Autor Wątek: Wodnikowe spontany rowerowe  (Przeczytany 24459 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #50 dnia: Czerwiec 23, 2013, 11:24:45 »
Cieszę się, że się podoba.
Dorzucam zaległy opis z zeszłego tygodnia.

cz1
Krynica - Wawrzka - Klimkówka - Szymbark - Grybów cz1


Mimo panujących ostatnio upałów naszła mnie ochota na ambitniejszą trasę. Plan był zacny, ale musiałem go zmodyfikować, moc mnie opuściła i zrobiłem tylko 64km.

Upały były na tyle uciążliwe, że nawet sierściuch leniwie leżał i nie przeszkadzało mu przyklapnięcie wąsów łapą. No ale z legowiska z foli bąbelkowej nie zrezygnował hehe.


Z Krynicy udałem się asfaltem do Florynki. Tam odbijając żółtym szlakiem przez Wawrzkę, odbijając na niebieski, kierunek Klimkówka (zjazd czarnym na zaporę).

Fajna posiadłość. Zaraz za nią skręcamy w prawo przez mostek. Od razu za mostem na lewo.


link do większego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/06/b4f2346cf13581ff.jpg

Klekoty z bliska.


Przegapiłem gdzieś żółty szlak (za mostem odbija na lewo, ja pojechałem w prawo, zapominałem mapy i na czuja jechałem), dotarłem do tego miejsca:


link do większego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/06/94f51d7fc61c3e1f.jpg

postanowiłem się tu przeprawić i jechać po swojemu. Przed samą Wawrzką odnalazłem już szlak.

Ujęcie na południe z szlaku niebieskiego pomiędzy Wawrzką a Klimkówką.


link do większego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/06/d5e7afedf0418a0e.jpg

Ehhh, część szlaku, rozbabrana przez krowy, pędzone tędy na okoliczne łąki. Dodać do tego sporo opadów i ciężko po czymś takim przejść a co dopiero przejechać.


I już Klimkówka. świetne miejsce, można pomoczyć dupsko, wynająć kajak, czy łódkę. Fajne bajoro, tym bardziej, ze blisko, a w górach to ich za dużo nie ma.


link do większego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/06/851cc874a21d045a.jpg

Nad zaporą.


link do większego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/06/c17aee949c7635dd.jpg

Aby kontynuować dalszą drogę, trzeba dostać się na drugą stronę zapory. Oczywiście można objechać górę Kiczera-Żdżar, ale to mało fajne. Można również zdobyć ją, idąc "szlaczkiem" czerwonym lub trawersować, ścieżką która odbija przy drodze na zaporę. Ot w tym miejscu, przy tabliczce upamiętniającej kręcenie tu zdjęć do Ogniem i mieczem.


Końcówka ścieżki to strome schody, gdzie rower trzeba znieść.


W między czasie, chciałem sobie przejechać przez mini mostek nad strumykiem. Rach ciach, przednie koło się ślizgnęło, straciłem równowagę i wylądowałem na sosence parę metrów dalej :(
Dobrze, że się nie nadziałem na nic. Obrażenia niewielkie, ale piekło jak cholera.






Cóż, przerwa na banana, parę łyków picia i dalej w drogę.
Jeszcze rzut okiem na zaporę.


Ciekawe skałki pod zaporą. Na stokach Kiczery-Żdżar mieszkają gacopyrze :) Są dwie jaskinie (na niektórych mapach zaznaczone).


 
 W Łosiach, na skrzyżowaniu, dziadzio na trekkingu z sakwami, poratował mnie skierowaniem na właściwą drogę do Bielanki.
Dwujęzyczne nazwy wsi.


Budowana nowa cerkiew. Na bogato :)


W Bielance znajduje się Muzeum Rzemiosła Łemkowskiego. Jednak nie wstępowałem, sporo drogi było jeszcze przede mną. Ale kiedyś tam powrócę.

W planach miałem udać się z Bielanki, zielonym szlakiem na Magurę Małostowską i powrót górami do domu. Siedząc w domu, popijając piwko i jeżdżąc palcem po mapie, to się fanie planuje :D Niestety, na podejściu pod Przełęcz Zdżar, musiałem zmodyfikować moje fantazje ;)
Postanowiłem zjechać do Szymbarku. Zwiedzić tam skansen wsi pogórzańskie i słynny renesansowy kasztel, uchodzący za najlepszy przykład tego typu budowli w Polsce.

Zwiedzanie skansenu kosztuje 7zł.




link do większego rozmiaru
http://static.frazpc.pl/board/2013/06/4f5e4e2441817acd.jpg

Dachy pokryte strzechą, zawsze przykuwały moją uwagę. Pięknie to wygląda.






Od środka.


« Ostatnia zmiana: Kwiecień 16, 2014, 23:44:49 wysłana przez uysy »

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #50 dnia: Czerwiec 23, 2013, 11:24:45 »

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #51 dnia: Czerwiec 23, 2013, 11:25:36 »
Krynica - Wawrzka - Klimkówka - Szymbark - Grybów cz2


Samowystarczalna wioska :)






Ludzie sami wykonywali większość rzeczy potrzebnych do życia.






Pod zadaszeniem znajdują się maszyny (już takie "nowoczesne") wspomagające prace ze zbożem, jak młocarnia czy wialnia. Językoznawcą nie jestem, ale nazwa pewnie stąd się wzięła, iż wcześniejszej podrzucano wymłócone ziarno, na lekkim wietrze, co powodowało, że cięższe ziarno spadało szybciej, a lżejsze plewy były zdmuchiwane przez wiatr. Gorzej jak wiać nie chciało :p


Oprócz owych maszyn, znajduje się tam parę powozów i sań.




Oraz ciekawa, długa beczka, służąca jako zbiornik na wodę dla gospodarstwa.



Tuż obok, znajduje się dwór obronny Gładyszów, herbu Gryf.








Co bardzo mnie zaskoczyło. Zwiedzanie jest za darmo.
W środku.


Podziemia skrywają parę fajnych eksponatów.


Dostać taką rękawicą po mordzie, musiało boleć.








Obok kasztelu znajduje się klimatycznie wyglądająca restauracja.


Skusiłem się na danie dnia.
Kluski mięsne (nazwijmy to pulpecikami) w sosie pieczarkowym z... to takie niby kluski lane ale podsmażane. Superowe. Ot takowy posiłek kosztował tylko 14zł!



Po jedzonku i chwili odpoczynku, dotaszczyłem się do Grybowa. Moc mnie niemal całkiem opuściła, a do Krynicy było jeszcze 30km, w tym najdłuższy okoliczny podjazd ponad 9km. Spoglądam na zegarek 17. Hmm, może zarzucić asa/żółwika, w jakieś 3h by dojechał. Ale niedziela, jutro do pracy, skakać po drabinie, dachach i słupach trzeba, wolałem się nie zamęczyć na śmierć. Szybki telefon i ewakuacja samochodowa do domciu.
Cóż, trzeba popracować nad kondycją, a i może upały zelżą nieco. Coś tam sobie gadałem, że koniec z piwkiem i obżeraniem się, ale to chyba były jakieś omamy od słońca :p
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 16, 2014, 23:45:19 wysłana przez uysy »

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #52 dnia: Sierpień 15, 2013, 19:37:02 »
Hoł.

Nie będę przedstawiał "tysiuńc pińcetnego" wyjazdu na Jaworzynę.
Za to zdjęcia kici. Nie ma to jak po trasie zasiąść na balkonie, przy zachodzie słońca, przy browarku i się relaksować :D





« Ostatnia zmiana: Kwiecień 16, 2014, 23:45:44 wysłana przez uysy »

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #53 dnia: Październik 15, 2013, 20:12:43 »
Krynica - Stary Sącz pasmem Jaworzyny 12.10.2013

Pogoda na weekend zapowiadała się zacna. Wymyśliłem więc wypad do Starego Sącza. Mógłbym bryknąć trasę z kolarki, ale dawno nie byłem na Cyrli. Doszły mnie słuchy, iż jedzonko się skiepściło, musiałem to zweryfikować. Trasa więc odbyła się całym pasmem Jaworzyny Krynickiej.
Startując z Krynicy, robimy wysokość na 7,5 km podjeździe pod Jaworzynę, zahaczając o schronisko na małe pogaduchy. Potem już cały czas grzbietem to raz w dół, to raz w górę. Poprzez schronisko na Łabowskiej Hali i Cyrlę.

W trasę ruszyłem o 10:30. Było już całkiem ciepło. Ot babie lato pełną gębą.
Aczkolwiek, w zacienionych miejscach, w lesie nadal szlaki zroszone. Dodając do tego masę liści, skutecznie utrudniało jazdę.


Piękna polska złota jesień.






link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/10/9402f4d832e8cbc2.jpg



Na łabowskiej przerwa na bananka i snikersa.
Widoczek.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/10/9831c2cc37cba828.jpg

Cyrla - nigdy nie przejdę, by nie wstąpić na jakieś żareło. Notabene zawsze wyśmienite. Tymbardziej wstąpiłem i na tym wyjeździe, co by zweryfikować martwiące mnie plotki. O rzekomym pogorszeniu jedzonka.

Postanowiłem, zjeść coś innego niż bigos, czy jakaś zupkę. Padło na pierogi z farszem z jagnięciny, w pierzynce z oscypków :D


Mięsko bajka, mięciutkie, delikatne. Starty, podtopiony oscypek, żurawina w dodatkowym naczyńku, kawałeczek ogórka i papryki. Naprawdę świetne.
Ale to jeszcze nie koniec niespodzianki. Zapytacie, ile to kosztowało, wszak jagnięcina,a i same dania
\\\"góralsko oscypkowe (pod tyristUf) są z zasady drogie. A ty miła niespodzianka. Porcja owa kosztowała 16zł !

Rytro.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2013/10/f3c5d196380f72bb.jpg

Wprawdzie chciałem zjechać do Biegonic, ale zółty, gminny szlak, gdzieś mi po drodze uciekł, a już mi się pod górę nie chciało wracać. Więc zrobiłem zjazd do Rytra. Szkoda, że większość trasy są płyty betonowe (dziurawce w dwóch rzędach pod koła samochodów). Mimo to, zjazd fajny, bardzo długi, można niezłe prędkości osiągać, rozgrzewając hamulce niemal do czerwoności :D

Będąc już u celu, nie zastałem kolegi. Ot nie wrócił jeszcze z weekendowej trasy motorowej. Ehh pizduś, odkąd ma motura to już rower odstawił :p
W oczekiwaniu na niego, leniwie rozłożyłem się na trawce koło jego chawiry, popijając sobie zacny trunek.


Później było już mniej zacnie, bo tyskacze, no ale darowanemu koniowi ;)
Tylko znajomy zrobił błąd. Zakupił wcześniej na cały tydzień ;) kratę piwa. To jakżeśmy siedli, gadu gadu, grilek, potem znów "ploty", gotowanie po północy, oglądanie fot z Rumuni i Ukrainy, tak nam zeszło to gdzieś do w pół do czwartej rano, a krata piwa opustoszała.
Ciężko się wracało na drugi dzień. A co by nie dostać zawału, wybrałem się już asfaltem, wrzucając lekkie przełożenie i piłując sobie na spokojnie przez 38 km :p


P.S.
Rower przeszedł zmiany, głównie dotyczące hamulców. Jak znajdę trochę czasu, to wrzucę małe zestawienie.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 16, 2014, 23:46:13 wysłana przez uysy »

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #54 dnia: Maj 12, 2014, 21:12:42 »
Słowacki brzeg Popradu Muszyna-Plavec-Zapopradzie.

Jeżdżąc doliną Popradu na okoliczne wioski "instalować internety" zawsze z zaciekawieniem spoglądałem na słowacką stronę, tak blisko a jednak tak słabo przeze mnie zbadaną.
W końcu nadarzyła się okazja. Jako, iż miałem jechać ze znajomym, co całkiem nieźle sobie śmiga, a trasa to tak z 80% asfalt i polne drogi, myślałem nad "wyrównaniem" szans ;) i wypuszczeniu się na kolarce. Dobrze jednak, że zrezygnowałem z tego pomysłu bo bym się nieźle o wkurwiał, biorąc jeszcze pod uwagę wystające bloki w systemie looka.

Ale nie ma lipy! Masa w dół niesie, więc dałem czadu od Krynicy do Muszyny. Kumpel nie mógł mnie dogonić :)
Tu wrzucam poglądową traskę z wykresem.
http://www.geocontext.org/publ/2010/04/profiler/pl/?topo_id=32767

Podjechaliśmy jeszcze do źródełka na folwarku. Tzn kompan pojechał zatankować a ja starałem się uchwycić łowiecki. Płochliwe stworzonka, uciekły mi na górkę.




Powrót na właściwą trasę, przez most na drugą stronę i zaczynamy jazdę po drugiej stronie. Co ciekawe, granica w tym miejscu dość fikuśnie przebiega i o dziwo nie idzie zgodnie z linią Popradu jak to jest dalej za Muszyna aż do Piwnicznej. Więc raz jesteśmy w Polsce a za chwilę na Słowacji.


Jedziemy dalej, a raczej pchamy :p
Zrobiło sie stromo i brniemy w las coraz wyżej. Na wykresie z mapki ładnie widać, ale ale. Coś nie ten teges. Zbytnio oddalamy się od brzegu. Mój kompan, niby miał znać trasę, ale coś mu nie wyszło, nie był pewny więc uskuteczniliśmy hardcorowy krzaczoring hehe. Wylądowaliśmy na jakimś polu kartoflanym.


Dobrze, że nas jaki Słowak z tej ambonki nie ustrzelił. Staraliśmy się przeprawić przez pole jak najmniej inwazyjnie. Potem to już głownie jeszcze troche drogi polnej i asfalty. Przez Plavec, a w Plavnicy odbijamy w prawo na Mały Lipnik. Pokonując podjazd nad Malolipnicke Sedlo 583m n.p.m. Gdzie przyznam się szczerze, zagotowałem się i musiałem chwilkę sapnąć, a wrzucać 1:1 nie chciałem :p
Panoramka:


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/05/a09789301c5b360e.jpg

Po lewo w oddali pasmo Mincola - byłem ale chce wrócić (co mi się udało niespodziewanie następnego dnia, ale pieszo - wyjście na szybko zanim pogoda się załamała) - ogólnie Góry Cergov. Tak prawie na wprost, Góry Levockie. Tam mam plan w tym roku zapuścić się na urlop. Rower, namiot, toporek i biwakowanie. "Górki" ponad 1200m n.p.m. obszar byłej bazy wojskowej Javorina. Polecam poczytać na necie, fajny klimat. A w oddali na prawo taterki :)

Potem fajny zjazd, ach szkoda, że jednak nie kolarką ;)
I zatrzymaliśmy się w bardzo fajnej bazie wypoczynkowej na wysokości Żegiestowa/ Łopaty Polskiej.
Browarek po euro :D


Świetne miejsce grillowe.


Korty tenisowe i przystań dla pontonów. Widać sporo Polaków w spływie się tutaj zatrzymuje. Miejsce to na pewno kiedyś odwiedzimy. Rodzą się plany na lato, zwodować się gdzieś w Plavcu z kratą piwa i dobić do tego zacisznego zakątka na grillowanie.
Po drodze na Zapopradzie, odwiedzamy jeszcze kolejne źródełko z wodą mineralną.




Na samym Zapopradziu uzupełniamy jeszcze elektrolity w restauracji "Zapopradzie" (a jakże by inaczej :p ) i bocznymi dróżkami docieramy do Krynicy.
Ciekawy wypad, a dla miłośników dojenia wody mineralnej prosto z naturalnych źródeł, dorzucę info, iż po drodze ma się możliwość zdegustowania z czterech źródełek.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #55 dnia: Lipiec 10, 2014, 20:45:37 »
Dziś Krynica-Wysowa-Krynica

Z męczycielem górskim ;) Mackiem - no z czołówki krynickiej elity rowerowej.

Ogólnie trasy przedstawiać nie będę, gdzie jak i co, bo mało kto bywa raczej w Beskidzie Niskim, więc i tak by nie ogarnął, nawet z mapą było by ciężko. Część szlakami turystycznymi, część drogami leśnymi i szlakami konnymi, a i dzikcowanie na przestrzał łąkami słowackimi było :D

Jak wspominałem wyżej, wyszło MI około 47km i miałem dość :p Trochę gorąco było. Wyduldałem na tym dystansie 3L. A i błotko było, ale to nie najgorsze/najcięższe. Ale po kolei.

W dole wioska Tylicz. Podjazd do granicy polsko-słowackiej polnymi drogami. Tu już był żółwik/as. Ale dało rady wyjechać.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/07/8cd4a2b7961ee922.jpg

Jesteśmy już koło Muszynki. Widok na Lackową i Busov, najwyższe szczyty Beskidu Niskiego.
Postanawiamy na dzikca zjechać do słowackiej wioski. To mi się podoba u Słowaków. Łączki ładnie wykoszone.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/07/5f562793bd10fe17.jpg

Mijamy słowackie wioski wraz z cyganowem w Cegielce. Wspinamy się na przełączkę nad Cegielką. Tu wymiękam. Niby nie stromo, ale 90% podjazdu to nie bita droga a przycięta łąka. Strasznie ciężko po takim czymś jechać, jeszcze na balonie NN 2,25.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/07/2a964cfc71a483b5.jpg

Ale oj tam oj tam, wypycham pojazd, z przerwą na fotkę :) Oczywiście Macko wyjeżdża.
Na przełączce krótki postój.


Kumpel zaczyna kombinować: "a może pojechał by jeszcze tu". Protestuję, bo już wiem, że mimo tego i tak będę pod koniec zdychał.


Następnie 2,5km ciągłego zjazdu see see i jesteśmy w Wysowej Zdrój. Włóczymy się po parku, mają jakiś festyn/targi. Zakupuję po oscypku i jedziemy uzupełnić pićku.
Mineralka za free.


Potem małe uzupełnienie elektrolitów i wio na Krynicę.
Kto powiększy i się przyjrzy, po prawej zobaczy kamienne fundamenty. Koniec świata, dzicz i stała tu kiedyś zapewne piękna chałupa z bali.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/07/41e3ce6b700806c1.jpg

W okolicy jest parę "domków" moich marzeń.

Kolejny stromy podjazd, kolejne pchanie na przemian z próbą jechania :p
Jeszcze tylko pożegnalne rzucenie obiektywem na szczyty Beskidu Niskiego.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/07/b250348f8d82ef14.jpg

Dom dom! Widać Jaworzynę, jestem uratowany. Eee faken, to przecie jeszcze kawał. Ta najwyższa góra to Jaworzyna Krynicka 1114m n.p.m. Pod którą mieszkam.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/07/015dae131d7af637.jpg

Trochę jeszcze jest, aczkolwiek można śmiało powiedzieć, iż to końcówka trasy. Po lewo na polance, na samej górze widać domki. Jeszcze tam podjazd asfaltem, gdzie na kolarce w dół pędziłem kiedyś 80km/h  ;D i w sumie jestem u siebie (potem tylko w dół).
Na tym podjeździe rozdzielamy się. Maćko robi jeszcze dwie górki (Huzary i Górę Parkową). Ja mam już dość. Zjeżdżam do centrum Krynicy na deptak. Odwiedzam ścianę płaczu i czekam w umówionym miejscu, na kolejne uzupełnienie elektrolitów :D

Wyjazd zacny, aczkolwiek dziwię się kumplowi, że mnie zabiera, bo ewidentnie się nudzi przy mnie. Tzn nudzi się kondycyjnie, bo wiadomo, zawsze się pogada, piwko wypije. Kogoś obgada, sikory poobserwuje ze stosownym komentarzem  ;) i takie tam.

P.s.
A i znów grzebanie przy rowerze. Coś mi się powaliło w tylnej piaście, strasznie rzęzi.
Połowę drogi robiłem ze strachem (nie wiedząc co i gdzie grzechocze) czy mi coś nie odpadnie przy zjazdach.
Update:
Poszły łożyska, nie było pewności, czy tylko to czy coś jeszcze, więc kupiłem takie co mnie wyszło 12zł za 3 :p Na razie koło się kręci hehe.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #56 dnia: Październik 15, 2014, 06:51:56 »
Jaworzyna-Cyrla / Przehyba-Radziejowa

Dawno już nie dzikcowałem z namiotem, ciupaską i ognichem.
Chęć była wielka. W końcu nadarzyła się okazja, pogoda wreszcie ustabilizowana, wolny weekend jest. Wprawdzie, musiałem pokombinować i zamienić się sobotnim dyżurem, ale dla chcącego nic trudnego ;)

Plan to zrobienie całego pasma Jaworzyny Krynickiej z noclegiem na Cyrli (nad Rytrem), a w drugi dzień większość pasma Radziejowej. Od Rytra, przez Przechybę i Radziejową (dobrze mieć najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego zdobyty rowerem) z powrotem do Rytra.

Dzień pierwszy.
Jako, iż w sobotę, z rana, straszne mgły w Krynicy i dość zimno, powolutku zacząłem się pakować. Aby zdążyć na planowany wyjazd o 11.

To co wlazło do plecaka:


Największy tobół to namiot Hi-Tec Twin.
Niby dwójka, ale tak naprawdę jest to moim zdaniem jednoosobowy + wrzucić do środka duży plecak :p
Waży to ustrojstwo ~2,4kg
Buty na zdjęciu, to ciekawa sprawa. Nie nie jestem aż takim karzełkiem, co by dreptać w trzewikach rozm. 36 :p Jednak, na drugi dzień, chciała dołączyć do mnie siostra, która osiedliła się w Łącku.
A, że nie wszystkie szpargały tam przewiozła, byłem zmuszony wieźć te buciczki. No a przecie w tej wadze weszły by ze dwa browary :(

Jak pisałem, wystartowałem o 11.
Odwiedziłem znajomych na schronisku na Jaworzynie. Akurat robili "Dzień Nalewek". Oj kusili mnie, ale wiedziałem, że jak zostanę, to niedziela będzie "posprzątana" ;)
Zamieniłem więc tylko parę słów i uciekłem kręcić dalej.

Pierwszy przystanek to schronisko na Hali Łabowskiej.




Tam chwila odpoczynku, pochłonąłem browarka przegryzając marsem i wio dalej.
Nieco dalej:


Już niedaleko Cyrli


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/10/42cb538e564bcd3b.jpg

Wcześniej po drodze nie robiłem zdjęć. Goniłem dziadka. Doszedłem go na jednej z hal. Aczkolwiek, z tak wypchanym plecorem ciężko się jeździ, tym bardziej należy uważać na zjazdach.
Tak mnie gonitwa za dziadziem zaabsorbowała, że zaskoczyła mnie jego reakcja przed jednym z większych bajor. Zatrzymał się nagle i zaczął zastanawiać którędy. Ja rozpędzony i eee... hampel i lądowanie przed dziadkiem w błocie. Oczywiście się nie wypiąłem :D Pośmialiśmy się trochę i większość pozostałej drogi jechaliśmy razem bajdurząc o tym i o tamtym :)

Cyrlę osiągnąłem gdzieś koło 15. Ludzi jak mrufkuf, w tym stonka! (-dzieciarnia).
Na rozluźnienie browarek. Zostawiłem dowód na spisanie "meldunku", zapowiedziałem się na postawienie namiotu i rozpalenie ogniska "własnym" drewnem pożyczonym z lasów państwowych ;)



link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/10/6890563bb0f9d2de.jpg

Parę fotek z najbliższego otoczenia:






link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2014/10/0703a71a6ae02717.jpg

Środek legowiska:


Psiworek Cumulus XLite 200 przy temperaturze 6-7C spisał się wzorowo. Śmiem twierdzić, iż w cienkiej bieliźnie termo (jak i teraz) idzie całkiem znośnie przespać w pierwsze przymrozki.

Pole namiotowe to 12zł. Dużo nie dużo, w cenie mamy oczywiście możliwość skorzystania z prysznica. Oraz wiadomo, wspaniałe jedzenie w tym z baraninę i jagnięcinę jak i bardzo miłą obsługę.

W tym miejscu, wypada wiec zrobić już kącik kulinarny.
Majstersztyk Cyrlii, po prostu uwielbiam te pierożki. A jest to nie byle co. Pierogi z jagnięciną, w pierzynce oscypkowej z żurawiną.
Za takową porcję zapłacimy 17zł!


Z piwek, jak widać, mają między innymi Kasztelana i... za późno spostrzegłem Pilsner Urquell-a.
Do tego, na wieczór i ranek wziąłem z domu zestaw kiełbasek z chlebem cebulowym.
Białe kiełbaski sztuk 2 oraz prawie cała, pokrojona na kawałki/plasterki kiełbaska pleśniowa (98% mięsa wołowego).


Czas i na ognisko. Przytaszczyłem chyba z pół drzewa, powaloną lipę. Toporek X5 Fiskarsa spisał się świetnie. Ognicho jak tralala :D


Kiełbaska zjedzona, z pieczonym chlebem cebulowym - palce lizać.
Przy ogniichu pomocny był pracownik, który chcąc się zrehabilitować, za zwędzenie mi połowy piwa, gdy byłem w kibelku (ot sprzątali akurat po ludziach a ja poszedłem na siku :p ) użyczył tekturki od palety na jajka (świetna rozpałka) i zawodowe widełki, metalowe, na kiełbasę :)

Ognisko przyciągnęło paru studenciaków którzy przed otwarciem "chatki imprezowej" chcieli się nieco ogrzać.
Okazało się, iż prowodyrem tego zlotu studentów jest nie jaki Piotrek. Notabene, solenizant. Ojj czerwona lampka się zapaliła, no ale przecie i tak nie zasnę zbyt szybko skoro namiot rozbiłem zaraz koło tej chatki. Nawet zabrana książka nie pomoże (no kruca, zawsze zasypiam jak czytam wieczorem hehe).
Jak można się było spodziewać, pan solenizant zaproponował przyłączenie do jakże wesołej ferajny. Przecież nie mogłem odmówić :p Na "handel wymienny" miałem tylko ową kiełbaskę pleśniową. Mało tego było na tyle luda, aczkolwiek poczęstowane osoby, chwaliły sobie jej walory smakowe.

I się zaczęła biesiada.
Śpiewy oczywiście były.


Jak i w środku grillo-ognisko.


Alkohole, a no tyż przecie! A jako, iż ten wieczór, można uznać za historyczny, bo wygraliśmy w nogę ze szwabami 2:0! To i wódeczka w ten deseń lepiej smakowała ;)


A i nie zabrakło śliwki.
Której autentyczność, degustując potwierdziłem :D


Tą że śliwowicą, przekupiłem towarzystwo sympatycznego mości doktora (z tego co kojarzę) z grodu Kraka, posiadającego instrument gający w postaci gitary, do odwiedzin chatki.
Oj wtedy zaczęło się dziać!




Fajnie było ale spać człowiek też musi, choć trochę. A przecież, na drugi dzień czekało człowieka jeszcze niezłe wyzwanie.
Pobudka rano o 6:30. Mimo wszystko, czułem się dość rześko, może to ten niepowtarzalny klimat, zacne towarzystwo i chłodna noc. Tak czy inaczej, nie śpiesząc się zbytnio otrzepałem namiot z wilgoci, wcisnąłem do wora i spakowałem resztę "szpeju".
Aczkolwiek, ognicha już nie chciało mi się rozpalać (choć wiele do tego nie trzeba wygrzebując żar ze środka paleniska). Pochłonąłem więc pozostałą jedną biała kiełbaskę na zimno, z wielkim smakiem :D
Mając własną, rozgrzewająca herbatę o smaku "słodkiej śliwki i figi z imbirem i cynamonem", poprosiłem o większy kubek wrzątku.
Herbata dobrze zrobiła na bebuchu. Człowiek od razu poczuł się lepiej, no jeszcze kac kupka :P I wio na dół. Na 8:20 byłem umówiony w Rytrze z siostrą.

Mimo, iż ona przecież z buta miała iść, nie zdecydowałem się wieźć całego kramu ze sobą. Dupa by mi odpadła ;) Choć liczyłem, iż z siorką owa trasa zajmie nam 7h i zdążę jeszcze wrócić asfaltem na rowerze do Krynicy. Jednak wyszło inaczej.
Większość ciężaru zostawiłem na stacji benzynowej w Rytrze. Miłą pani przechowała mi graty. Dziękuję i pozdrawiam :)

Ruszyliśmy z Rytra w sumie gdzieś bliżej tej 9. Ot tak miała busa. Niebieskim na Przechybę. Tu nie polecam w tą stronę wybierać się z rowerem. Stromo jak diabli. Ciężko wyjść na nogach, a taszczyć jeszcze rower, nie lada wyzwanie.
Pierwsze widoczki po pokonaniu morderczego podejścia.


Dalej chwilę łagodniej.


I mijamy miejsce, gdzie zginęła przewodniczka beskidzka wraz 2,5 letnim dzieckiem. Rażeni piorunem :(


Dalej:




Aparat przekazałem troliczkowi. W prawdzie na auto ustawienia, no ale zawsze coś tam wyjdzie. W sumie to pierwszy wypad, gdzie mam zdjęcia ze sobą podczas jazdy :D

Tu cisnę pod górę, w korzonkowo-księżycowym krajobrazie.


Tuż przed Przechybą, nagłe ochłodzenia. Przyszła wielka chmura, zrobił się wiaterek. Oj trzeba było ubrać koszulkę z termo z długim rękawem. Więc i czas na fotkę przy znaku.


Na Przechybie, trochę posiedzieliśmy, plus posiłek. Ja zamówiłem bigos. 12zł. Ale słaby był. Nie polecam. Ot taki bardzo przeciętniak :(
Troliczek zamówił żurek i przynajmniej wyglądał i pachniał ok, jak w smaku, nie powiem, bom nie siorpał z jej talerza :p

Trzeba się było zbierać, bo jeszcze kawałek przed nami.
Przekaźnik na Przechybie w oddali:


Lecimy dalej. Bagienko po ściaganiu drzewa, no to bokcem slalom między świekami.


Tak, tak, na tą "górkę" tam trzeba wyjechać.


Ciśniemy dalej!


Jakiś jeszcze widoczek po drodze. Ach ta piękna złota jesień!


I na Radziejowej. Hip hip hurraa!


Zdjęć wieży widokowej nie ma, bo oblazła ją stonka :p
Zaś ze szczytu, był tak marny widok tego dnia, że zrezygnowany, szybko zszedłem. Ba, nawet Tatr nie było nic widać, no może delikateńki zarys zachodnich :(

Za Radziejową odbiliśmy zółtym/rowerowym.


Dawać dawać!




Wziummm...


A pryyy, przecie siostrzyczka człapie za mną :p

Ku końcowi.


Wodopój


Wychodzi, tzn wyjeżdża się w Roztoce, i niedaleko przed kościołem wpada na drogę, oznakowaną niebieskim szlakiem. Niezłe kółeczko ;)
Znajome wiatraki i ... chciało by się napisać, że siostrzyczka wyglądała jak ten ukrzyżowany Jezusek, ale po prawdzie dała rady, aczkolwiek zmęczenie było już nieźle widać.


I cóż to. W Rytrze wylądowaliśmy gdzieś tak 17:40 :p
Zrobiło się zimno i momentalnie ciemno. Jakoś nie uśmiechało mi się po ciemku (mimo posiadanego oświetlenia) gramolić się do Krynicy przez prawie 50km.
Wybłagałem transport do Nowego Sącza (niechetnie biorądo autobusów z rowerem) a stamtąd do Krynicy. W której zakończyłem wojaże o 20:40 :p

Mimo zmęczenia, wypad był mega udany!

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #56 dnia: Październik 15, 2014, 06:51:56 »

Offline raf100tenbit



  • Pomógł: 4

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #57 dnia: Październik 16, 2014, 23:42:14 »
Zaprawdę powiadam Ci - Pięknie...
Pięknie...
:)

Dlaczego mieszkam tak daleko od takich pięknych miejsc...

:(

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #58 dnia: Październik 16, 2014, 23:56:51 »
raf100tenbit

Dziękuję za słowa uznania.
Tereny mam nie najgorsze ;) , po stokroć powtórzę i zaproszę do Krynicy. Mam mieszkanie 4pok. gdzie urzęduję sam (no dobra, ze sierściuchem) więc miejsca jest sporo :)

Offline piterito



  • Pomógł: 55

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #59 dnia: Październik 17, 2014, 15:21:49 »
No ladnie ten wypad udokumentowales Wodniku. Zawsze Milo zobaczyc swoje stare smieci :) Jesien W naszych gorach jest zawsze niesamowita. A zarcie na Przechybie zawsze bylo do bani.
https://forum.outdoor.org.pl/index.php?topic=17575.msg274814#msg274814


piję tylko czystą, palę tylko Klubowe... zdejm kapelusz

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #60 dnia: Listopad 13, 2014, 07:15:59 »
Hrad Saris 10-11.11.2014

Jakiś czas temu, znajomy, jeżdżący z hurtowni spożywczej z towarem na Słowację, zabrał nas na festyn do Sabinov_a.
Festyn jak to mało miasteczkowy festyn. Siakaś podrzędna kapela na scenie, budki z piwem i grillowanymi potrawami. Zostaliśmy ugoszczeni zacnie, przez słowackich sąsiadów, z racji szczególnej estymy jaką darzyli naszego organizatora. Polała się boroviczka, jak i jadła nie brakowało.
Wtem naszedł plan, aby wyskoczyć jeszcze na Šarišský hrad.
Tak też postanowiliśmy. Szybkie wyjście, wesoło było ;) Jednak ruiny zrobiły na mnie takie wrażenie, iż postanowiłem tu wrócić, aby wśród nich przenocować.

O samej historii zamku internetów przeklejać nie będę :p
Warto tylko nadmienić, iż w jego najbliższych okolicach od dawien dawna ważono piwo. Obecnie u podnóża znajduję się browar Šariš.
Wypadało by jeszcze wspomnieć, że był to swego czasu jeden z większych słowackich zamków.


Jednak mnie nie wielkością, ani obecnością browaru skusił. A usytuowaniem.
Góra na której owy hrad sięznajduje, ma zaledwie 570m n.p.m. Jednak Góruje ona nad okolicą, robiąc ogromne wrażenie. A szczyt "płaski", ścięty niczym nożem :)



Jak postanowiłem, tak zrobiłem.
Dnia pamiętnego, 10 listopada roku pańskiego 2014, postanowiłem wyruszyć na zamczysko.
Pakowanie zacząłem owego dnia, nie zamierzałem się śpieszyć, czekając na słonko i rozejście mgieł. Plecak nieco ciężki, wprawdzie na kolarce z takim tobołem bez sakw nie jeździłem, no ale na góraku dawało rady, to czemu nie :) Przecie to "tyko" ~66km. Wyruszyłem dopiero o 11. Zimno jakoś już nie było, ale wiatr, wiatr i jeszcze raz wiatr prosto w mordę!
Po drodze, za Muszyną, spotkałem owego prowokatora biesiadowania słowackiego. Wracał właśnie ze Słowacji po rozwożeniu towaru. Trochę dziwnie na mnie patrzył widząc tobołek na plecach, no ale, skoro na nocleg z namiotem. I wtedy zdałem sobie sprawę, iż nie wziąłem karimaty. Szlak trafi, jak można było o tym zapomnieć. A kij z tym. Jakoś dam rady, się "coś" podłoży pod psiwora i będzie ;)
Droga mi się nieźle dłużyła. Jednak kolarka plus taki pakunek na plecach, to nie jest fajna rzecz. Dupsko zaczęło boleć, plecy też. Do Sabinova jakoś dojechałem, stamtąd wydawało mi się już rzut beretem, z tego co po obfitej biesiadzie pamiętałem ;)
A to jeszcze 15km, a tu ciągle wieje twarzowo, słonka coraz mniej :( I jeszcze wytarmosić się na tą górę. Górakiem wyjechał by tam ok, a kolarka z ciśnieniem 8bar średnio się zachowywała na początkowym, mocno zdezelowanym asfalcie. Część wyjechałem, część wypchałem a i klapnąć było gdzie po drodze.


Droga na szczyt.




Już prawie, widać ruiny!




Brama wjazdowa.


Wieża obok bramy.


W środku:




Na miejscu, spodziewałem się raczej całkowitego bezludzia. Jednak natknąłem się na dość liczną ekipę prowadzącą renowację


Oczywiście wydrapałem się na szczyt centralnej wieży, a raczej pozostałości jej, z górnego zamku.
Wejście, z adnotacją POZOR! I coś tam coś tam, kto by rozumiał ;)


Czołgać się nie trzeba, na kuckach, dla krasnali, czy na czworakach dla większych trolli, da radę.
W środku w miarę "odrestaurowane". Wita nas drabinka, potem solidny podest drewniany, z potrzymaniem sklepienia i kamienne schodki na górę.


Widoki ze szczytu:






Niestety byłem mocno rozczarowany. Słaba przejrzystość, Tatr nie widać, ba nawet żadnej panoramy nie zrobiłem :(
Zszedłem na dół i zacząłem rozglądać się za miejscem noclegowym. Po chwili obserwacji, spostrzegłem, że jeden z pracowników będzie nocował w jednej z baszt. Takiej zaadaptowanej do "stróżowania"? Jak i okazało się po chwili, sam tam nie siedział, przygruchał sobie, całkiem zacnej urody waćpannę. Trudno się było z nim dogadać, pytając czy można rozbić namiot. Dopiero jakiś starszy jegomość, który nie opuścił jeszcze "posterunku" z czaił, że chodzi mi o "biwak" i odpowiedział, że nie ma problemu.
Ok fajno, ale owy pozostały na straży, porąbał drewno i zamknął się na cztery spusty z dziewoją w wieży hehe. Toż on może nie terenu pilnował, a bardziej o dziewkę się bał!?
Cóż mi było począć. Co my tu mamy:


W prawdzie, z napitku, tom tylko jedno piwo miał, ale jadłem bym się mógł podzielić. Nie to nie, będzie dla mnie więcej :p
Także wyposażony w cztery kiełbaski wiedeńskie, dwa filety z kurczaka w przyprawie curry, oraz kawałek sera pleśniowego oraz... tadammm, dwie zupki chińskie :D zacząłem ucztę.


Słońce szybko zachodzi, oblewając wszystko złotawym kolorem.
Pichcim sobie.


Jak miło, kratki do smażenia są zostawione przy palenisku.
Nie ma to jak cycoken z kuraken i do tego zupka chińska. Kiełbaski wcześniej zjadłem jako "aperitif".
Do tego na przepitek Smädný Mnich, oczywiście rozlewany w browarze u podnóża ruin.


Wszystko fajnie, ale drewna przy palenisku mam nie wiele. Jakoś do jegomościa, zamkniętego w wieży, nie lza mi łazić po prośbie. A i bym jeszcze przeszkodził w jakiej ważnej sytuacyji. Nie godzi się dręczyć gołąbeczki :p

To, co przyda mi się jeszcze na poranek (który nie trudno przewidzieć będzie zimny i mokry), wyciągam z ognia, odkładam na bok. Siedzę przy żarze gdzieś do 17:30. Jest już zupełnie ciemno. Żar dogasa, trzeba pakować się do śpiworka. Jako, iż noce, zrobiły się na tyle ciepłe, że nawet w Krynicy jest po 5-6C w nocy, to wziąłem Cumulusa X-lite 200. Wszystko fajnie ale kurwa mać! Zimna ta gleba :p Karimaty niet. Zaczęło się ratowanie. Może by tam liści na spód namiotu nasypać, na chadzanie po gałęzie świerkowe z deka daleko. Summa summaru, co miałem po podkładałem pod śpiwór. Czyli kurteczkę, kalesonki termo, wór po namiocie, ochraniacze na buty rowerowe, czy nawet rękawiczki rowerowe. To robiło za izolację :D Pod głowę plecak.
Oj rześko było. Psiwór dobrze trzymał ciepło, ale leżąc czy to na boku czy na plecach, dalej ciągnęło od dołu. Skumulowałem moją warstwę izolacyjną, złożoną z tych różność na odcinku barki-dupsko. Pod nogi podłożyłem buty rowerowe, co by nie stykały się stale z zimnym podłożem.Szło przeżyć. "Do poduszki" czytam "Samozwańca" Komudy. Po skończeniu zacząłem zasypiać. Aż tu, no szlachta w komnatach, zmarzła, czy co? Olejaka na prunda zapodali, czy ki diabeł? A może dupcyć po ciemku się nie umio. O! Uruchomili piekielną maszynę zwaną agregatem! To sobie znalazłem miejsce na wypoczynek z dala od cywilizacji :D Na szczęście coś po 22 zgasło. Pewnie paliwko się skończyło, co? See see.
Przed snem właściwym, problem się pojawia. Siusiu. Czy opłaca się wychodzić i wychładzać, czy może, zrobić sobie termofor :D Butelka plastikowa po izotoniku i mamy źródło ciepła, które można przytulić w śpiworku hehe.
Poranek ciążki. Straszna wilgoć, wszech panująca mgła i nie za ciepło


A którędy na Wawel?


Trzeba było się brać za powrót do żywych ;)
Ogień, dawać ogień!
Dobra, największego survivalowca udawać nie będę. Lepiej się najeść ciepłego, niż pozostać o zimnym brzuchu, czy w najlepszym efekcie męczyć się godzinę z rozpaleniem. Mały myken cyken, chusteczki higieniczne skropione terpentyną :D Do tego troszkę drobniutkiego drewienka i po chwili można gotować


Urozmaiceniem tego dani, było skrojenie pozostałości serka pleśniowego do zupki chińskiej. Taka fajna pulpa wyszła :D


Śmiejcie się, ale w zupkach chińskich jest coś... mistycznego :D Nic tak nie robi dobrze na brzuszku jak ten wynalazek za 1zł :D

Czekać na pogodę nie było co. Bo z tego co po drodze zauważyłem, to gdzieś dopiero 10, a tam na górze zapewne bliżej 11 zaczęło robić się znośnie. Spakowałem się, pożegnałem z ekipą, przybyłą już na prace renowacyjne i sru na dół. Część znów jechałem, cześć prowadziłem. Po drodze, już przy samym dole spotkałem lokalnego dziadka rowerzystę. Dał mi instrukcję, jak minąć główną drogę, z dużym ruchem (łączącą Sabinov z Preszowem), z czego chętnie skorzystałem, biorąc pod szczególną uwagę panującą mgłę.

Powrót, mimo, że nie pod wiatr, też do przyjemnych nie należał, gdzie z 50% trasy robiona w warunkach, jesienno "nie chce mi się wychodzić z domu" ;) (tyle dobrze, że nie padało). Do domu wróciłem wymęczony, obolały ale szczęśliwy :)


Kącik kulinarny.
Dorzucam przepis na kotleciki z kalafiorów :)

Prowadząc tryb kawalerski, kupując większego kalafiora, coś z tym trzeba zrobić. Przecie nie będę przez parę dni wpieprzał kalafiora do obiadu ;)
Jeśli ktoś ma podobne problemy polecam zastosować taki przepis:
Składniki:


Ugotowane kalafiory mieszamy z bułką tartą i jajkiem. Do tego trochę śmietany i masła. I ubijamy. Ot taki puree. Można dodać szczypiorku, cebulki (szczypioru), czy kto co tam woli. Na koniec uformowane "kotleciki" obtaczamy w bułce.


Preferuję podane z ogórkami konserwowymi, całość posypane świeżą pietruszka i koperkiem.


Opcjonalnie, można na wierzch, podczas smażenia dorzucić np sera żółtego lub, ja zastosowałem Lazur Złocisty.


Smacznego i pozdrawiam.

Offline Grzesiek



  • Pomógł: 33

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #61 dnia: Listopad 13, 2014, 11:10:07 »
Wodniku ,  Ty jezdzisz dużo po lasach i górach. Powiedz ,  proszę co sadzisz o fullach  bo widzę , że konsekwetnie dosiadasz HT. Jakiś konkretny powód ? HT lepszy , gorszy ?

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #62 dnia: Listopad 13, 2014, 21:16:35 »
Grzesieg

Owszem, sporo, a raczej głównie jeżdżę po lasach i górach bo mam je na wyciągnięcie ręki (a od asfaltów mam kolarkę). Co sądzę o fullach na taki teren. Jak najbardziej jestem na tak. Dlaczego zatem "konsekwentnie dosiadam HT"? Ponieważ zarówno Ht jak I full mają swoje wady i zalety, a przy obecnej ramie, mimo, iż ciężka w sumie, bardzo mi odpowiada (wagowo cały rower też), więc jest mi dobrze. Tak więc jak bym miał kupić coś z pełną amortyzacją, to na pewno nie smoka ważącego 15 kg, czy coś ze słabiutkim damperem strasznie huśtającym na podjazdach. Biorąc to pod uwagę, to nie trafiłem jeszcze na taką ramę, która była by dla mnie spełnieniem wymogów w akceptowalnej dla mnie cenie. Gdyby cena nie grała roli (ach te marzenia) pewnie bym celował w coś jak Orbea OIZ 2014/2015.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #63 dnia: Luty 01, 2015, 21:28:48 »
Bacówka nad Wierchomlą przez Jastrzębik i z powrotem 01.02.2015

Profil trasy:
http://www.geocontext.org/publ/2010/04/profiler/php/data.php?topo_id=40568&nameplace=krynica-bacowka-wierchomla-krynica&lang=pl

Po obfitych, wczorajszych opadach, nie przestraszony ilością śniegu, postanowiłem zaatakować rowerowo Bacówkę.
Wybrałem opcję dojazdu przez Jastrzębik.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2015/02/18f82e3613f142be.jpg

Za końcem Szczawnika, po wyciągach, wjeżdżając w las,robi się ciężko.


Średnio ubite, ale daje rady dojechać aż do mostku przed bacówką. Tam, trochę prowadzę, trochę jadę (za grząsko :( ).
Jest i miejsce docelowe. Niestety im później tym warunki zdjęciowe coraz słabsze. Trzeba było by być z samego rana, była wtedy żyleta!


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2015/02/d9446155055e16fb.jpg

Jeszcze dwa HDR-ki:




Odwiedziłem znajomych bacówkarzy ;) Pogadaliśmy trochę, ogrzałem się, uzupełniłem elektrolity grzanym uzupełniaczem i wio z powrotem. Zjazd wcale taki łatwy nie był. Słońce zaczęło działać na śnieg. Zrobił się jeszcze luźniejszy. Parę razy traciłem kontrolę, zjeżdżając w zaspy lub będąc w ślizgu ratowałem się podpierając się nogą.
W sumie tylko 41 km, ale przez ten śnieg, dało w kość.
Ogólnie bardzo fajny wyjazd, na bacówce, spotkałem jeszcze kumpla rowerzystę z Krynicy, a skuterowcy robili sobie ze mną zdjęcia :D Rower na bacówce w tych warunkach, był taką atrakcją, iż ludzie masowo pstrykali fotki. Znajomy żartował, że powinienem opłaty pobierać, było by na nie jedno piwko :)

Offline Ivan

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #64 dnia: Luty 02, 2015, 09:40:08 »
Jeszcze dwa HDR-ki:

Pierwszego bym wysłał do Schwalbe ;)

Co wkładasz na stopy i ręce w takich warunkach? Jeżdżę zimą już od paru lat, ale problemu marznących rąk i stóp póki co nie udało mi się rozwiązać. No i z wiekiem jest coraz gorzej :(

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #64 dnia: Luty 02, 2015, 09:40:08 »

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #65 dnia: Luty 06, 2015, 22:06:31 »
 Ivan

Jako odpowiedź na Twoje pytanie, zapraszam do osobnego wątku:
http://www.forum.outdoor.org.pl/sprzet-25/shimano-endure-npu-oraz-chiba-alaska-plus/

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #66 dnia: Marzec 10, 2015, 14:16:01 »
Wodniku swą relacją zachęciłeś mnie do odwiedzenia Szarysza. Wielokrotnie przejeżdżałem samochodem przez Preszów, ale nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby podjechać kawałek i zobaczyć ten zamek.

PS Ten okrągły ruszcik wozisz ze sobą?

Pozdrawiam

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #67 dnia: Marzec 10, 2015, 16:27:29 »
krzysztof

Okrągły ruszcik był na miejscu.
Ja przeważnie piekę wszystko na kijku, którego strugam na miejscu. Nie ma sensu wozić takiego żelastwa.

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #68 dnia: Sierpień 29, 2015, 12:13:07 »
Góry Lewockie - Kralova Studna 22.08.2015r.

Sobotnia objazdówka po okolicznych górkach.
Tym razem chciałem wam zaprezentować okoliczną miejscówkę, zwaną Kralową Studnią. Po słowackiej stronie, zaraz przy granicy.

Z Krynicy dojeżdżamy asfaltem do Powroźnika. Tutaj możemy zwiedzić cerkiew wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cerkiew_%C5%9Bw._Jakuba_w_Powro%C5%BAniku


Jadąc koło sklepu "Groszek" od bijamy za nim w prawo, wskakując na niebieski szlak.
Początek dość stromy. Dalsza jazda była mocno utrudniona przez rozrycie (dosłownie!) szlaku, przez zwózkę drzewa. Trzeba było męczyć się z luźną ziemią zmieszaną z kawałkami drewna postrzępionymi niczym włókna kokosowe :( Dalej to i całe gałęzie na szlaku wylądowały, więc kilkaset metrów to było przedzieranie się z rowerem. Ot jak bym to nazwał krzaczorowanie rowerowe, tudzież, tak ładniej survival rowerowy ;)
No ale to góry, przygoda, hardcoru trochę musi być, a nie uklepane single tracki :P




Internet dla skrzatów leśnych!


W środku lasu, na szlaku spotykamy studzienki telekomunikacyjne :D
Lokalny dostawca internetu wziął sporo kasy z unii i zaczął inwestycję. Śmiesznie to wygląda w takiej dziczy. A internetów jak nie ma tak nie ma. W zimie mu światłowód zajebali (ojj musieli się zdziwić opalając :D ), koparka ugrzęzła pod Malnikiem, to ją rozkręcili na części. Ot po internecie dla wiosek zostały tylko studzienki :p Pracując w konkurencyjnej firmie, czujemy się nie zagrożeni, tyle z tego dobrego hehe.

Przed rezerwatem Hajnik, na rozstaju pod Dubne 904m n.p.m. odbijam żółtym szlakiem.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2015/08/ec58518a228a350e.jpg

Docieramy do wioski Wojkowa.
Polecam również tu zahaczyć o cerkiew z piękną dzwonnicą.






Następnie wracamy się nieco pod szkołę i odbijamy na Kralovą Studnię ku granicy.


Ot i Kralova Studna.


Bardzo sympatyczne miejsce z widokiem na Beskid Sądecki w tym Jaworzynę Krynicką.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2015/08/b5bc1d350bf061e1.jpg



Od Krynicy jadąc asfaltem na Wojkową, potem bita droga od szkoły idzie dojechać zwykłym samochodem. Świetne miejsce na ognisko! Jest zadaszenie, huśtawka, palenisko. Ba, jak by nas zmogły wypite trunki ;) można się na stryszku przespać (jest otwarty, dwa materace na podłodze).


Kilkadziesiąt metrów obok (pod górkę) jest źródełko.




Na zejściu do "studni"  dziewięciosił.




Kolejne metry (około 150m) dalej mamy wieżę widokową z zadaszonymi ławeczkami.


Mały odpoczynek


Widok w kierunku Polski zarasta. W oddali Jaworzyna Krynicka.


Natomiast panorama na Góry Cergov jest wspaniała.


link do pełnego rozmiaru:
http://static.frazpc.pl/board/2015/08/8e18b62f986af47d.jpg

Dalszy plan zakładał jazdę pasmem granicznym w kierunku Muszynki i zwiedzenie Okopów Konfederackich. Jednak przestraszyły mnie chmury i zapowiadany deszcz, jak i ogarnęła lekka niemoc. A mając w świadomości wyjście w Tatry na następny dzień, nie chciałem się przesilać. Zjechałem wiec do Wojkowej, dawnym żółtym szlakiem (obecny prowadzi na Kralovą). Tu droga poprzecinana pastuchami :(


Dobrze, że przynajmniej te białe worki wiążą. Jednak przepychanie roweru pod nimi psuję frajdę z jazdy. Niby nie są pod prądem, w większości :p Jak mnie przed ostatni nie pierdykną, bo na pewniaka złapałem to głowa mała. Ale roweru nie puściłem hehe.
Potem na Tylicz i podjazd pod Romę i Krynica. Trochę sprany mózg od szosy i właśnie tym asfaltowym podjazdem (dość męczący) się puściłem, zapominając, iż można skręcić w lewo koło wjazdu na "Domki w Lesie" i wyjechać na Górze Parkowej.

Zapraszam w okolice. Dużo ciekawostek, fajnych miejsc i na "pobocznych" polsko-słowackich terenach mało turystów.


Kącik kulinarny.

Dziś nieco na ostro. Ale bez przesady bo nie przepadam jak pali w mord ;)

Składniki:


Robotę robi tu ser gouda z chilli oraz ogórki konserwowe z chilli.
Mięso, karczek, kroimy na kosteczkę i marynujemy kilka/kilkanacie godzin w oliwie z oliwek z dodatkiem mielonej ostrej papryki.


Oprócz tego młoda kapusta, cebula czerwona, kasza gryczana i czosnek.
Robimy kapuściane zawijasy z takim "farszem".


Do piekarnika na około 60min. Należy dolać nieco wody, aby zarówno liście kapusty jak i kasza nabrały wody i się ugotowały.
Całość na końcu polana sosem pomidorowym z ziołami.


Smacznego!

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #69 dnia: Czerwiec 18, 2016, 11:29:56 »
 Słowacja 06.04.2016

Liptowski Mikulasz <=> Likavka Hrad + podjazd pod Chopok 1120m n.p.m.
Dzikie bulgotniki - Kalameny.


Znajomi wybrali się na narty na Chopok. Jeden kumpel dojeżdżał do nich na drugi dzień, a jako, iż miał na tyle miejsca w samochodzie, co by zabrać jeszcze oprócz mej tłustej dupy rower, to zrodził się owy plan.
www.geocontext.org/publ/2010/04/profiler/pl/?topo_ha=2016041958049270

 A to spytacie, czemu ja nie na narty z nimi... nie umiem jeździć na nartach :D

Trochę rześko z rana.


Desantuję się w Liptowskim Mikulaszu, nieco za centrum w stronę Chopoka. Ruszam z kopyta, chłodnawo jeszcze.
Po drodze mamy piękne widoki na Tatry


link do większego rozmiaru:
https://2.bp.blogspot.com/-FV1ClwNYDtM/V1R7jAnHRgI/AAAAAAAAI30/xRzNLYAEnbkEZDjHHQVF-CYYuCe04OidACLcB/s1600/%255BGroup%2B0%255D-P1040124_P1040126-3%2Bimages2.jpg

oraz Góry Choczańskie.


link do większego rozmiaru:
https://2.bp.blogspot.com/-uFQ9tZnP80E/V1R5yJIcXsI/AAAAAAAAI3k/gBv_qvGkMZcykw6F1M4LPwzhETEFmkP9QCKgB/s1600/%255BGroup%2B0%255D-P1040115_P1040117-3%2Bimages.jpg

Meee...
w tle Wielki Chocz - góra z zacnymi widokami, polecam.


Docieram do Likavki. Atakuję "hrad".
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_Likawa

Z rowerem, w butach z systemem Look_a, trochę ciężko pod to zamczysko. Tuż przed samymi ruinami jest stromawe, schodkowo korzeniaste podejście. Jednak uparłem się, iż zwiedzę ten zamek.


Nosz kurwa mać! To ja rower na plecach wytaszczyłem a tu " Zatvorené " :(
Zamek w remoncie. Z bokca jest niski murek a i gdzieś na około jakaś ścieżka. Może i da się wleźć na teren, no ale roweru nie zostawię, w tych spd_kach to się zabić można, a jeszcze stado stonki przylazło. No nic, trudno, aczkolwiek fotki ze środka, z widokiem na Niżne Tatry były by zacne. Ale uważam i tak za zaliczony/zdobyty :p


Zdjęcie przez kratę.
https://3.bp.blogspot.com/-56p7v2V7TVM/V1R9z4wGHBI/AAAAAAAAI4g/CSdNenQfR8oHU7FGdgNUBcUXEUtk_M3qQCLcB/s640/P1040112.jpg


Wracam na Liptowski Mikulasz.
Tutaj, mój nowy aparat Panasonic GM1, na dziewiczym wyjeździe, upada z 30-40cm na kierownicę roweru a potem ląduje na trawie. Myślę sobie, ot nic wielkiego. Podnoszę, a tu wyświetlacz w mak. Zajebiście!


Czuję już zmęczenie. Zajeżdżam do supermarketu. Kupuję dwa banany i jogurt musli, oraz litr izotonika. Wciągam jedzenie w tri miga i startuję dalej.
Podczas gdy ja walczę na podjeździe pod Chopok, kolega przednie się bawi podziwiając ze szczytu takie to widoki.






Właściwy szczyt Chopoka 2024 m n.p.m.


Już widać szczyt.


Podjazd niemiłosiernie się dłuży. Mijam jedną jaskinię, potem drugą, kręcę na "żółwiku". Umieram, nie mam już nawet siły wkurwiać się na rozwalony aparat. Zatrzymuję się chyba z 4 razy, modlę się, aby ten podjazd już się skończył. Na samej końcówce zagotowało mnie. Przystanek, ściągam grubszą termo koszulkę i jadę "na golasa" z założoną lekką bluzeczką rozsuniętą niemal po całości. To było już za dużo na początek sezonu i to po 70km w nogach. Cały litr izotonika wychlałem na tym podjeździe i jeszcze mi brakło.
 Gdy przebieram się na ostrym wirażu za balustradą, jedzie z góry samochód trąbiąc i dając długimi. Ooo ekipa narciarska z Krynicy! Patrzą na mnie jak na kosmitę, skąd ja tu się wziąłem, w dodatku w stanie agonalnym próbując zdobyć tą golgotę.

- Dajesz, dajesz! Już niedużo zostało.

Jest, wreszcie!




Kumpel chce wykorzystać na maksa karnet. Rzutem na taśmę załapuje się jeszcze na jeden wyjazd.
Człapię więc do restauracji uzupełnić elektorolity.
Zasłużona nagroda.


Napojony, nieco dochodzę do siebie. Coś by zjadł jeszcze. No to pojechaliśmy po bandzie i zahaczamy o Macdonalda hehe. Ależ smakowało to chemiczne żarcie, tylko ludzie się trochę dziwnie patrzyli, jak koleś w wdzianku kolarskim, wdupca, aż mu się uszy trzęsą, Big Maca :D
Pojedli popili, to teraz jedziemy szukać dzikich bulgotników, tzn ciepłych źródeł.

GPS-a okazuje się całkiem pomocny i dobrze nas prowadzi. Na wiosce tylko dopytujemy gdzie odbić.


Całkiem fajna miejscówka. Jednakże woda mogła by być nieco cieplejsza.

Co to kurwa jest?! Czyżby Jozin z Bazin?


Jest zacnie :D




Wyjście z bulgotek i dotarcie do samochodu, przy temperaturze na zewnątrz kilku stopni, było nie lada wyzwaniem. Ogrzewanie na full i wymęczony, ale szczęśliwy, wracam do Krynicy.



Kącik kulinarny.

Kwaśnica Górolska hej! ;)

Aby zrobić dobrą kwaśnicę (nie mylić z kapuśniakiem) musi być wędzonka, najlepiej wędzone żeberka. Kiełbasa też dobrze jak jest wędzona.
Ja dodatkowo robię na rosole, dolewając wody tyle ile trzeba. Tzn zawsze zostawiam trochę rosołu, taki już parodniowy, odgrzewany parę razy, co się ułożył/przetrawił, robi robotę. Zarówno w kwaśnicy jak i bigosie.
Po prawej widać jeszcze mięsko wołowe z kości. Przeta wiadomo, że najlepszy rosół wychodzi jak dorzucimy kości wołowych. Potem te kostki obieram i jest smaczne mięsko.
Polecam też dorzucić nieco jałowca. Jednak podstawa to dobra kapusta, najlepiej kiszona, nie kwaszona. Oczywiście do gara wrzucamy BEZ odsączania!


Ziemniaki wrzucić na 30 min przed końcem gotowania. Ja gotuję około 2 godziny.

Ot i gotowe, pyszna, pożywna zupa.
Smacznego!


Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #70 dnia: Maj 14, 2017, 08:23:16 »
 Ľubovnianska vrchovina
10.05.2017

     Bardzo słabo znam ten obszar. Zawsze jadąc w Tatry, mój wzrok przykuwał szczyt z przekaźnikiem, budząc myśli "fajnie było by kiedyś tam wy człapać".
Szybki rzut okiem na mapy, w celu zaplanowania ewentualnej trasy. Zarówno na mapie Beskidu Sądeckiego wydania WIT, jak i słowackiej VKU nr 103 nie ma śladu po zielonym szlaku z Orlovskiej Magury.
Trzeba było zaktualizować mapę :p


 Plan był ambitny. Na dwa dni. Spakowałem się z rana, namiot, śpiwór. Trochę żarcia wraz z garami na dwa dni. Przed 10 patrzę na termometr 7C, na Jaworzynie... 0,5C! W nocy straszą przymrozkiem. Eee, może się ociepli. Ruszam.
Na Muszynę - Zapopradzie. Tam niebieskim trzeba przebić się na słowacką stronę. W Legnavie odbijamy w lewo, dalej niebieskim.
Pierwsze widoczki, w tył na Beskid Sądecki z Jaworzyną Krynicką.



Dalej. Jedzie się (a raczej pcha :p ) ciężko, nie ma bitej, polnej drogi, tylko takie zarośnięte, trawiaste.


Ooo jakie ładne borówczyska.


Taa, ładne, ładne, gorzej przez to ZNÓW pchać rower.


Ale chyba nie może być gorzej. Oj może! Trafiłem na zwózkę drewna. No ja pierdziele, ale rozryli. Ten cały zestaw pni, ciągnęli leśnym potworem. Zagadałem do nich, że droga nie fajna. Niezłego mieli "Zonka" na twarzy, jak zobaczyli rowerzystę, z ciężkim plecakiem w dodatku taszczącego rower na ramieniu. Spytali dokąd, którędy, jeden stwierdził, iż tamtej drogi nie zna (no fajna droga/szlak jak leśny tubylec nie zna) ale, że powinno być przejezdne.





Morduję się jeszcze trochę. To pchając, to niosąc, to próbując jechać. Gdzie kurwa ten szczyt, umieram!
Jest!


30m poniżej...


 Noo, teraz żółtym. Ładna leśna droga, w końcu w dół i nie ma setek gałęzi :p
Jednak tu robi mi się mocno zimno. Zgrzałem się pod górę. Zakładam kamizelkę z merino i pełne rękawiczki membranowe. Na stopach, mimo średnich smartwool_i, bez ochraniaczy marzną stopy! Musi być chyba ze 4-6C i jeszcze wieje!



Docieram i na główny punkt wycieczki.


Z charakterystycznym przekaźnikiem.


 Tutaj postanawiam, że nocować nie będę. Za zimno, za słabo się ubrałem, nad ranem miał bym niezły problem. Chyba, że koczował bym w namiocie do południa. W sumie, książkę do czytania wziąłem, ale nie. Nie ma co przeginać pałki. Zbyt odczuwalne jest to zimno.
Dalej zielonym, który przecina asfalt nad Malym Lipnikiem.
Tatry widoczne przynajmniej w jednym miejscu, na pocieszenie.


Droga pokryta kaczeńcami. No nie zwiastuje to niczego dobrego.


Czasem ciężko kręcić, nawet jak jest nieco z górki! Chciałem dzikie góry, to mam. Jednak na rower, jeszcze jak tak mokro, to średni pomysł :p
Dojeżdżam do polanki z chatką.




Wszędzie mokradła i stoi woda.


Docieram do asfaltu, jestem uratowany. Ewakuację przeprowadzam przez Maly Lipnik, z powrotem na Legnavę, przez Muszynę do Krynicy. Siadło gdzieś z 46km z tym plecorem, z którego zjadłem jednego batonika. Za to wychlałem całe 1,5l izotonika :p
W oddali Góry Lewockie.





Kącik Kulinarny.

Skoro pogranicze polsko-słowackie nad Popradem, to może coś, co można tu złowić :D
No dobra, pstrąg nie jest z Popradu tylko z Biedronki hehehe. Ale i takie, złowione przez szwagra jadałem.

Pstrąg w przyprawach z wędzonym boczkiem, do tego warzywa na patelnię z grzybami leśnymi Hortex_u (fajne, aromatyczne).



Wszystko zapieczone w naczyniu żaroodpornym w sosie śmietanowym z dodatkiem czosnku i rozmarynu.
Przed zapiekaniem. 


I gotowe.
Naprawdę niezłe. Polecam.


Smacznego i pozdrawiam!

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #71 dnia: Czerwiec 05, 2017, 21:58:30 »
Osly vrch => Eliaszówka => Szczawnica
                       powrót
                  02-04.06.2017



Wolny weekend, pogoda ma być rewelacyjna. Trzeba coś zdziałać. Tym bardziej, iż wszystko dobrze się złożyło, nowy namiot, jak i ciuszki, doszły przed weekendem.
Wysępiłem urwanie się z pracy o 15. Niby miałem wyjechać od razu, ale to żwirek dokupić dla sierścia, zostawić mu żarcia, sprawdzić plecak i "dopakować" się. Tak to schodzi i ruszam dopiero 16:08. Jadę asfaltem, doliną Popradu. Lubię tą trasę. Dupsko już trochę boli, statyczna pozycja na asfalcie z ciężkim plecakiem, nie jest to dobre.
O 17:38 jestem na słowackiej stronie w Mniszku - wysokość 382m n.p.m. Wg znaku/mapy to jeszcze 3:30 pieszo. Kurcze, może zdążę przed zachodem słońca.


 Zaczyna się górski teren z podjazdem na dzień dobry. Mozolnie zdobywam wysokość.
Opuszczone domostwo z zabudowaniami, w oddali kamieniołom w Wierchomli.


Jest już trochę późno, ale słońce cały czas mocno daje. Widoki wynagradzają wszelkie trudy.


Czyż nie piękne tereny na rower.


 Trochę ciężko jedzie się po tak gęstej trawie, ale daję rady.




Ha, fajnie zamaskowana ambona.


19:46 zaliczam docelowy szczyt.
Osly vrch 859m n.p.m.




Pod drzewem, z widokiem na pasmo Beskidu Sądeckiego, rozbijam namiot.


Nowy nabytek od "my fierndów". Naturehike CloudUP2.
Sama sypialnia.




I z tropikiem.




Miejsca w środku sporo. Niby to "dwójka", ale z "betami" ciężko by było w dwie osoby. W pojedynkę, to są normalnie salony, w porównaniu do trumienki Camp_a Minima 1 SL.


Ahh. Odpoczynek.


 A i miejsca sporo na gotowanie w przedsionku.
Test garów tytanowych i tytanowego sporka.


Nadchodzi zachód, trzeba iść spać.


Rano, coś nade mną czuwam, jakiś leśny słowiański bożek? ;) Nie ustawiam budzika, samoistnie budzę się, czy też czynią to leśne ptaszyska o 4:48. Idealnie trafiam na wschód. Słońce wyłaniające się zaa pasma Radziejowej. Parę minut później i było by za późno.


Jeszcze legowisko w promieniach wschodzącego słońca.


 Jeden z odciągów przepleciony przez szprychy, ot tak dla bezpieczeństwa maszyny w nocy :p

Czas na śniadanie.
Chleb, na naturalnym zakwasie bez sztucznych dodatków. Bardzo syty. Do tego mam jajca, 3 sztuki. Przewiezione w takowym to pojemniczku po skoczku.




 Ruszam dalej. Mam jednak mały problem. Bo nie mam wody. Nie znalazłem po drodze żadnego strumyczka. Chcę odbić szlakiem żółtym na Sedlo Vabec, z nadzieją, iż budowana tam knajpa jest już gotowa i coś zakupię.
Po drodze mijam "CYKLOSTOPY" :D


Nie wiedziałem, że zrobili tam single. Kusi, ale nie mam pojęcia gdzie zjeżdżają (domyślam się, iż do Starej Lubowli), a i z ciężkim plecakiem. Szukam żółtego. Który potem gdzieś ginie i summa summarum wpadam na tego singla. Cóż, zobaczymy, w sumie jak zjadę na dół to kupię jakąś wodę i coś do przegryzienia. Atakuję zjazd oznaczony jako "Vlcia".
W paru miejscach przyznaję się, musiałem się zatrzymać, z obawy, że mnie plecak wyprzedzi i zrobię fikołka :p Ale jakiegoś hardcoru nie było, bez plecora to nawet fajna trasa.
Trasa przecina bitą drogą i leci dalej w kierunku Starej Lubowli.


Dalej ścieżki rozdzielają się na wilka, rysia i niedziwienia. Zwinny jak ryś to nie jestem, do wilka też mi daleko. Najbliżej mi do misia :D


 Ojj zły wybór, to chyba na "misiowate" fulle do downhillu ;)
To już taka poważna trasa ze skoczniami itd itp. Objeżdżam je bokiem, bardziej strome odcinki... prowadzę :p
Mapka dla zainteresowanych.


 Po zjechaniu na dół, postanawiam podskoczyć jeszcze pod zamek. Dawno tam nie byłem




 Zajeżdżam na stację benzynową koło "franka". Kupuję wodę, batonika i czekoladę Studencką :D
Teraz tylko parę kilometrów hehe, podjazdu pod Sedlo Vabec.
Jest, zmordowałem!


 Panoramka. A tej knajpki to jeszcze nie otworzyli. Jakbym tu wylądował bez wody, to było by nie fajnie :p Wiec, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :D


 Dalej żółtym szlakiem na Eliaszówkę z wieżą widokową.
Hłe hłe.


Po drodze piękne widoki.








 Parę fotek ze szczytu wieży.
Jeszcze parę lat i Tatr nie będzie w ogóle widać :(


W kierunku Pienin, z lewa widać Trzy Korony.


Szlak przez borówczyska, którym przyjechałem.


Pędzim dalej, na Obidzę i potem czerwonym na Jaworki i do Szczawnicy, gdzie umówiony byłem ze znajomym z forum.
Za Obidzą z czerwonego. Cudnie!


Jadę żwawo, gdzieś mi czerwony umyka, ale oj tam, oj tam, jest inna fajna droga. Trochę wytelepało, bo nieźle wymyta a i korzeni nie brakowało. Trudno jest, hamulce się gotują, jest zabawa i nagle... pać! Uuu. Dobrze, że dało się obejść bokiem. Ale widać, górole swego bronią za wszelką cenę ;)


 Docieram do użyszokodnika Yemiol. Zostawiam toboły. Pochłaniamy dwie zupy chmielowe. Fajnie się gaworzy, ale w planach mam jeszcze Czerwony Klasztor.
Juże bez plecaka i po elektrolitach, fajnie mi się jedzie. Trasa łatwa i widokowo zacna.




Docieram na klasztor.


Małe co nieco.
Pierogi z bryndzą, ze śmietaną i skwareczkami. Te skwareczki całkiem fajowe, szkoda, że tak mało :(


Jeszcze widok na Trzy Korony od strony klasztoru.



Wracam, też w dobrym tempie i rozbijam namiot u gospodarza w ogródku.
Wieczorkiem wychodzimy na browarka i małe co nie co.
Stołujemy się w Jazz Barze zamawiając burgery.
Świetnie podane, na kamiennej, lekko podgrzanej tacy. Sam burger, pyszności!
Miej więcej wygląda to tak:



Napojony, najedzony idę grzecznie spać.

Dnia kolejnego wstaje o 7. Pakuję się i o 8 wyruszam. Nie ma co zwlekać, aby upał nie dopadł.
W tą stronę jadę przez rezerwat Biała Woda.






Oj ciężko było wypchać rower pod Przełęcz Rozdziela.
Za to widoczki przednie.


Krowisie jedne, wyłożyły się centralnie na szlaku :p


I przełęcz.


 Potem już tylko na Obidzę i zjazd do Piwnicznej-Zdój i Krynica :p Wycyckałem się nieźle, bo chciałem picie kupić a tu zonk. Noo tak, znów jakieś święto, wszystko pozamykane! Umrę z pragnienia! Chyba będę musiał filtrować wodę z Popradu hehe ;)
Na szczęście w Piwnicznej, na rynku, otwarty był kiosk ruchu :D Gdzie zakupuję wodę i dwa snickersy.
Zjadam jeszcze gałkowanego loda, całkiem dobre te w rynku na rogu, i wio do domciu. Przed Zubrzykiem doganiam jakiegoś kolesia i siedzę mu na kole. Nie śpieszy mi się, a wieje już na zmianę pogody, to sobie jadę powoli, na sępa, w tunelu :p
Za Muszyną dupa chce mi odpaść. Męczę się. Robię na chwilę postój, mocząc gębę w rzece.
Przed 13 docieram do domu. Żyję, ale dupsko będę czuł przez parę dni :(



Kącik kulinarny:
Coś szybkiego pożywnego :)

Makaron z kurczakiem i serem pleśniowym.
Najlepiej wybrać dobry pełnoziarnisty, polecam ciemny Lubelli. Ten biedronowy 100% Durum, jest... taki se :p
Pierś z kurczaka w marynacie z oliwy z oliwek i przyprawach (tych z torebek) do tego cebulka szalotka. Czosnek dodaję już po wlaniu sosu.
Całkiem fajna jest ta sól morska czosnkowa z ziołami.


Sera pleśniowego dodaję trochę do gotującego się sosu, aby całkowicie się rozpuścił robiąc kremowy mus, a część na wierz już na talerzu.



Pozdrawiam i smacznego.

P.s.
Szczególne podziękowania dla Yemioł_a, za gościnę. Dzięki!

Offline MaciekZ

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #72 dnia: Czerwiec 05, 2017, 23:26:37 »
To miejsce biwakowe (szkoda że bez wody) znałeś wcześniej? Czy tak się trafiło?

Online Wodnik

  • Górski włóczykij


  • Pomógł: 21
  • Górski włóczykij

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #73 dnia: Czerwiec 05, 2017, 23:33:51 »
Ot jeździłem palcem po mapie, leżąc w łóżku i myśląc, gdzie mogę dojechać po pracy i co dalej.
Więc w sumie taki całkiem spontan. Wyznaczam sobie jakiś cel/trasę, nie ważne czy będę jechał, pchał, czołgał się, czy co innego. Ma być przygoda :D

Offline MaciekZ

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #74 dnia: Czerwiec 06, 2017, 06:03:45 »
 :D

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wodnikowe spontany rowerowe
« Odpowiedź #74 dnia: Czerwiec 06, 2017, 06:03:45 »