Dalej już przez Solniska obok zabytkowej Loretańskiej dzwonnicy trochę z językiem na wierzchu bo czas zaczynał mnie gonić  ;D Do Lachowic ostatniego punktu mojej całej wyprawy dotarłem w lekkim deszczu, który nie licząc tego na Pilsku był jedynym na całym wyjeździe … można śmiało powiedzieć, że pogodę miałem w „pyte”  ;D









Beskid Żywiecki dla kogoś pragnącego samotności i spokoju poza weekendem wydaje się być świetnym miejscem nawet na tak popularnym miejscu jak Babia Góra. Sieć schronisk chyba najbogatsza w całych Beskidach tak, że śmiało mogę polecić i już planuję kilka dni w grudniu ale już tym razem z rakietami na nogach  ;D … o ile zima zechce zawitać w tamte strony  ;) Trochę obawiałem się Babiej Góry z racji lawin ale okres w którym byłem okazał się łaskawy … 2 tygodnie później nastąpił wielki nawrót zimy w polskich górach i w Tatrach ogłoszono czwarty stopień zagrożenia lawinowego  a na Babiej Górze trzeci  :o

forum.outdoor.org.pl

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 25, 2017, 18:44:29 »

Offline dave

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 25, 2017, 19:54:02 »
W pytę zarówno wypad, jak i relacja.  ;)

Dobrze widzę, że masz na sobie Costabonę od Kwarka? Jak określiłbyś odporność na wiatr, w porównaniu do kurtki membranowej, względnie innych wiatrówek? Po ostatnim wypadzie w Tatry stwierdziłem, że przydałby mi się lepszy windshirt  ;D

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 25, 2017, 20:35:51 »
Leśna
Ziemia obiecana i Kariera Nikodema Dyzmy z fenomenalnym Romanem Wilhelmim to mój absolutny top polskich seriali  :) Co do jedzenia na Miziowej to myślę, że nie ma reguły ;) ... widocznie źle trafiłem, cena jedzenia fakt że była wysoka ale już noclegu niższa niż na Rycerzowej i porównywalna z innymi schroniskami  ;D

Dave
Zapewne mówisz o piątku gdzie obaj byliśmy w Tatrach i jak pizgało tak niesamowicie Ty byłeś w tych krótkich gaciach  ;D Miałem pod wiatrówką koszulkę z krótkim rękawem (merino/syntetyk) i ona w marszu przez bardzo długi czas była wystarczająca. Później dobrałem tylko bluzę strechową bo zaczęło mi się robić trochę zimno w ramiona. Gdybym tylko miał tą koszulkę z długim rękawem w zupełności by mi wystarczyła. A wiedz, że ja jestem zmarźluchem  ;D Swoja drogą  za tydzień wyjeżdżam na 2 tyg w Beskid Sądecki, Gorce, Pieniny i Beskid Wyspowy i właśnie po tamtym dniu w tatrach postanowiłem zakupić wersję z długim rękawem i dziś do mnie doszła ;)

Online Yatzek

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 25, 2017, 21:02:11 »
Wypad zacny, w tym sezonie tamtędy szedłem nie raz, bo chyba ze trzy razy odwiedzałem opisywane okolice.
Ale mam jedną uwagę co do nieścisłości, którą popełnia wielu górołazów...

Otóż Hala Śmietanowa ściele się u podnóża Babiej Góry, na jej południowo-wschodnim stoku. Do tejże hali prowadzi zielony szlak z Krowiarek. Natomiast idąc Głównym Szlakiem Beskidzkim, czyli za czerwonymi znakami od Przełęczy Lipnickiej w stronę Policy, mijamy Cyl Hali Śmietanowej.
Niestety, niektóre mapy i publikacje pisane także powielają ten błąd i na Cyl Hali Śmietanowej nakładają skrót, w wyniku czego mamy dwie Hale Śmietanowe - jedną właściwą na Orawie, drugą, czyli Cyl - pomiędzy Mosornym Groniem a Policą.

Niby się trochę czepiam, ale górołazom nie przystoi powielać nieścisłości. Obawiam się jednak, że przez błędne publikacje, ta nieścisłość zostanie przyklepana...

Pozdrawiam!
Wędrówką życie jest człowieka...

Offline dave

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 25, 2017, 21:34:56 »
Zapewne mówisz o piątku gdzie obaj byliśmy w Tatrach i jak pizgało tak niesamowicie Ty byłeś w tych krótkich gaciach  ;D Miałem pod wiatrówką koszulkę z krótkim rękawem (merino/syntetyk) i ona w marszu przez bardzo długi czas była wystarczająca. Później dobrałem tylko bluzę strechową bo zaczęło mi się robić trochę zimno w ramiona. Gdybym tylko miał tą koszulkę z długim rękawem w zupełności by mi wystarczyła. A wiedz, że ja jestem zmarźluchem  ;D Swoja drogą  za tydzień wyjeżdżam na 2 tyg w Beskid Sądecki, Gorce, Pieniny i Beskid Wyspowy i właśnie po tamtym dniu w tatrach postanowiłem zakupić wersję z długim rękawem i dziś do mnie doszła ;)

W ten piątek było jeszcze całkiem znośnie, mnie ta Quechua przestała wystarczać w niedzielę jak szedłem na Kozi, dobrze że przezornie spakowałem membranę do plecaka. Niestety, nawet po rozsunięciu zamków pod pachami, było mi w niej za gorąco i się upociłem. Dlatego lepszy windshirt byłby jak znalazł, Costabona przydałaby mi się też na zimę. Widzę, że kolejne długie szlajanko przed Tobą ;) ja od środy zmykam na kilka dni w Świętokrzyskie, połączone z biwakami na dziko. Pogoda ma być fajna, także tego... ;)

Offline Sted



  • Pomógł: 16

Odp: Mój Beskid ... czyli 9 marcowych dni w Żywieckim
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 26, 2017, 17:59:28 »
Yatzku w mojej mapie ExpressMap mam obok Kiczorki w nawiasie podaną nazwę (Cyl Hali Śmietanowej) a zaraz nad nią Halę Śmietanową  ;) Możemy jednak przyklepać ... w końcu na ilość Łysych Gór takie Dwie Hale Śmietanowe nie powinny być za dużym problemem   ;D

Dave na zimę jest też specjalnie dedykowana inna wersja Anorak Uniseks Nordkapp ale mi wystarcza Costabona, kurtka membranowa przez cały wyjazd przeleżała w plecaku ;)