Autor Wątek: Szukam pana Kalandra  (Przeczytany 34426 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #200 dnia: Marzec 13, 2019, 01:00:54 »
Ależ go masz... Tylko nie widzisz!
Od dawna zamykasz się w przestrzeni, która dla wielu jest horyzontem marzeń.
https://www.youtube.com/watch?time_continue=52&v=wvx8ZY302oE
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

forum.outdoor.org.pl

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #200 dnia: Marzec 13, 2019, 01:00:54 »

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #201 dnia: Marzec 13, 2019, 11:48:20 »
Bieg godzinny po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym i Wyścig na Pachołek.
To będzie pierwszy sprawdzian ekipy Szlaku Grąbczewskiego 2020, który odbędzie się latem tego roku.
Ano sprawdzian kondycyjny, bo czeka nas o niebo trudniejsze zadanie do zrealizowania.

Jednym zdaniem: ruszyły przygotowania do kolejnej wyrypy śladem naszego wielkiego podróżnika i wybitnego eksploratora Azji Centralnej.
Zepsuty rzucił alkohol w piź..., kupuje buty Meindla i zaczyna biegać... Tak jest... jak chcesz być kierowcą w ekipie:)

Zapraszam latem nad morze, do kibicowania/udziału na trasie biegu:)
Termin ustalimy niebawem.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline fromage



  • Pomógł: 7

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #202 dnia: Marzec 14, 2019, 16:31:36 »
No i jak tam wasze szafy outdoorowe? Pełne gadżetów?
Po zliczeniu kosztów na łeb załogę Lublina wyszło 2300zł, ze wszystkim plus alkohol. 6 osób.  Wizy, przygotowanie auta, eksploatacja... Mnie Golfem wyszło 1500zł extra. Opierdoliłem nim znacznie więcej niż standardowy właściciel terenówki.
Ale będziemy kontynuić zagadnienie. Znacznie trudniejsze ale za podobne pieniądze.

Co masz konkretnie na myśli zadając takie pytanie? Czy chcesz po prostu wywołać dyskusję?

Pytam bo nie widzę bezpośredniej zależności między kosztem i ilością gadżetów w szafie a kosztem wyrypy. Mnie ostatnio wypad nad morze kosztował 30 PLN.

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #203 dnia: Marzec 15, 2019, 07:26:00 »
Otóż ta zależność istnieje. W matematyce nazywa się ten związek proporcjonalnością prostą.
Matematyka z filozofią konkuruje o fotel królowej nauk.
Na twoim miejscu do tych 30zł dodałbym koszt Twojej szafy. Zapewne stan tej szafy zmienia się z czasem, fanty się przecież wymienia, uzupełnia itd.
To tyle z matematyki.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Shwarc

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #204 dnia: Marzec 15, 2019, 09:03:53 »
To tak jakby Lublin, bilet lotniczy, gacie które masz na sobie oraz całe twoje dotychczasowe życie (60 lat?) było darmowe.


Dobra rada, umieszczaj zdjęcia i filmy ze swoich wyjazdów, bo one są znacznie ciekawsze niż te filozoficzne i titalnie zbędne przemyślenia.

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #205 dnia: Marzec 15, 2019, 10:10:11 »
Ja jechałem Golfem;):D
I wiem o czym piszę. Dodawać umiem. Za szafę nie jednego z was, da się taki Pamir objechać kilka razy Golfem.
Kto chce, odbierze przekaz właściwie. Niestety brak zrozumienia wymusza rozwój cywilizacyjny. Brniemy w gówno, zlane perfumami.

P.S.
A jednak zmiana planów. Projekt Grąbczewskiego odkładamy na półkę. Robimy sobie wakacje. Pojedziemy do Mongolii odpocząć tak po prostu. Zapewne znowu za grosze.



Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #206 dnia: Marzec 15, 2019, 10:32:14 »
I jeszcze coś fajnego napiszę.
Kuzyn Bartka "europejski pan" miał na sobie fanty za 5 koła. W niczym mu to nie pomogło. Zasilił przemysł outdoorowy należycie, nie umiejąc przy tym zaspokoić prostych potrzeb. Żal było człowieka, który wydał 5000zł na to, co można zrobić w trampkach. Męczył się z prostym szlakiem 6 dni, do zrobienia  na luzie w dni trzy. Był kluczowy moment na Zurazaminie. Tam się "europejski pan" skurczył do chłopca zostawionego na dworcu przez rodziców, którzy poszli kupić bilety... Prawie się popłakał.
Tu sporo takich ludzi zagląda. Nie wyobrażają sobie, że można wspominanym onegdaj nożem za 6zł zaspokoić 90% "wyprawowych" potrzeb.
Za to przy okazji naczytasz się porad z dupy np. dotyczących higieny ostrza...

Nie przeczę, że sporo z was robi należytym użytek z tych gadżetów w warunkach dostosowanych do klasy "fantu". Sporo, nie znaczy, że 50%. Może z 10...
Kuczyński, Mackiewicz... Mówią wam coś te nazwiska...? Zanim kupisz kolejne "gore" za stanów się, po jaki chuj.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

forum.outdoor.org.pl

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #206 dnia: Marzec 15, 2019, 10:32:14 »

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #207 dnia: Marzec 15, 2019, 19:22:02 »
Nie mi w głowie porównywać się z Kuczyńskim, który mnie rozwalił podejściem do kosztów wyrypy.
Zaraz po nim występowała załoga Katharsis.
Wiadomym jest, ze wyzwanie rodzaju opłynięcia Antarktydy wymaga kosmicznych środkow i kosmicznego podejścia. To jak skok z stratosfery. Nikt nie zrobi tego w podkoszulku i trampkach.
Podobnie z wyczynem Bargiela...
Zjawiskowość Kuczyńskiego polega na tym, że on pokazał coś potwornie trudnego, jak coś normalnego.

Tyle, że większość z czytających te forum, by już nie dotykać zarejestrowanych, to zasadniczo gówniane ma pojęcie o tym, co się da a co sie nie da.
Nie zauważyłem tu porad w moim stylu a doświadczenie wyrypach mam większe od połowy z was. Z czego te moje porady, jak nie z doświadczenia się biorą?!
Co Ci się konkretnie Szwarc nie podoba? Fajnie punktowałeś dietę opartą na aminokwasach. CHyba oto idzie, by się na argumenty spierać a nie ogólne stwierdzenia?
Ja się mogę z Tobą nie zgadzać w tym,  czy w tamtym ale pozwól, że to czytelnik oceni.

Ale dyskutuj merytorycznie.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline fromage



  • Pomógł: 7

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #208 dnia: Marzec 15, 2019, 20:47:57 »
E tam. Wyjebało mi ciekawą odpowiedź. Zajęła mi z 10 minut, kurwa mać...
Chcesz pogadać, pisz na priv, wytłumaczę Ci to telefonicznie.

Kurde no szkoda... mogłeś popełnić dzieło ten, tego... stulecia.

Offline fromage



  • Pomógł: 7

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #209 dnia: Marzec 15, 2019, 21:06:55 »
Nie mi w głowie porównywać się z Kuczyńskim, który mnie rozwalił podejściem do kosztów wyrypy.
Zaraz po nim występowała załoga Katharsis.
Wiadomym jest, ze wyzwanie rodzaju opłynięcia Antarktydy wymaga kosmicznych środkow i kosmicznego podejścia. To jak skok z stratosfery. Nikt nie zrobi tego w podkoszulku i trampkach.
Podobnie z wyczynem Bargiela...
Zjawiskowość Kuczyńskiego polega na tym, że on pokazał coś potwornie trudnego, jak coś normalnego.

Tyle, że większość z czytających te forum, by już nie dotykać zarejestrowanych, to zasadniczo gówniane ma pojęcie o tym, co się da a co sie nie da.
Nie zauważyłem tu porad w moim stylu a doświadczenie wyrypach mam większe od połowy z was. Z czego te moje porady, jak nie z doświadczenia się biorą?!
Co Ci się konkretnie Szwarc nie podoba? Fajnie punktowałeś dietę opartą na aminokwasach. CHyba oto idzie, by się na argumenty spierać a nie ogólne stwierdzenia?
Ja się mogę z Tobą nie zgadzać w tym,  czy w tamtym ale pozwól, że to czytelnik oceni.

Ale dyskutuj merytorycznie.

Sorry ale powiem to Tobie - ciężko się to czyta.  Chyba chcesz usłyszeć, że jesteś zajebisty - jesteś więc zajebisty. Gdzie tam nam - tej "połowie" do naszego mistrza. Nie mamy (dalej liczę te 50% łącznie ze mną) pojęcia o "poradach w twoim stylu" no bo kim my jesteśmy a "doświadczenie w wyrypach" mamy takie jakie zostało po wyprawie nad morze (za 30 pln). Jesteś wielki.

Trochę pokory to może i nawet sfruniesz na ziemię. Over and out.

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #210 dnia: Marzec 15, 2019, 21:26:53 »
Jesteś głupi jak but, za który zapewne zapłaciłeś krocie.
Ot, szczerość za szczerość.
Żal mi było Ciebie nawet przez chwilę, bo uwierzyłeś w Bajkałajkę a potem obraziłeś się jak dziecko.
Widz w tym, że w nią uwierzyli wszyscy moi kumple równolegle. Kminisz to?!

Nie sięgasz podeszwy mojej zajebistości... Kompletnie jej nie rozumiesz.
Ale super, że się odezwałeś.
Jestem wielki. Tu masz rację. Zrozumiesz to, kiedy stracisz wzrok, albo ujebie Ci nogi w wypadku... Czego Ci nie życzę ale w końcu Ci wyobraźnia zapracuje. Może...
Mogliśmy porozmawiać na priv, na telefon...
Jesteś tchórzem. Takim malutkim tchórzem.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #211 dnia: Marzec 15, 2019, 21:43:15 »
I jeszcze coś dopowiem...
Nie zaglądaj tu.
Nie czytaj, szanuj swoje zdrowie psychiczne, bo nie użyłeś żadnego argumentu, poza prymitywnym, erystycznym zabiegiem, którego zapewne w swej głupocie użyłeś nieświadomie, na zasadzie odpowiedzi na zagrożenie.
Ten program nie jest dla Ciebie.
Te Twoje nędzne 30zł przepiję dzisiaj.

Za 10 lat pogadamy. Jak mi się zechce...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #212 dnia: Marzec 15, 2019, 21:54:52 »
Ścinam chwasty pokotem...
Ruszyliśmy dzisiaj z Rutkiem na Pachołka w takim tempie, że google photos nie wytrzymało tempa.
Kurwa... Człowiek się starzeje w szybszym tempie niż myśli... W przyszłym tygodniu farbuje siwe włosy na łbie.
Na jesion.
Niech się znajdzie baba, która zkmini kolor...?
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #213 dnia: Marzec 15, 2019, 22:29:03 »
I tak patrzę na statystyki odsłon. W tym momencie 14-stu ciekawych...
Zastanawiam się, czego...?

Gdzieś ten przekaz płynie. Taka nadzieja. Moja wnuczka niebawem zasili szeregi społeczeństwa na stan jej świadomości zastany.
Czego mam jej uczyć...? Waszej pierdolonej konsumpcji...?!
Trafi w otoczenie, które ją zdusi.

"daj na chwile rękę, puls twój niech nabije sercu takt..."
https://www.youtube.com/watch?v=hJh3_6pLMVQ
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #214 dnia: Marzec 15, 2019, 23:54:39 »
Dobra...
Kłamałem:D
Kocham was jak chuj.
Przepiłem 30zł frumaża... Chwila moment.
Przypomniał mi się Sędzia Pokoju z Dżirgatal o głowie, ponoć mocnej jak skały Peri Joch. Złożyliśmy go, jak dziecko do łóżka, po ledwie trzech stakanach naszego bimbru.
Chujowo się złożyło, jak po tekstach Szwarca i frumaża... Po nich łoiliśmy do rana, by zaraz potem wyjść na szlak.

Jutro dodam parę szczegółów.
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

forum.outdoor.org.pl

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #214 dnia: Marzec 15, 2019, 23:54:39 »

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #215 dnia: Marzec 16, 2019, 09:46:44 »
Skoro odreagowałem za wszystkie grzechy świata napiszę coś o samym szlaku.

Szlak w istocie nie jest trudny ale potrzeba spełnienia kilku warunków, by się pod tym stwierdzeniem podpisać.
Pierwsze - pogoda. By być wolnym od niespodzianek, zdecydowanie polecam druga połowę sierpnia. Wczesnym latem na przełęczy mogą panować trudne lub bardzo trudne warunki. Jest wiecznie i można brnąć w zwałach śnieżnych.
Drugie - pogoda. Kluczowym punktem szlaku jest rzeka Zurazamin (Piekielna). Nie ma przez nią brodu. Mozna ja przejść mostem śnieżnym. W naszym przypadku przyroda splatała figla i w tym sezonie most ów na przejściu szlaku nie zafungował.
W ten oto sposób poziom trudności w pokonaniu skoczył o kilka punktów w skali 1-10.
Trzecie - przygotowanie fizyczne. To banał ale w przypadku kuzynostwa Grąbczewskich okazało się nieodrobionym zadaniem domowym.

W założeniu szlak ten mial być przetarciem przed drugim, będącym wyzwaniem w kategoriach sportowych.
To dlatego przygotowywałem się do tej roboty tak sumiennie przez bite 5 m-cy. Program przygotowań przerwałem 1 czerwca. Otóż wziąłem się za temat jeszcze trudniejszy. Remont mieszkania z 1906-tego roku, który prowadziłem (i prowadzę dalej) własnymi siłami i środkami. Wyprułem z tej charty wszystko, co się dało. Skułem tynki, zerwałem podłogi, stanąłem pod stropem, który mógł mi się zawalić na łeb...

Łóżkiem stały się dla mnie na wiele m-cy dwie palety. Zmieniłem trening na ćwiczenia funkcjonalne. Przeżyłem w tych warunkach zimę, w nieogrzewanym mieszkaniu walcząc z wilgocią (podłogi i tynki chłonęły setki litrów wody) w najprostszy sposób... Kiedy wilgotność względna spadała na zewnątrz poniżej wewnętrznej, wietrzyłem mieszkanie. Zima tej zimy była łagodna nad wyraz.

No, ale nie o tym. Tym niemniej wpływ na przygotowania (ostatnie dwa i pół m-ca) miało to niebagatelny...

Moja "zajebistość" polegała na tym, że przygotowałem wszystko od A do Z. Zaplanowałem przygotowania, trasy, logistykę, dobrałem ludzi... Podobnego podejścia - jak moje, oczekiwałem od zespołu. Poza kuzynostwem znałem wszystkich uczestników. Niewiadomą jeszcze pozostawał jeno Maurycy ale był on zmiennikiem - kierowcą. Fizycznie n ie musial się zbroić.
Pozostała część ekipy trekowej - "moi ludzie", byli przygotowani perfekcyjnie. Dość powiedzieć, że np. Słodki, który doleciał na Pik Majakowskiego wbiegł na przełęcz Chaburabot z Kałaikumb w tempie podjazdu Lublina na nią z przeciwpołożnej. Cichy, specjalista od biegów górskich za ostatni sprawdzian wziął sobie maraton Orlenu, który przebiegł w okolicach 3h.
Karpiu odstawił alkohol na długie m-ce... to wystarczyło.

Miejsce startu - Jezioro Jaszyl Kul odcięte przełęczą od doliny Karaszury towarzyszącej łańcuchowi Gór Piotra Wielkiego. Urokliwe miejsce.


Przy przełęczy, w siodle widać zaparkowanego Lublina i Golfa.


Pogoda nie dopisała. Widok na Pik Siewiercowa i Agasis ze wzniesienia nad Jaszyl Kulem. Poniżej Karaszura we mgle...
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #216 dnia: Marzec 16, 2019, 11:04:57 »
Do punktu startu docieramy wieczorem. Wysokość 3100m może być pierwszym testem dla niezaaklimatyzowanych organizmów. Poprzedni nocleg w Dżylandy był kilkaset metrów niżej. Z Fazikiem, Cichym i Karpiem wchodzimy na hopkę, której wysokość w poprzednim poście określił czasomierz Fazika.

Podjazd do Jaszyl Kulu był dla naszych maszyn wymagający. Niemiecka technologia ledwo dała radę. Zdecydowanie lepiej spisywał się Lublin z... niemieckim reduktorem. Jest z tego odcinka kilka interesujących filmików.
Zdjęcia, które wstawiam, są autorstwa Fazika, Karpia, Bartka, Cichego i Słodkiego. Kuzyn Bartka zdjęciami się nie podzielił. Wgrał na wspólny serwer kilkanaście fotek w chujowej rozdzielczości. Dobrej na bloga ale ewentualnie jego.

Wieczorem integracja. Wszystkim dopisują humory. Odwiedza nas jadący na polowanie Sędzia pokoju z Dżirgatal. Towarzyszy mu trzech kompanów.
- Z kileliszków nie pijam!
Proszę uprzejmie. Podlaski likier pasuje i do stakana.
Po dwóch takich Sędzia składa się jak domek z kart a taką ponoć silną głowę miał. Nam tylko krew przyspiesza. Sędzia ląduje na tylnej kanapie Nivy, mu kontynuujemy. Chyba z tego polowania będą nici...

A`propos nici.
Kiedy Karpiu zobaczył Golfa w Płaskiej (zbiórka na kempingu Tolka w płn-wsch Polsce) skwitował kwaśno:
- Z tej wyrypy będą nici...
Z tych nici utkamy piękny sweter. Odpowiedział Fazik.

Z polowania wyszły nici a Golf spisał się znakomicie. Swetrów starczyło dla wszystkich członków wyrypy.
Koło trzeciej nad ranem nie ma za bardzo z kim pić. Kładziemy się. W końcu jutro ruszamy na szlak. Pora wypocząć.
Wsuwam się do chińczyka za 59zł. O dziwo jest ciepło. Może z minus 2st? Nie mniej. Nawet nie wchodze do śpiwora. Przykrywam się nim ale nie mogę zasnąć. Staje się jasne, że szansa na zrobienie dwóch szlaków jest nikła ale mi tyo akurat pasuje. Zaraz po zejściu z tego szlaku zwijam się i lecę na złamanie karku do domu. Powinienem zamknąć się w obiecanych sobie 17 dniach po za domem.
Teraz trzy dni w terenie, potem przybicie piątek i wio do domu! Kumple jeszcze o tym nie wiedzą ale nie muszą. Jeszcze nie teraz.

Taki scenariusz mnie uspakaja, wycisza... Będzie dobrze!
Jakże się myliłem...
















Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #217 dnia: Marzec 16, 2019, 11:36:05 »
Dane do wyprawy zbierałem sumiennie przez kilka lat.
Przede wszystkim byłem wcześniej bezpośrednio lub w najbliższej okolicy planowanych początków i końców szlaków, łącznie z Pikiem Majakowskiego.
To była cenna wiedza. Pozwoliła perfekcyjnie podejść do wyrypy od strony logistycznej.
Skupiajac się na Szlaku nr 1. Zwizytowałem płaskowyż Tupczak (początek doliny Karaszury) w 2012-stym. Mieliśmy z Benkiem fantastyczna pogodę...


Pik Siewiercowa i Agasis z perspektywy jeziora Chary Kul.


Domyślcie się sami, co to za szczyt...

W Langar (Raj), gdzie mieliśmy zejść do doliny Obichingoł (Mętna rzeka) z Benkiem nocowaliśmy.

Zza szyb benkowego Patrola obserwowałem łańcuch Gór Piotra Wielkiego widoczny z doliny Raszt (historyczny Karategin):




Przez te pasmo będziemy się przedzierać do doliny Obichingoł.

Sześć lat wcześniej z Benkiem mieliśmy konkretne cele w Pamirze. Dotrzeć autem we wszystkie te miejsca, do których można w taki sposób, a którymi przemieszczał się Bronisław Grąbczewski w latach 1886/88/89/90.
Niestety Pamir stanął w ogniu walk. W sumie dzięki temu wyjątkowo udało nam się przejechać przełęcz Karamyk i ostatecznie dotarliśmy na KKH, do Taszkurgam.
Z ciekawostek, dojechaliśmy do źródeł Naryna (Grąbczewski 1875).

Na dzisiaj wystarczy tej mojej zajebistości, bo jeszcze chwila i dostanę samozapłonu.

P.S.
Animacja Szlaku nr 1.
https://youtu.be/X5nbO_1MfHg
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline mikel

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #218 dnia: Marzec 16, 2019, 19:30:33 »
 ;D
kiedy światu się przyglądam
gdy doświadczam praw natury
to dostrzegam palec boży
choć nie jestem pewien który

Offline mikel

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #219 dnia: Marzec 16, 2019, 19:31:19 »
No nie powiem... Napiłem się.
I teraz taki burak, jak Szwarc będzie mnie w czymkolwiek pouczał. Pokaż mi koleś, coś ty kurwa zrobił w tym swoim gadżeciarskim życiu?!
Tylko nie pisz o  pierdołach, o których tu wyczytałem a które wciągam nosem bez z siadania z ruskiego roweru.
Czy Ty urażony frumażu, za 30zł?
Opierdoliłem tematy, o których możecie ledwie pomarzyć. I to za te wasze 30zł kurwa mać razem wzięte!
Ja pierdolę... Misie jebane...

Czytam i nie wierzę. Jeśli alkohol spowodował takie wylanie jadu, to jednak fromage zdecydowanie lepiej wydał te 30 zł ;)
Człowiek potrafi bardzo blisko dotrzeć do tego, czym tak pogardza.
Aż szkoda, że coś takiego się pojawia obok wpisu z ciekawego wyjazdu

Otóż ta zależność istnieje. W matematyce nazywa się ten związek proporcjonalnością prostą.
Tzn zakładasz, że istnieje i według Ciebie da się go scharakteryzować w ten sposób.
Nie zawsze to tak wygląda. Czasami ktoś kupi namiot za 2 koła, żeby później pod chmurką nocować za darmochę i nagle się okazuje, że tak, ciuchy + zawartość plecaka kosmicznie droga, a wyrypa kosztuje tyle co żarcie i transport. Inny kupić namiot za 100zł, będzie chodził po Polsce i jadł w "schroniskach", proporcje mogą być odwrotne i chyba nie ma sensu generalizować.
Inna rzecz, że większość wydatków i potrzeb outdoorowych jednak napędza marketing. To już sprawa klienta, czy da się w te sidła łapać.

kiedy światu się przyglądam
gdy doświadczam praw natury
to dostrzegam palec boży
choć nie jestem pewien który

Offline Shwarc

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #220 dnia: Marzec 16, 2019, 20:14:55 »
Cytuj (zaznaczone)
Sorry ale powiem to Tobie - ciężko się to czyta.  Chyba chcesz usłyszeć, że jesteś zajebisty - jesteś więc zajebisty. Gdzie tam nam - tej "połowie" do naszego mistrza. Nie mamy (dalej liczę te 50% łącznie ze mną) pojęcia o "poradach w twoim stylu" no bo kim my jesteśmy a "doświadczenie w wyrypach" mamy takie jakie zostało po wyprawie nad morze (za 30 pln). Jesteś wielki.
A no jo, nic dodać, nic ująć.

Dla tego drogi Elwoodzie, powróć do tego co robisz najlepiej (prowadzenie syto zakrapianego fotami monologu), bo te osobiste wycieczki jakoś tak ten teges, ci nie wychodzą, a nie wspomnę nawet, że są niesmaczne i nie na miejscu.

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #221 dnia: Marzec 16, 2019, 22:20:35 »
Alkohol na tym wyjeździe lał się strumieniami.
Masz do czynienia z ludźmi z krwi i kości mikel.
Rozkmina z matematyki na poziomie czwartej klasy szkoły podstawowej z moich czasów, kiedy to pojawił sie pierwszy raz układ równań z dwiema niewiadomymi i nie jest rozumiany tutaj, to wybacz.
Walę po mordzie i w dupie mam etykę, bo za lat kilkadziesiąt coś stanie się normą, coś co dzisiaj jest czynem nikczemnym.
I nie chodzi mi o mój brak kultury.

Że taka forma wyrazu? To kurwa jebana frustracja faceta z resztką jaj.
Nie chce mi się wdawać w dalsza polemikę, bo to nie wiele zmieni.
To, że my się nie rozumiemy, to oczywiste. Przekaz ma szersze znaczenie.

Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #222 dnia: Marzec 17, 2019, 11:00:33 »
Z Pamiętnika znalezionego w koszu.

Dzień drugi szlaku

Podróże nieodkryte:
"...Dzisiaj niedługi przemarsz do uroczyska Pul-i-Songin (kamienny most), ale bardzo trudny z powodu wysokich i stromych podejść i zejść. Szczególnie strome i wysokie podejście na płaskowyż Daszty-Tupczak (tupczak to koń), ponieważ oprócz niezwykłej stromizny wszystkie parowy, fałdy i łuki góry zasypane są śniegiem, który jest na tyle miękki, że nie utrzymuje konia. Zmuszeni byliśmy wspinać się, obchodząc zwały śniegu i wdrapywać się po niemożliwych urwiskach, wytyczając samemu drogę. Tutaj każdy fałszywy krok grozi śmiercią i nasze saperki wyświadczyły nam przysługę.



Rownina Tupczak przedstawia sobą przepiękne miejsce dla odpoczynku dla koni, nawet dla dużego oddziału. Z zachodniej strony przylega do wąwozu rzeki Baj-Zyrak..."



Zwijanie obozu trwa długo. Aleksander deliberuje każdą chwilę. W końcu go przekonuję, że najlepszym rozwiązaniem na dzisiejszy dzień będą sandały. W Hindukuszu (zmuszony przez rozcięty paluch) przewędrowałem tak w klapakch za 16zł ponad 80km w znacznie trudniejszym terenie.



Idziemy wzdłuż Karaszury na zachód z klifu obserwując rzekę. bez jakiegoś mostku czy cuś nie ma szans na jej przekroczenie w tej okolicy.
Mijamy duże leje... przez chwilę zastanawiamy się, skąd one się tu wzięly ale odpowiedź jest jedna: po bombach. Przełęcz Gardani Kaftar od setek lat pełni tę samą rolę. Łączy dwie krainy i ma strategiczne znaczenie. Kto obsadzi przejścia, rządzi.





Pełni obaw dochodzimy do małego hutoru. Taka chatka dla mysliwych. urzęduje tam Kirgiz w wojskowym stroju. Wpraszamy się na herbatę, by pogadać o dalszej drodze. Na szczęście kawałek dalej jest mostek a na Gardani Kaftar idzie się przez kamienny most.
Gdybyśmy zostali, chętnie poczęstuje nas gulaszem z kiika. Jego kompan lada chwila powinien pojawić się na koniu z martwym kozłem. Dziwi się, że jeszcze go nie ma.
- Ale tam na równinie, was ugoszczą bez problemu! Mięsa mają w bród.







Przechodzimy przez mostek i uroczyskiem Tupczak wspinamy się na strome zbocze. Ścieżka wije się zakosami. Karpiu gna jak antylopa, ja idę za nim w tempie 50 kroków/pauza/20 oddechów itd. Powoli dogania mnie Cichy. Kuzyni zostają daleko z tyłu. Mija nas lokalny ekspress. Nim zrobię 150 kroków oni są już na dole. Na wypłaszczeniu z Karpiem "rozbijamy obóz", Cichy czeka na resztę chłopaków przy końcu podejścia. Staj się jasne, że dzisiaj Zurazaminu nie przekroczymy.











Musimy znaleźć tylko miejsce na biwak jak najbliżej rzeki, by ja przekroczyć przy niskim stanie wody z ranka. Im szybciej tam dojdziemy, tym lepiej. Będzie więcej czasu na zajęcie się stopami Alika.
Niestety on nie potrafi się zmobilizować. Niespełna 2/3km pozostałe do przejścia zajmuje mu resztę dnia.







Pogodę mamy dzisiaj cudną ale jest wiecznie. Trochę spieramy się, gdzie rozbić namioty, bo zasadniczo nie ma dobrego miejsca przy wodzie. Lądujemy 200m dalej między skałkami.
Po przefiltrowaniu wody i wypiciu herbaty idziemy z Karpiem na rekonesans.





By ogarnąć perspektywę rzeki trza wspiąć się na garb wąwozu, którym ona płynie. W dół prowadzi wyraźny szlak, po drugiej stronie widać jego kontynuację. Jest dobrze... gdzieś tam w dole musi być ten most śnieżny.
- Tylko wiesz Karpiu... Nie zrobiliśmy jeszcze nawet 1/3 szlaku a mamy dwa dni za nami...


Nie będzie letko... Nie będzie.
To, co wydarzy się jutro przejdzie do historii tego wyjazdu.
Karpiu wykąpie się w rzecze "zulazula czy jak jej tam":)

Z tyłu głowy mam powrót do domu i ciśnienie rośnie. Na szczęście okoliczności przyrody, dobry humor załogi rekompensuje "niepewność jutra".
- Wstajemy raniutko. Ordynuje Karpiu. Nie ma się co pierdolić. Jak nie bedzie mostu, trza będzie rzekę pokonać w bród. Im szybciej tym lepiej. Zobacz, jak ta woda napierdala o tej porze!



Tej nocy nie dane mi było się wyspać. Gdzieś po jej środku przetoczyła się przez obóz kawalkada koni. Za chwilę zaczęły ujadać psy i tak kurwa do rana...
« Ostatnia zmiana: Marzec 17, 2019, 11:21:14 wysłana przez Elwood »
Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline Elwood



  • Pomógł: 19

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #223 dnia: Marzec 17, 2019, 18:10:53 »
No i przez te dyskusje uciekł dzien pierwszy. Determinujący przyszłe zdarzenia.

Z Pamiętnika znalezionego w koszu.

Dzień pierwszy szlaku.

"Podróże nieodkryte. Dziennik ekspedycji Bronisława Grąbczewskiego 1889-1890 jako świadectwo historii i element dziedzictwa kulturowego."
Wawrzyniec Popiel-Machnicki, Adam Pleskaczyński, Konstancja Pleskaczyńska

..."Kara-Szura kieruje się na zachód wzdłuż podnóża łańcucha górskiego Piotra Wielkiego, zabiera ze sobą wszystkie rzeki spływające z tego potężnego łańcucha i, przedzierając się przez ten łańcuch, pod nazwą Obi-Ragnou wpada do Obi-Chingau.
Dolina miarę przesuwania się na zachod stopniowo się zwęża i w pobliżu połączenia się z rzeką Bajzyrak przepływa już przez wąską szczelinę z łagodnymi pochyłościami. Dno doliny prawie na całej swojej rozciągłości jest błotniste.





Góry rozpościerające się na północ od rzeki na odcinku pierwszych 20–25 wiorst od jej źródeł są łagodne i stanowią dobre pastwiska. Pierwsze zimowiska nad KaraSzurą napotkać można poniżej połączenia z rzeką Baj-Zyrak na uroczysku Kulika, gdzie dolina rzeki znacznie się rozszerza.





Uroczysko Kulika otrzymało swoją nazwę od nazwiska Kirgiza Kuli-aka, który był założycielem tutejszych zimowisk...."

Z dzisiejszej perspektywy inaczej oceniam zdarzenia, które miały miejsce przez 6 dni wędrówki.
Jednym ze wspomnianych warunków bezpiecznego przejścia szlaku było przygotowanie fizyczne.
Praktyka pokazała po raz kolejny, co robi jakość (nie tylko w górach).
Nie wystarczy zainwestować w narzędzia grube tysiące złotych, kiedy nie potrafi się ich wykorzystać. W banalnie prostym terenie 11km pokonaliśmy w.. 7,5h.
Znałem profil trasy, wiedziałem, czego się możemy spodziewać dalej i da się to podsumować jednym słowem: DRAMAT.

Sprawcą owego był starszy z kuzynów. Na bardzo krótkim odcinku pierwszego dnia nabawił się pęcherzy, które wprowadziły spory dyskomfort w poruszaniu się jemu i całej grupie. Jak to możliwe...?
Ano podstawową zasadą przy zakupie nowych butów, do tego z twardą podeszwą jest ich rozchodzenie. Ta banalna prawda zweryfikowała już nie jedną stopę.
Buty do trekkingu górskiego w ogóle trzeba umieć kupować. Wykładu nie będzie.
W trakcie przygotowań do wyrypy wszystkie aspekty procesu były akcentowane.

Trzeba jednak:
1. Umieć słuchać.
2. Chcieć słuchać.

No, ale ch... mamy pasztet, jaki mamy... Dostosowujemy się do najsłabszego ogniwa. Nie robimy afery. Jest jak jest i niczego to nie zmieni. Tłumimy w zarodku złe emocje, co zrobić...
Tu na plan pierwszy wysuwa się drugi z kuzynów - Bartek. Kiedy my nadajemy tempo, towarzyszy starszemu kuzynowi i go wspiera. W kluczowych punktach doliny czekamy na tę rodzinna parę. Tempo nie jest już nawet spacerowe...


Człowiek z krzesłem, siatką z biedry a w niej 2kg grapefruitów i ręczna wyciskarka do owoców.


Fazik musi mieć pewność, że skręcimy w prawo:)
Nie matwcie się... Fazik nie będzie się nudził. W czasie między odwiedzi Sędziego pokoju w Dzirgatal:D









Docieramy pierwsi do uroczyska Kulika. Zanim nadejdzie Bartek zdążę się wykąpać w strumieniu. Długo nie widać Aleksandra.
Cichy zdejmuje buty i sucho stwierdza...
- Nie polubimy się...
I on nabawił się pęcherzy ale dla niego, to codzienność. Nie jeden raz trudny, górski bieg kończył w czerwonych skarpetkach, które akurat wyjściowo czerwone nie były.
Śmieję się, że teraz będę miał większe szanse nie zgubić się za nim:). Jakże skrajne podejście do tego samego problemu... Będzie bolało i... tyle.

Karpiu prezentuje się znakomicie. Wygląda, jakby wrócił ze spektaklu w kinie, który go trochę wynudził.
Mnie coś kaptury się odzywają zakwasem... Trza będzie wyregulować porządnie pasy plecaka. Poza tym nie czuję się specjalnie zmęczony. Zapewne we trojkę doszlibyśmy do uroczyska w trzy godzinki i poszli dalej.



Stopy Aleksandra dają szansę sprawdzić, która szkoła obchodzenia się z pęcherzami robi lepiej. Plastry żelowe czy przebicie i zostawienie w spokoju. Problem w tym, że nie będzie dwu/trzydniowego odpoczynku w namiocie, tylko jutro maszerujemy dalej. Trza będzie pocierpieć...

Plan na jutro:
1. Przekroczenie Karaszury, której przebieg tutaj nie budzi zaufania. Jak nie będzie mostku, to będzie problem i to duży.
2. Zaraz za rzeką konkretne, 400m (w pionie) podejście na płaskowyż Daszty Tupczak (Równina koni). Potem Zurazamin (Piekielna rzeka) i kolejny biwak.

Wszystko zależy od zdolności Aleksandra do znoszenia bólu i jego charakteru. Twardzieli poznaje się w górach.

Tymczasem namioty rozbite, słońce zaszło a na czarnym niebie spektakularnie pojawił się księżyc. Bierzemy to za dobrą monetę.


Zespół w komplecie.

Świat jest do dupy, ale życie jest cudem.
Opisanie świata moje

Offline piterito



  • Pomógł: 55

Odp: Szukam pana Kalandra
« Odpowiedź #224 dnia: Marzec 17, 2019, 23:33:00 »
Bomba! Kibicuje dalej.
https://forum.outdoor.org.pl/index.php?topic=17575.msg274814#msg274814


piję tylko czystą, palę tylko Klubowe... zdejm kapelusz