Autor Wątek: Pamir na Ukrainie  (Przeczytany 3757 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Pamir na Ukrainie
« dnia: Maj 05, 2016, 22:46:06 »
Zdarzało się i bez dopingu jechać... ;)
Kilka lat temu, siedząc zimową porą w towarzystwie rowerzystów hardcorowców, rozmawialiśmy o Pamirze. Słuchając o warunkach, jakie ich zdaniem należałoby spełnić, by tam się rowerem wybrać, wtrąciłem swoje trzy grosze:
- Ja to bym i na rusku pojechał. Bez żadnych specjalnych przygotowań, pakując się  w trzy godziny i takie tam... W normalnych ciuchach i z adekwatnym do ruska wyposażeniem.
Spadała na mnie fala krytyki generalnie i wraz z nią kilka argumentów, które skwitowałem:
- Ja nie dam rady...? Ja...?!

Kilka m-cy później, w 30 minut zebrałem ten komplet:


Szczególną uwagę zwracam na klapki, w których to przedreptałem blisko 100km solo, na szlaku z Sarhad do Doliny Małego Pamiru swego czasu. Wtedy to była konieczność. Teraz miałem wybór. Ostatecznie z zestawu powyżej zrezygnowałem z namiotu, bo nie był kompletny.

Zastąpiłem go ulralightem...

...który to testowałem kilka dni później na plaży w Płocku nad Wisłą. Zadowolony nie byłem i dzisiaj wziąłbym po prostu dekatlonowskie duo za 99zł.

Co do ruska zaś, to padło na pięknego rumaka z 1974r, Cyrylem z Charkowa dalej zwanym.


Znaczy fabrycznie - Ukraina.

Ostatni raz czymś takim jeździłem 40 lat wcześniej... Stąd i sentyment został. A za sentyment przyszło mi wybulić 400zł, bo miało być dokładnie, jak przed laty.


Torpedo  poszło do przeglądu.

Po rozebrania ustrojstwa z dobrą godzinę zastanawiałem się, jak to cholerstwo działa. Wspomogłem się nieco internetem i doszedłem do wniosku, że i w tym przypadku Rusek się nie postarał, tylko skopiował Sachsa.
W każdym razie z wszystkich moich przygotowań, to rozkmince piast i supportu poświęciłem najwięcej przygotowań. Przy okazji powtórzyłem se terminologię rowerową.

Po odbyciu kilku jazd próbnych (w tym jednym wypadzie do Tczewa), gdzieś w połowie lipca stwierdziłem, że w zasadzie jestem gotów. Jedyne z dwóch spraw jeszcze, co pozostały, to nadać jakąś nazwę wyrypie nada było.
Nie byłem wstanie rozstrzygnąć, czy ma to być Pamir na Ukrainie, czy Ukraina w Pamirze i do dzisiaj w tej rozterce pozostaję.
Drugie, jakiś zarys marszruty przygotowywać. Wziąłem więc papier, ołówek i...


...po chwili zarys był.

W czasie między jeszcze tylko komplet wiz, potem kupić bilet na pociąg, od kumpla pożyczyć 200$ i ruszyć w drogę.

P.S.
Jak to z tymi klapkami było, to coś nie coś nakręciłem tu:
https://vimeo.com/24986349




Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

forum.outdoor.org.pl

Pamir na Ukrainie
« dnia: Maj 05, 2016, 22:46:06 »

Offline Piotrek



  • Pomógł: 79

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 06, 2016, 08:53:31 »
Hee, ale pon majom kapelus! I mape!
Aparacik też nielichy, chociaż Zenit był lepszy bo cięższy, szło nim przeganiać niedźwiedzie, albo straszyć ciężarne kozice. A w dyszlu z obiektywem Sonar 2.8/200 to był groźny nawet dla właściciela.

Całą "Azję" zrobiłeś na trzeźwo? ;D

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 06, 2016, 13:23:07 »
Hm... Alkoholowo, trudny był to wyjazd. Było kilka incydentów. Najciekawszy na sam koniec podróży. Nim zamknę tę opowiastkę.
Skupiając się zaś na jeździe samym rowerem, to wyznaczyłem sobie, krótki i dość wygodny odcinek - z przełęczy Chargusz do Iszkaszim.  Można napisać: - łatwiej się już nie da.

Ostatecznie, góralski kapelusz zastąpiłem chustą afgańską, również oryginalną. Dzisiaj zabrałbym jeszcze sakwy, takie zwykłe, jakie prezentują się na czeskiej wyrypce. Mniej to kłopotliwe, niż spinanie wszystko taśmą zaciskową. Chętnie też bym podmienił wysłużony śpiwór, na lekki puchowy, bo obecny zajmuje objętościowo praktycznie połowę wykorzystywanej przestrzeni ładowniczej.
Ale to, że trasa lekka, nie znaczy, że mi miało być letko.

Innym spostrzeżeniem, o bardziej ogólnym ch-rze i już po powrocie, była chęć zmiany "czegoś w życiu". Chęć zmiany na lepsze, ale rozważania me i refleksje o filozoficznym podłożu z tego wynikłe, zostawiam potencjalnym wnukom do opowiedzenia... :)

Nad samą wycieczką nie będę się specjalnie rozwodził. Poniżej kilka fotek.


Tu mnie kolega wysadził z auta i tak o, znaczy w takim rynsztunku zmierzałem dalej.


Pamir, jaki jest, każden widzi. Pamir wije się i stacza.

Źródło swe bierze ze Smoczego jeziora, Zorkulem zwanym. Dzisiaj wszyscy, wiedzą o jeziorze wszystko. Kilka ładnych lat wcześniej, kiedy to jezioro ujrzeć chciałem, wiedzę czerpałem z książki Cyryla Staniukowicza W poszukiwaniu Yeti.
W książce tej wspomina również o dwóch jeziorkach przyległych do przełęczy Chargusz i czarnych, wędrujących po jego dnie plamach. Zainteresowanych zjawiskiem odsyłam do pasjonującej literatury. Pisana w latach wykuwania Pamirskiego Traktu nie jedną jeszcze fascynującą przestrzeń dla nas odkrywa.

Co bystrzejszy spostrzeże, że nie darmo Ukrainę, Cyrylem nazwałem.


Kilka kilometrów za posterunkiem granicznym, rozbijam się po raz pierwszy w terenie sam.

Wszyscy, co podróżują samotnie, doznają w takich miejscach ulgi. Można powiedzieć, jednoczą się z naturą. Tysiace bodźców, które bombardują nas za dnia w cywilizowanym świecie, tu sprowadzają się do ledwie kilku, tych naprawdę podstawowych. Z początku mózg wariuje nieco... Próbuje nas ostrzegać. Broni przed wyimaginowanym niebezpieczeństwem, jak matczyne hasła z dzieciństwa:
- Nie rób, nie dotykaj, nie właź, zostaw!
Dopiero, jak się sam oswoi z nową przestrzenią, sprowadza to wszystko do jednego:
- Po prostu trwaj...

Mimo znacznej  wysokości, słoneczko przyjemnie praży, dokonuję więc podstawowych ablucji. Piorę zestaw bielizny, odświeżam ciało, odpalam ruskiego primusa i oddaję się kontemplacjom...

Dzień drugi.


Zasadniczo przemieszczam się jeszcze z góry. O dziwo wcale nie pozwala mi to jechać szybciej. Dostrzegam niepojące zjawisko przegrzewania się tylnej piasty. Korzystam przecież z hamulca ciernego - wstecznego. Znaczy, hamujemy stając na pedale. Niestety zbagatelizowałem przed wyjazdem rolę, jaką mógłby pełnić hamulec szczękowy przedni i nie wymieniłem w nim gumek. Teraz służy bardziej za ozdobę...

Niedobrze, bo muszę się często zatrzymywać i piastę w ten sposób ją schładzać. Likwiduję w ten sposób zjawisko rzygania po feldze smarem, ale też i tempo mam niewyraźne.
Ale, czy ja się w sumie gdzieś spieszę...?


No więc staję i oglądam.


Gdzieś tam na horyzoncie pojawia się Hindukusz.

Pojawia się też kolejny problem. Miejscami się teren wypłaszcza, miejscami jest trochę pod górę. Te "trochę", zaczyna odgrywać istotną rolę. Jak jest "mniej trochę", to jest ok. Jak jest "więcej", to muszę się zatrzymać  i luzować zacierający się złośliwie lewy pedał.
No cóż..., trza zjawisko pokonać spokojem z godnością osobistą.

Dogania mnie dwoje Szwajcarów. Młoda dość, rowerowa para, którą "stanem swym" wprowadziłem w osłupienie. Z początku wzięli mnie za miejscowego, potem jednak zatrzymali się i mieliśmy okazję chwilę pokonwersować. Skutek tej konwersacji, to jedyne takie zdjęcie:

 

Zasadniczo trudno im było uwierzyć, że takim sprzętem da się. Racjonalnie im jednak wytłumaczyłem, że da się, czego nie ja jestem dowodem, ale ta cała masa kitajskiego złomu, który rządzi nieco dalej w dolinie.
Chłopak oglądał mój rower, który z każdą chwilą coraz bardziej wyrywał go z butów.
- On ma biegi w piaście...?
Nie.
- Jest jednobiegowy...To jak ty jedziesz pod górę?!
Pod górę, to ja rower pcham... :)
- A jakie masz opony...?!
Ruskie... Oryginalne. Rocznik 1974. Już sparciałe lekko, ale na razie dają radę (i f-cznie dały radę, razem z dętkami... Nie miałem żadnego defektu).
No widzisz kolego, kontynuuję. Mój rower kosztuje tyle, co para twoich pedałów. Jak dojdzie do mega awarii, to mogę go nawet porzucić. W sensie oddać potrzebującemu na zapasowe tajle, bo jakość mego złomu, przerasta o klasę całą ten kitajski, użytkowany tu.

Ruszyliśmy wspólnie i co ciekawe, na prostej miałem szybsze tempo, więc ich po prostu zostawiłem za sobą. Dogonili mnie, kiedy znowu luzowałem pedał... :)

Później spotkałem polskiego Holendra i rudą Holenderkę,w japońskim Mitsubishi Pajero II. Sympatyczna para (robiliśmy potem wspólnie Bartang), od której dostałem blisko kilogram mieszanki bazarowych bakalii. Pistacje, orzeszki, rodzynki... Bardzo fajna sprawa.


To na tym winklu wzbogaciłem się o rzeczone.


Lyangar już blisko, ale przed zmrokiem nie zdążę.

Rozbijam się po raz drugi w wiosce na górze.




Ujęcie biwakowe nr 2.

Wieczorkiem przelatują obok mnie Rumuni na motorach. Spieszą na nocleg w dolinie, więc wymieniamy tylko podstawowe uprzejmości.

Dzień trzeci i czwarty.


Czeka mnie teraz mocne z górki.


Klasyka Piandżu.

Piandż, to po kaszubsku pięć. W dari, to rzeka pięciu rzek. Tu, płynie już pod tą nazwą, ale na razie składa się tylko z dwóch. Pamiru i Wachan-darii. Później wchłonie jeszcze Garm, Bartang i  Oksu.
Opływając Badachszan przyjmie nazwę Amu-darii.
Ciekawostką jest fakt, że jest to rzeka mająca jeden początek, ale dwa źródła. Początek w jeziorze Czakmatyn w Małym Pamirze. W kierunku zachodnim wypływa z niego Wachan, wschodnim Oksu.

Inna wersja prowadzi nas ku przełęczy Wachdżir, u podnóża której spiętrza się rzeka o tej samej nazwie i wpada do Wachanu. Tudzież odwrotnie.


Jak sięgniemy do końca doliny, to z prawej wpływa Wachan, a z lewej Pamir.


Zabójca Hindusów.

A na drodze...


Nie muszę pomagać... Chłopak da sobie radę.


Od tych dżentelmenów dostałem kilka ogórków np.


Tu bezpłatny, szczery uśmiech...


Wkraczam do lakalnej cywilizacji.




Cywilizacja na styku.


Na pierwszej stacji paliw w dolinie zatankowałem wodę.


Na drugiej mogłem benzynę, ale zapas do kuchenki mam.

Gdy słońce się chyli...

...szukam miejsca na nocleg.


Poranny widok z okna.


Łykam kolejne wioski...




Spotykam ludzi...


...zastaję przy codziennych czynnościach...


Raz mijam poletka obsiane przenicą...


..innym łachy piachu suche.

A tu...

...francuskiego piechura.

Jednak, gdzie się nie obejrzysz...

...tam góry. I Piandż, to rozlewa się...


..to zbiega dą wąskiej nitki.


Niezmiennie w przecinkach rażą bielą takie oto...




Mijam Noszak.

Chcę dotrzeć dzisiaj do Namadgut. Wieje dość mocno, wraz ze spadkiem wysokości wzmaga się upał. Coraz więcej asfaltu, gorejącego pod kołami. Moje tempo jest nieprzyzwoicie wolne.


Za kolejnym zakrętem, przed ruinami twierdzy, spotykam moją ekipę.

W ten sposób kończę moją krótką, rowerową wycieczkę po Korytarzu Wachańskim.

Jeszcze kilka widoczków, już z perspektywy czterech kółek...




Twierdza Yamczun.


Pożegnanie z Hindukuszem.

Dalej pociągnąłem ekipę w kierunku doliny Rotszkala, mając nadzieję ujrzeć...

...Braci Dwóch, na których to już raz zapolowałem, ale wtedy schowali się w chmurach.

Polowałem konkretnie na...

...taki widok. o wschodzie słońca - widok marzenie.

Jednym słowem...

...Pik Engelsa w słońcu pełnym.

Na deser dolina Bartang...








Cudny objazd zalanego niżej odcinka. Resztę zostawiam bez komentarza...











































Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 06, 2016, 19:17:43 »
W plecaku wiozłem prakticę. Zrobiłem nią kilka zdjęć. Zaprezentuję dwa:





To drugie epatuje jakąś symboliką. Po obu pozostaje nostalgia...
Przez czas jakiś chodziło mi po głowie, by zrobić więcej tego Pamiru na rusku. Znaczy jeszcze raz. Tym razem pociągiem dokulać się pod same wrota Pamiru ale... Starzeje się człowiek w tempie ekspresowym, oczy nie te, słuch tępieje, brzuch, jak przyklejony...

Jak się zepnę, to napiszę, jak do tego doszło w ogóle, że po 20 latach przerwy, z marszu dosiadłem rower (pożyczony od kumpla) i wróciłem na nim z Albanii do Polski. Miało to miejsce w 2011-tym.
Jechałem mocno po czesku... ;)
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 07, 2016, 00:09:47 »
Może z tym czeskim stylem się chwilowo wstrzymam... ;) Tym bardziej, że właśnie podjąłem się zobowiązania zrzucenia 10kg czystego tłuszczu z mego jestestwa i to do końca maja.
Otóż wolałbym wcisnąć się w stary garnitur, niż inwestować w nowy, bo wolałbym kasę wrzucić w rower. A to wciskanie, czeka mnie niechybnie w połowie czerwca.
Z osobistego doświadczenia wiem, że piwo nie jest tu najlepszą drogą do celu... :)

P.S.
Generalnie przymierzam się do pewnej inwestycji w sprzęt i wydaje się, po literaturze działu sprzętowego, że kolega Shwarc byłby wstanie parę drążących mnie wątpliwości, pozytywnie rozstrzygnąć. Na dzień dzisiejszy znam możliwości rowerów jednobiegowych ale pora zmierzyć się z rzeczywistością.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline rucinsky



  • Pomógł: 3

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 07, 2016, 12:03:14 »
Elwood to dość ambitne założenie, zrzutka 10kg w miesiąc, trzymam kciuki  ;D

P.S. Zajrzałem sobie na Twojego bloga, w poszukiwaniu większej dawki treści od Ciebie  :) i widzę że masz tam jakąś niewydolność z wordpress'em - jak byś potrzebował pomocnej dłoni w tej materii to daj znać na priv, to Ci pomogę to ogarnąć szybko i sprawnie.
"A co, jeżeli rzeczywistość tak naprawdę jest iluzją i nic nie istnieje? — Cóż, w takim razie zdecydowanie przepłaciłem mój nowy dywan."

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 08, 2016, 01:22:49 »
Super. Odezwę się w tym temacie na priv.
Możliwe jednak, że nie skorzystam, o ile kupon wypełniłem na trafił...;)

P.S.
Na jednej wyrypie schudłem 25kg, ale trwała 2m-ce. Do dzisiaj chodzi mi po głowie pomysł, czy by tego nie zdyskontować. W zasadzie wynik byłby 100-stuprocentowy, znaczy skuteczność w odchudzaniu się.

Tymczasem pożegnam się moją ulubioną produkcją:

https://vimeo.com/50401697
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

forum.outdoor.org.pl

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 08, 2016, 01:22:49 »

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 09, 2016, 20:49:01 »
W czasie, kiedy Kolega rucinsky walczy z moim wordpressem (:) ) podzielę się jedną uwagą.
Otóż... postanowiłem kupić (może być używany) dyktafon.

Wczoraj odbyłem z moją żoną, 66-cio kilometrową przejażdżkę rowerową. Niby nic wielkiego, ale tylko dla tych, co mielą kilometry bez wytchnienia. Dla mojej żony, która nigdy takiego dystansu nie przejechała jednorazowo rowerem, już też to nie jest wyzwanie... :) Ale wcześniej było.
To jej zawdzięczam pierwszy cel naszej wycieczki, znaczy Żuławski Tulipan. Jak się okazuje, jest to cykliczna impreza a my w drodze trafiliśmy na drugi dzień - 8-mej obecnie edycji.
Na tej imprezie/festynie, wyobraźcie sobie, trafiłem na... żubra w milionie tulipanów. Było ich znacznie więcej (tych pierwszych) i wszystkie podawali z kija... :)

To zjawisko było oczywista niezwykle interesujące, ale mnie zaintrygował ów jegomość:


Bardzo sympatyczny, nieco starszy ode mnie  pan, z którym wdałem się w krótką pogawędkę.

Zaintrygowała mnie bowiem...

...jego czapka!

Chciałem ją kupić, ale czapeczka nie na sprzedaż. Rękodzielaż z Błonia pod W-wą, ale czapka z rąk białoruskiej rękodziełki powstała. Pogadaliśmy o zegarkach Błonie (kto pamięta?) i różnych takich...
No właśnie... Warto by było młodszym kolegom przytoczyć coś więcej, niźli tylko jej zarys.

Niestety pamięć ulotna, jak zapach wiatru...
Więc postanowiłem urządzenie pt: dyktafon - zakupić, by takie rozmowy/perełki dokumentować.

Czy zna się kto... polecić, co może...? No i by nie za drogie było!

P.S.
Na koniec wycieczki pod Hiltonem na Rybackim Pobrzeżu wycisnąłem sok z dwóch grapefrutiów:


W miejsce piwa... ;)
Od dzisiaj na diecie jestem. Od jutra wracam do biegania.

Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline misiak76



  • Pomógł: 38

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #8 dnia: Maj 10, 2016, 13:17:19 »
Ja osobiście zaproponowałbym nie dyktafon a rejestrator dźwięku. Będziesz mógł nagrywać ludzi ale też będziesz mógł nagrywać swoje dokonania muzyczne jak i innych napotkanych osób. Proponuje ZooM H1 z tym, że cena to ok 420 zł.
Z dyktafonów to z kolei Olympus WS-832 też drogo 399 zł lub inne Olympusy z zakresu cenowego 200-300 zł. Innych producentów też z tego zakresu cenowego są ok z tym, że musisz patrzeć aby miał regulowaną siłę nagrywania, jakość stereo możliwość podpięcia mikrofonu i słuchawek.

Wysłane z mojego 6045Y przy użyciu Tapatalka

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #9 dnia: Maj 10, 2016, 15:56:36 »
Z kompletem akcesoriów, to nawet 600zł wyjdzie, ale... kierunek wydaje się właściwy. Dziękuję Kolego.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline misiak76



  • Pomógł: 38

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #10 dnia: Maj 10, 2016, 16:19:32 »
Jak się rozpedzisz to nawet H2 który już z 4 kierunków łapie dźwięk gdzie nawet słyszysz z której strony ptak ćwierka z tym, że tu już za sam rejestrator jest 700 zł a z akcesoriami to o 120 zł więcej. Plusem jego jest to, że może służyć jako mikrofon studyjny i do komputera, aż sam się na ten H2 napaliłem ;D

Wysłane z mojego 6045Y przy użyciu Tapatalka


Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #11 dnia: Maj 10, 2016, 17:05:45 »
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #12 dnia: Maj 11, 2016, 05:24:46 »
Cha, cha, cha... Wygląda na to, że znowu odpalę bloga.
Dzięki zdalnej pomocy dr Talenta Rucinsky`ego!

Zachęcam do zaglądania tam od czasu do czasu, zwłaszcza tych, którym opisanie moje świata odpowiada.

Tymczasem skreślę w paru słowach, jak to się stało, że po tylu latach przerwy (a było tego ze 20 lat przerwy minimum) ni stąd ni zowąd wsiadłem na rower i wróciłem na nim (również z nim) z Albanii do Polski.
A wszystko to przez jednego dekla, z którym, by na tej wyrypie przetrwać, zastosowałem znaną metodę: pokorne cielę dwie krowy ssie. To znaczy po tej wspólnej wyrypie, znalazłem w sobie tyle sił, by z tej Albanii wrócić... :)
Działo się to na koniec lata 2011-tego...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #13 dnia: Luty 17, 2017, 00:47:05 »
OGŁOSZENIE WYBITNE!!!

W celu nowego obrazu poszukuję rower ZZR Romet Karat. Takowy, bo ponieważ ów model był moim drugim, po bobo ostrym kole, na którym zdobywałem rowerowe szlify. Rad byłbym wielce, gdyby komuś z was (lub kogo znacie) zalegał taki bez celu nijakiego w czeluściach lamusa domowego i pozbyłby się go bez bólu i histerii.
Obiecuję użyć zgodnie z przeznaczeniem, jednakowoż rangę przeznaczenia, wybitnie podnosząc.

P.S.
Temat z postów powyżej idealny na mego potencjalnego karata. Dublował, co prawda nie będę, choć odrzekał również.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline misiak76



  • Pomógł: 38

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #14 dnia: Luty 18, 2017, 01:22:51 »
A pisałeś do Rometu. Napisałbyś, że chcesz zrobić wyprawę tym rowerem i może by coś wygrzebali ;)

Wysłane z mojego ONEPLUS A3003 przy użyciu Tapatalka


forum.outdoor.org.pl

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #14 dnia: Luty 18, 2017, 01:22:51 »

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #15 dnia: Luty 18, 2017, 11:01:52 »
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #16 dnia: Luty 21, 2017, 18:12:34 »
No i proszę ja kogo, pojazd namierzony, ugadany i pewnikiem do końca tygodnia z życzliwą pomocy kolegi spod wrocławskich kniei przejęty dla mnie zostanie.
Będzie wyjątkowa okazja wrócić na kolach do domu, celem nabywania przedsezonowej kondycji na przedwiośniu, w procesie dochodzenia do zdrowia.
Rocznik 1969.



Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #17 dnia: Luty 23, 2017, 23:20:30 »
Obywatel Karat został przejęty. Zmienił dziuplę na tymczasową. O dalszych postępach będę informował.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline misiak76



  • Pomógł: 38

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #18 dnia: Luty 24, 2017, 12:59:00 »
Nic nie przerabiany ;)

Wysłane z mojego ONEPLUS A3003 przy użyciu Tapatalka


Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Pamir na Ukrainie
« Odpowiedź #19 dnia: Luty 24, 2017, 14:57:52 »
Nie ma pewności, co do przedniego widelca. Ale sprzedający okazał się bardzo rzetelny i wczasie rezerwacji zadzwonił i podzielił się wątpliwością.
Nie ma to jednak dla mnie aż tak specjalnego znaczenia. Rower jest zasadniczo gotowy do jazdy po solidnym przeglądzie przez poprzedniego właściciela.
Kumpel, ktory pojechał go odebrać dla mnie uśmiechnął się, kiedy zobaczył "złom" pasjonata w garażu. M-ka z koszem, i Łada, którą facio jeździ na codzień... :)

Mam plana pojechać po niego (okolice Wrocka) i wrócić nim na kołach do Gdańska. Zajmie z tydzień. Idealnie na przetarcie przed sezonem.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje