Autor Wątek: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.  (Przeczytany 21965 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #50 dnia: Marzec 01, 2008, 21:37:09 »
1) buty salomon raid i xa8 wiązania BC XA jedne manulne drugie automatyczne
jak łatwo się domyśleć automaty sprawiały non stop problem
w zasadzie to wystrczające buty na takie warunki (wystrczające narciarsko)
pisze w zasadzie bo jednak o wiele lepszy byłby jakiś lekki but tele 2 warstwowy coby mozna było w śpiworze wysuszyć botka
2) hardangervidda jest raczej płaska tam gdzie trzeba było przyfoczoczyć (podejścia) to to robilismy jak niechciało nam się wyciągać fok to zdejmowaliśmy narty
podejścia raczej nieduże tak do 100-150 m w pionie i raczej niezbyt strome
okolice lodowca są jedynie mocniej pofałdowane
3) smarów nie stosowaliśmy -na poślizg nie ma sensu jak ma się na plecach 25 i więcej ,-na trzymanie za duzo roboty  ;D

forum.outdoor.org.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #50 dnia: Marzec 01, 2008, 21:37:09 »

Offline walter02



  • Pomógł: 5

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #51 dnia: Marzec 01, 2008, 22:05:44 »
Cytuj (zaznaczone)
w zasadzie to wystrczające buty na takie warunki (wystrczające narciarsko)
z 20 kg worem na plecach na takich szmaciakach... jestem pewien podziwu, przy zjeździe nie dałbym rady.
A jakie narty ? (bo sierota się nie zapytałem od razu) - na fotce widzę jakieś okrawędziowane telemarkowe tua (mam podobne)
Coś mi tu nie gra - do tych nart montowaliście wiązania śladowe??? (ja poszedłbym w jakiś lekkie kablowe telemarki - np Rivy)
« Ostatnia zmiana: Marzec 01, 2008, 22:07:18 wysłana przez walter02 »

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #52 dnia: Marzec 01, 2008, 22:31:52 »
xa to nie takie szmaciaki jak się moze wydawać mają konkretne panele usztywniające
narty tua monets xa i elan - jakies turowe stare
bez krawędzi nie ma szansy cokolwiek tam zdziałać

no własnie w jakis lekki telemark będe teraz chciał uderzać bo już za miękki te buty jak dla mnie :)

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #53 dnia: Marzec 02, 2008, 15:57:04 »

Offline rumcajs



  • Pomógł: 21
  • ... i owoc żywota twojego je ZUS

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #54 dnia: Marzec 03, 2008, 08:34:46 »
biało, biało - klaustrofobia na otwartej przestrzeni ;D
fajne...

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #55 dnia: Marzec 03, 2008, 12:59:29 »
Relacja z jajem drugiego uczestnika -Wałka


Dzień I
Dzień podróży do Norwegii nie obfitował w atrakcje. Najpierw podróż do Warszawy, potem Borys podwiózł nas na lotnisko i podarował  ulotkę do agencji towarzyskiej, (za co szczerze mu dziękujemy:) . Trosze zabawniej było po wylądowaniu w Sandefjorden. Najpierw wzbudziliśmy nie małe zainteresowanie swoim nietypowym wyglądem (narciarskie buty overboty itp.) potem bardzo zdziwiliśmy panią w informacji kiedy stwierdziliśmy ze do oddalonego o 5km miasta chcemy się dostać pieszo, przecież autobusy są takie tanie:) Marsz do miasta minął szybko i sprawnie, zlokalizowaliśmy dworzec kolejowy i tam sie ulokowaliśmy. Na miejscu zastaliśmy pewnego pana. Wygląd  żula i woń metanolu nie przeszkadzał mu płynnie mówić po angielski. Ciekawe kiedy nasi rodzimi menele będą prosić o 2 złote na jabola w kilku językach:) Potem tylko wsiadaliśmy w pociąg (klasa turystyczna wyglądała jak nasza VIP). Podróż przespaliśmy, o 4 zebraliśmy graty i wysiedliśmy w Finse, naszej bazie. Zagadał do nas jakiś koleś z nartami telemarkowymi, poznał swoich:) Chwile pogadaliśmy dał nam kilka porad jako ze był częstym gościem na Płaskowyżu.  Była 5 nad ranem wiec rozłożyliśmy się w poczekalni dworcowej i tam przespaliśmy jakieś 2 godzinki.
Dzień II
O ile noc była gwiaździsta to poranek przywitał nas mgłą i silnym wiatrem. Mimo wszystko wyruszyliśmy w kierunku lodowca. Wiatr z każdym krokiem był coraz silniejszy, a widoczność coraz mniejsza. Korzystając jedynie ze wskazówek GPSa brnęliśmy mozolnie do przodu walcząc z wiatrem. Momentami poruszanie się na nartach było niemożliwe, wiatr rzucał człowiekiem jak tylko chciał. Bez nart był nie wiele lepiej, człowiek zapadał się w śnieg, niesione w rekach narty działały jak żagiel miotając  nami we wszystkie strony. Było na prawdę ostro ,śnieg zawsze znajdywał drogę do wnętrza naszych kapturów, co jakiś czas musieliśmy zdrapywać z nosów sopelki lodu. Postanowiliśmy wiec kierować się do turystycznego schronu Appelsinhytta, leżącego pod samym lodowcem. Po kilki godzinach marszu poprzez pokryte lodem gogle dojrzeliśmy zarysy małego budynku ( najwyżej 5x3metry).  Ostanie metry były naprawdę cieżkie, schron znajdował się w przesmyku miedzu lodowcem a wzgórzami i wiało tam bardzo mocno. Przed wejściem leżały sanki i trochę sprzęt, nie byliśmy więc jedynymi  szaleńcami walczącymi z burzą śnieżna.  W środku przebywały dwie osoby, Belg Dewid i Dunka Hanah. Szybko znaleźliśmy wspólny język, okazało się że Belg to niezły kozak i zawodowo zajmuje się zabieraniem ludzi na Grenlandie i inne rejony polarne.  Mimo to czekał razem z dziewczyna na poprawę pogody żeby wrócić do Finse. To chyba wystarczy żeby domyślić się ze wiatry na płaskowyżu to nie ciepła morska bryza. Z nowymi kolegami znaleźliśmy wspólny język (angielski:). Zapadł zmierzch, w spokojnym śnie przeszkadzało jedynie wycie wiatru w kominie.
Dzień III
Niestety ranek nie przywitał nas żadną zmianą pogody.  Zdecydowaliśmy pozostać jeszcze jeden dzień w schronie i czekać. Oczywiście siedzenie i nieróbstwo szybko nas znudziło , więc obuci i odziani wyruszyliśmy na zwiad terenowy.  Już nie będę się powtarzał tłumacząc jakie panowały warunki, po prostu Wiało.  Trzymając po prawej stronie pionowa ściane ograniczającą lodowiec  zrobiliśmy przyzwoitą pętelkę, która zajęła nam ponad 2 godzinki. Resztę dnia spędziliśmy w hyttcie gadając z Dawidem i Hanah o swoich róźnych przygodach. Na wzmiankę zasługuje Hanah która umilała wieczór swoim bardzo przyzwoitym śpiewem po duńsku. Świetny klimat!

Dzień IV
Mówiąc po wojskowemu: Koniec opier…lania się!!!  Mimo że warunki pogodowe tego dnia nie zmieniły się (trochę wzrosła widoczność, ale wiało jak zwykle) zdecydowaliśmy się na marsz w kierunki oddalonego o około 18km schroniska Kjeldebu.  Pamiątkowe zdjęcie z współlokatorami, pożegnanie się i w drogę! Od początku było ciężko, ale uparcie parliśmy na przód. Ciężko opisac jak to dokładnie wyglądało to trzeba przeżyc samemu, ale Matka Natura nie patyczkowała się z nami. Gdy sypie śnieg, wiatr przewraca cie na ziemie i wiesz ze nikt cie tu nie uratuje szybko nabierasz respektu.  Do dzisiaj boli mnie kolano po solidnym upadku podczas zjazdu z masywu lodowca. Przygnieciony plecakiem, z nartami przypiętymi do butów i obrócony twarzą do wiatru człowiek czuje tylko bezsilność.  Po kilku godzinach mozolnego posuwania się do przodu, uznaliśmy że nie ma szans na dotarcie do schronu tego dnia. Strzałka GPSa nieubłaganie wskazywała kierunek marszu na południowy pod wiatr. Było to niewykonalne. Szybka decyzja: kiblujemy! Za pomocą łopaty i rąk wykopaliśmy jame, jednak padający mokry śnieg kompletnie nas przemoczył (naprawdę kompletnie łącznie z bielizną)   i zmusił nas do rozbicia namiotu. Okazało się to syzyfową pracą, ale po ciężkiej walce z namiotowym latawcem udało się go postawić. W takich warunkach jeszcze nie spaliśmy w tym namiocie, woda kapała ze ścianek, nawiany śnieg topniał, w środku mieliśmy eleganckie bajoro, a w nim my w całkowicie zamokniętych śpiworach i ubraniach. Część nocy spędziliśmy gapiąc się na targaną wiatrem płachtę i modląc się aby wytrzymała. W tym miejscu należy pochwalić firme Marabut. Te namioty są naprawdę mocne.  Po kilku godzinnej wegetacji obudziła nas całkowita cisza. Towarzysz Bartek nawet wybrał się na obchód wokół namiotu i musiał przepędzać wygłodniałe polar foxy które pewnie tylko czekały aż padniemy trupem.  Wiatr ustał na tyle że przez  dłuższa chwile zastanawialiśmy się czy nie iść nocą do schronu. Jednak perspektywa nagłego załamania się pogody w nocy skutecznie nas odwiodła od tego pomysłu. Więc czekaliśmy do rana.
Dzień V
Rano troche wiało ale nieporównywalnie słabiej niż przez ostatnie 3 dni. Szybkie śniadanie, ubranie się (polegało to na wstępnym połamaniu zamarzniętej na kość kurtki i spodni, aby przybrały forme która dała się założyć na ciało) i w drogę. Nareszcie poruszało się na nartach jak człowiek, wiec kilometry robiliśmy  dosyć szybko, zwłaszcza jeśli szliśmy po płaskich zamarzniętych jeziorach. Koło południa po raz pierwszy od kilku dni zza chmur wyszło słońce. Nareszcie widzieliśmy cos wiecej niż tylko koniec własnych nart. Trzeba przyznać ze znacznie zwiększyło to morale i tempo marszu. Otaczający nas krajobraz przypominał nieco Tatry Zachodnie, jeśli tylko dodać do nich masę jezior o nieregularnych kształtach.  Jednak  długo się nim nie cieszyliśmy ponieważ trasa prowadziło przez ukrytą w chmurach przełęcz górska.  Z podejściem szybko się uwinęliśmy, lecz nieco za strome stoki po przeciwnej stronie zmusiły nas do zdjęcia nart i drałowania w mokrym śniegu w dół. Godzina lub trochę więcej i poprzez mgłę dało się zauważyć kilka budynków. Wreszcie dotarliśmy do schronu Kjeldebu. Panujące tam warunki mile nas zaskoczyły. Bardzo przyzwoity domek, pełna spiżarnia, piec, drewno do szcześcia nie potrzeba nic więcej. Na dodatek wszystko z pootwieranymi drzwiami.  Jako że nie byliśmy członkami NGT  ;D - Norweskiej Grupy Turystycznej  postanowiliśmy nie ruszać niczego ciesząc się jedynie 4 ścianami. Rozlokowaliśmy się przy piecu i zaczęliśmy suszyć łachy kiedy usłyszeliśmy ze koło chaty ktos się kreci. Potem do środka domku jakiś człowiek wpakował swoja zarośniętą gębę.  Okazało się że to grupka 3 Francuzów którzy wybrali się na Płaskowyż aby pośmigac na „kajcie” (rodzaj latawca który porusza człowieka i jego narty). Początkowo towarzystwo było nam trochę nie w smak, ale okazali się ludźmi bardzo porządku. Na to opinie zapewne wpłynął fakt, że najstarszy z nich po chwili rozmowy wyciągnął 1,5l butelkę francuskiego samogonu. Zapoznali nas ze swoim krajowym przysłowiem: „jesteś pijany jak Polak” wiec lali nam 2x tyle co sobie. Biedne Francuziki nie nie wiedzą że z Polakiem szans nie mieli, w końcu każdy z nas ma trochę Zagłoby w sobie i picie ma we krwi tak wiec chwila roboty i dwóch z nich miało chyba dosyć:) Oczywiście butelka została opóźniona całkowicie. Taką oto aktywnością turystyczną charakteryzuje sie GT Korbol:) Ogólnie kolejny international wieczorek który miło wspominamy. Z ciekawszych rzeczy to jeszcze nasz szanowny kolega Bartek naraził na szwank nasze dobre stosunki międzynarodowe z narodem francuskim gdy w alkoholowym amoku bardzo agresywnie zaatakował słownie bogu ducha winnego kolegę z Francji ( o szczegóły proszę pytać winowajce) [NIE USUWAJ TEGO PRAWDA O TWOJEJ CHOROBIE ALKOHOLOWEJ MUSI WYJSĆ NA ŚWIATŁO DZIENNE]. ;D ;D ;D
Dzień VI
Pobudka, pożegnanie z kolegami z Francji i komu w drogę temu szkło w nogę.  Pogoda bezwietrzna, ale za to gesta mgła, ciężko było odróżnić warstwę śniegu od widnokręgu. Koło południa elegancko się przejaśniło i do końca dnia mięliśmy clear sky. Naprawdę krajobraz zapiera dech swoja dzikością i brakiem ingerencji człowieka. Niestety te piękne chwile kontemplacji przerwał nam bliżej nie znany ryk. Na horyzoncie ukazał się skuter śnieżny który szybko zbliżał się w naszym kierunku. Był to policjant który spytał czy nie jesteśmy z Czech ponieważ gdzieś został znaleziony pusty samochód na czeskich blachach (podejrzewamy że mógł to być Jozin z Bazin).Chwilkę z nami pogadał ostrzegł że w nocy ma się na nowo zacząc burza śnieżna.  I pajechał w sina dal. Dalej czekał nas najdłuższy zjazd w kierunku zabudowań Kraekkja i przejście przez jezioro. Mieliśmy w planach rozwalic się gdzieś w namiocie ale po ostrzeniu policmajstra o zbliżającej się burzy postanowiliśmy poszukać jakiejś szopy. W okolicy jeziora znaleźliśmy kompletnie zasypaną chatkę rybacka. Po odkopaniu drzwi zauważyliśmy wiszącą kłódkę. Trudno łapiemy sie za namiot i już chcemy go rozbijać kiedy spojrzałem się pod daszek i znalazłem wiszące na gwoździ klucze. Norwegia super gościnny kraj! W nocy przeszkadzały nam tylko dźwięki jakiś zwierzaków którym chyba było zimno i chciały wejść do środka.
Dzień VII
Po porannej rutynie szybko  zaczęliśmy się kierować w stronę miasteczka Ustaoset. Trzeba jeszcze tylko przeciac pasmo wzgórz (około 155km w lini prostej). Mimo że pogoda całkowicie się popsuła dzień zaliczyliśmy do bardzo ciekawych. Jeśli wyobrażaliśmy  sobie krajobraz arktyczny to tak on właśnie wygląda: pustynia, zjawisko pływającego śniegu, silny wiatr, zachmurzenie po prostu super sprawa!  Pare godzin drałowania i dotarliśmy do bardzo stromego zejścia, które częściowo pokonaliśmy na nartach, a resztę z buta. Szerokie jezioro pokonaliśmy korzystając z siły wiatru, rozkładaliśmy szeroko ręce i wiatr gnał na po lodowej pokrywie.   

Wałek
www.korbol.prv.pl

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #56 dnia: Marzec 06, 2008, 10:10:19 »
Zainteresowanych naszą wycieczką zapraszamy do wysuchania juz w najblizszy wtorek 11.03 audycji w radiu Żak o naszych przygodach w kraju Wikingów. Radyjo nadaje tez w internecie więc mozna słuchać go na całym świecie :)
Informacja o terminie audycji i FONIA radia wisi na naszej stronie www.korbol.prv.pl

Zapraszam

forum.outdoor.org.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #56 dnia: Marzec 06, 2008, 10:10:19 »

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #57 dnia: Marzec 10, 2008, 13:02:36 »
http://ww6.tvp.pl/6745,20080310673778.strona

od 11 minuty 25 sekundy można się pośmiać

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #58 dnia: Listopad 14, 2008, 08:20:48 »
Kukwa ;D
Zima się zbliża ja nie mam ani czasu (3-4 tygodnie)  ani kasy coby jechać na szpicbergen
Nie chciałby ktoś może z szacownego towarzystwa pojechać na Hardengervidde ;D albo w jakies inne zimne rejony?? Może do laponii?? Czas wyjazdu 7-10 dni.
Trewers płaskowyżu na nartach ew w rakietach mi się śni :D
« Ostatnia zmiana: Listopad 14, 2008, 08:21:56 wysłana przez góral świętokrzyski »

Offline Gargamel



  • Pomógł: 44
  • Prawda to Metal

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #59 dnia: Listopad 14, 2008, 08:22:35 »
nie , ale bedzie wyjazd do Jotunheim w lato ;D
"...jedno pragnienie, nieodmiennie suszy..."
http://www.youtube.com/watch?v=mmih6Xf6eyQ

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]
« Odpowiedź #60 dnia: Listopad 14, 2008, 08:23:51 »
lato - srato ;D

Offline scuner



  • Pomógł: 1

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #61 dnia: Marzec 09, 2010, 15:55:42 »
czas odgrzebać stary temat :)))

teraz, Kochani moja kolej: w sobotę odpalam na Hardangerviddę i może mi się bardziej poszczęści. Zakładam przebycie Płaskowyżu samotnie z południowego wschodu na północny zachód (a co!).

tu więcej szczegółów:
http://www.andrzej.czaplinski.pl/hardangervidda/temp.html

pozdr.
s.
« Ostatnia zmiana: Marzec 09, 2010, 15:59:41 wysłana przez atanor »

Offline atanor

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #62 dnia: Marzec 09, 2010, 16:06:16 »
oo jak miło. jestem ciekaw jaka jest sumaryczna waga tego sprzętu bez pulek? 20 kg?
kiedy planujesz wrócić do Polski?

Offline scuner



  • Pomógł: 1

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #63 dnia: Marzec 09, 2010, 19:18:35 »
a no miło :)
jeszcze nie mam ostatecznej wagi, ale całość sprzętu z pulkami i nartami będzie ważyła między 35 a 40 kg (no czyli sam bagaż pewnie jakieś 30, bo sanie to 5kg, narty i buty ciut mniej);
a powrót gdzieś tak koło 23.03, no ale to zależeć będzie od tego, czy góry puszczą czy nie :)

Offline scuner



  • Pomógł: 1

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #64 dnia: Marzec 25, 2010, 13:51:02 »
słów kilka o wyjeździe:
jak planowałem udało mi się zrobić całą Hardangerviddę po przekątnej. Wszystko zajęło mi 5 dni czyli 120 km. Pogoda akceptowalna: temperatury znośne, choć pod koniec za ciepło (blisko zera), więc zaczęły sie problemy z wilgocią, silny wiatr, czasem zamieć czy mgła. Droga dość zróżnicowana. Na początku trochę podejść i zjadów dość upierdliwych z pulkami, potem więcej płaskiego gdzie sprzęt śmigał aż miło.
Jako że sezon wiosenny już blisko, można było spotkać już trochę ludzi - zwłaszca blisko baz turystycznych, czyli na początku i na końcu drogi.

No teraz zdjęć kilka:


punkt startu






namiot kiepski, ale jakoś się obronił


i tak to się szło...


mało co widać, ale to stado dzikich reniferów


takie tam mroźne klimaty

forum.outdoor.org.pl

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #64 dnia: Marzec 25, 2010, 13:51:02 »

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #65 dnia: Marzec 25, 2010, 14:27:34 »
zajebioza!!
gratuluje!!
pogoda w pyte

Offline scuner



  • Pomógł: 1

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #66 dnia: Marzec 25, 2010, 14:29:48 »
pogoda tak w pytę, że ryja mi spaliło i nos poraniło :)

Offline ina

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #67 dnia: Marzec 25, 2010, 14:49:31 »
Wooooooooooooow!!!
Mam małe cycki, ale duże jaja.

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy cię zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla

Offline BroJarek



  • Pomógł: 39
  • chłoporobotnik

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #68 dnia: Marzec 25, 2010, 15:01:38 »
scuner, a ile ważył cały ekwipunek?  może skrobniesz słówko o tym co zabrałeś? A transport tego całego ustrojstwa samolotem jako bagaż niestandardowy za dodatkową opłatą?
Ogólnie wrazenie kosmiczne! Te renifery szczególnie mnie rozwaliły ;D

Offline scuner



  • Pomógł: 1

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #69 dnia: Marzec 25, 2010, 15:15:08 »
CAŁOŚĆ  sprzętu to jakieś 37 kg (ale włącznie z nartami), więc przypuszczam, że same sanie ważyły jakieś 35kg. Ze względu na ilość (a zwł. objętość) sprzętu pojechałem autem. W sumie długo wahałem się czy auto czy samolot, bo oba rozwiązania miały spore minusy, zwłaszcza gdy się jedzie samemu.
Mnie renifery też rozwaliły. Zwłaszcza, że akurat trafiły się podczas b.mglistej pogody. Ide ci ja przez tą wszechograniającą biel, i tylko po drodze odruchowo rejestruję wszystko co choć trochę się z tej bieli wyróżnia: skały, kamienie, skały... Eee, ale czemu się ruszają??? Szkoda tylko że daleko.

Listę sprzętu, uwagi powyjazdowe, relację i więcej zdjęć znajdziesz na www :)


Offline Wolf

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #71 dnia: Marzec 25, 2010, 15:45:29 »
Fajnie :) to zapodaj te www :)
"Siłę słonia, płodność byka da Ci tylko turystyka!"



Offline scuner



  • Pomógł: 1

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #72 dnia: Marzec 25, 2010, 15:47:45 »
ech... powiedziano w piśmie: szukajcie, a znajdziecie :)
powyżej masz dwa linki do tej strony, ale  co mi tam: http://tinyurl.com/yl3h395

Offline góral świętokrzyski



  • Pomógł: 14
  • www.korbol.prv.pl

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #73 dnia: Marzec 25, 2010, 18:39:52 »
powiedz jak wróciłeś z Ustaoset do miejsca startu po auto??

jak oglądam foty to, az mnie rwie na hardagervidde  ;)
mam nadzieje , że uda mi sie tam wybrac w przyszym roku z kitem

Offline scuner



  • Pomógł: 1

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #74 dnia: Marzec 25, 2010, 20:08:46 »
No więc z tym powrotem to był mrok. Na sieci znalazłem informację, że jest autobus Ustaoset - Odda, oraz Odda - Haukelister. Na miejscu dopiero wyszło, że to pierwsze połączenie działa, ale tylko latem :]
Tak więc droga powrotna zajęła mi 18h: pociągiem do Voss, potem kiblowanie w Voss, bo NIKT  nie potrafił powiedzeć, jak się stamtąd dostać do Odda. Następnie autobus Voss - Bruravik, prom Bruravik - Brimnes, autobus Brimnes - Odda. Kiblowanie po nocy w Odda i autobus w środku nocy Odda - Haukelister.
Jakiś pieprzony mrok. Nikt nic nie wie, nie ma rozkładów jazdy, nie ma połączeń.

forum.outdoor.org.pl

Odp: [Norwegia] MILO Hardangervidda skitura 2008.
« Odpowiedź #74 dnia: Marzec 25, 2010, 20:08:46 »