forum.outdoor.org.pl

OUTDOOR => GÓRY, WSZECHŚWIAT I CAŁA RESZTA => Na wodzie i pod wodą => Wątek zaczęty przez: leśna dusza w Kwiecień 22, 2014, 22:27:09

Tytuł: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: leśna dusza w Kwiecień 22, 2014, 22:27:09
Bagna Biebrzańskie zawsze bardzo mi się podobały, ale nigdy jeszcze nie oglądałam ich od środka – z wody. Gdy nadarzyła się okazja spływu z Rajgrodu do Wizny na zaproszenie zareagowałam z entuzjazmem. Trzeba zaznaczyć, że to mój pierwszy spływ kajakowy w karierze – dotąd miałam tylko okazję kilka razy machać wiosłem po jeziorkach na wypożyczonych sztywniakach. Tym razem kajaki miały być dmuchane, a ja miałam płynąć w duecie. Początek kwietnia oznaczał, że spóźnimy się na przeloty ptaków, a kaczeńce będą dopiero w pąkach, ale bagna są przecież zawsze pełne atrakcji.

Plecak miałam tym razem spakowany w stylu all inclusive :) - skoro to woda miała nieść ciężar to zabrałam wszystko co przyszło mi do głowy (to co miało pozostać suche jak zawsze spakowałam w worki wodoszczelne). Wyszło tego 18 kg, z czego 2 kg to gumowce, a 4 kg jedzenie na cały tydzień. Ja miałam właściwie wszystko czego potrzebowałam ze sobą, koledzy zaopatrywali się w prowiant i napoje na starcie i po drodze w Goniądzu i Burzynie.

Po 10 godzinach jazdy pociągiem noszącego rozbudzającą wyobraźnię nazwę „Pojezierze” znalazłam się w Grajewie, tam przesiadka na autobus i pół godziny później byłam już w Rajgrodzie, gdzie spotkałam się z Tadkiem i Tedem. Zrobiliśmy ostatnie zakupy, spakowaliśmy kajaki, które już leżały na brzegu nadmuchane. Narzuciłam goretexy i przyszedł czas zwodowania.

Sprawnie udało nam się zaokrętować, odbiliśmy od brzegu, po czym rozpoczęła się walka ze zsynchronizowaniem wiosłowania. Na początku często zderzaliśmy się wiosłami, bo jakoś przesadziłam z częstotliwością, potem zabrałam Tadkowi lepsze wiosło :) i w końcu jakoś się zgraliśmy. Klucząc po meandrach Jegrzni oddaliliśmy się od zabudowań Rajgrodu.

(https://lh5.googleusercontent.com/-OZ6rAqO6cKg/U0b7VXxUMVI/AAAAAAAAAvw/p5Rt9yLTtPM/w891-h501-no/DSCN6426.JPG)

Dystans przewidziany na ten wieczór nie był duży, ledwie kilka kilometrów, jednak pogoda się psuła – wiał silny wiatr, zrobiło się bardzo zimno. Dawno tak bardzo nie zmarzłam – wydawało mi się, że jak zacznę wiosłować to będzie mi ciepło, ale wcale tak nie było. Tadek też nie miał lekko, bo siedząc z tyłu był oblewany bryzgami z mojego wiosła… Po drodze czekało nas jeszcze przeniesienie kajaka, bo na rzece była przeszkoda w postaci śluzy. Potem jakiś czas ścigaliśmy się z łabędziami, by wreszcie wpłynąć na Jezioro Dręstwo, przezwane przez Tadka Draństwem, na którego brzegu mieliśmy spędzić noc. Tu właśnie zerwał się boczny wiatr i pakował nam w lewą burtę falę za falą, obracając często, także płynęło się dość żmudnie. W pewnym momencie użyłam nawet swojej osoby jak żagla. Zaczęło się robić mroczno, szczególnie że chmury zgęstniały i poczęstowały nas jeszcze drobnym zimnym deszczem. Chwilę zajęło nam wyszukanie miejsca, w którym dało się dobić do brzegu. W zapadającej ciemności wyładowaliśmy bagaże i szybko rozbiliśmy namioty. Jako jedynej chciało mi się gotować kolację w namiocie. Wpakowałam się do śpiwora i powoli rozgrzewałam słuchając kropli deszczu stukających o tropik.

(https://lh3.googleusercontent.com/-WrZtzOK_94I/U0b7WSR-CPI/AAAAAAAAAv4/VAmbM_BdPjs/w891-h501-no/DSCN6434.JPG)

Rankiem przywitała nas piękna pogoda. Wstaliśmy jakoś strasznie wcześnie, ale to wcale nie sprawiło żebyśmy jakoś szczególnie wcześnie wypłynęli. Pomna wczorajszych doświadczeń założyłam ciepłe getry z powerstrechu, z których już do końca wyjazdu nie wyszłam i podwójne skarpety. Jegrznia wypływała z Dręstwa niedaleko naszego biwaku. Krajobraz był urozmaicony, trochę trzcin, trochę wiejskich widoków, podmokłe olsy. Po drodze minęliśmy stary młyn z wiatrakiem.

(https://lh3.googleusercontent.com/-3FvgKAIOD68/U0b7YUa69FI/AAAAAAAAAwI/3OHZg2f1W1k/w891-h501-no/DSCN6446.JPG)

(https://lh6.googleusercontent.com/-EzUTf35FOro/U0b7ZDsWjrI/AAAAAAAAAwQ/nvurLThpP5Y/w891-h501-no/DSCN6447.JPG)

Na podmokłej łące zrobiliśmy sobie przerwę.

(https://lh5.googleusercontent.com/-_nq5jv5Wr1E/U0b7bQJozvI/AAAAAAAAAwg/ZMbzNBYTrQ8/w282-h501-no/DSCN6454.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-C3H0sqn4q_s/U0b7cYxsQAI/AAAAAAAAAwo/ee41UbP-6Qs/w891-h501-no/DSCN6456.JPG)

Za Kuligami Jegrznia miała bystry nurt, co było bardzo emocjonujące. Zażyczyłam sobie powiosłować sama, ale manerwowanie nie bardzo mi szło – zaraz zaryłam w brzeg, ale i tak bardzo mi się podobało ;D Nie zrażona próbowałam dalej i odbiwszy od brzegu spory kawałek udało mi się pokonać solo. Nasz gumowy kajak nie był zbyt zwrotny, szczególnie że był dość mocno załadowany. W końcu pozwoliłam Tadkowi dołączyć do wiosłowania i popłynęliśmy już żwawo. Po drodze mijaliśmy cudne piaszczyste plaże, ale niestety woda była lodowata.

(https://lh5.googleusercontent.com/-pzTFKWLbnSs/U0b7dHt1hOI/AAAAAAAAAww/fYj0J2ZpvyA/w891-h501-no/DSCN6463.JPG)

Potem skręciliśmy w Kanał Woźnawiejski, na którym właśnie konstruowano jakieś nowe przepławki, które trzeba było omijać. Jak dla mnie ten odcinek był dość nudny, dziwnie tak płynąć prosto. Z dołu nie można było zajrzeć do lasu ani na trzcinowiska, a tarniny porastające brzegi kanału jeszcze nie kwitły.

(https://lh3.googleusercontent.com/-DUt4oyBn7TM/U0b7eMwbQdI/AAAAAAAAAw4/yYhLIHJOWBU/w891-h501-no/DSCN6465.JPG)

Na nocleg obraliśmy sobie piaszczystą wydmę w pobliżu kanału. Zanim dobiliśmy do brzegu musiałam jeszcze przepiłować gałąź zagradzającą drogę.

(https://lh4.googleusercontent.com/-V07flSJCb1M/U0b7ex8B_nI/AAAAAAAAAxA/rXS42I9aji0/w891-h501-no/DSCN6466.JPG)

Wieczorem wyszłam zwiedzać okolicę. Wydmy przerżnięte kanałem tworzyły piaszczyste skarpy, widać było mnóstwo śladów żerowania bobrów. Posiedziałam trochę na zwalonej wierzbie na skraju bagien, a potem podziwiałam zachód słońca, obierając za punkt widokowy hałdę ziemi usypanej przy okazji budowy jednej z przepławek.

(https://lh6.googleusercontent.com/-VaAnRP1CQv0/U0b7gG4uplI/AAAAAAAAAxI/vM4iME4D8sQ/w891-h501-no/DSCN6468.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-GT6S1RpfDog/U0b7hVCnuQI/AAAAAAAAAxQ/LiAKnWLhAzM/w891-h501-no/DSCN6472.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-vSIqOcLWHI4/U0b7iPe8ymI/AAAAAAAAAxY/pB7EiQLATXg/w891-h501-no/DSCN6474.JPG)

(https://lh6.googleusercontent.com/-IsFMOIbjA3A/U0b7i96jLNI/AAAAAAAAAxg/r5jJzuo7GSQ/w891-h501-no/DSCN6480.JPG)

Tuż po zachodzie ptactwo było najbardziej aktywne – dzień pożegnały klangorem żurawie, słychać było bąki i kszyki oraz jakieś inne gatunki, których nie umiałam rozpoznać. Wróciwszy do obozowiska zastałam już płonące wesoło ognisko. Chwycił mróz, więc skupiliśmy się wokół jego ciepła i zajęliśmy się przygotowaniem posiłku.

(https://lh6.googleusercontent.com/-EA8y-v9hA38/U0b7kPxGh1I/AAAAAAAAAxo/urfqdZEtEso/w891-h501-no/DSCN6485.JPG)

Noc była bardzo mroźna, później dowiedziałam się, że w niedalekiej wsi odnotowano -8 stopni, u nas mogło być tylko zimniej. Grunt na szczęście mieliśmy suchy, bo piaszczysty. Zawinęłam się w śpiwór i jeszcze nasłuchiwałam, ale to w środku nocy słyszałam najprawdziwszego puchacza.

Rano tropik pokryty był szronem, a woda w namiocie zamarzła.

(https://lh4.googleusercontent.com/-bqwT4f5wEH8/U0b7lN08cUI/AAAAAAAAAxw/LIk-2n8KanU/w891-h501-no/DSCN6488.JPG)

Następny dzień mieliśmy w planie spędzić osobno. Ted obawiał się porzucić swój kajak i chcąc popracować nad materiałem filmowym postanowił popłynąć niespiesznie dalej, a my z Tadkiem przeznaczyliśmy dzień na zwiedzanie Obwodu Ochronnego Grzędy – każdy w swoim zakresie. Początkowo również z obawą odnosiłam się do pozostawienia dobytku, jednak ostatecznie ukryłam większość rzeczy w krzakach i ruszyłam w teren na lekko. Tadek pognał na przełaj przez bagna, a ja bardziej konwencjonalnie dobiłam do szlaku i głównie nim się poruszałam. Szlak wiódł przez ciekawe wydmy, na których nie brakowało różnych upiornych znalezisk. Napotkałam ciekawą wieżę widokową.

(https://lh3.googleusercontent.com/-73poHxSYWyc/U0b7mt01ZLI/AAAAAAAAAx4/SudfQ_xRN04/w891-h501-no/DSCN6490.JPG)

(https://lh3.googleusercontent.com/-q5F9b3ulLdQ/U0b7obCOLaI/AAAAAAAAAyA/HA_cBDZ1pMo/w891-h501-no/DSCN6498.JPG)

(https://lh6.googleusercontent.com/-sB3NaNLWBM0/U0b7pr3U9HI/AAAAAAAAAyM/4JQzJ6HAA1w/w891-h501-no/DSCN6502.JPG)

Miałam zamiar również przebić się przez bagno, ale nie zabrałam gumowców, więc początkowo przeprawiałam się przez bagienny las metodą z kępy na kępę. Dotarłszy do trzcinowiska, na którym było jeszcze więcej wody doszłam do wniosku, że to nie obóz przetrwania i powędrowałam w inną stronę suchą wydmą, gdzie też pod brzozą ułożyłam się na południowy odpoczynek.

(https://lh3.googleusercontent.com/-gIlK4QReF3s/U0b7r95QWAI/AAAAAAAAAyY/fFAvSgVgzXI/w891-h501-no/DSCN6512.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-G_JvCew0wqc/U0b7qZQUVhI/AAAAAAAAAyQ/z-8p3AHkdZQ/w891-h501-no/DSCN6511.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-Vv2n5PcCkEE/U0b7zBKpvMI/AAAAAAAAAy4/v6Q-FNzZPfU/w891-h501-no/DSCN6523.JPG)

Wydm nie brakowało i włóczęga zajęła mi całe popołudnie. Udało mi się zobaczyć stadko koników polskich, które mają tam swój teren ogrodzony płotem. Można je oglądać z małej platformy widokowej.

(https://lh6.googleusercontent.com/-0aGGU8U2Yck/U0b7z_9nxHI/AAAAAAAAAzA/EbafrKGeXgg/w891-h501-no/DSCN6536.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-I_V3xn9X3yU/U0b71IAxCtI/AAAAAAAAAzI/isPIa1wnMYg/w891-h501-no/DSCN6541.JPG)

Umówiliśmy się z Tadkiem w obozie i mieliśmy zamiar jeszcze tego samego dnia popłynąć dalej tak aby biwakować razem z Tedem, który tymczasem dotarł już na Biebrzę, jednak doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie jeśli zrobimy to nazajutrz. W związku z tym wieczór był wolny i mogłam go znów poświęcić na kontemplację zachodu słońca, który tego dnia był bardzo malowniczy.

(https://lh3.googleusercontent.com/-5q3STK5Yo6w/U0b72SnO8SI/AAAAAAAAAzY/J4FbliLYhzo/w891-h501-no/DSCN6549.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-x5MhL3FJzNw/U0b71kGahuI/AAAAAAAAAzQ/mQgAtaHH3Dc/w891-h501-no/DSCN6548.JPG)

Wracając o zmierzchu dostrzegłam ognisko rozpalone przez Tadka. Zaraz przy nim usiedliśmy i pitrasząc kolację gawędziliśmy o tym i owym.

(https://lh3.googleusercontent.com/-hiqfhmbcXzs/U0b73Qay83I/AAAAAAAAAzg/IxEChOWnsi8/w891-h501-no/DSCN6553.JPG)

Noc znów była zimna, ale już nie tak bardzo jak poprzednia. Rano staraliśmy się zebrać sprawnie, ale nastroje psuła nam pochmurna pogoda, wiatr i pokrapujący deszcz. Popłynęliśmy dalej kanałem, który wkrótce połączył się z Ełkiem. Tu nurt stał się nieco szybszy, pogoda się wyklarowała i nie minęło wiele czasu aż wpłynęliśmy na Biebrzę. Zrobiliśmy sobie małą przerwę, z której korzystając brodziłam trochę po zalanej łące.

(https://lh6.googleusercontent.com/-sLRRwC50AQo/U0b74ZR1EnI/AAAAAAAAAzo/7isreZKJijE/w891-h501-no/DSCN6579.JPG)

(https://lh3.googleusercontent.com/-SBVz3LdJl7g/U0b75PkDwYI/AAAAAAAAAzw/zMCBQQ5vc20/w891-h501-no/DSCN6582.JPG)

Widać już było wieżę kościoła w Goniądzu, gdzie czekał na nas Ted. Powiosłowaliśmy raźno, a tuż przed pomostem przy wypasionej goniądzkiej restauracji nawet bardzo raźno, gdyż dostrzegliśmy na nim Teda z kamerą w dłoni. W miasteczku zrobiliśmy zakupy i zrelaksowaliśmy się nieco obserwując żerujące przy brzegu bociany.

(https://lh3.googleusercontent.com/-X27EqAN10Vc/U0b77ddW5dI/AAAAAAAAA0A/F6zKH0LoaEU/w891-h501-no/DSCN6594.JPG)

(https://lh6.googleusercontent.com/-L-0hu2m7IJQ/U0b78SiV9XI/AAAAAAAAA0I/tgXR1pNMmho/w891-h501-no/DSCN6597.JPG)

Po wypłynięciu z Goniądza mieliśmy ładne widoki na dolinę, która o tej porze roku powinna być jednak bardziej zalana. Minęliśmy Osowiec i most kolejowy, którym przejechałam jadąc do Grajewa pociągiem.

(https://lh6.googleusercontent.com/-_PXIIK59-ww/U0b79Fp2JsI/AAAAAAAAA0Q/D40DWS4M-Sw/w891-h501-no/DSCN6604.JPG)

Na biwak obraliśmy sobie nadrzeczną skarpę z niewielkim zadrzewieniem. Zapłonęło znów ciepłe ognisko, entuzjastycznie podsycane przez Teda. Ja niestety poniosłam sromotną porażkę przy smażeniu kiełbasy – wyszła cokolwiek zwęglona.

(https://lh4.googleusercontent.com/-rKsAPUqZxAY/U0b7-yr1gFI/AAAAAAAAA0g/TaTtlGJJaF0/w891-h501-no/DSCN6608.JPG)

Poranek wstał słoneczny i przyjemny. Zaliczyłam mały wypadek – chcąc zażyć kąpieli w Biebrzy udałam się na brzeg i wpadłam jedną nogą w jeden z licznych wydrążonych tutaj przez bobry kanałów. Musiałam potem suszyć obuwie i skarpetę, co ku mojej wielkiej rozpaczy skończyło się nadtopieniem wkładki. Mogłam się tylko pocieszyć tym, że i podpłomyk Tadka nie oparł się niszczycielskiej działalności płomieni  ;) Potem zażyłam trochę relaksu przy śniadaniu oglądając rozlewiska odbijające błękit nieba.

(https://lh5.googleusercontent.com/-zV0T7M8zqIE/U0b8BjOfqJI/AAAAAAAAA0w/JRrg9dc2DeE/w891-h501-no/DSCN6621.JPG)

(https://lh6.googleusercontent.com/-qbsxxaKhVU4/U0b8AQ49n0I/AAAAAAAAA0o/K4fU8DR7vYQ/w891-h501-no/DSCN6611.JPG)

No i popłynęliśmy dalej – dzisiejszy fragment był wyjątkowo piękny, rzeka była szeroko rozlana, na płyciznach ptactwo brodzące, w trzcinowiskach gęsi, na głębszej wodzie łabędzie. Pogoda dopisywała, a ja nie mogłam się oprzeć piaszczystym plażom.

(https://lh4.googleusercontent.com/-xCr-8Yik9-g/U0b8CPzoE6I/AAAAAAAAA04/IE_KxdlKq04/w891-h501-no/DSCN6628.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-kblbajLlwA8/U0b8DDZVNAI/AAAAAAAAA1A/fKrjSOOu6sA/w891-h501-no/DSCN6630.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-bX_MM3IAiLM/U0b8D2Y9-vI/AAAAAAAAA1I/fgLfoznpuok/w891-h501-no/DSCN6632.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-uMtLJ0vJbwM/U0b8EvLOJXI/AAAAAAAAA1Q/LrFU3uFz2Kc/w891-h501-no/DSCN6635.JPG)

Drugie śniadanie zjedliśmy na wyspie, którą Tadeusz już dawniej odwiedził, a rozpoznaliśmy ją po uschniętym dębie. Zwiedziliśmy ją napotykając nieżywego lisa, różne kości, skorupki łabędzich jaj. Roślinność była uboga, tylko w kępie leszczyn rozrosły się zawilce i kokorycze.

(https://lh5.googleusercontent.com/-iXSGR0pupkA/U0b8Fry3olI/AAAAAAAAA1Y/ozoRJQdFPhw/w891-h501-no/DSCN6643.JPG)

Po posiłku ruszyliśmy dalej, przeprawiając się przez płytkie wody zalanej łąki. Następny postój to Biały Grąd – pole namiotowe z wieżą widokową. Nocowałam tam kiedyś i bardzo lubię to miejsce, dlatego koniecznie chciałam się tam zatrzymać. Pole, na które swego czasu dojechałam rowerem było teraz wysepką wśród mokradeł, a widok z wieży naprawdę wart uwiecznienia. W pobliżu przechadzały się brodzące ptaki, sondując długimi dziobami rozmiękły grunt.

(https://lh6.googleusercontent.com/-tfdZX1iOxjM/U0b8GcOZAoI/AAAAAAAAA1g/KXflflj5cOw/w891-h501-no/DSCN6654.JPG)

(https://lh3.googleusercontent.com/-iQn9OTpLjc0/U0b8HT62HeI/AAAAAAAAA1o/eo_YCXkz_f4/w891-h501-no/DSCN6661.JPG)

(https://lh3.googleusercontent.com/-Sau-C7eumUM/U0b8IS_yMmI/AAAAAAAAA1w/DLgZmkZlU0M/w891-h501-no/DSCN6668.JPG)

Opuściliśmy pole i popłynęliśmy na poszukiwanie głównego nurtu. Niebawem go rozpoznaliśmy i puściliśmy się dalej. Ted wysforował się naprzód, ale po kilku minutach spostrzegliśmy go przy brzegu. Czekał na nas przy prawdziwym rarytasie – gnijących zwłokach krowy.

(https://lh3.googleusercontent.com/-epGu0rQf33c/U0b8JkXB9jI/AAAAAAAAA14/aXe39URhfck/w891-h501-no/DSCN6672.JPG)

Obfotografowaliśmy znalezisko i zadumaliśmy się chwilę, po czym popłynęliśmy pięknie tutaj meandrującą rzeką. Już bez przystanków dotarliśmy na kolejne miejsce noclegowe – sporą wyspę wśród rozlewisk. Przebicie się do brzegu było trochę kłopotliwe – tu trzciny, tam turzyce, ale jakoś się udało. Był to prawdziwy matecznik. Krążąc po lesie porastającym wyspę wypatrzyłam w bagnie łosia. Najprawdopodobniej to my wypłoszyliśmy go z wyspy, bo długo się nam przyglądał, po czym chlapiąc pobiegł w kierunku wierzbowych zarośli.

(https://lh3.googleusercontent.com/-1yBk9bcPdSo/U0b8Knuds7I/AAAAAAAAA2A/CBpynO3csjs/w891-h501-no/DSCN6679.JPG)

Wieczorem nad bagnami unosił się gwar ptactwa. Jak co dzień zajęłam się żmudnym filtrowaniem wody.

(https://lh5.googleusercontent.com/-XzWKdrb_nW0/U0b8LYb8R0I/AAAAAAAAA2I/JTlrB-2w-TA/w891-h501-no/DSCN6683.JPG)

Rano znów była śliczna pogoda, choć wiało dość solidnie. Śniadanie odbyło się na trawie, a potem obchód wyspy.

(https://lh4.googleusercontent.com/-SuWp8vaulRk/U0b8MoeaiTI/AAAAAAAAA2Q/JZNHnW0UTi4/w891-h501-no/DSCN6688.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-UCchoipHTnQ/U0b8PBL5-DI/AAAAAAAAA2k/BOyA27djFds/w891-h501-no/DSCN6693.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-aZOcN5ytU-I/U0b8QLmIxnI/AAAAAAAAA2o/bcEJEsi2DFs/w891-h501-no/DSCN6699.JPG)

Wreszcie wypłynęliśmy – z wierzbowych zarośli co chwilę pierzchały gęsi, często też mijaliśmy bobrowe żeremia.

(https://lh4.googleusercontent.com/-jJrahry5mIw/U0b8RJCg91I/AAAAAAAAA2w/9LfGC4VFRto/w891-h501-no/DSCN6716.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-yzhKf0ZcABo/U0b8TUNU1oI/AAAAAAAAA3A/CFOO1BUBHp8/w891-h501-no/DSCN6723.JPG)

Minęliśmy kanał Kosódka i ujście Wissy. Niebawem nurt się rozmył i wpłynęliśmy na ogromne rozlewisko w okolicach Brzostowa. Zaliczyliśmy wieżę widokową, wyszłam też na suchy ląd – kawałek wystającej nad poziom wody łąki na środku tego oceanu. Dalej atrakcją był prom rzeczny spoczywający przy brzegu – wdrapałam się na niego. Przepłynąwszy wielkie jezioro napotkaliśmy zachęcającą zalesioną wysepkę i mimo wczesnej pory postanowiliśmy rozłożyć już obozowisko. Niespodziewanie mieliśmy kontakt wzrokowy z jakąś wycieczką, ale bez żadnych konsekwencji – popatrzyliśmy tylko na siebie z daleka.

(https://lh3.googleusercontent.com/-rkNecoQSd28/U0b8UQY-ciI/AAAAAAAAA3I/g7gW1tut4ow/w891-h501-no/DSCN6751.JPG)

Wieczorem jak zwykle udałam się w trzciny obserwować zachód słońca. Po zapadnięciu zmroku bagienne odgłosy były bardzo wyraźne. Zajęłam miejsce na skraju zadrzewienia, znieruchomiałam i starałam się wypatrzyć przelatującego kszyka. Kszyk jest całkiem sporym ptakiem, słyszałam go z bardzo bliska wydającego charakterystyczny odgłos wywoływany przez wibrację sterówek, a jednak nie udało mi się go zobaczyć.

(https://lh5.googleusercontent.com/-pUToSMqyptQ/U0b8VLdhqDI/AAAAAAAAA3Q/FBP-EVIxTqQ/w891-h501-no/DSCN6764.JPG)

(https://lh3.googleusercontent.com/-EK7y6HBckMw/U0b8WGY_eTI/AAAAAAAAA3Y/6tYYoLs8crg/w891-h501-no/DSCN6765.JPG)

Rano pożegnaliśmy Teda, który tego dnia kończył już spływ. Zebrał się nieco wcześniej żeby zdążyć na autobus, my zaś z Tadkiem postanowiliśmy spędzić na bagnach jeszcze jedną noc.

(https://lh6.googleusercontent.com/-yiKrNgzqNHY/U0b8XU8JuUI/AAAAAAAAA3k/c4voRShp-vQ/w891-h501-no/DSCN6772.JPG)

Nie musieliśmy się spieszyć, więc bez oporu wykonaliśmy postój w Burzynie na okoliczność widoków z wieży. Była niedziela, więc i sporo samochodowych turystów, którzy zaopatrzeni w lornetki i teleobiektywy upewniali się nawzajem o obecności w bliskim sąsiedztwie łosi, orłów bielików, wszystkich mieszkańców biebrzańskich bagien rzekomo defilujących akurat naprzeciw wieży.

(https://lh6.googleusercontent.com/-4aHlNQiBEyI/U0b8YS19JuI/AAAAAAAAA3o/ZXRsngCGE4E/w891-h501-no/DSCN6782.JPG)

Od Burzyna krajobraz był o tyle ciekawy, że dolina była ograniczona skarpą, na której skupiały się kolejne wsie.

(https://lh3.googleusercontent.com/-Mah9xWLMoTA/U0b8ZR5io-I/AAAAAAAAA3w/QQtmFoDnsPI/w891-h501-no/DSCN6802.JPG)

Dopłynęliśmy tak aż do ujścia Biebrzy do Narwi – nagle wody zrobiło się jakoś dużo :) Myśleliśmy o noclegu gdzieś w pobliżu mostu, tak aby nazajutrz mieć blisko do autobusu, ale nie znaleźliśmy żadnego odpowiedniego miejsca, więc Tadeusz podjął inicjatywę podpłynięcia spowrotem do ujścia pod prąd, w której to czynności mu towarzyszyłam, aczkolwiek niezbyt energicznie :) Udaliśmy się w głąb rozlewisk, z których wynurzała się urocza połać podmokłej łąki z rozłożystymi dębami, na której rozbiliśmy namioty. Grunt był mocno nasiąknięty wodą, ale krajobraz śliczny – jeden z najładniejszych biwaków. Rozstawiwszy namiot rozłożyłam się pod jednym z dębów celem podziwiania po raz ostatni zachodu słońca.

(https://lh6.googleusercontent.com/--bvEOE4uqaw/U0b8aA3aP4I/AAAAAAAAA34/Hkb3ruz5MiI/w891-h501-no/DSCN6832.JPG)

(https://lh5.googleusercontent.com/-kgfXqGOCCrg/U0b8bHglSgI/AAAAAAAAA4A/y2KrjCOFmbQ/w891-h501-no/DSCN6834.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-qztd_kM5_V4/U0b8cPkUB7I/AAAAAAAAA4I/WGZ1BH3wkbc/w891-h501-no/DSCN6848.JPG)

(https://lh6.googleusercontent.com/-bAqo8CsHP9E/U0b8c4WPMkI/AAAAAAAAA4Q/v9DdIGVe-vw/w891-h501-no/DSCN6853.JPG)

(https://lh4.googleusercontent.com/-gPsYOp2OBjs/U0b8dsmSCsI/AAAAAAAAA4Y/rM4kuMKq76A/w891-h501-no/DSCN6856.JPG)

Jako że i tak nie było szans na wyspanie się siedzieliśmy przy ognisku dość długo. Rano wystawiłam nos z namiotu punktualnie o wschodzie słońca, który zresztą nie był szczególnie piękny. Kondensacja była znacząca, trzeba było zapakować mokry tropik. Z małym opóźnieniem wystartowaliśmy, znów wpłynęliśmy na Narew i przed mostem dobiliśmy do brzegu. Do Wizny pozostał nam jeszcze kilometr z okładem. Ja miałam ze sobą plecak i byłam już spakowana, ale Tadek musiał oprócz swojego bagażu załadować na grzbiet także kajak. Akurat zdążyliśmy na autobus do Białegostoku, który i tak przyjechał z opóźnieniem. W Białymstoku wsiedliśmy w pociąg, robiąc sobie ostatnie zdjęcia przed dworcem.

(https://lh6.googleusercontent.com/-FG1mV5HqfAQ/U0b8efFpqmI/AAAAAAAAA4g/EUEBdJqgPgo/w891-h501-no/DSCN6863.JPG)

W Warszawie wysiadł Tadek zabierając ze sobą poczciwego Gumotexa, z którym zdążyłam się przez ten tydzień zżyć.  Całkiem nieźle opanowałam już osobliwą technikę wiosłowania z podchwytu i nawet przestałam już tak bardzo chlapać Tadka, a tu już koniec wycieczki :) Pozostałam już tylko z trofeami - pokaźnym gnatem, garścią zwierzęcych zębów, kilkoma kawałkami drewna ogryzionego przez bobry i zestawem piór.

Jeśli jeszcze nie macie dość krajobrazów to jest też do obejrzenia filmik http://youtu.be/tm7W7Uyn7c0
A tutaj jeszcze filmik Teda http://www.youtube.com/watch?v=Kz6qo8wnTj0
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: Yatzek w Kwiecień 23, 2014, 00:13:55
Ech... Pozazdrościć...  :)
Jak zwykle relacja i zdjęcia - pierwsza klasa! Muszę przeczytać na spokojnie jeszcze raz i obejrzeć filmiki.
Gratulacje, - także wytrzymania zimna.
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: EMES w Kwiecień 23, 2014, 01:15:33
Jakoś kompletnie mnie to nie ciągnie ale w sumie to szacun, że Ci się chce o tej porze po bagnach włóczyć ;D
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: leśna dusza w Kwiecień 24, 2014, 00:30:28
Dzięki :)
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: aina w Kwiecień 24, 2014, 14:59:28
Podobają mi się Twoje wycieczki. Mają ciepły, bezpretensjonalny klimat :)
A przekezujesz to w taki sposób, że "zwyczjne" miejsca robią się niezwyczjne i aż chce się tam być. Super, zazdroszczę i podziwiam :)
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: leśna dusza w Kwiecień 24, 2014, 21:46:06
Dziękuję za miłe słowa :) Zawsze się staram pokazać, że nie tylko tereny powyżej 2000 m npm są fajne :)
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: Szekla w Kwiecień 25, 2014, 13:13:54
Bardzo fajna relacja. Krowa mnie urzekła  ;D ;D

Za każdym razem, kiedy czytam Twoje relacje utwierdzam się w przekonaniu, że Włóczykij była kobietą :-)
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: poncz w Kwiecień 25, 2014, 16:32:04
Biebrza to mój nr 1 na kajakowej liście, a takie relacje tylko mnie w tym utwierdzają. Dzięki!
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: leśna dusza w Kwiecień 25, 2014, 21:39:09
Krowa mnie urzekła   
Padlina rządzi :)

Cieszę się, że się podobało, Biebrza wciąga, włóczenie się też :)
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: Natalka w Kwiecień 27, 2014, 12:08:00
Zastanawiam się jak Ty wyszukujesz te wszystkie urokliwe miejsca :)
W Twoich wędrówkach nie wieje nudą, a wręcz przeciwnie, bardzo ciekawie pokazujesz Polskę.
Tytuł: Odp: Namiot nad rozlewiskiem, czyli wiosenny spływ kajakowy Biebrzą
Wiadomość wysłana przez: leśna dusza w Kwiecień 27, 2014, 23:08:56
Zastanawiam się jak Ty wyszukujesz te wszystkie urokliwe miejsca
Wszystkie są na mapie :)