Autor Wątek: Alkotreking ..:: 4 dni na Wyspach ::.. czyli parę km po Beskidzie Wyspowym  (Przeczytany 3187 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline pleban

Alkotreking ..:: 4dni na Wyspach ::.. czyli parę km po Beskidzie Wyspowym.
jak to z nami ALKOTREKERAMI kumpli pod sklepem do picia nie brakuje ale co by tak dupe ruszyć 50m od sklepu to już ciężko.
Jakoś od maja nie mogliśmy się zebrać.
 
ustaliłem przy piwie z "BOGU" że przed rodzinnym urlopem mam 6 dni luzu i mógłbym wpiąć się w jego urlop i pocisnąć razem coś w

Małej Fatrze. Konkretnie dokończyć Małą i wpiąć się czewonym na Wielką.

okazało się ze Bogu moze dopiero od czwartku a:) tu dołączył się Długi i pozostawiliśmy plany Długiemu.

Nie ma co. Zaskoczył nas wypadaem w Beskid Wyspowy.(zaskoczenie?! - 4 godz. dojazd znienawidzonymi busami po których rzygam

dalej niż widzę. o dziwo po gorzale nie!  A może nasępnym razem zacznę już w busie?)

Wysiadka w Tym-barku, no prawie bo do barku był jeszcze ok. 1km





rzut okana mapę i celem-> wierza widokowa na Mogielnicy.

zabrałem ze sobą aparat(1,5kg) robiąc wiec foty, zaraz na starcie pogubiłem chłopaków jeszcze w Tymbarku. Zaraz po wyjściu z

barku, tego znanego z tego że Geslerowa krzątała się tam po kuchni. (wewnątrz z miejscami było krucho)



Żar z nieba, chłód z browarów z plecaka i jakoś dotarliśmy na Mogielnice.
Widoki z wierzy tóż(jak się to pisze?) przed zachodem słońca (brak słów. widoczność do 300km?)




Pomysł? nocujmy na wierzy. tylko kto się tam utrzyma? po opróżnieniu plecaków.

W zasięgu wzroku piękana polanka wiec spieszymy bo dzień się kończy a plac na namioty trzeba odnaleźć.
Problemu nie było jest biwakowisko, tyle że jakieś buraki nazostawiały śmieci a rano byłoby na nas.




Pierwszy nocleg przy ognisku. Gwieździste niebo i cisza świdrująca zwoje muzgu czy raczej gąbki- robiąca wrażenie nawet na

gąbce.poooottteeeemmmm długie Polaków rozmowy do zagaszenia ognia.




Nastawiłem budzik na 4 co by z wierzy wschód obaczyć ale rankiem se jakoś wytłómaczyłem że jeszcze zobacze...

Rano przed 8 słonko napierało, susza w ustach, czas sięgnąć do plecaka. Znajomy czyk-tssssyt obwieścił po kiego się tu

spotkaliśmy i reszta wygramoliła się z namiotów.


 
Zaspokoiwszy pranienie sprzątneliśmy biwakowisko i na śniadanie do sklepu, jakeieś 8km.(reklamówa śmieci po tych co myśleli że

las je pochłania ciążyła BOGU a on się podjął targania jej pierwszy, etapem startowym był ekstremalny haszczing)


 Na trasie znalazłem glizde, która zajęła moje mysli na minut parę. Rozmyślałem gdzie ona ma przód a gdzie tył i znów odstwałem

od ekipy.




 
Dotarłem do wioski Zalesie.
Tam podązałem do sklepu za lokalnymi koneserami, któży wyłonili się z przystanku.
Śniadanie było obfite w % a dystans do przemarszu nie specjlnie długi wiec po odnalezieniu następnego sklepu kupiliśmy i tu Was

zaskocze Chleb(tostowy bo innego nie było) no i piwo rzecz jasna.



Wchodząć na Modyń miłao być łtwo i szlakiem. Cisnęliśmy jednak drogami leśnymi, tępo Długiego było zabójcze więc mały przystanek

na browar z BOGU nas rozdzielił. Trafiliśmy z BOGU na niebieskie znaki i to nas zgubiło.(Długi idąc na azymut trafił

bezproblemowo na Modyń) My zgubiliśmy szlak w ścince, za GPSem poszlismy na szczyt. Okazuje się że na potrzeby komercyjne znaki

PTTK i tablice Modyń przeniesiono w miejsce częśiowo widokowe oddalone od szczytu o 1km. Teraz na nowym miejscu jest krzyż ołtaż

i widok na ostrołękę) ale my musieliśmy się szukać.







Sukces jednak był blisko w okolicy wioski Znaleźliśmy idealnie poziomą polankę na nocleg. Drwa w lesie (suche) na ogień na

wyciągnięcie ręki a na dodatek SUPER BONUS 50m od polany źródło.(odbyła się więc ablucja-po 2dniach marszu)
Potem ogień i 100%ogień.






Ranek obódził mnie zgubie tuż przed 7.00, postanowiłem poszukać sklepu. Daleko nie musiałem chodzić coś 2km. Ten jednak był

czynny od 7:30 czekając obserwowałem żniwa.





 Jak to na wiosce dostawca pieczywa był pierwszy, kupiłem pieczywo oraz %-ty i pognałem uszczęśliwić kolegów.




Śniadanie to dla mnie było zgubne.
Resztę pamiętam ze zdjęć które robiłem.




Jak zwykle rozdzieliliśmy się.
Ja odespałem swoje pod drzewem, wpierw jednak zrobiłem średnio świadomie sesje zdjęciową KROWOM.


 
Jak się jednak przyjżałem w domu były to: 2 krowy ,2byczki i stary BYK na wolności bez łańcucha.



 
Musiał wyczuć, że nie zagrażamjego rodzinie ale dziś włos się mi jeży jak patrzę na te fotki.
Doczłapałem do Limanowej tam oazało się że Długi wraca  do domu a BOGU doczłapał na jedną górę dalej. Miałem już dość na ten

dzień. Zrobiłem zakupy i TAXI dociągnąłem sie na miejsce mojego ostatniego noclegu- przystanek PKS. Rano przez górę z krzyżem

doczłapałem do PKS i THE END dla mnie a BOGU wciąż idzie....22 sierpnia nocował Dworcu w Smokowcu i jutro dalej idzie...

wyślij głupka po flaszkę to przyniesie jedną

forum.outdoor.org.pl



Offline BroJarek



  • Pomógł: 39
  • chłoporobotnik

Odp: Alkotreking ..:: 4 dni na Wyspach ::.. czyli parę km po Beskidzie Wyspowym
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 22, 2013, 10:18:36 »
Przejrzyj zdjęcia kolegów, bo może się okazać, że zorganizowałeś pierwsze beskidzkie mistrzostwa w rodeo. Wycieczki gratuluję, wątrobie współczuję ;D

Offline esperal

Odp: Alkotreking ..:: 4 dni na Wyspach ::.. czyli parę km po Beskidzie Wyspowym
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 22, 2013, 13:20:36 »
Świetna relacja, poplułem się czytając ;D
Brawa dla krów, pozują jak zawodowcy.