Autor Wątek: Na rowerach przez Alpy Wschodnie  (Przeczytany 4580 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline szy



  • Pomógł: 28
  • :]

Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« dnia: Październik 04, 2013, 23:31:56 »
Hej,

prawdę mówiąc, trochę mi głupio, że zgłaszam się do testów, nie wrzucając wiele od siebie. Więc dla uciszenia wyrzutów sumienia nasze zeszłoroczne rowery przez Alpy Wschodnie. Oczywiście w ekskluzywnej wersji dla Szanownej Ekipy.

* * *

Norwegia fiordów w poprzednim roku podniosła poprzeczkę dość wysoko. Trudno jednak powtórzyć oryginalność norweskiej natury i znaleźć podobne odludzia w jakiejś rozsądnej okolicy - wymyśliłem więc Alpy.

Zaczęliśmy w Bregencji nad Jeziorem Bodeńskim. Na kempingu trwała zabawa w najlepsze - Szwajcarzy tego dnia mieli swoje święto narodowe. My w ten klimat idealnie wpasowywaliśmy się przyczepką:




Następnego dnia jeszcze słynna scena na Jeziorze Bodeńskim i w drogę.




Pierwsze dziesiątki kilometrów, aż do Thusis, biegną szwajcarskimi narodowymi drogami rowerowymi doliną Renu - piękne i spokojne wprowadzenie w wyprawę.








Po drodze wioski, miasteczka i... księstwo - Liechtenstein. Ale najsympatyczniej było w Bad Ragaz - z uliczną wystawą sztuki... różnej. Ciepło, kolorowo.










A potem już zaczęły się prawdziwe góry - w kierunku przełęczy Albula. Mimo przestróg wcale nie było wiele motorów, ani innego ruchu. Przeciwnie, większość trasy w ciszy. Lub w zasapaniu. I w końcu w otoczeniu prawdziwych alpejskich klimatów.








Z przystankiem w pięknie położonym Bergun...






... na chyba najlepszym kempingu na trasie.




Następnego dnia alpejska uczta. Krajobrazy przed i na przełęczy Albula rewelacyjne. Po takie Alpy tam jechałem. Pojawiają się dziesiątki świstaków. Jakieś lepsze ich zdjęcia zostawiam na później, na Dolomity. A w Dolomitach nie widzieliśmy ani nie słyszeliśmy już żadnego.














Z Albuli zjeżdżamy do doliny Engadyna, by odbić w kierunku przełęczy Stelvio. Po drodze kolejna spora wspinaczka - Pass dal Fuorn. Tym razem wijącą się po zobaczach drogą przez Szwajcarski Park Narodowy. I to chyba miejsce numer trzy widokowo - po późniejszych Dolomitach i wcześniejszej Albuli. Puściuteńko, żadnej ingerencji człowieka w krajobraz przez kilkadziesiąt kilometrów.






Deszcze leje, ale Olka zadowolona. Nie były takie straszne te Alpy, jak je malowali... :]




Jechaliśmy w kierunku Stelvio, ale w końcu wykorzystaliśmy jeden z wariantów ratunkowych. Byliśmy zmęczeni całym dniem w siąpiącym deszczu i ulewą, która złapała nas tak, że zupełnie nie było gdzie się schować. Lądujemy na kempingu by się wysuszyć, kawałek za piękną, choć zalaną deszczem Santa Marią:




Wysuszeni na wiór w totalnej lampie zjeżdżamy do Włoch, po drodze jeszcze oglądając cenne freski w klasztorze w Mustair.







Potem ponad 100 kilometrów genialną drogą rowerową doliną Adygi, mnóstwo sadów, zameczki, miasteczka, kurort Merano, fajne Bolzano z najstarszym znanym nam i Wam człowiekiem - Oetzim...














... i w końcu Dolomity. W Bolzano nastraszono nas, że popularne drogi w Dolomity (przez San Pietro/Ortisei i Carezza/Canazei) będą bardzo ciężkie dla rowerzystów, więc pojechaliśmy środkową. No cóż, nie wiem, czy tam było łatwo. Koszmarny ruch, wąska droga w górę, potworny upał...




... ale w końcu kończy się dzień w sadzie jabłkowym, z widokiem na dolinę, ravioli na talerzu i winem w kubku. W moim wewnętrznym, subiektywnym rankingu nocleg wyprawy. Ale mi tam dobrze było :]






Następnego dnia los lituje się nad umiarkowanie znoszącą tę drogę Olą i... podsuwa pod nos gondolę... Podjeżdżamy pod stację, obserwujemy surowego kolesia pakującego ludzi i nie przewidujemy sukcesu, a chwilę później koleś okazuje się przyjaznym profesjonalistą, pakuje nas z jednym rowerem do jednej gondoli, a drugą - pustą! - puszcza tylko mój rower.




Lądujemy na genialnym Alpe di Siusi. Genialnym, bo będącym wielką, pofałdowana łąką terenie, otoczonym Dolomitami. Właściwie to cały czas myślałem tylko o tym, jak tam musi być zimą. Oczami wyobraźni widziałem te wszystkie trasy na biegówki. Ale też chciałoby się na innych oponach objechać te wszystkie szutróweczki tam.












Z pięknej łąki Alpe di Siusi zjeżdżamy do Val Gardeny, na asfalty i zaczynają się 'normalne' Dolomity. Ładna Santa Christina, ruch na drogach, rozkładające na łopatki widoki gdzie nie spojrzeć. I nawet wydaje mi się w pewnym momencie, że widzę... niedźwiedzia. Niedźwiadka. Charakterystycznie biegnącego łąką do lasu... Ale tak... w środku Dolomitów?












Na Passo Gardena trafiamy chwilę przed zmrokiem, zwala nas z nóg cena za pokój w schronisku - całe szczęście, bo po chwili trafiamy na dziki parking z kilkoma wesołymi kamperami wspinaczy. Fajnie. Klimatycznie. I naprawdę zimno. A rano z kilku kamperów robi się ponad 200 aut, gdy wyjeżdżamy.






Kierunek przełęcze Valparola i Falzarego przed Cortiną d'Ampezzo. I znowu widoki, gdzieś tam Marmolada na horyzoncie, serpentyny, znowu włoskie miasteczka, mnóstwo lokalnych, przepięknie wiejskich klimatów, jak obsrane krowy przy drogach. Like it! :]


















Potem była Cortina i dzień przerwy na kempingu. Na ulicach straszyły nas dziesiątki mocno starszych wiekiem kobiet po operacjach plastycznych, mających zrobić z nich nastolatki. Koszmarne widoki, mimo niebanalnych strojów. Wiec następnego dnia autobusem, zahaczając o lokalne święto, zajechaliśmy pod Tre Cime i pospacerowaliśmy po okolicy. Na samej górze nie zabrakło nawet czerwonego ferrari... :]












A potem... wyprawa zaczeła się kończyć. Było jeszcze sporo radości na szutrowej trasie rowerowej po dawnej linii kolejowej z Cortiny do Toblach...








... ale za Toblach, gdy zaczęły się austriackie doliny, Karyntia, po widokach i wrażeniach z Dolomitów już trudno było o zachwyty. W dodatku drogi rowerowe po dolinach często uciekały gdzieś w lasy na zboczach i często było trudno na rzut okiem na okolice. Momentami zrobiło się wręcz... nudno. Karyntia, mimo że urocza, nie powinna być zwiedzana po Dolomitach. Skończyliśmy w Villach, pociągiem do Wiednia, autobusem do Warszawy i Gdańska.












Uwagi sprzętowe? Big Agnes z zeszłego roku z Norwegii zamieniliśmy na trójkę w tunelu Karrimora i sobie chwaliliśmy ze względy na ilość miejsca. Sakwy Crosso Dry zastąpiły czeskie Sport Arsenal i też byliśmy zadowoleni, głównie z powodu ich mniejszego rozmiaru i lepszego dostępu do całości rzeczy w aż ośmiu sakwach. Ola jechała po raz pierwszy z Garminem na kierownicy i dzięki pewnym smaczkom w oprogramowaniu Etreksa 20 często wiedziała lepiej jak jechać, niż ja z moim 62S.








Łącznie wyszło nam zdaje się że 11 rowerowych dni z dystansami od 40-kilku przy podjeździe na Albulę do 120 doliną Adygi. Do tego dwa odpoczynku, zwiedzanie Wiednia - dwa tygodnie poza domem.

Wczesne planowanie przełożyło się na przyjemne koszty transportu. Polskibus Gdańsk-Warszawa-Wiedeń to koszt 30-kilku złotych za osobę (z rowerem). W austriackim ekspresie bilet 'first minute' z Wiednia przez cały Alpy to 29 euro plus chyba 10 za rower.


I tyle tego. Alpy fajna sprawa, chociaż teraz, rok później, wolałbym wrócić do Norwegii, niż tam... :]


Wszystkie zdjęcia i mapa trasy na:

-> http://www.znajkraj.pl/alpy-wschodnie-na-rowerach

:]

Szy.
« Ostatnia zmiana: Październik 04, 2013, 23:50:38 wysłana przez szy »

Nasz rowerowy outdoor
Ostatnio: Trasy rowerowe wzdłuż Łaby i Haweli. Dookoła Brandenburgii

forum.outdoor.org.pl

Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« dnia: Październik 04, 2013, 23:31:56 »

Offline Photon

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 05, 2013, 01:02:32 »
Piękna wyprawa proszę Państwa.
Proszę tylko o jedną dodatkową informacje.
Czym i jak obrabiane zdjęcia? :D
Siedzę w temacie zbyt długo, abym mógł przejść obojętnie obok tego co tutaj zobaczyłem :D

Offline esperal

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 05, 2013, 01:55:59 »
Piękna wyprawa proszę Państwa.
Proszę tylko o jedną dodatkową informacje.
Czym i jak obrabiane zdjęcia? :D
Siedzę w temacie zbyt długo, abym mógł przejść obojętnie obok tego co tutaj zobaczyłem :D
Zgadzam się w 100%.
Dodatkowo proszę o napisanie czym te dzieła popełniono.
Dziesiąte zdjęcie od końca- rower wymiata
Szacunek.

Offline kww24

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 05, 2013, 08:25:54 »
Brawo! Wrócę z pracy, to zarzucę na duży ekran i całą rodzinę posadzę: Patrzcie, patrzcie, takie rzeczy tylko na odorze ;)
Wybaczcie literówki, ale najczęściej piszę z telefonu.

Offline szy



  • Pomógł: 28
  • :]

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 05, 2013, 09:40:33 »
Czym i jak obrabiane zdjęcia?

Komputerem, dość niedbale :]

To tylko taki podrabiany, delikatny HDR. Podrabiany, bo z jednej klatki z ręki, a nie z kilku ze statywu. Strasznie po głowie dostaję za takie coś, ale już przywykłem. Pewnie wyglądałoby to lepiej, gdybym trochę nauczył się jak robić zdjęcia, ale już tak mam, że lubię po swojemu. Jeśli miałbym zrobić te same zdjęcia i je po prostu wrzucić, to pewnie w ogóle nie chciałoby mi się ich robić

:]

Szy.

Nasz rowerowy outdoor
Ostatnio: Trasy rowerowe wzdłuż Łaby i Haweli. Dookoła Brandenburgii

Offline GTharnas



  • Pomógł: 4

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #5 dnia: Październik 05, 2013, 10:13:56 »
Aleee CZAD !
Wypas takie kręcenie - zdjęcia rewelacyjne.
Masz może jaką Akcje ? Czy robisz zdjęcie po zdjęciu czy automatem jedziesz wszystkie ?.

Co do wyprawy to super, fajnie że wam się ArsenalSport sprawdził.
A co do za smaczki miał Etrex czego 62s nie mial :) ?

Offline szy



  • Pomógł: 28
  • :]

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 05, 2013, 10:47:35 »
Czy robisz zdjęcie po zdjęciu czy automatem jedziesz wszystkie ?.

Przycinam, prostuję, itp. zdjęcie po zdjęciu, potem staram się jednym kliknięciem przelecieć całość. Gdybym miał robić zdjęcie po zdjęciu to pewnie jeszcze bym te Alpy robił ;]


Co do wyprawy to super, fajnie że wam się ArsenalSport sprawdził.

Sport Arsenal zostaje na trzeci sezon, a to chyba najlepsza rekomendacja :]

Jesteś Czechem? :)


A co do za smaczki miał Etrex czego 62s nie mial  ?

Krótko przed naszym wyjazdem Garmin wprowadził do oprogramowania serii 62 dodatkowe dyscypliny rowerowe (kolarstwo turystyczne i górskie, o ile pamiętam). I po tej zmianie 62S zaczął wariować na Velomapie - przestał drogi rowerowe traktować jako 'autostradę' rowerową i wyznaczając drogi robił głupie skróty, itp. A Etrex prawie bezbłędnie trzymał się drogi rowerowej którą jechaliśmy. Więc Ola, która miała raczej bawiąc się uczyć się Garmina, była momentami głównym nawigatorem.

Oczywiście, z pewnym oka mrugnięciem, bo specjalnie skomplikowana nawigacja to nie była, ale jednak zwykle fajnie było trzymać się wyznaczonej trasy.

Szy.

Nasz rowerowy outdoor
Ostatnio: Trasy rowerowe wzdłuż Łaby i Haweli. Dookoła Brandenburgii

forum.outdoor.org.pl

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 05, 2013, 10:47:35 »

Offline Photon

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #7 dnia: Październik 05, 2013, 11:36:27 »
delikatny HDR
Tutaj poproszę jeszcze kilka słów, procedurę :)
Jak "wywołujesz" kadry do HDR? ("wywoływarka" typu Adobe lightroom, zdjęcia typu -1EV, 0, +1EV?)
W czym potem robisz ten HDR?
Z góry dzięki za odpowiedź ;)

Offline szy



  • Pomógł: 28
  • :]

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #8 dnia: Październik 05, 2013, 12:14:59 »
Tutaj poproszę jeszcze kilka słów, procedurę

Nie ma żadnej procedury :), jest wrzucenie z automatu zdjęć do jednego z hdr-owych kombajnów - po usunięciu znieszktałcenia soczewką obiektywu, przycięciu, wyprostowaniu. Programów jest kilka, każdy ma jakieś swoje zady i walety, pewnie postrzegane dość indywidualnie.

Ekspozycja tutaj to przeważnie -0.5, albo -1 - ale raz na jakiś czas ustawione i zapomniane. Nie umiem za każdym razem analizować warunków, światła i zmieniać ustawień.

Ważne jest małe zaszumienie na źródłowych zdjęciach, ale z racji ciemnego obiektywu nieczęsto ma to u mnie miejsce, co widać gołym okiem :]

Aha, w aparacie podbite jest nasycenie o punkt i załadowany jest profil Fuji Velvia.

Szy.

Nasz rowerowy outdoor
Ostatnio: Trasy rowerowe wzdłuż Łaby i Haweli. Dookoła Brandenburgii

Offline Photon

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #9 dnia: Październik 05, 2013, 12:37:53 »
Podaj proszę jakieś nazwy tych "kombajnów" :)

Offline szy



  • Pomógł: 28
  • :]

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #10 dnia: Październik 05, 2013, 13:16:13 »
Najprościej chyba (bez obrazy ;>):

-> https://www.google.com/search?q=programy+do+hdr


W praktyce wygląda to tak: RAW z aparatu (via zwykły nikonowy ViewNX) i przerobiony:



- widać co przede wszystkim 'wyciąga' się ze zdjęcia.

Szy.

Nasz rowerowy outdoor
Ostatnio: Trasy rowerowe wzdłuż Łaby i Haweli. Dookoła Brandenburgii

Offline piterito



  • Pomógł: 55

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 05, 2013, 14:26:33 »
Mega fajna wyprawa, gratulować wam kondycji.
Zdjęcia fajne tylko razi mnie ten pseudo HDR...przesycenie kontrastu, jasne obramówki wokół ciemnych miejsc po drastycznym wyciąganiu z cienia i gaszenia przepaleń, szum-pełne ziarno, nienaturalne obdarcie z kolorów... hehehe ;D ;D ;D...ale o gustach dżentelmen nie dyskutuje.
Powiem więc, całość bardzo inspirująca, jestem pod wrażeniem ;)
https://forum.outdoor.org.pl/index.php?topic=17575.msg274814#msg274814


piję tylko czystą, palę tylko Klubowe... zdejm kapelusz

Offline szy



  • Pomógł: 28
  • :]

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 05, 2013, 18:36:06 »
Zdjęcia fajne tylko razi mnie ten pseudo HDR...

Przyjmuję uwagi z pokorą i zrozumieniem :]

Szy.

Nasz rowerowy outdoor
Ostatnio: Trasy rowerowe wzdłuż Łaby i Haweli. Dookoła Brandenburgii

Offline mikron

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 05, 2013, 21:02:46 »
Szy,obyś jak najczęściej miewał wyrzuty sumienia ;)
Rewelacyjna wyprawa.
Tam, gdzie kończy się szlak,zaczyna się przygoda.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Na rowerach przez Alpy Wschodnie
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 05, 2013, 21:02:46 »