SPORT I ZDROWIE IN AND FOR OUTDOOR > podróże i wycieczki rowerowe

Wycieczka do d...y

(1/13) > >>

Elwood:

--- Cytat: Elwood w Kwiecień 27, 2016, 16:41:48 ---Mam jeszcze kilka wyryp takich w zanadrzu:



Z serii:
- Czy palec wyjęty z dupy, będzie pachniał czekoladą?


--- Koniec cytatu ---

No to może zacznę od tej wycieczki do dupy.
Inspiracją dla niej były... czeskie koleje. Dokładniej, to dworcowe knajpy, które to za komuny były cudnym wynalazkiem, a niektóre z powodzeniem funkcjonują tam do dzisiaj.
Zająłem się opracowaniem marszruty.

By zarazić klimatem:
https://www.youtube.com/watch?v=5DD-X43KvDM

Elwood:
Nasza ekspedycja rowerowa do Czech nie miała sportowego charakteru, choć niepozbawiona była sportowych akcentów. Miała za to charakter wybitnie naukowy.
Jeden cel poznaliście, drugim (stricte naukowym) było odnalezienie Brontowąsika - bardzo rzadkiego okazu... bytującego...
No właśnie . Poza nazwą stwora nic więcej o nim nie wiedzieliśmy. Podobno był to krecik, ale czeski krecik, to "ach jo", a nie żaden Brontowąsik. Nasz kolega dr Honzik, bardzo się jednak przy kreciku upierał.
Ważne było, by naszego dr Honzika przekonania nie pozbawiać, bo przekonania, to coś, jak zasady. Trza je mieć i kropka.

Pierwszego uczestnika już poznaliście. Drugim był Szanowany Profesor Kocur. Jak wiecie, każda szanująca się ekspedycja powinna mieć w składzie żywego profesora, któren to swoim autorytetem i godnością osobistą podkreśla i nadaje rangę.

Do podkreślania wężykiem, co bardziej interesujących spostrzeżeń pana profesora, byłem ja. Pisarz i dokumentalista.

Skro skład ekspedycji (wcale nie nadużywam tego zwrotu) został ustalony, pozostało tylko wyznaczenie terminu i miejsca spotkania.
Padło na Staniszcze Małe. To podopolska wioska leżąca przy Staniszczach Wielkich. Tamże urodził się dr Honzik.
Warto naszemu przyjacielowi poświęcić jeszcze słów kilka i szerzej przedstawić ogółowi. Otóż dr Honzik lubi wypić. Wybitna postać w dziedzinie szerokopojętej dezynfekcji. Z racji tytułu i tej cechy pełnił funkcję lekarza naszej ekspedycji. Mimo, że pomieszkuje obecnie w Berlinie lubi być Polakiem i ma na to dobre papiery. W ten sposób w zasadzie krótko i zwięźle przedstawiłem nas trzech.

Cdn.

Elwood:
Cele naukowe:
1. Most w Ozimku.



https://pl.wikipedia.org/wiki/Most_wisz%C4%85cy_w_Ozimku
Dr Honzik skończył budownictwo dróg i mostów na Polibudzie Opolskiej i Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. O mostach może opowiadać bez końca. Do tego opowiada ciekawie.
Jest jedynym studentem w historii PO, który może się cieszyć własnym patentem. Na UH jest współautorem skryptu, z którego uczą się studenci jego kierunku.
Generalnie różnica poziomu nauczania na tych uczelniach, to PRZEPAŚĆ. Niestety na korzyść Niemców.

Na UH co roku wydział dr Honzika organizuje konkurs na wytrzymałość przęsła, do którego produkcji studenci używają papieru i kleju. Masa obu produktów jest dokładnie określona. Finał konkursu odbywa się na auli, która pęka w szwach. Wszyscy mają swoich faworytów, kibicują im itd. Konkursowe przęsła testowane są na super maszynie, kosztującej krocie i służącej normalnie do badań.
Nasz dr Honzik będąc na pierwszym roku dowiedział się o konkursie w ostatniej chwili i na konkursowej liście z tego powodu był ostatni.

Emocje podczas konkursu sięgają zenitu. Projekt faworyta załamał się dopiero po 12kg. Chłopak był pewien  wygranej. Naszego Honzika nikt nie bierze poważnie. Aaula już świętuje.
Startuje jako ostatni. Jego przęsło (200gr papieru przypominam, nie pamiętam ile kleju) ląduje w kabinie maszyny, jej ramie zaczyna owe przęsło dociskać. Zegar z dokładnością do tysięcznych grama zapierdala jak oszalały. Obciążenie powoli rośnie. Przekracza po kolei 1kg, 2kg, 5kg, 10kg... Aula milknie. Na zegarze mija 12kg... Konsternacja. Ale to nie koniec. Zegar wskazuje kolejne kilogramy. Przy 15kg wszyscy rozdziawiają gęby, pojawia się skromny aplauz. Przy 20kg, wzmaga się rwetes. Przy 30kg aula szaleje!
Przęsło kapituluje na 36kg z kawałkiem.

Z chaty dr Honzika do mostu jest 12km.
To nie był łatwy dystans... Biorąc pod uwagę zwłaszcza to, co działo się wieczora minionego. Miał to być wieczór skromny, przygotowawczy, w wąskim gronie... Zjechała się cała banda różnej maści gagatków, głównie motocyklistów. Zrobiła się z tego mega impreza na polu do rana...


Gdzieś w środku nocy, tak ostrzyłem moją  Practicą MTL5B (50-tka takumar smc 1,7)... Więcej nie pamiętam.
Dr Honzik po prawej. Po jego prawej kumpel z osiedla, znaczy niedaleki sąsiad. Polował na mnie szczególnie, bo od pół roku ponad szukał okazji, by wręczyć mi skromny prezent.


Ręczna jego grawerka i własnej produkcji zawartość. Ta flaszka po prawej. To jest bezwzględnie najlepszy bimber, jaki w życiu swoim piłem. Kosztowałem naprawdę wielu... Flaszka po lewej z kolei, to produkt Szanowanego Profesora Kocura. Profesor Kocur to wyjątkowy talent do tych rzeczy i zwolennik naturalnej kuchni w ogóle. Sam wędzi, we własnoręcznie zbudowanej wędzarni. Na zimno, gorąco. Jego mama jest znawczynią ziół i przypraw, które ma posegregowane w kilku dużych kredensach a liczba flakonów, słoiczków itp., grubo przekracza 1000...

Mój błąd polegał na tym, że wstałem zbyt wcześnie, a być może nie kładłem się nawet i przypadkowo sięgnąłem po piwo. Od razu poczułem się lepiej. Po drugim, to już w ogóle, po trzecim już mogłem ruszać.
Ale, że wszyscy jeszcze spali i nie było 9-tej, to tak pocieszałem się dalej.

Kiedy o 13-tej zapadła decyzja: STARTUJEMY, to okazało się, że ja właściwie, to mogę tylko jechać. Stać nie bardzo... W asyście wozu serwisowego (w trosce o moją osobę) dotarliśmy do mostu w Ozimku.
Tam komisyjnie sprawdziłem jego wytrzymałość dynamiczną, próbując się zatrzymać. Dr Honzik stwierdził, że to doskonałe uzupełnienie testu statycznego sprzed blisko 200-stu laty.

W Ozimku wsiedliśmy do szynobusu i pojechaliśmy do Opola. Tam przesiedliśmy się do szynobusu do Głuchołaz.


No troszkę byłem zmęczony.


Na dworcu w Opolu, już jakoś szło.

A z dworca...

...taka ciekawostka.


Zbieramy się w sobie.


Chłopaki po fajurze i...


...nie ma zmiłuj.

Na przełęczy jest granica, czego wtedy nie byliśmy pewni. Ale od czego mamy Profesora Kocura.
Stanęliśmy na chwilę a on konkluduje:
- Do sklepu weszła całkowicie obca mi kobieta... To muszą być Czechy!

Cele etnograficzne:
Jeszcze tego pamiętnego wieczora ustaliliśmy, że bierzemy każdy bar po drodze i kosztujemy. W ten sposób powolutku będziemy się przemieszczać do przodu. Do Mikulovic znaczy na początek, gdzie czeka na nas pierwszy bar dworcowy, czyli Nadrazi Knajpa lub Nadrazi Restaurace.


Ten bar był pierwszy "po drodze".

Wchodzimy do baru i już jest dobrze... :) Bardzo sympatyczna, młoda barmanka anonsuje nam ciapowane. Zastanawiamy się przez chwilę... Może od razu po dwa, trzy, po kilka znaczy.
Profesor Kocur ucina dyskusję:
- W takim razie poprosimy 20 piw.
Urocza barmanka patrzy na nas i ze śmiechem konstatuje:
- Ale 20, nie dzieli się na trzy...
No to poproszę 60, rzuca Profesor!

Ostatecznie...

...bierzemy trzy na początek....

Jesteśmy w raju!


Prawda, że prawda...?

Do Mikulovic docieramy na wieczór. Profesor Kocur spisuje z licznika - 5,5km i stwierdza, że dalej chyba nie pojedziemy.
Przytakujemy zgodnie, widząc resataurację. Parkujemy bryki, wchodzimy do środka i jest pięknie. Ruchu zero, jest Prazdroj z kija, jest Gambrinus w kilku obsahach i można coś przekąsić.




Wszystko w cenach więcej niż rozsądnych.

Lokal "pracuje" do 22-giej, ale to nie  jest problem. Zastanawiamy się tylko, gdzie tu kimać...? Kelnerka oferuje pokoje. Co prawda mieliśmy tylko pod chmurką, ale dzisiaj wyjątkowo... rezygnujemy z chmurek... :)
Rowery wtaczamy... na salę restauracyjną, dostajemy klucze do pokoju, domawiamy dwa metry piwa z kija i dzień kończymy o drugiej. Oczywiście na sali. Lokal jest praktycznie do naszej dyspozycji... :)

Do łóżek padamy przed trzecią.




Elwood:
Przestrzenie Banacha.

Rankiem dnia następnego, do naszych...

...tak zaparkowanych sprzętów nie możemy się dostać.

Zamek jest zatrzaskowy. Knajpę otwierają o 10-tej, a my mamy kwadrans po ósmej...
Udajemy się do sklepu. Pech w tym, że prowadzi go Wietnamka, z chęcią przyjmie złote, ale po takim kursie, który wzbudza mój sprzeciw. Kupując dwa piwa nie chcę płacić za skrzynkę.
Profesor Kocur rezygnuje z piwa, twierdząc, że rano nie pije. Dr Honzik z tego samego powodu również. Stąd tylko dwa i moje tłumaczenie, że desitka Radegasta, to bardziej napój piwny o właściwościach leczniczych.

Jest sobota rano, pusto i cicho... Jest rzeczka, jest most, jest kamienny murek. Siadamy i kontemplujemy. Otwieram Radegasta i ciągnę wzrokiem po strumieniu. Biorę łyka i nagle...!
Jest! Jest - krzyczę.
- Co, kto, gdzie...? Dopytują koledzy.
No ON!
- Jaki ON?!

Szybko wyciągam z plecaka Practicę i pstrykam! Tylko czy zdjęcie z kliszy wyjdzie...?! To ON. Na pewno ON! Brontowąsik!!!!


Przycupnął na kamieniu po środku strumienia i się na nas patrzył.

Dr Honzik oszalał z radości.
Już na samym początku ekspedycji, jeden z głównych celów zrealizowany! W tej chwili (dr Honzik) sięga po wolną flaszkę Radegasta i konsumuje ją w szybkim tempie.
Wracamy do naszej knajpy. Obsługa na szczęście przyszła godzinę wcześniej. Rozanielonej ekipie proponuję na śniadanie Prazdroja z kija.
Profesor Kocur odmawia, ale dr Honzik się łamie i wypija kufelek. Będzie dobrze!

W tym czasie do restauracji na śniadanie zajechał policjant w cywilnej skodzie. Przygląda się nam ciekawie.
Nieśmiało rzucam kumplom, że tutaj obsah we krwi, to bezwzględne nula nula. Postanawiamy się zbierać. Ponieważ nie mamy mapy, nie trafiamy na dworzec, ale będziemy tędy wracać, więc za cel obieramy jego odpowiednik w Jeseniku.



Równolegle do drogi prowadzi ścieżka rowerowa, zbiegając się z szosą, tylko na wąskich odcinkach.
Dzisiejszy etap z powodzeniem możemy nazwać górskim. Z profesorem Kocurem dajemy sobie solidarnie zmiany ignorując dr Honzika. Dlaczego...? Zaraz do tego dojdziemy.
Łykamy kilometry powolutku, dostojnie... Jesteśmy w końcu piwnymi dżentelmenami. Nigdzie się nam nie spieszy. Podczas łykania kilometrów owych ustalamy, że:
- należy przy pierwszej okazji uzupełnić zaopatrzenie,

https://youtu.be/8DTDN3ox5YA

- przy drugiej, skonsumować śniadanie w pięknych okolicznościach przyrody.

Niestety, tutaj muszę zawiesić relację z powodu udania się na długi weekend.
Cdn.


Shwarc:

--- Cytat: Elwood w Kwiecień 27, 2016, 13:18:17 ---Po raz pierwszy od trzech lat wyciągam ów niebanalny przyrząd pomiary. Jest to też dowód, w jakim tempie pokonałem ten etap ekskursji. W sumie sam jestem w szoku. Tak mam, jak podejmuję wyzwania... Klapki na oczy, pot, łzy, walka i szczęśliwy finał.
--- Koniec cytatu ---
Coś chyba jednak nie tak z tymi danymi. Średnia 53km/h to chyba z ostrej górki było? Z takimi prędkościami na takiej ukrainie to na IO dostaniesz nominacje i będziesz tam walczył o złoto.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej