Autor Wątek: Wisła pontonami od 0 km do morza ...  (Przeczytany 17389 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #25 dnia: Listopad 18, 2012, 11:04:05 »
Dziennik pokładowy MS KOT
03  lipiec

Przez całą noc wieje i pada, dlatego oficjalnie budzimy się dopiero o 10, a wypływamy po 12. Ciągle pada ...  Dopiero od Dęblina, gdzie robimy większe zakupy, pogoda nieco się poprawia – tj. mniej wieje i częściowo mży. Do Warszawy mamy 60 do 80 km więc to temat na jutro a może nawet na pojutrze.
W Dęblinie jest sklep spożywczy tuż obok mostu drogowego, a stacja benzynowa niewiele dalej. Za Dęblinem biwakujemy na wędkarskim miejscu, co ma ten minus, że całe suche drewno w okolicy jest wypalone. A nawet to, które się uchowało jest mokre. W związku z tym ognisko jest mizerne, za to z tyłu za nami widać łunę, kominy i chmurę z elektrowni w Kozienicach.


Elektrownia Kozienice (chyba produkują też chmury)




Trochę ryzykujemy nocując tak nisko ale nie ma za dużego wyboru


Nasz patent na bezpiaskowy namiot


Dziennik pokładowy MS KOT
04  lipiec

Przez całą noc pada, a rano tylko momentami deszcz słabnie. Nieco niedbale rozbity namiot przemaka, zamaczając też częściowo śpiwory, co u części załogi wywołuje nerwową reakcję. Mimo, że pada przez 1-sze pół dnia podsuszamy śpiwory pod dachem.
Przed Warszawą pogoda trochę się poprawia. Killwater007 z Forum Motorowodnego informuje nas, że nie możemy nocować na wyspach przed miastem bo jest to ścisły rezerwat przyrody. Dlatego też postanawiamy tego dnia przepłynąć poza Warszawę. Płyniemy wypatrując co ciekawszych ptaków ale nasze amatorskie oko nie dostrzega niczego niezwykłego. Tzn. ptaki są takie same jak spotykaliśmy do tej pory, tyle tylko, że w tym miejscu mają zapewniony spokój, przynajmniej ze strony człowieka i jego towarzyszy [np. psów].
W międzyczasie zapala nam się kontrolka rezerwy tzn. silnik gaśnie i trzeba się pofatygować na tył, żeby przechylić zbiornik i przelać resztkę benzyny ze specjalnie wydzielonej komory na jego dnie. MYSZ również ma mało paliwa. Chcemy je przelać z kanistrów w porcie koło Góry Kalwarii ale nie da się tam podpłynąć ze względu na prace wydobywcze. W tym momencie silnik KOTa gaśnie nieodwołalnie i MYSZ z trudem doholowuje nas do zatoczki na prawym brzegu gdzie krótka ale gwałtowna nawałnica sprawia, że tankowanie nie jest nudne ;-)
Dopływamy do stolicy. Podziwiamy wieżowce i oczywiście Pałac Kultury, wyłaniające się zza drzew. Zaglądamy do Portu Czerniakowskiego ale nie chcemy tam nocować ponieważ jest za głośno, a poza tym za wcześnie na nocleg. Tuż przy porcie próbujemy tankować ale punkt zaznaczony na mapie jako stacja benzynowa okazuje się punktem tankowania gazem. Płyniemy do alternatywnego punktu tankowania, tym razem przed Mostem Poniatowskiego. Przy podejściu do brzegu wpływamy na kamienie, co zdarza się już 6 czy 7 raz podczas tego spływu, więc specjalnie się tym nie przejmujemy. Wyrzucamy kanistry na brzeg i wychodzimy wprost na malutką stację benzynową tyle, że oddzieloną jezdnią z 6 pasami ruchu .... Nie ma przejścia dla pieszych, w dodatku na stacji tankuje policyjny radiowóz, więc jesteśmy zmuszeni obejść skrzyżowanie mostem. W międzyczasie Basia odpowiada na pytania zaciekawionych przechodniów ;-)
Jak najszybciej odbijamy, żeby wypłynąć poza Warszawę. Zalew Zegrzyński zostawiamy sobie na kolejny raz. Przeszkody po drodze [2 miejsca gdzie pracują odmulacze no i oczywiście budowa mostu północnego (chyba właśnie dotarło ostatnie przęsło)] nie sprawiają nam większych trudności. Trudniej znaleźć miejsce na biwak. Pierwsze 2 wysepki są zajęte. Dopiero któraś kolejna wydaje nam się odpowiednia, pewnie dlatego, ze już jest ciemno. Przy wyciąganiu silnika z wody okazuje się, że tym razem kamienie narobiły szkód – jeden płat śruby stracił czubek, a do tego jest pęknięty; nadaje się tylko do wymiany.  Kozi znowu znajduje rybę, tym razem w wiadrze z wodą. Nie jest może tak okazała jak pierwsza [patrz załączone zdjęcie] ale średnia wychodzi całkiem dobra ;-).
Wszelkie prace obozowe kończymy dopiero po północy. Niebo zwiastuje poprawę pogody.


Taki dzień trzeba rozpocząć od kubka czegoś ciepłego


Basia prezentuje strój odpowiedni na łódkę (kolekcja letnia 2011)
Góra maksymalnie zabezpiecza przed wiatrem i wodą, dół całkowicie odporny na zamoczenie i bezproblemowy przy płukaniu przed wejściem na łódkę.
Na łódce można ubrać super ciepłe skarpety i zawinąć się w koc/karimatę


Musimy specjalnie zabezpieczyć kanapki przez wodą niesioną przez wiatr


Góra Kalwaria




Luksus i komfort okraszony ciasteczkami owsianymi


Wiry , w tle tabliczka informująca, że to rezerwat


Co jakiś czas przepływamy przez coś takiego - mielizna kończąca się dziurą na 8, 10, czasem nawet 16 metrów głęboką.
W tle komin elektrociepłowni Siekierki.


To chyba Mil Mi-8




Chudy Wojtek


Koło Grubej Kaśki zawsze kręci się któryś Chudy Wojtek - statek spulchniający/spłukujący dno silnym strumieniem wody


Port Czerniakowski


Stadion prawdopodobnie jeszcze w budowie






Zamek Królewski


Most Północny (wg ostatnich wieści będzie to jednak most Marii Skłodowskiej-Curie).
Przęsło już czeka na barce.


Ponieważ zawsze ale to zawsze są jakieś uwagi na temat umiejscowienia ogniska, dziś jest w wersji przenośnej


Warszawa nocą (jak się w tym połapiemy to podpiszemy które światełka są od czego )


Dzisiejsza rybna okazja dnia - złapała się do wiadra z wodą.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #25 dnia: Listopad 18, 2012, 11:04:05 »

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #26 dnia: Listopad 18, 2012, 11:19:23 »
Dziennik pokładowy MS KOT
05  lipiec

Nie pada. Koło 09 nadpływają zapowiedziani wczoraj goście – Jola i Michał. Gawędzimy przy ognisku z obowiązkową kiełbaską.
Po zwinięciu obozu i delikatnym wyprostowaniu skrzydełka śruby [wymieni się później] ruszamy w drogę. Dopływamy do Modlina, gdzie chcemy zrobić zakupy. Szlak żeglowny odchodzi na lewą stronę rzeki, a my musimy odbić w prawo na Wkrę, żeby dopłynąć do miasta. No i znowu nieszczęście ... Kamienna ostroga ułożona wzdłuż nurtu, a więc praktycznie nie sygnalizująca swojej obecności na wodzie, wyrywa 3 skrzydełka z naszej 4-łopatowej plastikowej śruby. Dopływamy do brzegu. Dokładamy jedyne zapasowe skrzydełko które posiadaliśmy, ustawiamy skok śruby na maksimum i sprawdzamy jak to będzie działać. Powoli można płynąć, nie można gwałtownie przyśpieszać, a o ślizgu trzeba zapomnieć. Dopływamy do przystani w Modlinie. Sfora psów nie pozwala się nawet zbliżyć do budynku, żeby zapytać o możliwość nabrania wody, więc po szybkich i niezbyt udanych zakupach odpływamy. Rzeka rozlewa się szeroko. Na kolejnym postoju zmieniamy śrubę na zapasową aluminiową. Pod koniec dnia pojawia się wiatr tworzący dość uporczywą falkę.
Kiedy już rozłożyliśmy namioty dokładnie między uschniętą wierzbą a wysoką topolą – zaczyna wiać bardzo mocno. Nici z zaplanowanego prania, ledwie udaje się nagrzać wodę na prysznic.


O jeden kamień za dużo


Przypływają goście


Bardzo staraliśmy się nocować poza rezerwatem ale rano zostaliśmy uświadomieni, że to też rezerwat, tyle że znaki stoją na brzegach, a nie na wyspach
Deszcz czy słońce - poranna kawa musi być.


Ponieważ rano pochwaliłem pogodę, pada jeszcze przed południem - Mysz moknie, a my podziwiamy efekty.


Modlin


Znajdź brakujące elementy


Po dołożeniu jednego zapasowego skrzydełka działa ale szału nie ma


Gdzieś na środku wody jest ukryta kamienna przeszkoda




Dziennik pokładowy MS KOT
06  lipiec

Wiało intensywnie przez całą noc i wcale nie przestało rano. Z tego powodu jeszcze daleko przed Płockiem mamy krótką i uciążliwą falę, która ciągle nas ochlapuje. Musimy płynąć z minimalną prędkością. W Płocku pod mostem i tuż poniżej fale potrafią się nawet zawijać. Na prawym brzegu mają molo, którego mogłaby pozazdrościć niejedna morska miejscowość i przystań, przy której na chwilę cumujemy. Jednak po przeczytaniu regulaminu [opłata postojowa uprawnia do pobierania wody pitnej], postanawiamy nabrać wody pitnej na stacji benzynowej, na drugim brzegu. Respektujemy znak zakazu wejścia do portu na lewym brzegu, chociaż jak się później dowiadujemy można było do niego swobodnie wpłynąć – byłoby dużo bliżej. Wysiadamy tuż poniżej mostu. Do stacji 300 m, do sklepu 400 m [ trafiliśmy na pyszne jagodzianki ;-)].
Przygotowujemy się do „sztormowania” ;-) Odciążamy dziób, chociaż i tak jesteśmy przyciężcy po zatankowaniu i opracowujemy specjalny patent z karimatą, który ma zabezpieczyć niedostatecznie wyekwipowaną pod tym kątem załogę przed rozbryzgami wody. Płyniemy baardzo powoli, ledwie 5 km / h, kryjąc się w zatoczkach i przy brzegach. Fala i tak rozbija się o dziób i zalewa przednią część pontonu. Załoga jest baaardzo dzielna. Możliwe, że ma na to wpływ fakt, że siedzi twarzą do rufy, a fale za łódką są mocno spłaszczone :D Ale na pewno jest też to oznaką wzrastającego zaufania do sternika.
Krajobraz zmienia się na szuwarowy. Nawet na prawym, urwistym brzegu pojawiają się trzciny. Widać zdecydowanie więcej ryb, ładne domki na brzegach i kilka przystani. Całe grupy drzew zniszczone przez kormorany, a na wodzie od czasu do czasu malutkie bojki wyznaczają prawdopodobnie rozstawione sieci.
Zmęczeni ciągłym podskakiwaniem na falach [nie są na tyle długie, żeby łagodnie bujały] koło 18 godz. znajdujemy miejsce noclegowe mniej więcej w 1/3 drogi  między Płockiem a Włocławkiem. Mamy głęboką nadzieję, że jutro pogoda się polepszy. Wybrane przez nas miejsce ma tylko 2 wady – ostre odłamki muszli na plaży i tysiące jętek, które siadają dosłownie na wszystkim. W końcu robimy pranie. Ze skarpy górującej nad plażą słyszymy odgłosy towarzyszące budowaniu domu. Ze względu na muszle i falkę rozbijającą się o brzeg wyciągamy pontony z wody.




Płockie molo


Woda faluje


i wyrzuca na brzeg szczątki pradawnych zwierząt


"Żelki" wychodzą z piasku


Ze względu na trudne warunki i brak wodoodpornego aparatu kolejne zdjęcie już na postoju. Basia jest nieufna i osobiście napina odciągi namiotu.
Pod wieczór się rozpogadza, wiatr cichnie.


Dziennik pokładowy MS KOT
07  lipiec

Rano z naszej plaży zalew wygląda spokojnie. Wypływamy już o 10. Należy tu zaznaczyć, że rekord wszystkich spływów został pobity wczoraj, kiedy to wypłynęliśmy o 09:45. Jest nieźle. Drobną falkę uznajemy za normalny stan Zalewu Włocławskiego. Co prawda pontonami niespecjalnie da się po tym płynąć w ślizgu bo ich obłe dzioby rozbijają tępo falki i powodują nieprzyjemne telepanie. Do tego dochodzi obawa, że być może pontony nie zostały stworzone do takich warunków i zaczną się rozklejać. MYSZ obawia się nawet bardziej, bo na poprzednim spływie [pod wpływem słońca] rozkleił się jej dziób, a w tym roku, przed spływem, trzeba było to klejenie poprawiać. Płyniemy jednak z rozsądną prędkością, a fale zmniejszają się w miarę zbliżania się do Włocławka. Po drodze z przystani  wysypuje się na wodę grupa windsurfingowców w asyście kilku ribów i zaczyna dość przypadkowo pływać w różnych kierunkach, co nam, po ostatnim wieczorze, kojarzy się z jętkami ;-)
Szlak trzyma się prawego brzegu, ciekawszego ze względu na malownicze skarpy i wzgórza. O 13 dopływamy do zapory i śluzy we Włocławku. Tutaj otrzymujemy  pomyślną informację. Ze względu na zbliżającą się falę wezbraniową z dopływów Wisły, przepływ wody przez zaporę jest zwiększony [robią miejsce]. Remonty, z powodu których przepływ miał być zmniejszony, zostały na ten czas wstrzymane. Do tego rozpogadza się, więc po zatankowaniu i zakupach [300 m ale z przedzieraniem się przez krzaki] mamy przed sobą kilka godzin sielankowego płynięcia ... Tuż za Toruniem spotykamy na wodzie biały ponton z 2-osobową załogą, z którą rozmawiamy przez dłuższą chwilę nie przerywając przy tym podróży.
Miało być pięknie a wyszło jak zawsze – po zmroku, w deszczu pływamy od brzegu do brzegu szukając miejsca na biwak.


Jętki na wodzie


Malownicze wzgórza




Jest spokojnie, im bliżej zapory tym lepiej


Szczebel wygięty do góry? Musiało być ciekawie przy śluzowaniu...






Zamek w Bobrownikach


Prom napędzany kołami łopatkowymi (początkowo nie wierzyliśmy własnym oczom)


Budowa mostu powyżej Torunia


Toruń
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2012, 11:40:54 wysłana przez kozi »

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #27 dnia: Listopad 18, 2012, 11:38:22 »
Dziennik pokładowy MS KOT
08  lipiec

Wstajemy i pakujemy się wcześnie, żeby przepłynąć jak najwięcej. Basia trochę marudzi - niby bobry nie dawały jej spać ... Od rana lata nam nad głowami samolot holujący szybowce, a spory jacht motorowy płynie w dół rzeki. Zygzakując od znaku do znaku dopływamy do Bydgoszczy. Chcielibyśmy pogrozić palcem śluzie Czersko Polskie, która w zeszłym roku powstrzymała nas przed wypłynięciem na Wisłę. Niestety z rzeki jej nie widać.
Przed Mostem Fordońskim wspominamy jak 3 lata temu zrzucał nas tu na wodę HDS po tym jak przewiózł nas lądem przez zamknięte śluzy.
Płyniemy dalej delektując się piękną pogodą aż do Grudziądza, gdzie zamierzamy tankować. Z rzeki widać, że sporo się tu buduje/remontuje. Wejście do przystani jest częściowo zastawione przez barki. Zrobili nowe schody do wody.
Tak jak poprzednim razem duże wrażenie robią spichlerze wznoszące się nad rzeką. Ładnie też wyglądają bulwary nad wodą. Kawałek dalej widzimy "bardzo szeroki slip” a za nim ciąg garaży. Prawdopodobnie obiekt wojskowy. Możliwe, że to miejsce czołgowej przeprawy przez Wisłę.
Nocujemy na wielkiej plaży usypanej przez powodziową wodę wysoko ponad obecnym poziomem rzeki. Tradycyjnie już ... pada. Tyle, że przelotnie.

PS. Serek z Żabki.
Okazało się, że świeżo kupiony, fabrycznie zapakowany serek z Żabki kupiony za 1.48 zł jest spleśniały. Wracanie z reklamacją do sklepu nie miało najmniejszego ekonomicznego sensu. Jednak po powrocie z wycieczki, tak dla zasady, Baśka zgłosiła ten fakt właścicielom sieci. Odpowiedzią na pierwszego maila były tylko przeprosiny ale kiedy w kolejnym pojawiła się sugestia, że jednak wypadałoby oddać te drobne zł to w ramach przeprosin przyszła spora paczka żywnościowa. Tak więc, podsumowując, pełen szacun :D


Wykręcone drzewo  (to jednak prawda, że w Wiśle bywają takie wiry, że jak się koń chciał napić to mu łeb ukręciło  ??)


Tutaj 3 lata temu dźwig zrzucał nas na wodę po minięciu zamkniętych śluz w Bydgoszczy




Znowu pada, dobrze, że jesteśmy poza zasięgiem głosu z Myszy




Coś nowego - trzy lata temu nie było nawet zalążków tego mostu




Za każdym razem (czyli już w sumie za drugim) wygląda to niecodziennie, a więc fajnie


Chyba czołgowa przeprawa przez Wisłę

PS


Serek z Żabki


Zawartość przeprosinowej paczki z Żabki


Dziennik pokładowy MS KOT
09  lipiec Wisła

Znowu się spinamy i wyruszamy koło 09, żeby się zbliżyć do Gdańska. Pogoda jest ładna więc żeńska część załogi próbuje wychylać się spod dachu i opalać co poniektóre część ciała. Zygzakowanie na znaki raz w tym pomaga, a raz przeszkadza. Przez cała drogę co jakiś czas wyławiamy płynące związane ze sobą kawałki czerwonej liny [ w sumie 5 ]. Przy pierwszych dwóch kawałkach Basia sugeruje, że to może pozostałości uroczystości typu 'przecinanie wstęgi', Kozi raczej trzyma się wersji, że to jakiś mistrz cumowania nie zadawał sobie trudu rozwiązywania własnych węzłów. Na wysokości Gniewu pływają 2 łódki wożące turystów. Basia mówi, że jedna jest pełna młodych blondynek, Kozi nie ogląda się za innymi dziewczynami więc nie może tego potwierdzić ;-)
Za śluzą w Białej Górze, którą tym razem zostawiamy z boku i płyniemy nowym dla nas odcinkiem Wisły. Napotykamy na poważną trudność nawigacyjną – na brzegu stoi znak „inne niebezpieczeństwa” z podpisem „Grzempa”. Gorączkowe konsultacje na KOCie nie przybliżają nas do rozwiązania zagadki jakiego typu to może być niebezpieczeństwo. Pytamy żeglarza z MYSZy czy o czymś takim słyszał ale ciągle bez rezultatu. Po wyczerpaniu wszelkich konwencjonalnych metod Basia odpala internet a Kozi nerwowo rozgląda się na prawo i lewo czy nie atakuje jakiś nerwowy Grzempa mieszkający w okolicy ;-)

Dość szybko, chociaż już po przepłynięciu niebezpiecznego odcinka, dowiadujemy się, że jest to twarde, żwirowe wypłycenie.
Przed Tczewem Basia zamyka na chwilę oczy, po czym na przystani budzi się kompletnie zdezorientowana [przy parkowaniu obróciliśmy się dziobem w górę rzeki] ;-) Wychodzimy na brzeg przez zamkniętą bramkę i właściwie od razu zostajemy poinformowani, że tu za postój się płaci. Od strony wody nie ma żadnych znaków ostrzegawczych ani regulaminu. Dogadujemy się, ż na chwilę[/img]a godzinę możemy tu przystanąć. Z trudem znajdujemy 2 małe sklepy spożywcze [ na Rynku nie było ani jednego]. W międzyczasie Basia pozostająca na łódce jest także informowana, że nie możemy tutaj cumować bez płacenia. Później okazuje się, że szef zobaczył na obrazie z kamer dozorujących przystań, że „coś” cumuje do „jego pomostu” i zażyczył sobie, żeby to „coś” zapłaciło za postój [10 zł za dobę] albo przycumowało sobie bezpośrednio do brzegu i tamtędy wychodziło sobie do miasta.
[Po powrocie do domów sprawdzamy : Tczewskie Centrum Sportu i Rekreacji, Przystań Tczew, projekt współfinansowany ze środków UE]. Pobieramy wodę u miłego pana dozorującego i czym prędzej odpływamy, żeby nie robić kłopotów.
Za Tczewem krajobraz się zmienia – robi się płasko, nie ma już piaszczystych wysp ani półwyspów, brzegi często są umocnione kamieniami.
Jest po 17, więc już wiemy, że nie uda nam się spotkać z Saradogiem, bo śluza w Przegalinie po tej godzinie nie pracuje. Co jakiś czas dzwonimy, zasięgając informacji na temat Zatoki Gdańskiej i pływania w tym rejonie. Po prawej stronie mijamy śluzę na Szkarpawę, do której w pośpiechu i na ostatnią chwilę wpływa jakaś łódka. Szukamy już miejsca na nocleg ale nic nie udaje się znaleźć. Brzegi umocnione kamieniami lub trzcinowate. Na śluzie w Przegalinie trawa jest wykoszona ale ogólny widok jakoś nas nie pociąga. Postanawiamy popłynąć Wisłą w stronę morza w nadziei, że tam będą lepsze miejsca, albo przynajmniej wypłyniemy na chwilę na morze widoczne w oddali i wrócimy na śluzę.

Od Przegaliny Wisła faluje w rytmie morza   ___----___----___----


Ruszamy


Śniadanie już w drodze


Mała Mi


Pozostałości starego mostu


Budowa nowego - tutaj napełniają worki piaskiem i ładują na barkę


Tutaj wyładowują



Gniew


A jednak...


Śluza na Nogat w Białej Górze


Nietypowa boja - na początku prawie podjęliśmy akcję ratunkową


Tczew z pomostem przy którym "nie wolno"




Kwiatuszek akumulował za dużo słońca


Rzadkość, a szkoda - tyle trawy między wałami do strzyżenia, a ani owiec ani krów praktycznie tam nie widać


Śluza na Szkarpawę


Ptaszarnia



Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #28 dnia: Listopad 18, 2012, 11:44:14 »
Dziennik pokładowy MS KOT
09  lipiec morze

Płyniemy więc w dół rzeki, przepuszczając dość duży prom. Ciągle nie widać dogodnego miejsca na postój. Brzegi robią się coraz niższe, aż w końcu stają się wąskimi pasemkami piasku w oddali. Fala, zgodnie z  tym co mówił Saradog, jest niewielka [chyba ..., właściwie nieczęsto tam pływamy, w sumie to pierwszy raz], w każdym razie mniej dokuczliwa niż ta na Zalewie Włocławskim. Do portu w Górkach  podobno tylko 6 km, a tam mają być dzikie miejsca noclegowe z piaszczystymi zejściami do wody. Jest 20:30 i słońce już powoli zachodzi. Po konsultacji z MYSZĄ postanawiamy popłynąć do Górek. Musimy tylko przepłynąć przez płycizny typowe dla ujścia typu delta. Momentami głębokość spada do 1,5 metra ale dla nas to żaden problem. Już po kilkuset metrach robi się głęboko [14 m]. Ta mała fala dla naszych niskich pontonów jest stosunkowo wysoka ale też długa więc łagodnie się na niej bujamy. Nie ma chlapania czy podrzucania pontonu, jak to miało miejsce Na Zalewie Włocławskim. Nie ma też nerwów czy jakiejś paniki na pokładzie, nawet pomimo braku drinków dla załogi ;-) Na pewno też procentują treningi i oswajanie z falą w poprzednich dniach ;-) Próbujemy różnych prędkości i stylów i wychodzi na to, że możemy spokojnie płynąć w ślizgu, nieco szybciej od fali idącej w stronę brzegu. Na lewo widać w oddali brzeg, przed nami jeszcze dalej jakieś kominy i dźwigi, a na prawo tylko morze, tzn. Zatokę.
Ustawiamy na naszej prymitywnej morskiej mapie punkt docelowy „Wejście do portu w Górkach” - 9,6 km, a słońce tuż nad horyzontem. W tym momencie MYSZ strzela nam samobója. Odmawia jakiegokolwiek szybszego płynięcia „bo w ślizgu ponton na pewno się rozleci”. Tak więc robi się ciemno, nie możemy przyspieszyć [płyniemy jakieś 9 km/h], a MYSZ i tak powoli zostaje w tyle bo jej prędkość minimalna jest jeszcze mniejsza od naszej. Właściwie przypomina to bardziej dryfowanie niż płynięcie. Oczywiście tylko my mamy nawigację z przybliżoną mapą wybrzeża więc MYSZ bez nas mogłaby zabłądzić ,a poza tym i tak nie zostawilibyśmy jej samej na morzu. Także bujamy się w kierunku portu, fale nas wyprzedzają a słońce znika za horyzontem. Basia co chwilę sprawdza czy jeszcze widać MYSZ. Mieliśmy nadzieję, że kiedy zaczniemy się oddalać to trochę przyspieszy, niestety nie ... Falochron osłaniający wejście do poru jest widoczny z daleka ale na wszelki wypadek włączamy stroboskop migający do tyłu, a potem czekamy między główkami falochronu, aż MYSZ do nas dodryfuje. Nie jesteśmy przygotowani na nocne pływanie. Nie mamy świateł i nie wiemy jak obsługa portu zareaguje na nasze pojawienie się. To chyba jednak tutaj nic nowego, bo nie było żadnej reakcji, a po porcie śmigała nieoświetlona motorówka. Montujemy prowizoryczne światła nawigacyjne z dwóch latarek i płyniemy w kierunku Gdańska, szukając dogodnej plażyczki. Pierwsze 3 podejścia nieudane. Przed nami płynie prawidłowo oświetlony jacht, za to z tyłu w pewnym momencie wyskakuje duży i nieoświetlony rib.  Po kilkuset metrach znajdujemy plażę z miejscami na namioty. W gratisie są ogromne ilości komarów [pierwszy raz na tym spływie] i dyskoteka [też właściwie 1-szy raz, jeśli nie liczyć Solca Nad Wisłą]. Pierwszego i ostatniego tego dnia drinka jesteśmy zmuszeni wypić w namiocie po wytłuczeniu wszystkich komarów. Paletka na komary przydała się też pierwszy raz ale za to bardzo.


Ta pustka na horyzoncie nas wciąga


Brzegi maleją


Może na zdjęciach tego nie widać - ale zdecydowanie jest fala


Kierujemy się na Górki - brzeg po lewej


Zatoka po prawej


Port w Górkach




Dziennik pokładowy MS KOT
10  lipiec

Dziś musimy rozpakować pontony, załadować na auto i wrócić do domu ale najpierw płyniemy zobaczyć Gdańsk i zlot żaglowców


Upolowane wczoraj liny zostają fachowo oprawione


Małe tubylcze łódki zaparkowane przed domem ;)




Tutaj będziemy kończyć nasz spływ


Mhm ... nie trzeba mieć pozwolenia na broń jeśli ma się coś takiego?


Stocznia Gdańsk


Pasażerki zwisające z burt nie budzą zainteresowania policji ani straży miejskiej


Mysz pożąda odrobiny luksusu i tankuje na pierwszej napotkanej stacji pływającej






Strażak daje do wiwatu


Szalupa ratunkowa zawsze gotowa - faktycznie trzeba być pewnym, że statek idzie na dno, żeby się zdecydować na taki skok ratunkowy ;)




Podczas wypakowywania zajmujemy spory fragment nabrzeża


PSPSPS 
Wszelkie prawa do zdjęć i tekstu nasze i zastrzeżone.
Oczywiście outdoor.org.pl ma prawo umieścić to na stronie w postaci sklejonej w całość (nie dało się wrzucać większych kawałków - serwer się buntował) 
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2012, 11:54:20 wysłana przez kozi »

Offline Anita

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #29 dnia: Listopad 18, 2012, 13:02:46 »
Gratuluje fajnego spływu! Całkiem pakowne te pontony, a z dachem można się już czuć jak w domu :D
Nie wiedziałam że Grudziąc taki ładny z wody, ale chyba najbardziej zaskoczona jestem "wymianą" z Żabką :D

Offline Stanley



  • Pomógł: 21
  • Człowiek potyka się o kretowiska, nie o góry...

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #30 dnia: Listopad 18, 2012, 15:11:10 »
Woda to nie mój żywioł, ale relację przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Kawał dobrej przygody! Pozdrawiam!