Autor Wątek: Wisła pontonami od 0 km do morza ...  (Przeczytany 16889 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« dnia: Lipiec 07, 2011, 16:18:11 »
Jesteśmy w trakcie spływu [ 2 pontony z silnikami ]  od ujścia Przemszy czyli od 0 kilometra szlaku żeglownego - do morza. Zostało nam jeszcze 250 km. Obszerniejsza relacja wkrótce.

forum.outdoor.org.pl

Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« dnia: Lipiec 07, 2011, 16:18:11 »

Offline atanor

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 07, 2011, 21:04:49 »
Powodzenia!

Offline BroJarek



  • Pomógł: 39
  • chłoporobotnik

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 07, 2011, 21:46:39 »
To może jakies uroczyste powitanie w Gdańsku zorganizujemy? ;D

misio


Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 07, 2011, 21:50:20 »
A przyjdziesz? ;D

Offline MichalN

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #4 dnia: Lipiec 08, 2011, 09:10:34 »
Tu jest historia gościa, który spłynął Wisłą, z Krakowa do ujścia, na pontonie z marketu za 150zł :): http://wisla.blaster.pl/?page_id=41
Powodzenia i czekamy na reckę :)

Offline BroJarek



  • Pomógł: 39
  • chłoporobotnik

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #5 dnia: Lipiec 08, 2011, 09:17:02 »
Juz to gdzies pisałem, ale powtórzę - moi znajomi spłynęli własnoręcznie wykonaną tratwą - drewniana rama, beczki po ropie jako pływaki, drewniany podest, maszt z zaglem plus silnik. Miał byc to sposób na ciekawe wakacje, ale ktos w trakcie puscił farbę i w Gdańsku na Motławie witano ich jak bohaterów, a kumpel  dziennik podróży z zapiskami sprzedał za całkiem niezłą kase lokalnej gazecie ;D

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #6 dnia: Lipiec 08, 2011, 10:18:28 »
Ciekawe ..., my też prowadzimy dziennik ale zamieszczamy go na swojej stronie. Wychodzi na to, że szastamy strasznie kasą  ;)
Obecnie jesteśmy między Toruniem a Bydgoszczą, w końcu pogoda nas rozpieszcza. Płyniemy od 2 tygodni więc mieliśmy po drodze te same atrakcje pogodowe co MichalN.

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #6 dnia: Lipiec 08, 2011, 10:18:28 »

Offline całka

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #7 dnia: Lipiec 08, 2011, 10:25:37 »
ooo, to powoli dopływacie do mnie :D może przypadkiem gdzieś zobaczę ponton... ;)

Offline atanor

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #8 dnia: Lipiec 08, 2011, 11:28:18 »
Lepiej nie, bo jeszcze ponton TO zrobi ;D

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #9 dnia: Lipiec 08, 2011, 12:47:57 »
CO ma zrobić ponton czy też pontony ?, bo właśnie jesteśmy w Bydgoszczy na wysokości śluzy na Brdę.

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #10 dnia: Lipiec 10, 2011, 00:01:38 »


Dopłynęliśmy do morza.

Jutro trochę pływania po Gdańsku i do domu, koniec outdooru  na jakiś czas...

Offline uysy



  • Pomógł: 95

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #11 dnia: Lipiec 10, 2011, 00:41:18 »


Dopłynęliśmy do morza.

Jutro trochę pływania po Gdańsku i do domu, koniec outdooru  na jakiś czas...

NOOOOO GRATULACJE!! :D
Czekamy na relację :D

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #12 dnia: Lipiec 10, 2011, 07:58:22 »
Jeśli zaraz jakaś lokalna gazeta nie zgłosi się z niezłą kasą po nasz dziennik, to zamieścimy go na www (i będzie można wejść wysyłając płatnego SMSa  5,99 zł + VAT )

 ;D

Offline iwonapro



  • Pomógł: 79
  • "Jak zjesz wykładowcę to kto da Ci wykształcenie?"

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 13, 2011, 10:02:33 »
a daj link do strony

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 13, 2011, 11:33:57 »
www.x4zagan.110mb.com

na razie są relacje z poprzednich spływow czy innych wydarzeń

forum.outdoor.org.pl

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 13, 2011, 11:33:57 »

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 27, 2011, 11:20:20 »
Jeśli to kogoś interesuje to (wreszcie) wrzucamy relację ze spływu Wisłą na naszą stronę
na razie 4 dni, dziś będzie piąty i może szósty

Offline madmun



  • Pomógł: 143

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 27, 2011, 11:33:56 »
Jeśli to kogoś interesuje to (wreszcie) wrzucamy relację ze spływu Wisłą na naszą stronę
na razie 4 dni, dziś będzie piąty i może szósty


a my to baza linków ?

Poprosimy również tu! :)
R.T.F.M
outdoor to nie rurki z kremem

Offline MichalN

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 27, 2011, 11:44:55 »
Pewnie, że interesuje :)

Offline Kubus

  • There's someone in my head but it's not me


  • Pomógł: 14

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 27, 2011, 12:47:00 »
Oł je! Bardzo fajna relacyjka, szczególnie ta z "Krakowskiego" dnia tzn. 26 czerwca. Tak się składa że kiedyś przepłynęliśmy bardzo podobną trasę jak Wy tego dnia, na kajakach turystycznych. Bardzo fajnie to wspominam, jeszcze było przed sezonem także żadnych tramwajów ani rzeszy turystów, pierwsze śluzowanie w życiu na Kościuszce... fajny sposób na spędzenie wolnego czasu, aczkolwiek nie wyobrażam sobie przepłynięcia tak prawie całej Polski, za miętkim na to, ledwo się do Krakowa dotoczyłem. KOT faktycznie wygląda na zawodnika wagi cięższej, współczuję jego przenoszenia ;)

Żeby nie było że bajki opowiadam:

W Czernichowie w towarzystwie kapitana Płaszczki(niejadalnej)



Tyniec


Wspomniane wyżej sluzowanie:


Wodowanie :)



Pozdrawiam i czekam na resztę :)

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #19 dnia: Grudzień 17, 2011, 23:43:12 »
Jest już kompletna relacja z Wisły

jest też z wyjazdu do Rumunii, a niedługo będziemy wrzucać relację z Montenegro


ale nie będziemy umieszczać relacji gdziekolwiek poza stroną bo stracimy kontrolę nad tym co piszemy, przy ewentualnych poprawkach trzeba było by też poprawiać na wszystkich innych stronach co by nam mocno skomplikowało życie , tak że sorki 

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #20 dnia: Listopad 18, 2012, 10:32:55 »
Dziennik pokładowy MS KOT
24  czerwiec

Dojazd – na miejsce [ w pobliżu Oświęcimia ] docieramy bez przygód, po drodze uzupełniamy wyposażenie wyprawowe w Decathlonie. Problemy zaczynają się przy szukaniu miejsca do wodowania. Wisła od strony Oświęcimia, Soła od progu w Broszkowicach do ujścia, Przemsza w okolicach ujścia – wszędzie stromo i zarośnięte brzegi, bez możliwości zjechania do wody.
Na brzegu Przemszy napotkany rolnik mówił, że odkąd pamięta [ 40 lat] nikt nie próbował zrzucać tu łódki, za to Marek Kamiński zaczynał tu spływ kajakiem. Próbujemy jeszcze w niby przystani dla barek, gdzie podobno „wszyscy się slipują” ale nie było z kim rozmawiać, a dojazd zagrodzony.
Przejeżdżając przez most na Przemszy widzimy powyżej, pod drugim mostem, jacht motorowy. Nie udaje nam się go złapać ale później dowiadujemy się, że byli to dziennikarze miesięcznika „Żagle”.
Ostatecznie śpimy przy śluzie Dwory, na wodę zrzucamy się dopiero następnego dnia.


Droga do ujścia Soły




Ujście Soły


Przemsza




Dziennik pokładowy MS KOT
25  czerwiec

Slipowanie, pakowanie sprzętu i odstawianie auta, pozwalają nam wypłynąć dopiero o godz. 15:30. Prawie natychmiast mamy drobną awarię. Trzask i dym ze skrzynki z elektryką, spowodowany luźnym zaciskiem na klemie akumulatora.
Płyniemy do ujścia Przemszy (plącząc się w żyłkach których wędkarze nie zwijają na nasz widok), żeby zacząć od 0 km szlaku na Wiśle. Znaki zabraniają wpływania na Przemszę. Rozpoczynamy spływ. Ponownie mijamy ujście Soły, udaje nam się uciec przed ulewą.
Wracamy do czekającej na nas śluzy Dwory, wpływamy już po 16 h, więc pomimo całej życzliwości i wielkiej pomocy, której udzielili nam pracownicy, opłata musi być podwójna.
Po przepłynięciu śluzy w Smolicach zaczynamy rozglądać się za miejscem na nocleg. Nie jest to łatwe, ponieważ jest takich miejsc mało i właściwie wszystkie są zajęte przez wędkarzy. Tym sposobem dopływamy do Kanału Łączańskiego, przepływamy pod stalową przegrodą, mającą chronić go przed powodzią. Sam kanał jest zarośnięty i zamulony, a na jego brzegach można spotkać barszcz Sosnowskiego.
Późnym wieczorem dopływamy do śluzy Borek Szlachecki, przy której nocujemy. Malownicze zagłębienie terenu z zalesionym wzgórzem, okazuje się być osadnikiem, w który pompuje się odpady [popiół z wodą] z elektrociepłowni czy też huty w Krakowie.
Podobno w czasie suchego lata, kiedy zawieje wiatr, popioły wracają do miasta.
Dowiadujemy się też "ciekawostek" na temat rzeki np. jak to firma wydobywająca żwir , mając zgodę na prace do głębokości 4 czy 5 metrów, używała całej długości liny w koparce (czyli wydobywała z głebokości kilkunastu metrów) po czym erozja wsteczna sięga aż do jazu znajdującego się powyżej i teraz "mądre głowy" myślą co mają z tym zrobić...



Jeśli tutaj czasem Wisła "zamyka licznik" tzn. wykorzystuje całą skalę wodowskazu, to "rispekt" ;)


Stosunkowo niedawno wywrócił się tu ponton (a może kajak)  z dwoma osobami - jedna utonęła


Wypakować łatwiej, trudniej upchnąć to na pontonie


Improwizacja


Po lewej Soła, po prawej Wisła (naprawdę nie ma się jak zwodować - za wąsko nawet na samą przyczepę)


Przemsza
Zawracamy i zaczynamy płynąć we właściwym kierunku


Goni nas chmura


Śluza Dwory


Za następną śluzą - pogłębiarka


Wąsko i płytko, zwłaszcza jak dla barki czy innej większej jednostki


Trochę pechowo dla nas, że to sobota,  wszyscy korzystają z ładnej pogody


Wejście do kanału Łączańskiego
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2012, 10:46:52 wysłana przez kozi »

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #21 dnia: Listopad 18, 2012, 10:40:11 »
Dziennik pokładowy MS KOT
26  czerwiec

Kilkanaście minut po śluzowaniu (różnica poziomów - 12 metrów) mijamy biwakującą rodzinę z 2-ką małych dzieci na dwóch plastikowych pontonikach z marketu, o której opowiadali śluzowi [ konkretnie to mówili, że bali się ich śluzować].
Wkrótce dopływamy do malowniczo położonego na wzgórzu i skale klasztoru w Tyńcu. Od tego miejsca widać już większy ruch na rzece – dopływają tramwaje wodne z Krakowa. Po obejrzeniu klasztoru płyniemy dalej.
W śluzie Kościuszko towarzyszą nam 2 tramwaje wodne (pasażerowie do nas machają i ogólnie jest słitaśnie :D)  , a w przeciwną stronę płynie policyjny rib i większy statek pasażerki.
Kilka następnych zakrętów nie daje nam poczucia, że jesteśmy już w mieście, jedynie widoczny w oddali Kościół Na Skałce jest znakiem, że to Kraków.
Wpływamy do centrum miasta, gdzie ruch na rzece jest o wiele większy – od kajaków po statki wycieczkowe. Widać jeszcze scenę przy wodzie, gdzie poprzedniego dnia odbywały się koncerty związane z uroczystym puszczaniem wianków. Bardzo rozczarowuje nas smok ;-) Możliwe, że kiedy jest się dzieckiem i stoi się pod nim, wydaje się on ogromny ale na tle Wzgórza Wawelskiego wygląda jak mała jaszczurka. Bez przystanku płyniemy do śluzy Dąbie, za którą spotykamy rodzinę w przeładowanej [a więc niestabilnej] kanadyjce. Kiedy młodsze dziecko [około 3 letnie] wychyla się, żeby dotknąć wody, kanu się przechyla i mokra jest cała ręka [ chyba jednak sporo pływają bo – dzięki szybkiej reakcji – nie kończy się to wywrotką].
Przy Jacht Klubie Kraków pływają 2 kajaki i żaglówka. Nieźle wieje więc chyba dobrze się bawią.
Dopływamy do śluzy Przewóz, o której wiemy, ze jest zamknięta przy niewysokich stanach wody ale mamy nadzieję, że uda nam się przeciągnąć pontony po tej resztce wody, która znajduje się na dnie i delikatnie zsunąć je z progu za śluzą. Niestety okazuje się, że śluza ma absolutny zakaz wykonywania jakichkolwiek działań. Chodzi o bezpieczeństwo ludzi i łodzi. Trudno odmówić im racji, bo przy tym, co chcielibyśmy wykonać łatwo się poślizgnąć i rozbić głowę. Inna rzecz, że każde śluzowanie marnuje wodę, którą pobliska elektrownia przerabia na energię. Z tego powodu nie otworzą jazu przy elektrowni, żeby podnieść poziom wody za śluzą. Tak więc musimy się przenosić ... [ kontaktowaliśmy się z YKK ale mówili, że poniżej nie ma miejsc do wodowania].
Śluzowy w ramach pomocy pożycza nam taczkę, która nosi ślady przewożenia niejednego już silnika ;-)
Samo rozpakowanie, przeniesienie/przewiezienie rzeczy na biwak na skarpie, przy kanale, na którym będziemy zrzucać się na wodę zajmuje nam 5,5 godziny. Jakieś 200 metrów lądem, a po drodze 2 wąskie furtki przez które trzeba przenosić pontony na boku. Szkoda, że jeden śluzowy ze zmiany nocnej „nie może dźwigać”, a drugi gdzieś się schował, no ale nie jest ich obowiązkiem pomagać przy przenoszeniu. Liczyliśmy może tylko na pomocną dłoń przy tych 2 furtkach albo przy wyciąganiu pontonów z wody, ponieważ prawdziwym bohaterem operacji jest wózeczek do transportu paliwa wchodzący w skład wyposażenia MYSZy. Potrafi udźwignąć nawet KOTa, który „na pusto” waży chyba ponad 100 kg. Przenosiny kończymy późnym wieczorem.



Był mały problem z dobiciem do brzegu ale poza tym dobre miejsce na nocleg




Marketowa przygoda


Klasztor prezentuje się imponująco


Niezawodny sposób na rozpoznanie, czy jesteśmy w mieście - zakaz parkowania




Tramwaje wymieniają się pasażerami






Smoczuś jest naprawdę mały.
Podobno pierwsze projekty zakładały, że smok Wawelski będzie wynurzał się z rzeki, tak żeby jego rozmiary pozostawić wyobraźni widza






W zasadzie to nie powinniśmy tutaj zamieszczać takich zdjęć  ale rozmach reklamy zrobił na nas wrażenie


Kandydat na następcę Wawelskiego


Kłódkomania , ciekawe ile z nich odpowiada stanowi faktycznemu


Yacht Klub Kraków


Poziom wody za śluzą Przewóz (kamienie to nie problem, można by je wyjąć robiąc kanał dla łódek)


Poziom wody w śluzie




Przenoska czy nie, Baśka jest głodna.
Tak więc przyrządzam "gorący kubek" a właściwie gorącą torebkę z liofilizatem


Pontony już prawie puste...  za to brzeg prawie pełny


Jeszcze tylko jeden silnik i ...KOT


Z MYSZĄ było jakoś łatwiej, tu nawet mała owiewka blokuje się w furtce, nie wspominając o ciężarze - bramka nr 1.


Oczywiście to musi być owinięte drutem kolczastym , żeby nie było pokusy przerzucenia pontonu górą - bramka nr 2.


Bohater dnia (to małe pod KOTEM)

Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #22 dnia: Listopad 18, 2012, 10:48:35 »
Dziennik pokładowy MS KOT
27  czerwiec

Od rana znosimy rzeczy z dość stromego brzegu, chociaż szczęśliwie w tym miejscu wyposażonego w wąskie, metalowe schodki. Oczywiście zaczynamy od pontonów, które stopniowo uzbrajamy w płytkiej do kostek wodzie kanału. Już o godz. 11 zaczynamy holować pontony w stronę rzeki. W jednym miejscu jest tak płytko, że pomimo wypuszczenia powietrza z kila szorujemy po kamienistym dnie. Po 200 metrach wychodzimy na rzekę i opuszczamy silniki.
Zaczyna się dziki fragment Wisły. Trzeba uważnie patrzeć na wodę ale nawet pomimo tego, kilka razy zahaczamy o dno silnikiem, a raz uderzamy kilem w pień drzewa. Zauważamy, że bierzemy wodę. Albo jakieś uszkodzenie przy przenoszeniu, albo w czasie przeciągania pontonu po kanale.
Dopływamy do słynnego kilometra 119 czyli do skały na środku rzeki. Zbliżamy się ostrożnie, próbując zorientować się jaką drogę wybrać, przy czym niespodziewanie uderzamy silnikiem w podwodny kamień [ jeszcze 50 metrów przed widocznymi na wodzie trudnościami]. Decydujemy się na zwiad pieszy. Ten fragment rzeki jest ciekawy dla kajakarza ale przy tym stanie wody nie można płynąć tu większymi jednostkami. Musimy spławić pontony trzymając je na cumach z prawego brzegu, jednocześnie pilnując, żeby nie wpadły na skały. Jest z tym trochę zabawy ale jest też i bonus ;-) Znajdujemy przy brzegu pięknego, i jak się okazuje wieczorem, smacznego klenia, który dosłownie przed chwilą pożegnał się z życiem, pechowo nadziewając się na patyk.
Płyniemy dalej, lawirując między mieliznami, pniami drzew i skałami.
Mamy przeciek – około 30 litrów na godzinę. Późno znajdujemy miejsce na biwak [ około 134 km ] ale przynajmniej jest możliwość rozpalenia pierwszego ogniska na tym spływie. Mięsożerna część załogi konsumuje świeżo upolowaną rybę.



Schodki może nie rewelacyjne ale lepsze niż błotnista ścieżka


Z MYSZką oczywiście nie ma problemu.
KOTa nie potrafimy podnieść - musi stoczyć się , zsunąć ze skarpy na wózku.




Pokonanie śluzy zajęło nam w sumie jakieś 8 godzin


Teraz to tylko spacerek do rzeki


Mamy minimalne zanurzenie ale i tak za dużo - musimy przeciągać potony (albo kopać kanał ;) )


Nareszcie na Wiśle, przechodzimy na wiosła, a potem na silniki.


Ciekawe czy wraki są też na środku nurtu


119 kilometr - dobrze, że mamy fajną osłonę śruby , niedobrze, że leży w domu bo paczka nie dotarła na czas.
Trzeba opuszczać pontony na linie jednocześnie odpychając je od skał i  kierując w głębsze przejścia między kamieniami.


Pechowa ryba - albo chciała poskubać patyk, albo uciekała przed nami


W każdym razie patyk był haczykiem


Przeszkody pokonujemy z asekuracją.




Trochę natury





Tor przeszkód


Przeszkody komponują się z krajobrazami


Jeśli stoją tu jakieś znaki to tylko dlatego, że jeszcze opierają się powodziom i innym siłom natury


Nareszcie postój , tradycyjnie już po ciemku


Dziennik pokładowy MS KOT
28  czerwiec

Rano pochmurno. Po drodze zaczyna padać, więc musimy i możemy rozłożyć dach, MYSZ nie ma takiej możliwości więc cierpi, tzn. moknie, a pada przez większą część dnia.
Mijamy Opatów, prom w Opatowie i dopływamy do ujścia Dunajca. Rzeka robi się 2 razy szersza, chociaż wcale nie głębsza. Kawałek dalej spotykamy dzielną łasicę lub norkę przepływającą przez rzekę. Mogła przepłynąć najpierw Dunajec, a potem Wisłę ale postanowiła 'machnąć' 2 rzeki na raz ;-) W dodatku wychodząc na brzeg dostała takiego przyśpieszenia, że aparat nie zdążył ustawić ostrości.
Jest bardzo dużo mielizn, rzeka rozlewa się naprawdę szeroko, sporo zatopionych główek i pni. Nieliczne znaki nawigacyjne czyli tyki i wiechy trochę pomagają lecz nie należy im bezkrytycznie ufać. Pomimo małego zanurzenia często musimy jeszcze podnosić silnik, a 2 razy siadamy na mieliźnie.
W Szczucinie robimy zakupy i tankujemy. Niestety nie jest to za dobre miejsce. Od przystani WOPR-u, gdzie się zatrzymaliśmy - do najbliższego sklepu jest ponad kilometr. Tuż za przystanią widzimy przy brzegu kilka wianków.  Albo w Krakowie budują pancerne wianki, będące w stanie przepłynąć śluzy i jazy albo gdzieś jeszcze świętowali w ten sposób.
Znajdujemy pierwszą dużą i wysoka plażę za Szczucinem i niestety znowu dość późno, do tego w deszczu, rozkładamy obóz koło 190 km.






Dunajec łączy się z Wisłą


Ktoś rozpoznaje co to za zwierz?


Barka załadowana do granic możliwości


Sortownia żwiru


Lawirujemy między mieliznami, MYSZ tak zawzięcie sonduje, że mielizna "wsysa" wiosło i trzeba po nie wracać



Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #23 dnia: Listopad 18, 2012, 10:54:52 »
Dziennik pokładowy MS KOT
29  czerwiec

Już nie pada ale ciągle jest pochmurno. Wypływamy dopiero przed 12-tą. Wkrótce, na prawym brzegu, widzimy zatopiony i najwyraźniej porzucony pchacz. Poświęcamy kilka minut na eksplorację wraku. Około 15 h dopływamy do elektrowni w Połańcu. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami dzwonimy do elektrowni, żeby dowiedzieć się jak przepłynąć próg piętrzący, na którym prowadzone są prace remontowe. Informują nas, że jednak nie możemy przepłynąć bo szlak jest oficjalnie zamknięty i 'przepisy' nie pozwalają. Przyślą zakładową straż pożarną, żeby przewiozła nas za próg. Straż dysponuje typowo podłodziową przyczepką, na którą nie za bardzo pasują nasze pontony. Mówią też, ze to będzie koło 6 km drogi, że mogą wziąć najpierw jeden, potem drugi ponton ale tylko na naszą odpowiedzialność. Wg nas byłaby to strata czasu i spore ryzyko uszkodzenia pontonów. Jeden ze strażaków mówi, że zależnie od spiętrzenia, jeśli nie jest za duże to można próg przepłynąć i w górę, i w dół. Podobno był kiedyś przypadek, że jacht się przewrócił przy podpływaniu – silnik wyszedł z wody nad progiem, woda chwyciła dziób i ustawiła jacht bokiem.
W każdym bądź razie nie taki próg straszny jak go opisują. Dzwonimy ponownie do elektrowni z pytaniem jak wysoko spiętrzona jest woda i czy nie moglibyśmy jednak przepłynąć, ewentualnie spławić pontony na cumach. Mówią, że nie ma żadnego piętrzenia, tylko ze względu na prace na progu, w poprzek rzeki rozciągnięta jest stalowa lina. Pod wieczór mają ją opuścić i będziemy mogli płynąć. Kiedy korzystając z przymusowej przerwy gotujemy obiad, dzwonią z informacją, że droga jest już bezpieczna i możemy ruszać. Okazuje się, że ze spłynięciem nie ma najmniejszych problemów.
Znajdujemy ładną wyspę na nocleg, gdzie po częściowym rozładowaniu i wyciągnięciu z wody oglądamy dno KOTa i zaklejamy 4 prawdopodobne miejsca przecieku.




Ciekawe co się dzieje z numerem 1


Statek wydaje się mieć kompletne wyposażenie wymagane do poruszania się drogami śródlądowymi


Nikomu nie opłaca się go uratować?


Wiecha


Tyka


Elektrownia w Połańcu z progiem piętrzącym wodę.


Wianek z Krakowa.


Niestety przyczepa jest podłodziowa, nie pasuje do miękkiego dna pontonu a do tego 6 km polną drogą i nie bardzo jest gdzie zrzucić na wodę


Wóz strażacki próbuje wycofać początkowo tylko na tylnym napędzie.
Dokopuje się do błota, opony się zalepiają i to koniec jazdy, blokady już nie pomagają.


Pomaga "Fadroma" ale trzeba dodać, że ciężarówka waży 12-16 ton


Próg


KOT został wypakowany... i przy pomocy dźwigu...


... przetransportowany do suchego doku.
Zaklejamy to co wydaje nam się podejrzane (chociaż tak naprawdę bez przekonania - widać tylko drobne zarysowania)


Dziennik pokładowy MS KOT
30  czerwiec

Dopływamy do Sandomierza. Wpływamy w zatoczkę, w której mieści się nowa przystań, jeszcze w trakcie budowy. Odbudowują też nadwiślański bulwar. Tankujemy wodę i paliwo a potem idziemy na zmianę oglądać miasto. Przy powrocie do przystani każda z załóg musi jeszcze pokonać agresywnego ochroniarza z psem, który „nie wpuszcza” na teren budowy, chociaż za nim widać spacerujących ludzi [plac zabaw dla dzieci jest już gotowy].  Za mostem w Sandomierzu zaczyna się droga wodna I klasy [ koło mostu slip]. Nocujemy kilka km za miastem, gdzie plaga meszek zmusza nas do użycia moskitiery. Ustawiamy na noc alarm poziomu wody i okazuje się, że dobrze zrobiliśmy bo w sumie woda podniosła się o 30 cm.


Przez noc poziom wody się podniósł


Trudno powiedzieć, czy tą łódkę ktoś próbował uratować czy powódź wrzuciła ją na barkę


Jakby mieć 50 takich solidnych wianków powiązanych razem to można na nich śmignąć całą Wisłę


Ci panowie sprawdzają i zapisują głębokość rzeki (prawdopodobnie wyznaczają szlak).
Zwalniają, sondują i ruszają dalej zapisując głębokość




Lewobrzeżna, wysoko położona część Sandomierza


Nowa przystań wygląda świetnie, żeby tylko nie została zniszczona.


Rynek w Sandomierzu


Offline kozi



  • Pomógł: 9

Odp: Wisła pontonami od 0 km do morza ...
« Odpowiedź #24 dnia: Listopad 18, 2012, 10:58:15 »
Dziennik pokładowy MS KOT
01  lipiec

Dopływamy do Zawichostu. W czasie kiedy MYSZ robi zakupy, my uzupełniamy wodę w fabryce świec, która była częściowo zalana podczas ostatniej powodzi. Gawędzimy też z mieszkańcem Zawichostu, który przyszedł wylać wodę z łódki. Opowiada nam o tym jak pracował na pogłębiarce, o powodzi, o rzecznych łódkach i silnikach. Pojawia się też, jak to zwykle bywa w takich rozmowach, temat wypadków. Kilka lat temu 3 mężczyzn próbowało rozciągnąć w poprzek rzeki stalową linę dla promu płynąc małą łódką. Wywrócili się i zaplątali w linę, tylko jednego udało się odratować, ale i tak podobno zmarł po dwóch latach ...

Od tego miejsca cały dzień pada, a momentami wręcz leje. Szczególnie odczuwa to załoga MYSZy, która nie ma dachu [ma za to w zanadrzu dużo niecenzuralnych słów na tą okazję]. KOT w dalszym ciągu bierze wodę. Stosunkowo szybko szukamy miejsca na biwak, które znajdujemy koło Solca Nad Wisłą. Dość mocno wieje więc naciągi namiotów wymagają udoskonaleń. Dobrze,że mamy zaciszne miejsce, gdzie można posiedzieć przy ognisku.
Noc „umila” nam towarzystwo imprezujące do 04 h nad ranem na skarpie, na przeciwnym brzegu rzeki. Zadziwiające jak dźwięk rozchodzi się nad wodą ...


Przez noc przybyło wody


Skusiła mnie reklama ale zbliżałem się z zachowaniem wszelkich środków ostrożności.
Już widziałem te setki puszek czekających na uratowanie.


hm...


Miejsce biwakowe wymagało przygotowania - usypuję ładną piaszczystą plażę, Baśka ma załatwić słońce


Ze względu na wiatr namioty wymagały dodatkowych odciągów


Ognisko trzeba schować przed wiatrem


Trzypalnikowa kuchenka wielopaliwowa

Dziennik pokładowy MS KOT
02  lipiec

Przez noc znowu przybyło wody i właściwie nie przestało wiać. Tuż po minięciu promu koło Solca dogania nas policyjna motorówka, której załoga początkowo w nieprzyjemnym tonie „oferuje” nam mandaty w wysokości 100 zł od osoby za niezałożone [chociaż znajdujące się pod ręką na łódce] kamizelki. Mówią, że trzeba je ubierać tak jak zapina się pasy w samochodzie [chyba, że ma się uprawnienia ratownicze]. Jest to dla nas kompletna nowość, gdyż do tej pory nie spotkaliśmy się z tym przepisem ani w teorii, ani w praktyce. Ani załogi, ani pasażerowie większych i mniejszych jednostek, które mijaliśmy w Krakowie nie miały na sobie kamizelek. Policjanci twierdzili, że przepis dotyczy też kajakarzy. Już mieliśmy pytać o ludzi na materacach oraz o ludzi po prostu kąpiących się w rzece [chyba człowiek w łódce ma większe szanse przeżycia niż człowiek bez łódki] ale z władzą się nie dyskutuje jeśli rozmowa kończy się tylko pouczeniem ;-)
Spisują nasze dane – pewnie po to, żeby mieć dowód, że na tym odcinku istnieje jakikolwiek ruch - i po krótkiej, luźnej rozmowie odpływają, a my nieco zestresowani płyniemy w kamizelkach do Kazimierza Dolnego. Widzimy ich jeszcze jak kręcą się po rzece i kontrolują wędkarzy.
Kazimierz Dln. ma ogrodzoną przystań dla mniejszych jachtów oraz pomosty dla większych jednostek. Dużym plusem jest to, że blisko rzeki jest położona stacja benzynowa.
Samo miasteczko jest dziwne. Mnóstwo prywatnych, płatnych i niestrzeżonych parkingów, galerii, restauracji i pokojów do wynajęcia. Na Rynku są też Cyganki usiłujące wróżyć, mnóstwo turystów i tylko 2 sklepy spożywcze, które udało nam się zlokalizować. W tym miejscu „ciepło” wspominamy panią ze sklepu spożywczego w Rynku obok apteki, która poproszona o 1-ną ładną paprykę zapakowała taką która pleśniała w 6 miejscach - z każdej strony ...
Zabudowa miejscami bardzo ładna. Drewniane i kamienne domy, fajne brukowane uliczki, zapewne ciekawe zabytki [częściowo w remoncie], na które nie starczyło nam czasu.
Przy nabrzeżu statki i barki stuningowane optycznie na łodzie Wikingów czy galeony.
Tuż za Kazimierzem, dzięki pilnemu lornetowaniu horyzontu, pierwsi wypatrujemy kolejną łódkę policyjną. Ci jednak nie chcieli nas kontrolować. Może dlatego, że mieliśmy już założone kamizelki [stres], a może dlatego, że łódki nie są tu takim rarytasem.
Dziś znowu przybijamy wcześniej, bo KOT ciągle przecieka i chcemy go w końcu załatać. Udaje się wreszcie znaleźć [w przenośnym suchym doku] bardzo prawdopodobne miejsce przecieku, więc po załataniu jesteśmy dobrej myśli. W okolicy bardzo dużo wędkarzy.
 


Policyjna motorówka już zwodowana i zaraz zacznie nas gonić


Baśce jest bardzo niewygodnie w kamizelce ratunkowej, aż jej zdrętwiały ręce, ja w asekuracyjnej mam właściwie pełen komfort


Zamek w Janowcu


Z tej perspektywy wygląda, jakby załoga MYSZY była gotowa na najgorsze - kamizelka ratunkowa, koło ratunkowe, wiadro do wybierania wody
i jeszcze bosak ...






Kazimierz Dolny


Imponująca armada


Rynek w Kazimierzu Dolnym


W końcu namierzyliśmy przeciek


Dobrze, że mamy ze sobą przenośny suchy dok