25% zniżki na Fjord Nansen i 15% na resztę

Autor Wątek: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II  (Przeczytany 4817 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Photon

[Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« dnia: Sierpień 21, 2013, 23:06:45 »
Akt II
Karkonosze tam i z powrotem

W akcie drugim akcja powinna być kontynuacją pierwszego, ale musi też iść dalej, a w naszym przypadku także... wyżej.
Wybór padł na Karkonosze w trybie oblężniczym, czyli z dobytkiem na plecach.

W Karkonosze znad morza droga daleka, więc korzystając z okazji postanowiliśmy podzielić ją na etapy i w taki sposób o 5 rano wysiedliśmy z pociągu na pięknym... urzekającym wręcz dworcu Wrocław Główny.

Ten dzień, do późnego popołudnia spędziliśmy w pięknym Wrocławiu. Czasu co prawda trochę mieliśmy, ale przed wyjazdem nie zdążyliśmy się przygotować do zwiedzania Wrocławia.



Spacerowaliśmy godzinami po Wrocławskiej starówce, która zrobiła na nas wielkie wrażenie. Zgodnie z Olą twierdzimy, że to najpiękniejsza starówka, którą do tej pory widzieliśmy. Gdańska starówka miejscami jest niesamowicie klimatyczna, ale jest zdecydowanie mniejsza niż Wrocławska. Krakowskiej starówki nie zwiedzaliśmy już dawno, poza tym jest ona strasznie zatłoczona, tak więc Wrocławska jest póki co naszym faworytem.

Przypadek chciał, że trafiliśmy akurat na inscenizację Powstania Warszawskiego.


Dalsza część podróży wiodła przez Jelenią górę i dalej pociągiem do Szklarskiej Poręby.
Odcinek Jelenia - Szklarska szczególnie zapadł nam w pamięci. Linia kolejowa jest tam bardzo strona i kręta, prowadzi przez liczne, krótkie tunele. Nagle, w jednym z takich tuleni nasz pociąg się zatrzymał, silnik zgasł, światło również, a maszynista bez skutku próbował nakłonić silnik do dalszej współpracy... Zastanawiałem się czy będziemy tak stać w tym tunelu do dnia następnego, czy jednak zawiodą też hamulce i stoczymy z górki do Jeleniej góry :D
Po chwili silnik zaskoczył, pojechaliśmy dalej.

Tuż po 21 meldujemy się w Szklarskiej Porębie na "Kempingu u Wodza"... Sam "Wódz" siedzi sobie pod wiatą, w tle słychać plumkanie Reggae, a wódz jakoś dziwnie wyluzowany....:D Wiadomo, "szamańska fajka pokoju" :D
Załatwiamy formalności, idziemy szukać miejscówki na rozbicie obozu i... w tym momencie następuje mój ulubiony zwrot akcji tego aktu..."a gdzie K__WA jest nasz namiot" :D hmm... został w ostatnim pociągu :D
Ola...zaczęła troszkę panikować, sam Wódz próbował ją uspokoić, ale szybko dał za wygraną. Kilka telefonów później i dzięki dużej uprzejmości zawiadowcy stacji w Jeleniej górze namiot został zlokalizowany, i było wiadomo, że odzyskamy go zapewne w dniu następnym. Wódz nieodpłatnie użyczył nam jakiś tani namiocik. Okazało się również, że nasz Wodzu był dawniej podróżnikiem i np w Meksyku na lotnisku oskubali go tak, że został w jednej koszulce i jednych spodniach. Na pewno ma w zanadrzu mnóstwo ciekawych historii. Bardzo przyjazny człowiek, gdyby na swoim campingu zadbał o czystość sanitariatów to byłby ekstra lux ;)

Dnia następnego odzyskaliśmy naszą "letnią rezydencję" i wyruszyliśmy w kierunku Szrenicy najpierw czarnym , następnie czerwonym szlakiem.
Pierwsze bardziej strome podejście, pierwszego dnia wyjazdu, zawsze weryfikuje naszą formę. Tym razem była to trelinka prowadząca do schroniska na Hali Szrenickiej.

Na Żuławach najwyższym wzniesieniem jest... Wiślany wał;) Na pierwszym podejściu przypominamy sobie, że pod górę idzie się inaczej niż po płaskim. Znajdujemy właściwy rytm, dalej nie będzie już problemów. Na Hali Szrenickiej, jak i przy następnym schronisku krótkie przerwy na kilka zdjęć i lecimy dalej, schroniskowy gwar skutecznie nasz odstrasza.

Znajome logo ;)


Dalsza droga wiedzie czerwonym szlakiem aż do Petrowej Boudy, a raczej do tego co po niej zostało. Pogoda dopisuje, ścieżka bardzo łatwa i przyjemna, podziwiamy kolejne kotły i panoramy Sudetów. Tego dnia planowaliśmy nocleg w Chatce AKT - Chatce pozostającej pod opieką Towarzystwa Bażynowego.




Maindl Super Perfect?

Ścieżka wiodąca do chatki to miejscami strumień


Dojście do samej chatki nie jest proste, a podane w mapie współrzędne geograficzne nie zgadzały się, błąd wynosił co najmniej 300m, a tego dnia, mimo gęstego lasu, mój GPS miał wyjątkowo mocny sygnał.
Okazało się, że w chatce nikogo nie było, choć byliśmy zapowiedzeni. Po kilku telefonach dotarliśmy do ukrytego zapasowego klucza i mieliśmy całą chatkę tylko dla siebie. Miejsce jest niezwykle klimatyczne. Ukryte głęboko w lesie. W bezksiężycową, bezwietrzną noc czuliśmy się niemal, jak na końcu świata. Naprawdę magiczne miejsce. Czy zawsze tak jest...? To się jeszcze okażę...


W oddali schronisko Odrodzenie. To bliżej to czeski hotel górski... z boiskiem do gry w piłkę i kortami do tenisa

Następnego dnia zbieramy się niespecjalnie żwawo, zamykamy chatkę, odkładamy klucz na miejsce i wracamy na czerwony szlak. Dziś w planie królowa Karkonoszy - Śnieżka. Do południa Śnieżka pogrążona w chmurach. Za nami jednak chmury jeszcze ciemniejsze, więc przyspieszamy kroku. Co się zatrzymamy na kilka zdjęć, to dogania nasz mżawka. Gdy mijaliśmy Kotły schodzące do Małego Stawu, niebo wypogodziło się.



Pod Śnieżką większość ludzi schodziła już w kierunku Karpacza. Rozkładamy się na stołach przy Śląskim Domu. Gotujemy nasz niskobudżetowy posiłek regeneracyjny - kisiel.
Spożywanie posiłku umila nam muzyka płynąca z białego IpAda, którego przytargała jakaś młoda Rosjanka... No nic, dla każdego coś miłego i atrakcje różnorakie. Sprawnie wchodzimy na Śnieżkę, fotki na szczycie i sprawne zejście na dół, bo już dzień chylił się ku końcowi.





W Karpaczu nie daliśmy rady dojść do campingu zaznaczonego na mapach. Napotkaliśmy inne "pole namiotowe", ok 2km wcześniej niż wcześniej przez nas upatrzone. Owo "pole namiotowe" było w istocie strzeżonym parkingiem z kawałkiem młodej trawki i jednym Toyem.

Od gospodarza dostaliśmy nawet zestaw sanitarny w postaci miski, stosownego stelażu pod miskę - krzesło bez siedziska, oraz woda w butli :D. Krótki spacer, szama, piwko, kima.

Dzień kolejny przeznaczony na powolne spacery po Karpaczu, zwiedzanie i ogólny relaks. Dzień mija bez większych atrakcji i niespodzianek. Kładziemy się spać podobnie jak dnia poprzedniego...lecz ok 2 w nocy Ola mnie budzi i mówi, że coś jest nie tak, ze coś się chyba pali... Otwieram jedno oko, w kierunku, który wskazuje Ola, wczoraj jeszcze stała latarnia, więc olewam... Nagle słyszę, ze ktoś krzyczy, zrywam się, wychylam z namiotu, a tu 15 od naszego namiotu pali się już pół VW Transportera, a płomienie sięgają 3m :D Szybka ewakuacja, byle buty wciągnąć i odbiec chociaż te 50m. Po 10 min jest już straż, a po 30min jesteśmy znowu w śpiworach. Przez adrenalinę... nie pomyślałem o tym, aby zrobić zdjęcia podczas akcji, musicie wierzyć na słowo ;)

Następnego dnia wracamy na szlak.
Najpierw żółtym do Strzechy Akademickiej, dalej niebieskim do Samotni. Nadzwyczaj piękne miejsce...W wielu zachwytach nad tym miejscem nie widzę krzty przesady.


Po krótkim przystanku ruszamy w dalszą drogę podnóżem Karkonoszy najpierw niebieskim szlakiem, następnie kawałek żółtym i dalej zielonym wiodącym do Odrodzenia. Droga jest prosta, w większości w lesie. Szlak za Słonecznikiem jest chyba mało uczęszczany... spotkaliśmy tylko zbieraczy jagód... zbierali na skalę przemysłową... w Parku Narodowym...:/

W odrodzeniu zjedliśmy kilka kanapek i dalej ruszaliśmy w drogę, znowu do chatki AKT.
Tym razem w chatce było już kilka osób, zdecydowanie byli to jej stali rezydenci. Jeszcze kawałek od chatki zobaczył nas jeden osobnik i z wyraźnie udawanym entuzjazmem poinformował współtowarzyszy "Ooo turyści przyszli...". Na szczęście po chwili dotarła jeszcze jedna para, więc nie byliśmy jedynymi "intruzami". Nie traktowano nas źle, ale czuć było, ze przyszliśmy jakby nie w porę... Najbardziej przyjaźnie nastawionym do "obcych" był jeden starszy już Pan, dawniejszy bluesman, długich siwych włosach i chustą na głowie. On jeden z "obcymi" rozmawiał, śpiewał pięknie grając na gitarze, raz po raz karząc sobie polewać. Kilka innych osób z towarzystwa było głownie zajętych sobą. Dało się słyszeć tylko niezadowolenie, że ktoś obcy w ogóle do nich zagląda i że "Podniesienie ceny do 20zł za noc nic nie da, i tak będą przychodzić"...
Nie wnikałem kim są Ci ludzie, co to za Toważystwo Bażynowe i skąd mają tę chatkę... Podejrzewam, że jakieś akademickie koło turystyczne dostało kiedyś tą chatkę pod opiekę od Parku Narodowego, w zamian za to,że udostępnią ją turystom... Takie moje domysły, może jest inaczej. Szkoda tylko, że nawet na ścieżce do chatki, już głęboko w lecie, wisi na drzewie znak "Zakaz ruchu pieszych". W sieci też ciężko znaleźć jakieś informacje o tej Chatce... na mapie współrzędne nieprawidłowe...
Z jednej strony można ich zrozumieć, młoda ekipa(w większości) ma wyjechaną w kosmos melinę w górach, w świetnym stanie (np nowe podwójne okna). Ów starszy pan wspominał, że bywały lata, że spędzał w tej chacie i po 7 miesięcy w roku... z drugiej strony nie czułem tam się dobrze, szczególnie słysząc "i tak będą przychodzić". Jakbym jeszcze kiedyś zawitał w Karkonosze, może z mocniejszą, "hardą" ekipą, która zrobi na miejscu odpowiednio przyjacielski klimat niezależnie od rezydentów, to chętnie tam zawitam, bo miejscówka sama w sobie genialna. Idąc sam z dziewczyną... dokładnie upewnię się ile będzie na miejscu..."rezydentów".
Następnego dnia rano szybko wymykamy się chaty, wracamy na szlak zielony. Cel na dziś - schronisko pod Łabskim Szczytem i powrót do Szlarskiej Poręby.

Na szlaku do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem w zasadzie niewiele się dzieje...las, czasem widok w górę, czasem w dolinę. Za Rozdrożem pod Wielkim Szyszakiem szlak staje się dużo ciekawszy. Zarówno pod względem widokowym, ponieważ podziwiamy Śnieżne kotły od dołu, jak i pod względem urozmaicenia samej ścieżki. Wchodzimy w obszar kosodrzewiny, czasem kawałek w górę, to kawałek w dół, po kamieniach dużych i jeszcze większych.


    Co nas zdziwiło na tym szlaku to... czas przejścia. Na mapie to spory kawałek drogi, ale nie jest to prosty deptak, w każdym razie nie w całości. Mapa serii Galileos, wydawnictwa Plan szacuje ten odcinek drogi na 80 minut... a nam ta droga zajęła zdrowo więcej, bo niemal dwie godziny, a przystanków specjalnych nie robiliśmy, bo znowu goniły nas chmury. Wcześniej nie mieliśmy problemów, aby zmieścić się w czasach podanych na mapach lub drogowskazach.

W schronie pod Łabskim Szczytem tłoczno. Jemy coś i lecimy dalej. W Szklarskiej porębie meldujemy się u Wodza, tym razem już z własnym namiotem. Następnego dnia po drodze do domu odwiedzamy jeszcze Matiego z Avalanche w Jeleniej górze.


Nasz stały element wyjazdowego menu, makaron + parówki + sos, w tym wydaniu na dworcu w Jeleniej górze

Po 20 jesteśmy już w pociągu do domu. Zmęczeni, ale szczęśliwi, znowu jedziemy przez cały niemal kraj...snując już plany na...akt III tej opowieści
 
Panoram jeszcze garść









Na szczycie Śnieżnych kotłów. Na dole widać szlak, który podążaliśmy ostatniego dnia

Picassa
« Ostatnia zmiana: Październik 15, 2013, 14:14:05 wysłana przez uysy »


Offline arkadoo



  • Pomógł: 51

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 21, 2013, 23:15:52 »
Foty - kwintesencją Karkonoszy. Niestety te górki masowo zadepatała swołocz, sandały ze skarpetkami, srajfony z muzyką etc. Trza nocą albo po czeskiej stronie hasać.
http://www.rower.fan.pl
Horyzont
Pachnę Warszawką (bez urazy) :D

Offline piterito



  • Pomógł: 55

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 22, 2013, 02:38:48 »
Sandały i skarpety to nasz Skarb Narodowy, pieczołowicie pielęgnowany również na innych kontynentach ;D
Piękne zdjęcia,ciekawe, stare góry. Szkoda,że jeszcze tam nie byłem...
https://forum.outdoor.org.pl/index.php?topic=17575.msg274814#msg274814


piję tylko czystą, palę tylko Klubowe... zdejm kapelusz

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 22, 2013, 10:45:02 »
Karki jakie są, każdy widzi - moim zdaniem średnio ciekawe do trekkingu górki. Ale zgadzam się, że Wrocław ma najładniejszą starówkę w PL. ;D

Piękne też mi się wydaje akcja inscenizacji powstania warszawskiego we... Wrocławiu :D
The road goes ever on and on...

Offline BroJarek



  • Pomógł: 39
  • chłoporobotnik

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 22, 2013, 11:25:37 »
Coś jak tydzień francuski w Lidlu ;D
Wg rankingu wp.pl najładniejszą "starówkę" ma Gdańsk ;)
A wycieczka sympatyczna w sam raz na dłuższą randkę ;)

Offline atanor

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 22, 2013, 11:27:55 »
Ja tam lubię Karki, bo to taka Arktyka w miniaturce.
Po ostatnich zabiegach "centralizacji" ruchu turystycznego część klasycznych kamienisto-ziemnych szlaków w rejonie Śnieżka - Słoneczniki zostało zmienione w coś stylu bruku, po którym idzie się jak po chodniku. Ale na szczęście jest jeszcze zima.

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 22, 2013, 13:40:34 »
Coś jak tydzień francuski w Lidlu ;D

You made my day! ;D
The road goes ever on and on...

forum.outdoor.org.pl


Offline andy

  • tato


  • Pomógł: 65
  • pieniądze nie dają szczęścia, krowy nie dają sera

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 22, 2013, 15:43:47 »
Wg rankingu wp.pl najładniejszą "starówkę" ma Gdańsk
bo wp.pl jest z Gda ;D
_________________
dopóki nie skorzystałem z internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów /stanisław lem/

niektórzy ludzie mogliby się zabić, skacząc z poziomu swojego ego na poziom swojego IQ

Life is short. Relax ;) Smile and laugh as much as possible ;D

Offline cygnus

  • Cygnus


  • Pomógł: 31

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 22, 2013, 16:15:14 »
"Ooo turyści przyszli...". Na szczęście po chwili dotarła jeszcze jedna para, więc nie byliśmy jedynymi "intruzami". Nie traktowano nas źle, ale czuć było, ze przyszliśmy jakby nie w porę... Najbardziej przyjaźnie nastawionym do "obcych" był jeden starszy już Pan, dawniejszy bluesman, długich siwych włosach i chustą na głowie. On jeden z "obcymi" rozmawiał, śpiewał pięknie grając na gitarze, raz po raz karząc sobie polewać. Kilka innych osób z towarzystwa było głownie zajętych sobą. Dało się słyszeć tylko niezadowolenie, że ktoś obcy w ogóle do nich zagląda i że "Podniesienie ceny do 20zł za noc nic nie da, i tak będą przychodzić"...


Nie zastosowali się do informacji w chatce ,przy wejściu do kuchni na filetowej kartce ,pewnie stąd te humory...
Ale rzeczywiście takie powitanie może popsuć nastrój.
pozdrawiam
Cygnus

Offline iwonapro



  • Pomógł: 79
  • "Jak zjesz wykładowcę to kto da Ci wykształcenie?"

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 03, 2013, 14:09:14 »
Zmyliło Was słowo "chatka" oraz znajomość chatek w Beskidach. Jedyną chatką turystyczną w Sudetach jest Chatka Górzystów. Pozostałe to obiekty różnych stowarzyszeń itp. Z klimatem, ale nie dla ogółu.

Offline misiak76



  • Pomógł: 38

Odp: [Karkonosze] O dwóch Gumisiach co się w góry wybrały, akt II
« Odpowiedź #10 dnia: Maj 08, 2014, 10:26:49 »
Świetna relacja :-)


 

25% zniżki na Fjord Nansen i 15% na resztę