Autor Wątek: Wodnikowe spontany rowerowe  (Przeczytany 24458 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline semow

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #75 dnia: Czerwiec 06, 2017, 09:18:19 »
Fajna miejscówka na nocleg. Odnośnie tych singli to coś tam słyszałem, że dzieje się w okolicy, jakieś nowe przedsiewzięcia, ale za cholerę nie mogę znaleźć teraz co to konkretnie było :D

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #75 dnia: Czerwiec 06, 2017, 09:18:19 »

Online misiak76



  • Pomógł: 37

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #76 dnia: Czerwiec 07, 2017, 11:36:48 »
Miejscówka na nocleg przednia, nawet duch Święty pilnuje pod krzyżem ;D

Wysłane z mojego ONEPLUS A3003 przy użyciu Tapatalka


Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #77 dnia: Czerwiec 17, 2017, 14:54:48 »
Jaworzyna<=>Cyrla
15/16.06.2017


Po ostatnim wyjeździe w Góry Lubowelskie i Pieniny postanowiłem przeorganizować pakowanie. Namiot miał iść na kierownicę a część gratów, do zakupionej sakwy podsiodłowej Author Sumo, reszta w plecak 35l.
Ot wyjazd na przetestowanie jak się jeździ z tak umocowanymi tobołkami. Nic dalekiego nie planowałem, ponieważ już na piątek popołudniu zapowiadali burze i ochłodzenie. Ba, coś tam straszą, iż wysoko w Tatrach możliwy śnieg!

Padło na moje ulubione schronisko w Beskidzie Sądeckim - Cyrlę.
Niby tylko ~25km ale ponad 1000m przewyższenia po drodze!
https://mapa-turystyczna.pl/route/ypxm

Trochę mi zeszło pakowanie i ogarnięcie tej podsiodłówki, co by na bok zbyt nie latała. Musiałem dołożyć jeden trok. Złapać nim za sztycę, co dużo pomogło. Ruszam dopiero o 11 :P
Ruszam... eee o fak, zapomniałem, że przecie na stokówce jest bajzel, ehh.


Tu wychodzi minus obładowania roweru. Jak musimy krzaczorować, to lepiej jest mieć cały ciężar na sobie, bo trudno taszczyć cięższy rower.
Wpadam jeszcze tylko na schron na Jaworzynie. Odwiedzam znajomych, wypijam piwko i wio dalej.
Rach ciach i już Hala Łabowska. 


Zestaw "śniadaniowy" Piżmoka :D



Lubię bardzo tędy jeździć. Fajna trasa, urozmaicona.
Jest i Cyrla - godz 15.


Rozbijam namiot, pakuję do środka klamoty a rower idzie do szopki. Jeszcze tylko prysznic.


Pan Jacek chyba lubuje się w Toyotach.


Polskie bonsai :D


Ekipa z dzieciakami rozpala ognicho. Dołączam. Dobre ludziska, co biesiadowały w chatce obok, zostawiły kiełbaski i michę sałatki.


Dzieciaki siedzą do późnego wieczora.


Potem ekipa znika na paręnaście minut, położyć spać te małe szkodniki ;)
Wracają i siedzimy przy piwku do późna, bajdurząc na wszelakie tematy :)




 Kącik kulinarny

Nieco nietypowo bo nie robione przeze mnie.
Jednak wypada tu parę słów napisać, ponieważ jedzenie na Cyrli to majstersztyk!

Tym razem zafundowałem sobie pieczeń z udźca baraniego, z podpiekanymi ziemniaczkami i zestawem surówek. Buraczki na ten przykład, fajne podane z małą porcją sosu wasabi.
Cena 35zł. Porcja solidna.


Do tego duży plus dla prowadzacych, bo mają zimnego Pilsnerka :D


Pozdrawiam i smacznego!

Online misiak76



  • Pomógł: 37

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #78 dnia: Czerwiec 17, 2017, 15:26:19 »
Ja tam wolę zamontować bagażnik i tam wrzucić namiot, na kierownicę tylko wrzucam sakwe na foto ;) Z tym, że mój namiot waży ok 4 kg ;)

Wysłane z mojego ONEPLUS A3003 przy użyciu Tapatalka


Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #79 dnia: Czerwiec 17, 2017, 15:39:29 »
misiak76

Ano widzisz, 4kg to już sporo. Chińczyk waży 1370g. Do tego dwa troki i na środek, stabilizująco, niezawodna taśma izolacyjna ;D
Leżało to naprawdę dobrze. Jednak jakoś tak w głowie coś siedziało, że miałem obawy szybciej w dół jechać. Poniekąd wynikało to stąd, iż mam karbonową kierownicę, a ich chyba nie powinno się dodatkowo obciążać, choć w sumie, to przecie tylko niecałe 1,4kg  ::) Ale np do karbonowych sztyc, nie zalecają wszelkich bagażników (choć tu inaczej siły działają).

Offline Shwarc

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #80 dnia: Czerwiec 17, 2017, 20:17:37 »
O tym troczeniu piszecie?
https://2.bp.blogspot.com/-2IGfJB-AtOs/WUQDUCCvIrI/AAAAAAAAKwc/ontAGXDuYgwa1f5SelsN1MY2IiF84quLACLcBGAs/s640/P1110010.jpg

Też tak uważam, że jest lepiej, jest lepsze rozłożenie masy na rowerze. Gdy tylko do tyłu damy duży ciężar, to na podjeździe zaczyna nam podrywać przednie koło i rower myszkuje. Na zjazdach też nie jest jakoś tragicznie, raczej winę zwalił bym na ogólną masę takiego roweru.

Wodnik, do karbonu nie zalecają wszelakich sztyc montowanych na obejmę, bo wymaga to mocnego skręcenia tejże obejmy. Doświadczenie pokazuje, że w karbonie bezpieczną granica jest 3Nm i do normalnej jazdy tyle wystarczy. Normanie te elementy nie są przewidziane do takich wynalazków, to raczej podzespoły do sportu.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #81 dnia: Czerwiec 17, 2017, 20:33:02 »
Shwarc
Wiem, wiem ;)
Sztycę mam alu, tylko już "nieco" wygiętą od mojej ciężkiej dupy  ;D
Ramę też mam alu, bardzie mi chodziło, jak by ktoś miał samą sztycę karbon.

Kierownica raczej da rady. Chyba mimo wszystko, działają na nią mniejsze siły, jak jazda bez ciężaru ale z większą prędkością i agresywniej z góry.
W sumie jak wszystko woziłem na plecach, to też raczej większy ciężar opierał się na kierownicy jak teraz te + 1,4kg a mniej na plecach. A nic jej nie było i mam nadzieję, że nie będzie (tak, to chiński karbon), bo chciałbym mieć wszystkie zęby. Wystarczy, że już jednego kawałek straciłem  :P

Tak czy siak, jak na razie jestem zadowolony z takiego rozkładu. Nawet ta tania podsiodłówka daje rady po małym upgrejdzie i nie rzuca na tyle, aby przeszkadzało.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #81 dnia: Czerwiec 17, 2017, 20:33:02 »

Offline semow

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #82 dnia: Czerwiec 21, 2017, 09:02:36 »
Trzymam kciuki żeby się ta torba nie posypała, bo ludzie źle piszą o wytrzymałości ;)

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #83 dnia: Lipiec 08, 2017, 08:33:39 »
DARE2b MTB Maraton
Iwkowa
25.06.2017

 Druga edycja maratonu, którego etapy są rozgrywane blisko mojej wioski.
Do Iwkowej, to zaledwie 60km. Ekipa się zmontowała, transport jest, czemu nie jechać. Ja oczywiście na najkrótszą trasę 25km, Hiczkoka wkopali w giga, Wojtek mega Artek - chyba pojechał mini :p
Start o 11, ale wyjeżdżamy dość wcześnie (7:30 zbiórka), aby znaleźć tą wioskę i bez spiny się przygotować.
Już w Łososinie Dolnej naprzeciwko lotniska.
Wszyscy z samochodu, oprócz mnie :p świeżo wyjeżdżeni bo zrobili Krynica Morska =>Krynica Zdrój. Coś ponad 1200km :D


Jesteśmy na miejscu. Odbieramy numery startowe i trytki (jeszcze jakieś naklejki są i batonik :p ).


Maszyna gotowa, tylko uciąć opaski.


Ostatnie przymiarki.


Chowamy się do cienia, bo stojąc i nic nie robiąc, leje się z nas! Mocno smaży.
Tats bum, będziesz pierwszy!


Hokus pokus, ty tez będziesz pierwszy.


Mnie nie zaczarowali bo szans na nic nie miałem, a w dodatku jak siedziałem na kocu to mnie ptak osrał! No, pięknie się zaczyna ;)

Fiu fiu, nawet mnie fotograf w Iwkowej ustrzelił :D


Żar leje się z nieba, chłodzę moją łysą czachę ;)


 Start.
Trochę luda się zjechało. Co nie fajne, to puścili wszystkie etapy na raz.


 Pierwszy podjazd luźnym tłuczniem i potem stromo pod przekaźnik, mówi, że łatwo nie będzie. Pierwsze ofiary tej trasy, już tu prowadzą :p
Po skręcie 90st na łączce, rozpędzam się nieco, trzymając się blisko grubaska (no tak, jak ja bym był chudy ;) ) który jednak pod górę nie prowadził, jedzie moim tempem. Więc uznałem, że może być dobry kompan do dalszej jazdy. Jednak jegomość "popisał" się słabym opanowaniem roweru. Niby prosta, ale była hopka. Myślę sobie, dość szybko jedziemy, przelecimy. A koleś zaczął coś kombinować i gleba. Już nic nie mogłem zrobić, jak wypierdzielić prosto w niego. Rowery się szczepiły a ja rozpocząłem kilkumetrowy lot z saltem w powietrzu!
Na szczęście na tym odcinku nieco odjechaliśmy tym najsłabszym z mini i nikt w nas już nie wjechał.
Szybko się pozbieraliśmy, rozplątujemy rowery. Patrzę, a tu pss, kapeć i... koło strzelone. To po zawodach. A goguś złamany mostek :p Na szczęście, ten mostek w rowerze :)
Kręcił się tam organizator jak i zaraz przyjechał quad z obsługi medycznej. Organizator widział lot, był w szoku, mówiąc, że to było coś spektakularnego hehe. Upewnił się, że nic nam nie jest i kazał zameldować się na starcie, że już zakończyliśmy zawody :p

Walnięte koło, słabo widać, ale już nie nacentruje takiego jajka. A choćby, to przy mojej wadze, lepiej nie :p


Koleś, to osobnik wyższy ode mnie, ale słuszna masa 110kg, swoje zrobiła.


 Odmeldowałem się w biurze zawodów, dostałem posiłek i na pocieszenie... całego banana :D

Jedzonko.
Sam kurczak w ziołach fajny, ale w makaronie mogło by być więcej sosu.


Dobra, co tu robić, zanim kompani przyjadą. Idę pooglądać wystawione rowerki.
Zgadałem się z serwisantem od sponsora głównej nagrody - pozdrawiam. Chyba lubią GT ;)

Fat, z szerokim balonem 4,6.


GT Helion 2016 - nieco stuningowany.


Tak od słowa do słowa, a że sam mam GT, to wspólny język był ;) dali się karnąć :D
Fajnie to buja, ten ichniejszy ruchomy mechanizm korbowy. Ciekawy patent to blokada na kierownicy, która od razu blokuje przód i tył. Na asfalcie spora różnica na całkowitym sztywniaku. Do tego "myk, myk" czyli obniżana sztyca. Tylko trochę to waży, ponad 14kg :(
Ale jazda po wertepach przednia.

Główna nagroda.


Zlot GT :D Była jeszcze przełajówka, ale jakoś mnie nie urzekła, no i Sora - widać/czuć było, że budżetowy osprzęt.


Jest i Artek, jak i kolejna osoba z Krynicy.


Wyżerają pomarańcze z bufetu, jak dzikie świnie ;)
Chyba łatwo nie było.

Czekamy jeszcze na Wojtka i Hiczkoka. Dobrze było by się nawodnić.
Lądujemy w przydrożnym sklepo-barze. Zaczepiani przez ciekawych tubylców, nawiązujemy rozmowę przy złotym trunku. Są ciekawi co i jak, bo pierwszy raz u nich taka impreza. Ba, dołącza do nas pan kustosz. Dowiadujemy się, iż kościółek w Iwkowej, jest bardzo stary, a i królowie go odwiedzali. Powstał on w pod koniec XVw.


My tu gadu gadu, a tu pach, na stole lądują kolejne piwa, które to nowo zapoznani lokalsi, raczyli nam postawić. Po chwili dołącza Wojtek. Na wejściu dostaje browara. Gdy zjawia się Maciej, to ekipa się śmieje, że jak jeszcze kogoś zwerbujemy, to zbankrutują. Próbuję wcisnąć im parę złotych, ale stanowczo odmawiają i tak sobie siedzimy i gaworzymy.
Potem zmiana ekipy, przychodzi już stara gwardia hehe.


Różne to zwyczaje są na wioskach. Ale to co zobaczyliśmy, to Wojtkowi wykrzywiło nieźle twarz. Jeden z jegomościów, otrzymał od nas piwo, co za dużo już było u nas na stoliku. To domówił sobie ćwiartkę, wlał do szklanki i na tym upale siorpał, popijając piwkiem. Da się, da! :p
Ksiądz popadł w zadumę. Chyba modli się o super moce. Niestety nie udało mu się przejechać całego giga. Limit czasowy był ekstremalnie wyśrubowany, poza tym, pogubił trasę jadąc za kimś. Ogólnie, to ponoć tylko 4 osoby ukończyły giga. Mimo wszystko szacun, że próbował.

Przy okazji jest też jakiś festyn. No czemu nie zobaczyć co tam się wyprawia.


Fajna niemiecka (?) kapela, grająca nieco mocniejszego rocka. Nieźle grali, ale krótko, chyba lokalsów nie urzekło :p


Hmm, u mnie zauważyli, pokazującego się "siniaczka" na plecach.
To i tak cud, że się trochę poobijałem a nic poważnego się nie stało.


Emocjonalne opowieści z wyścigu.


Jest festyn, jest zabawa, nie mogło zabraknąć OSP! :D


Jeszcze jakaś ekipa "fiku miku" była.




Włączyło się gastro.





Hiczkok znika. Poszła się bidula zdrzemnąć chwilę. Tak jakoś wyszło, że został kierowcą na drogę powrotną. Bynajmniej, nie na ochotnika :p ;)


W Krynicy, lądujemy jeszcze na pizzy. A co tam :p



 Dzięki chłopaki za wspólny wyjazd. Mimo, iż zbyt wiele to się nie najeździłem hehe, to i tak fajnie było. A to osranie przez ptaka, to chyba jednak na szczęście, bom nic nie połamał, więc tragedii nie ma :)
Do następnego!


Offline sharp



  • Pomógł: 4

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #84 dnia: Lipiec 10, 2017, 16:36:36 »
Serwusik. Ten mostek to ciężarem zawodnika z łapami na kierze, o glebę czy jak..? Z wysoka leciał..? Ja to w d.. byłem g... widziałem, rekreacyjnie po lesie ale trochę w szoku jestem :P


Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #85 dnia: Lipiec 10, 2017, 17:41:01 »
O glebę zahaczył. Hopka naprawdę była mała, spanikował.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #86 dnia: Styczeń 31, 2018, 18:43:39 »

Kráľova studňa
750m n.p.m.
23.01.2018


Miało być ognisko, pieczona kiełbaska i zachód słońca. Trochę nie wypaliło ;)
Dziś było piękne słonko, jednak, zanim się zebrałem i dojechałem na miejsce, zdążyły nadejść chmury i czar prysł :(


Po drodze pozostałość po akcji "Różaniec do granic" z 2017r.


Na miejscu, nie było nic na opał. Słowacy zamykają drewno na kłódkę w szopce. W dodatku w niedziele mieli mieć tu zlot, niby biegówkowy, ale chyba zrobili rowerowy (choć żadnych śladów nie widziałem), bo tak dużo śniegu w tym roku ;) Więc i wszystko, co było łatwo dostępne do spalenia, spalili :p


Cóż, uzbierałem parę cieniutkich badylków, przynajmniej ręce było nad czym ogrzać. Ale o kiełbasce można było zapomnieć :(


Przebrałem koszulkę, trzy kubeczki gorącego czaju i w drogę powrotną.


Jak tylko zaszło słońce, zaczęło się robić mało ciekawie, a tu do samego Powroźnika, na skrzyżowanie pod "Janosikiem" jest w sumie cały czas w dół. Trochę mi paluchy u nóg i rąk zmarzły, ale tragedii nie było.

Po powrocie trzeba się rozgrzać ciepłą strawą.
Jako, iż została mi biała kiełbasa, którą miałem zjeść na studni, padło na żurek :D

Na skwareczki co by była fajna omasta, to polecam podgardle.
Do tego trochę suszonych warzyw i ziemniaki - tak, aby był bardziej syty, bo to zupka zastępująca dwudaniowy obiad :p
Oczywiście nie można zapomnieć o chrzanie i czosnku! Chrzanu akurat lubię dużo, ba nawet wolę jak żurek jest mocno kwaśno-chrzanowy :D


Skwareczki podsmażone z cebulą.
A żurek sobie powoli pyrka na małym ogniu.


Do tego Piwo Wędzone i... Taa daaa...


Smacznego i pozdrawiam!

Offline Elwood



  • Pomógł: 17

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #87 dnia: Luty 02, 2018, 16:38:09 »
Prawdziwy Wodnik Kucharek:)

U mnie dzisiaj po terenowej zabawie rżnięte:



Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #88 dnia: Maj 08, 2018, 20:31:36 »
Góry Leluchowskie
Powroźnik=>Leluchów=>Dubne=>Wojkowa
06.05.2018r.


Znów wieje, na szosie była by mordęga. Postanowiłem schować się w lesie i poszukać powroźnickiej Czarnej Młaki :D
Wbijam na szlak konny w Powroźniku-Młynne. Ha! Po drodze spotykam jeszcze szefuncia :D Witamy się i cisnę dalej. Trochę późno jest bo już po 13 :p

Leśny potFur.
Skoro tam taki sprzęt potrzebny, to gdzie ja się pcham?!


Ktoś tu ma skitrane ule. Kupił bym takiego prawdziwego miodku. Od jakiegoś czasu do bidonu ładuję miód i wyciśniętą 1/4 cytryny.


Czarnej Młaki nie ma :p Pewnie gdzieś odbić trzeba. To już nie istotne, bo walczę z niezłą drapą. Trudno pchać, a tak się fajnie jechało i do tego miejsca wszystko wyjechałem!


Co chwilę sprawdzam położenie na GPS-ie. Z końskiego szlaku zjechałem (który notabene nijak w terenie nie był oznaczony!) i kluczę siakimiś leśnymi drogami, aby dostać się na dobicie szlaków.
Jest, dodarłem do szlaku. Tym zarośniętym na prawo z powalonym drzewem przedzierałem się.


Jest i łączene szlaków.
Tak mnie jakoś natchneło udeżyc niebieskim na Leluchów, potem na Kráľova studňa i do domciu. Tylko, że dawno tamtędy nie szedłem. Na rower to nie jest najlepsza trasa :p


Początkowo, nawet nawet.




Już niedaleko.


Noo nie, znów pchanie! Krzaczory gęste, wąsko. Albo iść po krzaczorach a rower ścieżką, albo rowerem po zaroślach a iść ubitym. Umrę tutaj!


Eee, już?


Pędzim dalej.
Tee paczaj, Kraczonik znów, ale inny :P
Raczej ten jest tym właściwym. Jest tu przynajmniej punkt geodezyjny.


Krzaczory, wszędzie krzaczory, ale... jest jakiś widoczek :D


Ba, nawet widok na taterki :D


Zjeżdżam, tfu, w większości sprowadzam (stromo jak diabli) na Leluchów.
Widok, na słowackie pastwiska. Czyż nie pięknie?


Dalej asfaltem na Dubne. Tu dostaję wiatrem po mordzie. Dobrze, że nie polazłem na szosę :)
Nad Obručne sedlo trzeba odbić mocno w lewo, polanką.

Fajną ktoś sobie postawił chatkę.


Dobrze, że nie jest gorąco, bo zaczyna mi brakować wody. Posilam się jeszcze Snickersem i kręcę dalej. Już niedaleko do wieży widokowej.
Jest i ona. Wyłażę na nią i strzelam panoramkę na pasmo Cergova (Góry Czerchowskie).


Teraz już długooo na dół :)
Jeszcze tylko walka z pieuńskim wiatrem na asfalcie i ląduje w piżmoczej jaskini :D

Link do trasy:
https://www.strava.com/activities/1553878054

Było dużo krzaczorowania i nawigowania poza szlakiem po tajnych leśnych drogach. Dobrze, że pojechałem sam, bo inni wieszali by na mnie psy, za takie atrakcje :p




Kącik kulinarny:

Trzeba uzupełnić mikroelementy.
Wyczaiłem fajny mix. A mianowicie, kasza gryczana, kasza bulgur, czerwona soczewica, suszone pomidory i pestki dyni. Brzmi smakowicie! Na pewno spora dawka potasu i magnezu.

Reszta składników:
-Mozarella -mini kuleczki.
-Pomidorki koktajlowe.
-Avocado.
-Oliwa z oliwek (do tego sól, pieprz i natka pietruszki).



Pasibrzuch jeść!
Do tego lampka wytrawnego, czerwonego wina.
Ahhh...


Smacznego i pozdrawiam.

Online misiak76



  • Pomógł: 37

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #89 dnia: Maj 10, 2018, 03:04:28 »
No ładnie :) Trzeba było się cofnąć po tą maszynerie i zrobić porządny szlak[emoji16][emoji16]

Wysłane z mojego ONEPLUS A3003 przy użyciu Tapatalka


forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #89 dnia: Maj 10, 2018, 03:04:28 »

Offline dave

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #90 dnia: Maj 10, 2018, 16:51:20 »
Byłem ostatnio w Twoich okolicach i pętla przez Leluchowskie do Cergova mi całkiem realnie zaświtała w głowie. ;)
Like the fella says, in Italy for 30 years under the Borgias they had warfare, terror, murder, and bloodshed, but they produced Michelangelo, Leonardo da Vinci, and the Renaissance. In Switzerland they had brotherly love - they had 500 years of democracy and peace, and what did that produce? The cuckoo clock. So long Holly.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #91 dnia: Maj 22, 2018, 22:11:33 »
Rajd Doliną Dunajca
01.05.2018r.


Długi weekend majowy w kratkę, trochę wolnego trochę pracy :p
Jakieś parodniowe wyjazdy w dzicz z namiotem odpadły, więc trzeba było wyszukać coś innego. Googlowałem i wygrzebałem owy rajd. Myślę sobie, czemu nie, przecie to w końcu rajd, to i będą jakieś spaślaczki i dziadki czy dzieci, nie będę ostatni ;) Zreszą, rywalizacja tylko na segmentach (Hiczkok złapał haczyk :D ). Będzie gdzie kolarkę przetestować. Trasa trochę mnie martwiła. Nie w kij dmuchał!
93km i ponad 1500m przewyższeń! Fiuu fiuu.

https://www.strava.com/routes/10930924

Dobra. Jedziem. Maćka długo nie musiałem namawiać o usłyszał o segmentach :p a i Wojtek się skusił :)

"Gdy poranne wstają zorze".
Dość wcześnie się umawiamy. Trzeba popakować maszyny, znaleźć miejsce parkingowe na miejscu i odebrać pakiety startowe.


Moja maszyna ląduje w bagażniku. Ma najbezpieczniej.


Przełaj Maćka, na dach! Zresztą ta krowa i tak by nie wlazła do bagażnika :p


Rower na którym startował Wojtek, pożyczony od Adama.


Nie, nie, nikt nie ma zamiaru robić tej trasy na fullu :D
Ot, ten "lewy" rower jedzie z nami, aby przekazać go w Krościenku Tomkowi z iSport na serwis.


Docieramy, miejsc parkingowych jest jeszcze dużo.
Odbieramy pakiety startowe i szykujemy maszyny.
Mój ścigacz :)


Jest uśmiech na twarzy, najważniejsze.


Jest i głupawka, też dobrze ;)


Wojtek z Maćkiem dostali stroje i startująw barwach iSport.
Ludziska się szykują. Dawali w pakietach fajne naklejeczki z profilem trasy, zaznaczonymi skrętami i bufetem.


Jest i herszt bandy iSportowców.


Jest i Piotr, zwany przeze mnie dalej "dziadkiem" ;) Tak, objechał mnie :p
Przykleiłem się do niego, czy tam on do mnie i pod Przełęcz Knurowską jechaliśmy wspólnie, gaworząc sobie. Sympatyczny jegomość. Pozdrawiam!


Podczas rajdu, jest normalny ruch uliczny (tylko w paru miejscach zatrzymywali na chwilę).
Peleton dzieli się na grupki, jest i obstawa policyjna :D


Dobra, pędzimy!
Fajne ujęcie.






Ha, jestem i ja!
Cóż za piękna aerodynamiczna sylwetka :p


Czyż nie piękne widoki. Aż chciało by się zatrzymać i podziwiać.








Wojtek strategicznie, na kole.




Cóż za profesjonalna zjazdowa pozycja Tomasza!


Mnie to większość na podjazdach uciekała, za to na zjazdach ich dochodziłem. Masa niesie :D Dużo jechałem sam nie mogąc załapać się odpowiedniej mi kondycyjnie grupki.

Było też sporo "kolażystkek" ;)
Panią wybrałem do relacji bo... też jechała na Willier Triestina :D




Dajesz, dajesz! Ciśnij!




Nie powiem, te ściany przed bufetem mnie zmiażdżyły. Jeszcze jakbym miał większą kasetę z tylca, to może bym przeszedł to mniej boleśnie i wytaszczył na młynku moją tłustą dupę :p

Końcówka, z Łącka do Krościenka, to była walka o przeżycie. Straszny wiatr i skurcze. Dzięki Wojtek za holowanie!
Siadłem mu na kole i doholował mnie w tunelu do mety. Gdyby nie on, to chyba położył bym się w fosie przy drodze i zadzwonił po karetkę ;)


Górole piknie grają. Hej!


Zostaw te kabanosy! Nie żryj tyle bo będziesz wyglądał jak ja! :p


Każdy startujący miał talon na jedzonko w Karczmie nad Dunajcem.
Bardzo kolarskie jedzonko: Schabowy, frytki i surówki :D
Mnie tam się podobało, bo porcja była zacna a i smakowo jak najbardziej ok. Zdjęcia nie ma, bo byłem tak głodny, ze pochłonąłem to od razu :p
Pani z obsługi rajdu, zostało jeszcze sporo kabanosów, to jeszcze zachapałem całą garść.
Na koniec poszliśmy jeszcze na losowanie nagród. Ja to jednak mam super nie farta. Padło 52, padło 54, ale 53 oczywiście nie! :(

Późno się robi, spływają ostatni flisacy.


Wpadam jeszcze na "chwilkę" do Wojtka. Gadu, gadu z Adamem, opowieści z trasy i tak nam flaszka pękła ;)


Każdy dostał koszulkę, bardzo ładna i dyplom :D



Rajd świetny. Niesamowita atmosfera. Trasa trudna, ale widokowo zachwycała. A i było się gdzie poważnie zmęczyć.

Do zobaczenia za rok!

Offline Shwarc

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #92 dnia: Maj 22, 2018, 23:16:53 »
Wilierka GT widzę na jedynie słusznej Campusi.  Włoszczyzna pełną gębą :)

Jak się sprawuje? Nie masz kłopotów z lewą klamką (Athena jak dobrze widzę?), nie przepuszcza ci biegów? Jak kiedyś bedzie, a pewnie będzie, to się zgłoś.

1500 up w 93 kilosy na szosie, jest co dymać. To taka połowa etapu pół gorskiego dla zawodowców, jest co dymać.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #93 dnia: Maj 23, 2018, 07:49:16 »
Dokładnie to Wilier Triestina GTR Team  8)

Używkę kupiłem i... przyszła ze zgiętym hakiem. Może w transporcie... nieważne, trzeba było zmienić. Dalej chodziło nie idealnie, wymiana linki. Już była w kiepskim stanie, więc przy zmianie owijki pójdzie wsio do wymiany (pancerze + linki). Klamka też chyba była strzelona, bo przycinała się, tzn obcierała łopatka o tego gumowego sutka pod nią. Musiałem go nieco przyciąć, wyprofilować i jest teraz miodzio.

Z przodem (lewa klamka) nie mam problemu. A co niby ma się dziać? Przepuszczać biegi  ::) (może chodzi o tył, bo na przodzie nie ma za bardzo co przepuszczać ;) ).

Rowerek zacny, bardzo dobrze mi się na nim jeździ. Myślałem, że mostek za krótki, ale raczej tak ma być i nie będę nic kombinował, w końcu to Endurance :p
Koła może sobie zmienię z czasem, choć dla takiego grubasa jak ja, to by przydało się zrzucić z bebucha, a nie szukać lekkich (ładnych :D ) kółek ;)


Co do trasy, ciężko było, a ten wiatr na koniec, to taki kop w jajka ;)
Jakoś dałem rady, nawet nie byłem ostatni hehe. Fajna atmosfera, jestem zadowolony ze startu.


P.s.
A wilierek ma fajne gadżety, na razie kupiłem skarpetki, bandane i bidon :)
Niezły krasnal, niezbyt pasuje do carbą rowerka, prędzej do fata :D



Offline Shwarc

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #94 dnia: Maj 23, 2018, 13:05:07 »
Grand Turismo, rozpoznałem od razu :)

O tył chodzi oczywiście, pomyliłem. Athena to ten sam mechanizm co Centaur, Veloce czy Potenza. Ja mam Centaura i po ok. 15 tyś. km pazur tego dzyndzla pod kciuk się wytarł i nie zazębiał się już na zębatce indeksu wewnątrz klamki. Po prostu naciskasz go, a zamiast jednego spada ci łańcuch o kilka biegów na kasecie. Nie pierwszy przypadek, opisywane to było na forum szosowym, na zagranicznych forach. By to naprawić firmowo, trzeba kupić cały nowy mechanizm klamkomanetki w cenie? No tanie nie jest, za 100zł więcej można nowe klamki kupić czyli standard Campagnolo. Ale można chałupniczo, wystarczy ten pazur odbudować poprzez naklejenie kawałka blaszki w jego pierwotnym kształcie za pomocą np. Poxipolu. Metodą prób i błędów da się odtworzyć kształt tak, by ponownie idealnie zazębiał się z tą zębatką. Ja wyciąłem taką blaszkę z tego wąsa od skoroszytów spinającego folietki dokumentów. Ta sama szerokość, cienka blaszka, dobrze się kształtuje.
Ale to tak na przyszłość jak coś będzie nie tak.

Korba dzielona z dwóch półosi? Chyba tak. Łożyska w Wertykalu 107zł, dokładnie te same łożyska na Aliexpress 1,10usd.

No kółka lekko nie mają sądząc po fotce :) tym bardziej ze swoimi 18/21? szprychami. Mi kiedyś w koła Campy wyrwało połowę szprych z obręczy, ale tam był zaplot 3G. Niestety, do tanich modeli Campa i Fulcrum nie sprzedają podzespołów i musiałem całe nowe kupić, bo żaden zamiennik nie podejdzie pod to. Jak masz z tyłu 21 to będzie tak samo.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #95 dnia: Maj 24, 2018, 07:54:38 »
Shwarc
Ekhmm... to nie jest Gran Turismo :p GTR jest kontynuacją tej linii i ma inną geometrię.

Co do reszty, hmm, takie buty. Cóż super duper campa i taka chujnia. W sumie nie rozumiem podniecania się ludzi Campagnolo, to już takie zjebanie kolarskie ;) Słyszałem nawet określenie "biżuteria rowerowa"  ;D Płaci się jak za woły  :(


OK wrzucę coś jeszcze z klimatów MTB :D


CYKLOKARPATY
Wierchomla
12.05.2018r.


Dałem się namówić na start w Wierchomli, z cyklu Cyklokarpaty. Dziękuję Tomkowi, za możliwość startu z temu iSport. Nie wystartowałem w teamowych barwach, trochę późni się obudziłem, zresztą uszyć coś na mnie, to nie lada wyzwanie hehe ;)

Zebrał się mocny skład! Jedziemy na dwa samochody.
Startują:
Hiczkok, Wojtek ble ble ;) , Ja, Adam, Jurek.

Z Maćkiem docieramy pierwsi. Robimy rekonesans i odbieramy pakiety startowe, zakup żelków i takie tam.
Przygotowanie maszyn.




Mój ambitny plan. Trasa Hobby :D
Niech was to całkiem nie zmyli. Co widać po przewyższeniach, naprawdę nie była to trasa dla typowo niedzielnych rowerzystów!
Link do trasy:
https://www.bikemap.net/en/r/4174077/


Dojeżdża Adam z resztą ekipy.
Prawilna naklejka na aucie :D


Dobra żona zawsze pomoże.


Wojtuś.


Pani fotograf strzela zdjęcie z przyczajki.
W rytm Arki Noego.
"Taki duży, taki chudy kolażem może być! Taki mały, taki gruby, kolażem może być" ;)


To mój pierwszy start w tym roku w Cyklokarpatach. Ląduję w ósmym, ostatnim sektorze. Z dziećmi i dziadkami. Co i tak większość z nich mnie objeżdża :p
Dobra, koniec srania po krzakach, ruszamy!


Jest Hiczkok!


Jest i Wojtek!


Adam ciśnie!


Ja jadę sobie spokojnie, głęboko oddychając, co by się nie wypalić na początku. Czeka nas ładne parę kilometrów podjazdu na bacówkę.
A ten cwaniaczek Jurek, na kole mi siedzi ;)


Akuku.


Z drogi śledzie, Hiczkok jedzie!






I taki pyrtek był!


Z tego co się orientuje, też mnie objechał :p
Mnie na bacówce nie ufocili bo pojechałem załyczyć do bufetu :p

I fotki z downhill_owej trasy, zjazd do Wierchomli.










Podjazd pod metę.
Ni chuja nie będę prowadzić, choć już skurcze łapały.


Jurek też walczył ze skurczami, ale dał rady!


Trochę błotka się przylepiło ;)


Duża kolejka na myjkach. Jurek ląduje w rzece ze szczotą. Idę w jego ślady :)


Finito. Świeci się jak psu jajca!


Idziemy na ciepły posiłek i piwerko.
Jurek kontempluje. Ale właśnie, czy faktycznie rozmyśla, czy pluje kątem na piwo. No nie było zbyt smaczne :p


Nie będziem tego ścierwa pić! Zapraszam do Hotelu.
Nie ma to jak stuknąć się pucharkiem, przedniego (no dobra, dla piwnych neofitów - jak z pasty- może nic wielkiego ;) ) belgijskiego pszeniczniaka z Jurkiem.
Zdobył drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej!
Ciekawy drewniany :D medal.


Jam ci jest. Noo dobra, nieco obciach, nie ma się czym chwalić.
Powinni zrobić kategorie wagowe hehe.


Rada starszych ;)


Koniec tego burżuazyjnego pijaństwa (jedno takie piwko to 12zł :p). Jedziemy na Kráľova studňa. Ma tam być ognicho, taki rozruch przed Krynickim Rajdem Rowerowym.

I tyle. Dalszy opis pozostawiam dla najbliższych znajomych i nie będę tu wrzucał fot z alkoimprezy  ;D

Offline Shwarc

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #96 dnia: Maj 24, 2018, 09:13:38 »
He, Campa ma moim zdaniem tylko tę jedną wadę w tych niższych grupach, tylko ten pazur. Ponoć mieli zmienić plastik na polimer, ale wiesz jak to jest. Ten element powinien być metalowy i zazębiać się na metalowej zębatce. Tylko tyle, ale jak to w XXI wieku bywa i tu mamy celowe postarzanie produktu. Całe szczęście da się łatwo naprawić. Z reszty bedziesz/jesteś zadowolony, trwałością zębatek czy łańcucha biją na głowę konkurencję. U mnie po tej naprawie (klamki z 2012r) nic praktycznie się nie dzieje. Teraz tylko zauważyłem już wytartą od łożyska miskę suportu, ale to normalne po tylu latach, a tak jest super i tylko w 4 na 60 kolarzy ode mnie mamy full włoszczyznę :)

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #96 dnia: Maj 24, 2018, 09:13:38 »